Podatek - produkt ekologiczny

Obrazek użytkownika deszczowy
Blog

“Ekologia” to jedno z tych słów które zrobiło w ostatnich dziesięcioleciu największą karierę,

straciwszy przy tym swoje pierwotne znaczenie. Dbamy więc o ekologię, kupujemy ekologiczne żarówki, jemy ekologiczne jedzenie itd
Nadawana na prawo i lewo etykietka “ekologiczne” jest mniej więcej tym samym co zdjęcie roznegliżowanej pani na opakowaniu z dowolnym produktem - ma zwiększać sprzedaż a sens nie jest istotny, dlatego czasem trudno dociec na czym polega algorytm pozwalający rozpoznać co jest ekologiczne a co nie. W efekcie jesteśmy świadkami wielu absurdów. Na przykład papierowa torba jest ekologiczna w przeciwieństwie do plastikowej, ale kurtka z tworzywa sztucznego jest ekologiczna w przeciwieństwie do skórzanej.

Ostatnio taki produkt “ekologiczny” zaoferował nam rząd. Jak parę dni temu doniosła “Rzeczpospolita” (http://www.rp.pl/artykul/2,485671_Polscy_kierowcy_zaplaca_za_ekologie.html) nasz liberalny i obniżający podatki rząd chce nam dorzucić kolejny podatek od samochodów. Przy czym najwięcej mają płacić posiadacze starych samochodów a najmniej nowych. Dla właściciela 15-letniego, lub starszego, pojazdu podatek miałby wynosić 250 zł rocznie, posiadacze nowszych płaciliby odpowiednio mniej.

To kolejne skubanie pieniędzy odbywa się oczywiście pod szczytnym hasłem “ekologii” a sam podatek nazywany jest “podatkiem ekologicznym”. Niby ma chodzić o to, żeby skłaniać Polaków do pozbywania się starych “nieekologicznych” aut i kupować nowe, “zielone pojazdy”. Tyle, że jak się dobrze zastanowić jest to grubymi nićmi szyty kolejny skok rządu na nasza kasę. Jeśli chodziłoby rzeczywiście, jak twierdzą zwolennicy nowej daniny, o kwestię emisji spalin to jedynym sprawiedliwym (co nie znaczy, że słusznym i sensownym) rozwiązaniem byłoby obciążenie kolejnym podatkiem/akcyzą paliw (tak jakby były za mało obciążone). Wtedy ten który spala więcej paliwa płaciłby więcej a ten który spala mniej, płaciłby mniej. Nie jest przecież tak, że stare auto musi spalać więcej niż nowe. Jeśli nawet nowy model spala mniej na 100 km, ale jego właściciel pokonuje miesięcznie parę tysięcy km to wydziela dużo więcej spalin niż 20 letni trabant przysłowiowego dziadka który jeździ nim tylko w niedzielę do kościoła. Trzeba wziąć też pod uwagę środowiskowe koszta wyprodukowania nowego samochodu. Należy przecież wydobyć rudy metali, węgiel, wytopić metale i je przetworzyć, wytworzyć tworzywa sztuczne, lakiery itd itp... to wszystko jest kosztowne także da środowiska. Doliczmy jeszcze przedwczesną utylizację starego auta. Jednym słowem “pseudoekologiczny” kolejny pic na wodę, fotomontaż.

Rząd prawdopodobnie szuka kolejnego pretekstu do opodatkowania Polaków żeby załatać rozpadające się finanse. Ponadto, na takim podatku skorzystają niewątpliwie koncerny motoryzacyjne. Dziwne, że tropiciele spisku Kaczyńsko-Egipskiego tym razem nie podążyli korupcyjnym tropem. Swoistego smaczku dodaje fakt, że nad projektami pracuje... “grupa robocza Międzyresortowego Zespołu ds. Wzrostu Konkurencyjności Przemysłu Motoryzacyjnego. “.

Przed czym to ostrzegał Tusk parę lat temu? Czy nie przed ekipą która dobierze się do naszych portfeli?

Brak głosów

Komentarze

a reszta "barachła" jak chce jezdzić swoimi starymi AUTAMI,niech placi

miro,sobiesiakoPOdni

smieją się kułak.......Dycha......ekologiczna........

gość z drogi

#64362