Majaczenia na jawie

Obrazek użytkownika Piana
Kraj

Ponoć historia jest tą nauką, która nigdy nikogo niczego nie nauczyła. To prawda.

Aby o tym opowiedzieć, pozwolę sobie na krótki wstęp. Jako stary grzyb muszę nadmienić, iż do szkoły chodziłem dawno, dawno temu. Pewnie najstarsi górale tego nie pamiętają. W każdym razie były to czasy, gdy nie było internetów, gotowców i różnej maści opracowań.

Wówczas też czasami trzeba było przeczytać lekturę. Niektóre były niezłe, inne badziewie – jak to w życiu. Jakiś czas temu postanowiłem sprawdzić, czy dalej przerabia się „Bajki” Biskupa Krasickiego. Okazuje się, że tak! Świetnie! Jednakże zastanawiam się, czy jedna z lekcji może mieć tytuł „Morały płynące z bajek Krasickiego, a pozycja Polskiego Obszaru Etnograficznego w Unii Europejskiej”. No, która flądra się odważy? Jużci Pawłełki Morozowy doniosły by tam gdzie trza, iż ciało pedagogiczne nie wyczuwa skąd wiatr wieje i skąd komu nogi wyrastają.

Tymczasem warto się zagłębić w ich lekturę i wziąć sobie do pamięci szczególnie o owcy w lesie i o zającu co wielu miał przyjaciół. Jak nic pasują do współczesności, trzeba jedynie przypisać odpowiednie role, coś w stylu pamiętnego „Polskiego ZOO”.

Kończąc przydługi wstęp chciałbym tylko przypomnieć, jak „rewelacyjnie” wychodziliśmy na przyjaźni z Niemcami, Anglią czy Francją. Jak kto nie pamięta, odsyłam do książek historycznych. W każdym razie nie czeka nas niestety nic wesołego. W każdym razie już „Bajki” Krasickiego nam pokazały, jak wygląda życie. Tłuszcz woli jednak bajki Tuska, bajki Rostkowskiego, bajki Palikowa. Trwajcie więc utuleni do snu na jawie.

Kto dziś pamięta atmosferę sprzed referendum 2003? Co z niej zostało? Gdzie entuzjazm? Teraz tylko słyszę hasła niczym u skazańca „wicie, rozumiecie, musimy „lizbonę”, bo my w Unii, etc”. Że co proszę? Gdzie ewangelizacja Europy – argument o jakim wspominali biskupi? Gdzie solidarność, przyjaźń między narodami w zjednoczonej Europie? Ja się pytam, gdzie to? Plebs jako całość ma krótką pamięć, ja chyba zbyt długą, skoro o tym nie zapomniałem.

Argument, że skoro weszliśmy w 2004, to już teraz musimy ciągnąć to dalej. Hola, hola! Jeśli najmuję się do pracy jako pracownik biurowy, to w momencie zmiany branży przez chlebodawcę (nie mylić z Chlebowskim) mam pójść na linię patroszyć ryby? No, przecież podpisałeś z nami umowę, więc ten aneks to tylko mała formalność.

Nasi „przyjaciele” z Unii są mocni w gębie, pełni frazesów. Poklepują niedowartościowanych nadwiślańskich polityków, przez co im poczucie europejskości rośnie, a jednocześnie wzrasta niechęć do współbraci. Mentalność kolonialnego sierżanta zresztą doskonale opisał już Ziemkiewicz.

Tak. Polska mnie obchodzi, chcę być polskim obywatelem i być z tego dumny. Problem taki, że (już o tym pisałem) w tej chwili to niemożliwe. Polski już nie ma Niestety. Musimy ją na nowo zbudować, już nie jako projekt narodowy, ale (tu przyznaję się do wpływu „Frondy”) jako neo-Sarmatię. Innej drogi nie ma. Albo będziemy gnić powoli jako resztki polskojęzycznej grupy etnicznej albo „wzbijemy się ponad poziomy” (jak pisał wieszcz) pośród potu i łez, ale o tym innym razem. Tak więc albo-albo. Wybierajcie.

Brak głosów