Prawda o drugim Katyniu wywołałaby Trzecią wojnę światową

Obrazek użytkownika Jadwiga_Chmielowska
Blog

Artykuł ukazał się na litewskim portalu internetowym 9 maja 2010r.

http://www.balsas.lt/naujiena/388629/tiesa-apie-antraja-katyne-sukeltu-treciaji-pasaulini-kara

(Tłumaczenie Leonardas Vilkas)

Prawda o drugim Katyniu wywołałaby Trzecią wojnę światową

Moskwa ukrywa dane o katastrofie samolotu Prezydenta Polski, tak samo jak 50 lat temu negowała swoją odpowiedzialność za zagładę tysięcy polskich oficerów.
W ostatnich latach Kreml przypominał światu, że zbliżają się uroczystości 65. rocznicy „wyzwolenia Europy z hitlerowskiej niewoli” w stolicy najważniejszych wyzwolicieli Starego kontynentu – Moskwie. Zaś cztery tygodnie po tragicznej śmierci Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego oraz towarzyszących mu kilkudziesięciu polskich liderów wojskowych, politycznych i duchowych w katastrofie samolotu w Rosji, pod Smoleńskiem – minęły prawie niepostrzeżenie. 9 maja po bruku Placu Czerwonego w Moskwie będą maszerować nie tylko żołnierze rosyjscy i żołnierze z republik posowieckich, lecz także inny sojusznicy koalicji antyhitlerowskiej z lat czterdziestych XX wieku – gwardziści pułku księcia walijskiego, francuscy lotnicy wojskowi, amerykańska piechota morska, i nawet polska kompania honorowa. 10 maja w kościołach w Polsce będą powściągliwie celebrowane msze święte za dusze Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii oraz pozostałych 94 Polaków poległych straszną śmiercią w Rosji w przededniu święta Miłosierdzia Bożego, śpiewane psalmy i odmawiane Tajemnice Różańca Świętego. O zwycięstwach, klęskach, zmowach, zdradach, katach, ofiarach, bohaterskich czynach i zbrodniach dziś wiadomo prawie wszystko, natomiast nieoczekiwany, niewyobrażalny koniec kariery politycznej i życia Prezydenta Polski L. Kaczyńskiego rosyjska prokuratura generalna nadal kategorycznie nazywa „nieszczęśliwym wypadkiem”, choć niezależni eksperci przedstawiają dziesiątki dowodów, że to była, mówiąc terminami sowieckiego KGB, „fizyczna likwidacja wojskowo-politycznego kierownictwa wrogiego państwa”.

Strzały enkawudzistów z pistoletów narodowych socjalistów
Podczas drugiej wojny światowej wódz Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej Hitler zamierzał doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii europejskich Żydów, a przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Józef Stalin, między innymi, przebudować Litwę tak, aby w niej nie było Litwinów. Lecz obaj ci działacze polityczni jednakowo uparcie wypierali się odpowiedzialności za zagładę 22 tys. polskich oficerów, urzędników, gospodarzy w Lesie Katyńskim oraz w miejscach masowych egzekucji. Ostatecznie historia przedstawiła niezbite dowody, że bezbronnych Polaków rozstrzeliwali rosyjscy enkawudziści, ale z niemieckich pistoletów „Walther P 38”.

Beczki kłamstwa
Prezydent L. Kaczyński, który 10 kwietnia 2010 r. leciał do Rosji uczcić pamięć ofiar Katyńskich, chciał przypomnieć Rosji i światu, że „komunistyczną Polskę zbudowano na fundamentach przymusowego kłamstwa o Katyniu, a Polska demokratyczna usiłuje dowiedzieć się całej prawdy o tej krwawej zbrodni”. Na katastrofę polskiego samolotu prezydenckiego, którą już zdążono nazwać drugim Katyniem, w ciągu zaledwie miesiąca także zostały wylane całe beczki pogłosek i dezinformacji. Nawet dokładny czas katastrofy nie jest jasny – Polacy twierdzą, że samolot rozbił się 15 minut wcześniej, niż podaje rosyjska prokuratura generalna. (Po wojnie Stalin też przedstawił światu „niezbite” dowody, że polskich oficerów w Katyniu rozstrzelano nie w marcu – kwietniu 1940 r., lecz w 1941 r., gdy obwód smoleński już był zajęty przez niemieckich narodowych socjalistów). Po rozbiciu się samolotu na miejsce katastrofy nie przyjechała żadna rosyjska karetka pogotowia. W samolocie, który spadł z wysokości kilku metrów, nie pozostało ani jednej żyjącej, rannej osoby lub przynajmniej niezmasakrowanych zwłok (tymczasem ze statystyki wynika, że w takich okolicznościach przeżywają około 80 proc. pasażerów i członków załogi). Ziemia na miejscu katastrofy nie była wypalona, choć powinno tak się stać, gdy spadnie samolot napełniony paliwem.

Dowody pokrywa mgła
Zgodnie z oficjalną wersją Kremla, polski samolot spadł dlatego, że „jego piloci nie zastosowali się do zaleceń wieży kontrolnej lotniska wojskowego „Północny” w Smoleńsku i usiłowali wylądować w nieodpowiednich warunkach pogodowych, gdy pas startowy był pokryty gęstą mgłą”. Jednakże, według amerykańskiej witryny „Prison Planet”, filmy nagrane przez świadków oraz dane meteorologiczne z tej godziny zaprzeczają twierdzeniom, iż mgła rzekomo przeszkodziła pilotowi zobaczyć, że ląduje nie na lotnisko, tylko na las. Specjaliści z „Prison Planet” twierdzą, że mgła (o ile nie jest stwarzana sztucznie) powstaje, gdy wilgotność powietrza sięga 100 proc., tymczasem pod Smoleńskiem wynosiła ona wówczas mniej niż 60 proc. Amerykanie twierdzą, iż to, co rosyjscy funkcjonariusze nazywają mgłą, w rzeczywistości jest dymem unoszącym się z płonących szczątków samolotu.
Po Internecie już dawno wędruje film, na którym widać szczątki polskiego samolotu, schylające się osoby w wojskowych ubraniach, słychać rosyjskie przekleństwa, dźwięki przypominające strzały i okrzyki po polsku: „Nie zabijajcie nas... Nie uda się wam uniknąć kary za to...”. Treści tego filmu dotychczas nikt nie zanegował.
Znana austriacka analityk (Jane Bürgermeister), która wcześniej dużo pisała na temat wyolbrzymionej światowej psychozy z powodu ptasiej i świńskiej grypy, a także niemiecki dziennikarz Gerhard Wisnewski twierdzą, że przywódcy rosyjscy poprzez teatralną pokutę za pierwszy Katyń chcieli odwrócić uwagę od drugiego. Katastrofę polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M G. Wisnewski porównuje z katastrofą porwanego przez terrorystów amerykańskiego samolotu pasażerskiego w Pensylwanii 11 września 2001 r. Wówczas pasażerowie powstali, uniemożliwiając islamistom uderzenie samolotem w Biały Dom w Waszyngtonie. Samolot amerykańskich linii lotniczych „Boeing 757-222” spadł na pole w odległości 240 km od stolicy USA. Wniosek dziennikarza G. Wisnewskiego jest zaskakujący: coś podobnego stało się także w samolocie, którym leciał Prezydent Polski L. Kaczyński – samolot miał spaść jeszcze na terytorium Polski, aby nikt nie mógł o to podejrzewać rosyjskich służb specjalnych. 2001 m. Patalogo-anatomowie badali zwłoki ofiar katastrofy lotniczej w Pensylwanii (pasażerów, członków załogi i terrorystów) przez trzy miesiące, a rosyjscy eksperci medycyny sądowej ustalili tożsamości wszystkich 96 poległych pod Smoleńskiem w ciągu zaledwie dziesięciu dni i zwrócili Polakom kontener z „nierozpoznanymi” szczątkami ludzkich kości i tkanek.
Na Zachodzie dziwią się, dlaczego polski rząd kierowany przez liberała Donalda Tuska dotychczas nie zażądał, aby śledztwo katastrofy prowadziła międzynarodowa komisja, a nie rosyjscy prokuratorzy, którzy niszczą dowody.

Przesadzeni do „latającej trumny”
W Polsce dotychczas nikt nie przyznaje się, na czyje polecenie do jednego samolotu wsadzono tylu ważnych osób polskiej polityki, wojska, społeczeństwa. Agencja „Polskaweb News” podała, że na początku szef Sztabu Generalnego WP i inny wysocy oficerowie do Katynia mieli lecieć samolotem Casa C-295M, ale niespodziewanie w urządzeniach tego samolotu wykryto „usterki techniczne”. Polska jeszcze pamiętała inną straszną katastrofę lotniczą (23 stycznia 2008 r. w północno-wschodniej Polsce w dotychczas niewyjaśnionych okolicznościach rozbił się samolot marki „Casa”; w tej katastrofie zginęło 16 oficerów Polskich Sił Powietrznych ), dlatego najpierw planowano pilnie przesadzić generałów do samolotu į Jak-40, którym do Katynia lecieli dziennikarze, lecz ostatecznie dowódcy sił lądowych, morskich i powietrznych znaleźli się w feralnym Tu-154M.

Wrogów i przyjaciół załatwiał w niebie
Polski lider wojskowy i polityczny Władysław Eugeniusz Sikorski, który przeszkadzał moskiewskim planom zapanowania w powojennej Polsce i całej Europie Wschodniej, zginął 4 lipca 1943 r. w katastrofie lotniczej pod Gibraltarem. 26 sierpnia 1944 r. w Rosji, pod Briańskiem rozbił się samolot z sekretarzem kc komunistycznej partii Bułgarii, ideowym bolszewikiem Stanke Dimitrowem (Stefanem Dimitrowem Todorowem) – pseudonim partyjny „Marek” (Marksista, antyfaszysta, rewolucjonista, emigrant, komunista). Ta katastrofa pogrzebała prawie całe ówczesne kierownictwo bułgarskiej kompartii. Umożliwiło to Stalinowi posadzić na wierchuszce władzy Bułgarii, która dopiero co znalazła się w strefie wpływów Kremla, znacznie praktyczniejszego działacza, podejrzanego o podpalenie Reichstagu Georgija Dymitrowa. Premier Związku Sowieckiego J. Stalin, tak samo jak premier Rosji Władimir Putin, nie lubił idealistów, marzycieli (nieważne, kim są – wrogami czy współtowarzyszami). J. Stalin był człowiekiem praktycznym nawet w drobiazgach. Zesłany przez carat na północ imperium rosyjskiego nie zmywał talerzy po jedzeniu, tylko zostawiał je przy drzwiach swojej chaty, żeby psy wylizały na czysto.

Zaplanowane uciszenie przekornego
Po zgonie L. Kaczyńskiego w Europie zabrakło przedostatniego znanego polityka, który nie chciał „zresetować” stosunków z Rosją, jak tego chce Prezydent USA Barack Obama. Ostatnim jest Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili. Gdyby okazało się, że katastrofa polskiego samolotu prezydenckiego była aktem terrorystycznym, Rada NATO, podobnie jak po 11 września 2001 r., musiałaby aktywować artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego – wypowiedzieć wojnę najeźdźcom na Polskę. Lecz to już nie byłaby walka z jakimś łachmaniastym Talibem lub „upiorem z opery” Osamą bin Ladenem.
Póki politycy Unii Europejskiej, NATO (w tym różnie politycy litewscy) ostrożnie układają słowa o „drugim Katyniu”, rumuńska agencja informacyjna „Romanian Global News” stwierdziła wprost – rosyjska federalna służba bezpieczeństwa nie mogła zmarnować okazji zniszczenia samolotu, którym leciało tak dużo wrogów Kremla. Prezydent USA Franklin Delano Roosevelt kiedyś powiedział: „W polityce nic nie zdarza się przypadkowo. Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie pewni, że tak zostało zaplanowane”.

Brak głosów

Komentarze

Art. 5 Traktatu nie zobowiązuje nikogo do wypowiadania wojny, której zresztą i tak nie możnaby wypowiedzieć, bo po prostu nie ma kto się bić. Irak i Afganistan to szczyt możliwości zdychającego NATO.

#58784

Sprawy potoczyłyby się tak:

Winą za zorganizowanie zamachów zostałby ktoś obciążony. Być może nawet sam Miedwiediew, albo ktoś inny na wysokim stanowisku. Parę głów w FSB by poleciało. Zachód by się oburzył, bo nie mógłby postąpić inaczej. Nastąpiłoby wyraźne ochłodzenie stosunków na linii Rosja-NATO (kraje NATO). Potem jednak wszystko wróciłoby do normy.

Z powodu Polski III WŚ nie będzie nigdy.

Prawda jest taka, że nasze sojusze są niezwykle kruche, a dla USA w tej części świata głównym partnerem do rozmów są Niemcy. Ameryka to imperium, które nie kieruje się w postępowaniu przyjaźnią, lecz tym co jest korzystne.

NATO w tej chwili jest sojuszem, który słabo gwarantuje poszczególnym członkom bezpieczeństwo. Jest to raczej struktura, która pozwala obniżać Amerykanom koszty wojny.

Idę o zakład, że gdyby dzisiaj Kreml postanowił włączyć część Pomorza do terytorium Federacji, to NATO nie kiwnęłoby nawet palcem. Zaczęliby sobie rozmawiać i na tym by się skończyło. To jest trochę tak jak z kumplami na ulicy. Kiedy jest mały problem, to kumple są, ale gdy pojawia się poważny, to kumpli nie ma. Już raz to przerabialiśmy.

Dzisiaj jednak ze względów ekonomicznych podboje są mało opłacalne. Lepiej jest pozyskać kilku agentów. Po co podbijać, jak ci agenci u władzy i tak są na sznurku, a wszyscy są przy tym spokojni?

#58785

Czas jakiś pomieszkiwałem sobie w USA. I jestem pewien, że żaden wpływowy amerykański gieratryk z Palm Beach, Aspen lub Sunshine Boulevard żyjący tam, jak u Pana Boga za piecem, nie dałby sobie usmażyć tyłka ruską rakietą za życie prezydenta jakiegoś peryferyjnego kraju środkowoeuropejskiego. Wielu z nich w dalszym ciągu wierzy, że my znajdujemy się gdzieś w okolicach Uralu. I że Ruskim sprawiamy wyłącznie same kłopoty. Dla nich cywilizacja kończy się gdzieś w okolicach Renu, zaś terytorium na wschód od Odry i Nysy są dla nich podobnie egzotyczne co, dajmy na to, Bałkany, Zakaukazie lub coś podobnego. Zaś nawet, jeśliby Kałmucy wkroczyli do Polski, to wielu z amerykańskich gieratryków by odetchnęło z ulgą, że wreszcie ktoś tam w tej Europie zrobił porządek. Zresztą Spitfire ma rację. Wpływy zdobywa się dzisiaj ekonomicznie i politycznie a nie dywizjami pancernymi lub lotnictwem. Przynajmniej w tej części świata.

#58788

... że Polska ma wszelkie dane, aby stać się rozgrywającym conajmniej w Europie. Polska ma zasoby mineralno-energietyczne i położenie geograficzne. Brakuje tylko jednego. Decyzji, że pozbywamy się wszelkiej swołoczy, szubrawców, zdrajców, czyli tego całego gnoju spod którego nie widać Polski i..... spokojnie zaczynamy budować naszą pomyślność. Wystaczyłoby 15 do 20 lat aby w Polsce zabrakło rąk do pracy, aby trzeba było sprowadzać pracowników z Niemiec, Francji czy Włoch. Śmieszne? Niemożliwe? Nie sądzę!

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#58791

to tylko teoria bo Polska jest do tego stopnia przeżarta agenturą, że praktycznie nie ma mowy o tym abyśmy sami byli w stanie się oczyścić. Aby w ogóle zainicjować taki proces byłby potrzebny co najmniej jakiś silny zewnętrzny parasol kontrwywiadowczy na sam początek - w pewnym momencie taką rolę mogła odegrać Ameryka ale odkąd udało się tam zainstalować Obamę taka opcja nie wchodzi już w grę.

#72848

I kto miałby wypowiedzieć, do tej pory nikt nigdy nie podpisał porozumienia pokojowego po napaści CCCP na Polskę w dniu 17.09.1939, więc cały czas jestećmy w sanie wojny. Więcej, wszystkie rządy do czasu przekazania insygni przez Prezydenta Kaczorowskiego, były rządami okupantów, czyli wszystkie porozumienia zawarte przez PRL do roku 1992 nie zostały zawarte przez legalnych reprezentantów Polski. W tym czasie jedynąlegitymację reprezentwoania Polski miał Rząd w Londynie.

#58832

dodam od siebie (zauważywszy powielany, za niechlujstwem wajdowego "Katynia", dość powszechnie błąd),iż sowieci nie mogli używać pistoletów Walther P 38, gdyż; od maja 1940 zaczęto go dopiero wprowadzać na uzbrojenie armii. Była to broń z zamkiem ryglowanym, dość ciężka (pow. 1 kG) i strzelająca głównie dość mocnym nabojem 9mm PARA ew. 7,65x21 PARA. A łuski znalezione w Katyniu to GECO DD 7,65 (czyli 7,65x17 Browning) podstawowa amunicja do Walthera PPK (lub PP), których całą partię sowieci zakupili przed wojną (zresztą ratując Walthera przed sporymi kłopotami). PPK to broń znacznie lżejsza (o,59 kG)strzelająca zamkiem swobodnym, słabszym nabojem o dużo mniejszej energii 186 J (P 38 to ok. 508 J); czyli przy masowych mordach w piwnicy nie słabnie mordercy tak szybko nadgarstek i nie ma ryzyka rykoszetu pocisku opuszczającego czaszkę mordowanego, jak w wypadku użycia mocnego naboju z broni ryglowanej.

#58926

gość z drogi

gość z drogi

#58989