Polacy i ich zdrajcy....

Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Kraj

Witam serdecznie
 

Rzeczy ważne nieraz nam umykają "przykrywane" - z jednej strony - po raz kolejny już znanymi faktami jak teczki Bolka i jego motorówkowy przypływ a - z drugiej strony - kreowanymi medialnie tematami odsuwającymi nas od istotnych spraw dotyczących stanu naszego państwa i jego przyszłości.
 

Nadszedł chyba czas na skupianie się  na rzeczach poważnych a nie egzaltowanie się manipulacyjnym szumem informacyjnym rozlewającym się w oficjalnym szambie medialnym III RP. Najwyższy chyba już czas aby ponownie rozpocząć budowę strategii rozwoju Polski oraz wyodrębnić spośród nas wszystkich tą część naszych rodaków, która będzie chciała i będzie zdolna realizować ową propolską, narodową i patriotyczną politykę, zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Przychylam się bowiem do przyjmowanej już przez niektórych konieczności jasnego obecnie zidentyfikowania pro i anty-polskiej części naszego społeczeństwa, niezależenie od dotychczasowych sporów ideologicznych, poglądów politycznych czy różnic środowiskowych.  Innymi słowy: należy jasno i kategorycznie określić przede wszystkich zdrajców Polski a spośród pozostałych wyodrębnić elity i nowych przywódców, którzy zaczną w końcu myśleć i wspólnie działać dla dobra naszej Ojczyzny.
 

Tak naprawdę dziś dla Polski są dwa najważniejsze obszary, które winny być przedmiotem szczególnego zainteresowania nas wszystkich a stosunek do nich może stać się wyznacznikiem patriotyzmu lub zdrady narodowej.
 

Pierwszym z nich jest dbałość o przestrzeganie w naszym kraju polskiego prawa wynikającego z Konstytucji RP i traktowanie go nadrzędnie wobec prawa unijnego.
 

Być może - wobec naszego członkostwa w UE i podpisaniu TL - niektórzy uznają taki postulat za absurdalny, ale wystarczy spojrzeć choćby na Niemcy, które nie podpisały porozumienia ACTA ze względu właśnie na jego sprzeczność z niemiecką konstytucją by zauważyć, iż UE w dzisiejszym kształcie - mimo wszystko - pozwala na realizację samodzielnej polityki propaństwowej. Symptomatycznym tego przejawem jest też brak podpisów pod ostatnią międzynarodową umową unijna (zwaną paktem fiskalnym) przedstawicieli Czech i Wielkiej Brytanii. Można więc - jako kraj - być podmiotem a nie przedmiotem polityki UE. Nasz Donald Tusk oczywiście ów pakt podpisał, choć prawie nikt tak naprawdę w Polsce go nie zna i nie znają go przede wszystkim polscy, zwykli obywatele-wyborcy. Zapewne też nie zna go większość posłów  i senatorów polskiego parlamentu. Będąc w UE można też choć częściowo wzorować się na rozwiązaniach węgierskich, ale z pewnością u naszych postokragłostołowców i postkomunistów samo nazwisko premiera Węgier wywołuje niestety strach, niechęć i nienawiść...
 

Należy przeto zastanowić się więc czy lepszym rozwiązaniem dla Polski jest jej działanie na rzecz reformy UE w jej obecnym, kuriozalnym, antydemokratycznym i anaturalnym kształcie, czy też próba  budowy nowego europejskiego porozumienia sięgającego do rozwiązań przyjętych kiedyś np. w EWG czy też opartego na idei Europy Ojczyzn. Osobiście uważam, że rozwój suwerennej i niepodległej Polski jest bardziej możliwy na gruzach obecnej  UE niż na reformowaniu czegoś, co a'priori było mitomańską fantasmagorią  syjo-globalistycznych utopijnych marksistów. Utożsamiam się w tym względzie z opinią Pani Profesor  Krystyny Pawłowicz...

Drugim obszarem identyfikującym rzeczywistych lub potencjalnych zdrajców Polski jest sposób postrzegania i  oceny tragedii smoleńskiej a raczej już prawdopodobnie pewnego "morderstwa  smoleńskiego".  
 

Dziś ten, kto choć trochę przyjrzał się wszystkiemu co działo się przed i po 10 kwietnia, musi mieć przeświadczenie, iż tragedia smoleńska nie była przypadkiem. Wiele wskazuje też na to, że można doszukiwać się jej przyczyn we współpracy GRU z polskimi - raczej okołowojskowymi niż okołocywilnymi - służbami specjalnymi rodem z PRL. Każdy więc, kto w dalszym ciągu powtarza absurdalne i kłamliwe ustalenia zawarte w sowieckim raporcie MAK i polskim raporcie J. Millera może być jasno określony jako rzeczywisty lub potencjalny zdrajca Polski. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje jedynie ustalenie bezpośrednich decydentów prawie pewnego zamachu oraz jego przebiegu. Wszyscy więc, którzy poszukują prawdy o tragicznej śmierci Polaków zasługują na miano ludzi prawych i spośród nich musimy wyłonić nowych liderów. Sądzę też, że - odnosząc się do sporu pomiędzy zespołem FYM-a a zespołem A. Macierewicza - nie ma dziś bardziej niszczącego możliwość identyfikacji zdrajców Polski faktu, niż kreowanie wrogości pomiędzy zwolennikami wolnej, suwerennej i niepodległej Polski.
 

Być może kogoś może razić  moja jednoznaczność i kategoryczność sformułowań, ale też chyba przyszedł czas na nazywanie rzeczy takimi jakie one są a nie poszukiwaniu dlań zmiękczających słownych relatywizacji. Oczywiście fakt ewentualnej zdrady i jej skali musi być w przyszłości rozstrzygnięty przez właściwe, polskie i suwerenne sądy (w tym: TS) zgodnie z polskim prawem, niemniej nie zawsze wszystko można negatywnie ocenić prawnie a jedynie etyczno-moralnie a poza tym... wystarczy choć jedno świadomie i celowo wielokrotnie powtarzane kłamstwo, aby uznać wszystko czego ono dotyczy również za kłamstwo lub prawdę podtrzymującą i uwiarygadniająca owo kłamstwo...
 

Wielu jednak spośród Polaków nie ma sprecyzowanego zdania na temat przyczyn tragedii smoleńskiej, jest zdezorientowanych i przytłoczonych dysonansem poznawczym. Często też wielu "nie chciałoby wiedzieć prawdy", bo wydaje się im tak samo straszna, co absurdalna...
 

Dla tej grupy moich rodaków kilka poniższych słów...
 

Ostatnio po raz kolejny oglądałem "Generała Nila"... W czasie rozmowy polskiej bezpieki z sowiecką na temat absurdalności postawienia zarzutów współpracy z hitlerowcami szefowi KEDYWU, gen. E. Fieldorfowi... z ust NKWD-zisty padły lekko zmienione słowa J. Goebbelsa "im absurd bardziej absurdalny tym łatwiejszy dla mas do przełknięcia"... W najnowszym  zaś wydaniu książki W. Suworowa:  "GRU - Radziecki Wywiad Wojskowy", autor wielokrotnie przedstawia też tak przerażająco absurdalne  działania sowieckich służ specjalnych, że faktycznie lepiej zdawałoby się "przełknąć" każde kłamstwo niż poznać szokującą prawdę...
 

Każdemu też, kto dalej wierzy w zwykły i przypadkowy wypadek polecam, by odpowiedział sobie  wstępnie na cztery pytania:
 

1. Dlaczego D. Tusk zrezygnował z kandydowania na prezydenta i kiedy?,

2. Dlaczego kuriozalnie rozdzielono uroczystości na dwie 7 i 10 kwietnia?,

3. Dlaczego śledztwa nie prowadzi strona polska a rosyjska oraz dlaczego uniemożliwiono zbadania miejsca katastrofy i wraku samolotu?

4. Kto zyskał najbardziej (ze strony polskiej, sowieckiej i pozostałych) chociażby tylko na śmierci: Lecha Kaczyńskiego (pewnego kandydata na prezydenta i dysponenta aneksu do raportu z likwidacji WSI), Skrzypka (szefa NBP), Kurtyki (IPN), generalicji NATO, Szmajdzińskiego (kandydata na prezydenta SLD) i Płażyńskiego (współtwórcy PO, którą szybko opuścił)?
 

Jeżeli w czasie poszukiwania  odpowiedzi na te pytania pojawiły się jakiekolwiek wątpliwości, to polecam "drążyć dalej"...
 

Prawda o Smoleńsku będzie porażała, ale musimy się z nią zmierzyć... Podobnie jak z  całym PRL-bis (III RP) oraz też np. wpływem na wprowadzenie Stanu Wojennego środowisk związanych z B. Geremkiem, okoliczności zamachu na bł. Jana Pawła II i śmierci bł. J. Popiełuszki...
 

Dla zdrajców zaś pozwolę sobie - ku refleksji i zastanowieniu się np. nad śmiercią płk. Tobiasza - przytoczyć fragment z w/w książki W. Suworowa: "...Tymczasem drastycznie zmieniła się sytuacja polityczna:  Hiler i Stalin zostali najlepszymi przyjaciółmi, a komuniści pokochali nazistów. Wymieniono podarki - Stalin dostał najnowsze, skrywane przed resztą świata niemieckie samoloty: Messerschmitta Bf 109, Junkersa Ju 87, Dorniera Do 17, Heinkla He 111, a nawet Bf 110, a w zamian sprezentował Hitlerowi niemieckich komunistów, którym wcześniej Związek Radziecki  udzielił azylu politycznego (...)  Zamiast ich wozić do Niemiec, zaproszono Gestapo na  gościnną  egzekucję pod Moskwą". Podobnie po dodatkowych negocjacjach zakończonych przekazaniem kolejnego samolotu (bodajże Ju  88) postąpiono z niemieckimi, komunistycznymi agentami GRU zbiegłymi do Moskwy a sprawiającymi też sowietom problemy. Jak pisze dalej autor: "...Zidentyfikowano i sfotografowano każdego , a potem wśród maskujących gwizdów parowozów rozstrzelano ich koło składowisk węgla elektrowni  kaszyrskiej. Następnie wspólne ekipy GRU, Komitetu Centralnego WKB b) i Gestapo spaliły ciała w piecach elektrowni. Niemieccy komuniści popełnili trzy błędy: 1. zbyt szybko uwierzyli w obietnice GRU, 2. zbyt mocno nalegali, by GRU dotrzymało danego im słowa, 3. zapomnieli, że jeśli  ktoś da odpowiednio wysoką cenę  za głowę agenta (nierosyjskiego), to choćby był najlepszy, GRU sprzeda go bez wahania".

(Źródło cytatów: W. Suworow, GRU.  Radziecki wywiad wojskowy, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2010, s.35-36)
 

Hm... Ciężko jest być zdrajcą... Ciągle strach... Jak nie przed prawymi rodakami to przed swoimi mocodawcami a  ci mocodawcy bywają jak widać czasami "staromodni"  "...wśród maskujących gwizdów parowozów rozstrzelano ich..."
 

Reasumując. Dopiero wtedy gdy po jednej stronie postawimy zdrajców, którzy dla mnie będą stać "tam, gdzie kiedyś stało ZOMO" a po drugiej stronie resztę Polaków... to wtedy możemy zacząć odbudowywać Polskę.
 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

]]>http://krzysztofjaw.blogspot.com/]]>

kjahog@gmail.com 

 

Brak głosów

Komentarze

Mam nadzieję,że mamy jeszcze elektrownie z piecam.Nie wolno ich zamykać.Niech czekają.

Prawdę się czasami uwalnia,bo nie ona jest najgorsza.Najgorsi są ci,którzy ją głoszą-tych się krzyżuje. Waldemar Łysiak "MW"

#232152

Gdzie ci zdrajcy, a gdzie patrioci?

Czy głosowanie za trak. liz. można uznać za zdradę czy nie? Może nie, na zasadzie: "bo wszyscy tak zrobili w unii", nawet V. Klaus i Irlandia, co na pewno jest wygodnym wytłumaczeniem, ale czy wyklucza z odpowiedzialności? (cóż,  sprzeciwiło się 56 posłów, ale może wiedzieli, że to tylko sprzeciw pro forma - wszędzie zachowano jakiś "sprzeciw", by pokazać, że funkcjonuje w Unii demokracja - za wyjątkiem Włoch i Malty, gdzie klasa polityczna głosowała szczerze: zero deputowanych przeciw. Przypomina ten sprzeciw "demokrację" w NRD, gdzie funkcjonowały partie "niekomunistyczne" w tym nawet Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec).

A czy lizusowski filosemityzm, który moim zdaniem, cechuje wszelkie nurty w Polsce, "od lewa do prawa", a który polega m. in. na całkowitym niewidzeniu jakiejkolwiek korelacji między poglądami, nieprzesadnie propolskimi a etnicznością,  dostrzega się wtedy lewactwo, chęć służenia Moskwie, ale nigdy etnę, co jest trochę zrozumiałe z powodu strachu, ale nie do końca - ma jakiekolwiek cechy zdrady lub chocby sprzeniewierzenia się patriotyzmowi czy żadnych?

Czy artykuł prof. Wolniewicza wywołuje jakieś refleksje, jakiś odzew? Żadnego, a jeśli juz to tylko w stylu, ze to pojedyncze działania, ze nie wolno uogólniac, bo przecież Berek Joselewicz itd.....

A tu fragment artykułu. Czy są to działania pojedyncze, niezorganizowane?:

Wolniewicz: "...2. Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie ma od 3.10.2011 nowego dyrektora: z nominacji ministra kultury został nim Paweł Śpiewak. Z tej okazji dziennik „Rzeczpospolita” (26-27.11.2011) zrobił z nim wywiad, którego głównym akcentem jest pewna liczba. Nowy dyrektor, powołując się na książkę o stosunku polskich chłopów do Żydów wydaną przez Barbarę Engelking, oznajmił tam: „z tych badań wynika, że z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów”. Dalej zaś powołuje się już na tę liczbę jak na ustaloną („skoro historycy wyliczyli, że było 120 tys. ofiar żydowskich …”) i wzywa Polaków do „prawdziwej refleksji” nad nią.

(Wezwanie Śpiewaka jest w konsonansie z wypowiedzią prezydenta Komorowskiego, który 1 listopada na spotkaniu z naczelnymi rabinami Europy zapewniał ich solennie swą nieporadną polszczyzną, że budowane przez Polskę w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich „ma stać się pełnym krytycznej refleksji miejscem o polsko-żydowskich relacjach”, jak podaje onet.pl za PAP-em).

Liczba „120 tys.” jest nowa. Rok temu Gross wymieniał „200 tys.”, z czego się potem wycofał do „kilkudziesięciu tysięcy”; a teraz znowu zwyżka. Skąd Śpiewak tę liczbę ma? Wziął ją z centralnej wytwórni antypolskich oszczerstw, jaką jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, czynne od ośmiu lat. Kieruje nim Barbara Engelking-Boni, psycholożka i żona ministra Michała Boniego. Centrum stosuje różne chwyty politycznego marketingu, a jednym z nich jest żonglerka sfingowanymi liczbami. Rzuca się taką liczbę na próbę i patrzy, co będzie: gdy trafia na opór, to się cofamy i znów patrzymy; gdy zaś oporu już nie ma, idziemy naprzód....."

#232296

Witam
Ważny i potrzebny głos. Postaram się do niego odnieść szerzej trochę później (być może w oddzielnej notce). Czytałem artykuł profesora Wolniewicza. Zakłamanie syjonistów i ich antopolskość sa zadziwiające i dla mnie niezrozumiałe (prawie). Ale to bardzo szeroki temat.... W każdym razie nie ma "ludów wybranych" i nadludzi... Wszystkich musimy traktowac jednakowo...

Pozdrawiam

P.S.

Nie zachowałem artylułu profesora. Można prosic o link

krzysztofjaw
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com)

krzysztofjaw

#232299

niezrozumiałe.

Są jeszcze takie smaczki, i to w  wywiadach w głównych gazetach:

"Rz: Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust?

Alina Cała: W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady...."

Słychać głosy oburzenia? Są, ale nieliczne i ciche. Cicho jest czy było (bo to artykuł sprzed jakiegoś  czasu),  nie tylko w  mediach głównego i "słusznego" nurtu, ale i na tzw. portalach prawicowych.

Artykuł Wolniewicza był (jak wiemy) w Najwyższym Czasie, ale teraz go znalazłem na jakiejś nieznanej mi stronie (ale chyba interesującej):

www.polishclub.org/2012/01/21/prof-boguslaw-wolniewicz-fikcyjne-10-czyli-ilu-zydw-zabili-polacy/

 

Pozdrawiam

#232327

  O ile, mój głos można było nazwać "reakcją":)

 

 

Granice tolerancji

elzbieta23, 30 Maja 2009, 13:09

  Czytam, słucham, przyjmuję do wiadomości, biję się w piersi i ubolewam, wstydzę  się, przepraszam ... końca jednak nie widać. Wręcz przeciwnie.

 Ciągle dowiaduję się, że powinnam zaprzestać odnoszenia się do świetlanej historii Polski, bo ona przecie nigdy idealną nie była. Mało tego. Powinnam wstydzić się za rzesze zdradzieckich nikczemników będących na usługach kolejnych wrogów ojczyzny.

 

 

 Nie ma dnia, żebym nie dowiedziała się z mediów o kolejnym powodzie do wstydu i zażenowania. Dotyczy to zarówno historii jak i współczesności.

 Wczoraj rozpisano się o domach publicznych w okupowanej Polsce. Temat muśnięto leciutko, bo przecież  w rzeczywistości sprawa była wyjątkowo marginalna, ale  na tyle cel osiągnięto, że z samego nagłówka czytelnicy wzięli  już sobie "potrzebną" wiedzę.

 Z przerażeniem przeczytałam w poniedziałkowej "Rzeczpospolitej" wywiad z Aliną Całą, historykiem z ŻIH. Sam tytuł daje do myślenia :" Polacy jako naród nie zdali egzaminu". Warto przeczytać, żeby przestać łudzić się co do rzeczywistych intencji potomków tamtej mniejszości narodowej. Wiara, którą wyznają, ze sławnym "oko za oko" budzi obawy co do pojednania, przy najlepszych nawet chęciach z naszej strony. 

 Rozglądam sie wokól siebie. Obserwuję bliskich mi ludzi i oczami wyobraźni próbuję przetestować ich na ewentualność "lubiącej się powtarzać historii". Wniosek: nie widzę potencjalnych "szmalcowników", morderców i antysemitów.  Spoglądam wstecz i przypominam sobie krewnych i znajomych żyjących w latach gehenny. Co widzę?

 Mąż Sabinki,  wieczorami wycinający  z drewna chodaki dla Mulka i jego dwóch synów, którzy marzną w dziurawych, zniszczonych butach. Jego żona zanosząca do leśnego bunkra strawę, której ledwo starczało dla własnej czteroosobowej rodziny. Mulki tuz przed wojną kryli gontem dach stodoły u Sabinki.  Nie pytając nikogo o zgodę zagościli tam pewnej okupacyjnej nocy. Nikt na nich nie doniósł, pani Cało!  Po kilku miesiącach mąz Sabinki wykopał bunkier w lesie i tam przeprowadził podopiecznych. Do  schroniska dołączali kolejni, często przypadkowi Żydzi. Zorganizowali się w silną grupę i zdobywszy broń, przemocą egzekwowali sobie prawo do darmowego wiktu w okolicznych wioskach. Pewnego razu omal nie zastrzelili poszukującej swojej zaginionej jałówki, Sabinki. Poszturchiwana lufami karabinów zapomniała "języka w gębie" i nijak nie potrafiła rozpoznać napotkanych ludzi o mowie brzmiącej z niemiecka. Życie ocalił jej stary Mulko, pojawiając się nagle i rozpoznając swoją "dobrodziejkę" sprzed roku. Grupa została rozpędzona przez Niemców i częściowo zlikwidowana. Wojnę przeżył jeden z synów Mulka. Tuż po wyzwoleniu odwiedził nawet Sabinkę i jej męża, i serdecznie podziękował za okazaną pomoc.

 Może inny przykład? Ciocia mojego ojca - Jadwiga. Dziewięcioro dzieci własnych w chałupie i dwoje żydowskich w stodole.

 Wszyscy opisani byli w dodatku silnie zaangażowani w działalność niepodległościową; zarówno za czasów okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej w latach 44-47. Nie może więc pani Cała twierdzić z taką pewnością czegoś, czego nie rozumie i nie zna do końca.

 Jeśli ktoś wierzy w parapsychologiczne historie, to opowiem przy okazji o jednej autentycznej.

  W Białymstoku jest miejsce a la hotel, gdzie nocują goście przybywający do firmy, która jest jego właścicielem.

  Nieraz korzysta z pokoi mój bliski znajomy. Akurat miał delegację do Białegostoku wspólnie z kolegą Niemcem.

  Niemcowi trafił się pokój, który właśnie zwolnili żydowscy spece od "koszeru", nie wiem czy to byli aż rabini, chyba nie. Dość, że Niemiec nie zmrużył oka. W środku nocy kazał się zawieźć do hotelu, zdenerwowany i silnie przestraszony. Nie umiał wyjaśnić co się działo w pokoju. Wszyscy jednak bez trudu skojarzyli sobie wcześniejszych gości z doznaniami sympatycznego, jakby nie było, Niemca.

  Chyba muszę dodać, że nikt później tam nocujący, nie musiał być przenoszony w inne miejsce.  

 

   Wracając do tematu  o granicach tolerancji, chciałabym powiedzieć, że moja już się zarysowała.

 Jestem dumna z tego, że moją ojczyzną jest Polska

#232466

Żeby jeszcze te reakcje nie były wyłącznie defensywno-żydocentryczne: na temat ich cierpień; wyjaśniania, a właściwie tłumaczenia się - ilu to Polacy ich wyratowali, w sensie że nie jesteśmy tacy źli - w każdym bądź razie: tłumaczenia się. Może nie byłoby źle, gdyby pojawiło się więcej, częściej takich wspomnień jak te, z lat 39-41 na Kresach, których fragment przytaczam:

"Jakub kierował tą akcją i wydawał rozkazy. ...

Za chwilę widzę, że wraca, ale nie sam. Drugi Żydek milicjant prowadzi zapła­kaną Krysię i jeszcze jedną dziewczynę. Wsadzili je do nas na samochód. Krysia zaraz przytuliła się do mnie i mówi, że wiozą nas zabić gdzieś za wieś, bo słyszała jak między sobą mówili ci milicjanci. Ruszyliśmy znaną mi drogą na Tarnopol, a ja myślę, czy uda mi się uciec. Ale z nami na samochodzie jest czterech z pepeszami, a w szoferce kierowca i Jakub.

Moje rozważania jak uciekać przerwał Jakub. Samochód się zatrzymał i on wychylając się, spytał jednego ze swoich, gdzie ta droga do olejarni. Ten, którego wysłał rowerem, odpowiedział mu, że jeszcze kilometr i trzeba skręcić w prawo. Znałem to miejsce i wiedziałem, że tam już nie ma nikogo, gdyż dwa miesiące temu właśnie Jakub ze swoimi ludźmi zabił całą rodzinę olejarza, który nie chciał mu od­dać pieniędzy.

Rzeczywiście, zajechaliśmy na podwórko tej olejarni w lesie. Okna wybi­te, drzwi wyrwane, ale kot, miaucząc, wyszedł z pustego domu. Jakub wycelował i strzelił. Zwierzę skoczyło do góry i opadło, poruszając nogami. ?No to, panowie Polaczki - powiedział Jakub - jeśli się nie dogadamy, to też będziecie tak wierzgać nogami".

Ustawili nas pod domem i Jakub mówi: ?Pan młynarz ma pieniądze, ale scho­wał i nie chce nam oddać. Panowie rolnicy też mają kosztowności pochowane, bo przecież wiemy kto i ile kupował złota. A panowie księża również zaoszczędzili i pochowali. Ale wszyscy się uparli i mówią, że nie dadzą nam. No to zaraz zobaczy­my, czy nie dacie".

"Daniel - krzyknął Jakub - dawaj gwoździe i młotek". Daniel to również do tej pory znajomy i kolega, ale nie teraz. Wywołany przyniósł w torbie gwoździe i młotek, a dwóch milicjantów złapało pierwszego księdza i przycisnęło do ściany. Uderzenie - gwóźdź przebił dłoń i został wbity w drewnianą ścianę domu. Za chwilę z drugą ręką dzieje się tak samo.

Całej czwórce księży przybito ręce do ściany, a nogami stali na ziemi. Przybici księża jęczeli z bólu, a krew płynęła po ścianie aż do ziemi. Jakub podszedł do nich i powiedział:

"No i czego jęczycie, przybiliśmy was tak samo jak waszego Chrystusa. Powinniście być nam wdzięczni za to, bo zaraz do nieba pójdziecie".

Zwracając się do młynarza, powiedział: ?Teraz, panie młynarz, pana kolej. Albo pan da to co pochował, albo pan Polak zaraz będzie przybity do ściany, a córeczkę też tak przybijemy, ale najpierw na nią ma chęć kierowca i jeszcze jeden". Wiedziałem, że to zrobią, bo już w okolicy to robili nie raz. Więc mówię do młynarza: "Oddaj im pan co masz, bo widzisz, że nie żartują". Jakby na potwierdzenie mych słów Jakub kazał tych dwóch rolników wyprowadzić w las i zastrzelić, mówiąc: ?Oni zapłacą za swoje pyski. Źle mówili o Żydach i więcej gadać już nie będą". Dwóch milicjantów wyprowadziło, popychając lufami, obu chłopów za budynki i rozległy się strzały."

 

#232500

Dziękuję za link...

A co do reszty... Cyba należy zmienić optykę i patrzeć na Holocaust i II WŚ trochę inaczej.... zadając np. pytania: Dlaczego Żydzi witali z radościa Sowietów w 1939 roku, Dlaczego Żydzi nie włączyli się w bezpośrednią walkę z okupantem sowieckim i niemieckim? Dlaczego wśród przedwojennej KPP trzon stanowili Żydzi i wobec tego przecież Polacy mimo wszystko pomagali Żydom (taka realacja byłaby dopiero wskazaniem naszej dobroduszności w spółczucia... dodatkowo fakt, że Polacy jako jedyni byli karani smiercią za pomoc Żydom... Dlaczego Niemcy tak karały Polaków... chyba własnie dlatego,ze Polacy masowo pomgali Żydom...)...

To tylko cześć...

Pozdrawiam

krzysztofjaw
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com)

krzysztofjaw

#232932