ILE W TALII MA MALPOMENA?

Obrazek użytkownika rolex
Idee

Nowy Rok wypada zacząć w nieco lżejszym nastroju niż ten w którym kończył się stary, bo to i dnia przybyło na barani skok, i Sylwester wciąż na świeżo w pamięci, a i obżarstwo się szczęśliwie skończyło i czujemy się lżej. Skoro nastrój lżejszy to i muza musi taka być; niech będzie Talia i Melpomena, bo taką parę muz przewidywała antyczna grecka tradycja na patronki dramatu. Z dramatem wiąże się zawód aktora i to chyba właśnie dlatego jedna muza jest uśmiechnięta, w czasie gdy druga zalewa się łzami. Zawód aktora jest zawodem specyficznym, bo wymaga pamięciowego opanowania długaśnych części tekstu w stopniu doskonałym, albo przynajmniej takim, by widz nie zorientował się w razie wpadki.

Tego typu trening umysłu powoduje pewne jego specyficzne ukształtowanie, to znaczy aktorzy zazwyczaj pięknie mówią teksty cudze, ale jak zaczną mówić od siebie i to na tematy z ich zawodem niezwiązane to znowu mamy Talię i Melpomenę, ale tym razem w realu i jednocześnie, to znaczy połowa widowni zalewa się rzewnymi łzami żalu, w czasie gdy druga pokłada się ze śmiechu. No tak się złożyło, że przełom lat przyniósł kilka druzgocących przykładów aktorskiego ‘wchodzenia w szkodę’, głównie zresztą własną. Zaczniemy od najmniej winnego, przesympatycznego skądinnąd, pana Marka Kondrata, którego jakiś dziennikarz przycisnął w sprawie Smoleńska. Pytanie się jakiegokolwiek aktora o zdanie w sprawie, w której rząd ma wyrobione zdanie, teatry są państwowe, a bez dotacji można zagrać w jasełkach, a nie w filmie wysokobudżetowym, jest dosyć fikuśne, niemniej z tego co zrozumiałem pan Marek zarzucił aktorstwo, więc nie wypowiadał się w strachu przed mecenasem.

Otóż pan Marek wyznał, że on w żadne tam zamachy nie wierzy - i słusznie, bo zamachy i wypadki to nie kwestia wiary – i wolno mu mieć własne zdanie, niemniej uzasadnienie mnie zmelpomeniło do szczętu. ‘Sprawa stałą się dla mnie jasna’ wyznał pan Marek ‘Jeśli automatyczny pilot mówi podnieś samolot, bo się zderzysz z ziemią, to wszystko jest jasne. Mówi to automatyczny pilot, a nie podstawiony gość prawosławnego wyznania, który chce strącić ten samolot gazem, kijem, brzozą czy sztucznym helem’. Widać z zacytowanego fragmentu, że pan Marek uwielbia oglądać ‘Gwiezdne Wojny’, w których co jeden pilot jest automatyczny, a gada, oraz, że pan Marek chyba nie lubi latać samolotami, a kabinę pilota widział na ekranie, nie wspominając o słuchaniu przerażających komend, które wydaje z siebie urządzenie zwane Terrain Awareness and Warning System. W każdym razie przewinienie pana Marka uznaję za lekkie sugerując z sympatii, żeby następnym razem opowiedział jakieś ploteczki z życia aktorów i aktorek, na pewno będzie ciekawie i miło.

Innej wagi przewinieniem było przewinienie aktora ciągłe młodego pokolenia Macieja Stuhra. Moim zdaniem wzięcie udziału w filmie ‘Pokłosie’ zbrodnią nie jest; jest to filmy intelektualnie nieuczciwy, ale tylko w takim zakresie, w jakim jego twórcy i propagatorzy sugerują, że jest on ukazaniem jakiejś ogólnej prawdy dziejowej; natomiast jako ilustracja pewnego rodzaju szczególnego i dość wyjątkowego obrazka z polskiej wsi lat czterdziestych ujdzie, przy czym od reżysera oczekuję teraz filmu o tym, jak to polscy chłopi zatłukli kijami poczciwego esesmana albo jak polski, złowieszczy pastuszek usiekł widłami czerwonoarmistę, lub jak to policja żydowska wieszała polskich kolejarzy za pomoc Żydom (ten ostatni przykład jest o wiele mniej odosobniony niż poprzednie, niemniej i w tym przypadku zawahał bym się użyć wielkiego kwantyfikatora albo napisać taką historię nie ujmując jej w kontekst okupacji kulturalnego narodu niemieckiego ) – będziemy mieli niekończący się arcyciekawy serial, który można by opatrzyć wspólnym tytułem ‘Niewiarygodne!’. Można go będzie ciągnąć przez lata i zajmować się sprawami międzynarodowymi, a ja już mam kolejne tytuły, jak to: ‘Bestialstwo Eskimosów wobec japońskich jeńców wojennych’, ‘Zuluski szał zniszczenia we Francji Vichy’, etc...

Ale wróćmy do zbrodni Macieja Stuhra. Ona nie polega na tym, że on nie zna historii i nie zrozumiał filmu, w którym zagrał, bo on nie od tego jest – nie jest od rozumienia, ale od grania, bo jak powiedział kiedyś jego wybitniejszy kolega: ‘aktor jest od grania tak jak dupa jest od srania’ zwyczajowym językiem ludzi teatru, a więc językiem włóczęgów, fircyków i komediantów, a nie myślicieli. Jego zbrodnia (to znaczy Macieja Stuhra) polega na tym, że on – pozostając na etapie nieuświadomionej niekompetencji – wdał się w publiczną dyskusję zajmując stanowisko i na poważnie lansując tezę, że film, w którym wystąpił ukazał jakąś tak uniwersalną prawdę o Polsce, Polakach, niemieckiej okupacji, i stosunku pomiędzy Polakami i Żydami.

Ten film niczego takiego nie ukazał, stał się jedynie propagandowym paliwem dla mediów zachodnich, by wrócić do tematu ‘problemu polskiego antysemityzmu’. Potem się znów będziemy dziwić, że nam ‘nie przyszli z pomocą’. A po co i do kogo?

Maciej Stuhr na pewno da radę przeprowadzić pobieżną analizę rzeczywistości po dokonaniu kwerendy w dziełach światowej kinematografii i konstatując fakt, że nie ma rosyjskich filmów pokazujących armię czerwoną jako bandę obdartych, wiecznie pijanych, śmierdzących gwałcicieli o płaskich twarzach mongoloidów; ciężko będzie mu znaleźć film francuski pokazujący Francuzów jako naród składający się wyłącznie z tchórzliwych i pierzchających przed wrogiem kolaborantów sprzedających sąsiadów, a kinematografia brytyjska najprawdopodobniej nie nakręci filmu fabularnego o tym, jak to mieszkańcy jednej z okupowanych brytyjskich wysp w kanale La Manche skrupulatnie wykonali rozporządzenie władz okupacyjnych nakładające na nich obowiązek dostarczenia do magistratu wszystkich bez wyjątku sąsiadów o żydowskich korzeniach. Naród, który wykonał najwięcej gestów ekspiacji, Niemcy, też pewnie nie nakręci serialu o tym, jak to niemieccy uczeni przeprowadzają eksperymenty na polskich dzieciach, takie ‘Nemocnice na krai mesta’ po niemiecku i w realiach okupowanej Europy.

Inna rzecz, że aktorzy, jakkolwiek nie imponują zazwyczaj intelektem, za to imponują sprytem. Otóż w rzemiosło aktorskie wpisana jest potrzeba akceptacji, swoisty ekshibicjonizm domagający się zauważenia i poklasku, bo bez takiego ‘uwiedzenia widza’ lub choćby tylko sponsora i mecenasa chleba nie będzie. To właśnie z tego powodu przez całe wieki zawód aktorski umieszczano gdzieś tam na obrzeżach społeczeństw, niebezpiecznie blisko marginesu, za którym już tylko ruja, poróbstwo, pijaństwo i prostytucja. W to, że aktorka grająca królową miała w sobie coś królewskiego, kiedy przestawała grać, a aktor grający Newtona miał na prawdę ma pojęcie o ówczesnej fizyce ludzie dawnych epok nie wierzyli za grosz. Oprócz dzieci. Każdy z nas przechodził ten etap, kiedy ze złością i rozczarowaniem musiał przyjąć do akceptacji fakt, że Muminki nie istnieją w rzeczywistości, a smoki Telesfor z Teodorem to kukiełki, sterowane kijkiem, którym głosu użyczali aktorzy.

Coś się musiało stać z ludźmi, bo od jakichś paru dziesiątek lat przestają skutecznie przechodzić ten życiowy etap i dalej wierzą, że aktor grający senatora to taki prawdziwy senator i trzeba go natychmiast wybrać do parlamentu, a jeśli nawet nie, to należy pilnie wysłuchać, co ten aktor-senator ma do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

No i teraz czas na wyrwanie się z opłotów i zajęcie się dwiema największymi zbrodniami popełnionymi przez komediantów w ostatnim czasie. Mowa tu o dwójce francuskich gwiazd kina, Gerardzie Depardieu i Brigitte Bardot, z której to (dwójcy) jeden już otrzymał obywatelstwo rosyjskie z rąk pułkownika KGB i prezydenta Rosji Putina, a druga zapowiedziała, że pójdzie w ślady pierwszego niezwłocznie.

Zacznijmy, trochę nie po dżentelmeńsku, od aktora. Oczywiście, Gerard Depardieu może sobie zrzec się francuskiego obywatelstwa (bo mieszka w kraju, gdzie wciąż jeszcze ludziom pozostawiono prawo do takiej decyzji) i nabyć drogą nadania obce, w tym wypadku rosyjskie; nic mi do tego. Kraj, który chce obłożyć ludzi bogatych całkowicie bezczelnym podatkiem musi się liczyć z takimi reakcjami. Natomiast zbrodnia polegała tutaj na udzieleniu wywiadu i podaniu uzasadnienia dla swojej decyzji. Nie mniej ni więcej, Gerard Depardieu oświadczył, że jego ojciec był komunistą i słuchał radia Moskwa, a więc kultura rosyjska jest częścią jego własnej, indywidualnej kultury, oraz, że on osobiście Putina lubi (z wzajemnością) współczesną Rosję też, bo jest to kraj, w którym urzędujący premier nie pozwoliłby sobie na jego (gwiazdy) publiczną krytykę, tak jak to się stało we Francji.

Zacznijmy od początku. Nie można przejąć od ojca jakiejś tam części ideologii komunistycznej i pozostawać jednocześnie pod wrażeniem wielkiej rosyjskiej kultury, bo komunizm to była właśnie ta siła, która wielką, rosyjską kulturę usiłowała zniszczyć i jej się to znacznym zakresie udało, a pułkownicy i generałowie KGB (CzeKa, NKWD) pilnowali, żeby się czasem, gdzieś tam nie odrodziła, więc, drogi Gerardzie, albo rybki albo grzybki. Albo się podziwia kulturę albo hordę, one nie tworzą symbioz. Żadnych.

Po drugie nie można się obrażać na własny kraj dlatego, że wprowadził podatek bezczelny i jednocześnie stawiać za wzór komunizmu, albo kraj, w którym o powodzeniu w biznesie decyduje sitwa tajnych służb (chociaż prawda i to, że podatek dochodowy w Rosji jest liniowy i wynosi 13%). Z 75% podatku komunizujący aktor powinien być zadowolony, bo przecież idzie w jego wymarzonym kierunku, to znaczy pełnych 100% podatku w zamian za mieszkanie w termitierze z wielkiej płyty, fajki, samogon, zupę, słoninę, walonki i tuszonkę na święta Wielkiego Października.

Jeśli Gerard będzie chciał się przeprowadzić do Rosji to powinien też jeszcze raz radykalnie przemyśleć swoje rozumienie wolności słowa oraz to, czy aby w tej wielkiej, demokratycznej Rosji rozumie się wolność wypowiedzi w znaczeniu, w jakim zwykło się to przyjmować we Francji. Owszem, wychwalając Putina i putinowską Rosję i jednocześnie krytykując własny kraj zyskuje się nieprawdopodobnie finansowo, natomiast jak się już w Rosji jest to sytuacja analogiczna może mieć zupełnie inne skutki, a być może wręcz odwrotne, albo nawet i tragiczne. Niemniej można być pewnym, że prezydent Putin nie zniży się polemiki z jakimś tam ‘aktorzyną’ go krytykującym. Od dyskusji na tak niskim szczeblu ma ludzi. I wtedy można zatęsknić do francuskiego krajobrazu z 75% socjalistycznym podatkiem w tle. Ale pojawi się wtedy nowy problem. Problem wizowy.

No i na koniec o ostatnim już występie uznanej gwiazdy kina, Mme Brigitte Bardot, która powiedziała, że jeśli francuskie służby weterynaryjne uśpią dwa słonie z cyrku rzekomo chore na gruźlicę, to ona podąży szlakiem swojego kolegi i też wstąpi do Komsomołu, czyli nabędzie komsomolskie obywatelstwo.

Przyznam się, że nie wiem, jak wygląda rosyjskie prawodawstwo w zakresie ochrony zwierząt, ale nie wydaje mi się, żeby w tej materii Rosja wyprzedzała inne kraje w humanitarnym traktowaniu naszych braci mniejszych. Owszem, zauważam pewne procesy, nazwijmy je, zrównujące populację zwierzęcą i ludzką w prawach, ale odbywa się to inaczej niż na zgniłym zachodzie, to jest nie w drodze nadawania praw zwierzętom, ale odbierania ich ludziom, i to dlatego w podbitych krajach, na przykład Kaukazu, Rosjanie urządzali rzezie, choć nie przypominam sobie by akurat wtedy wybitna aktorka protestowała. Może nie zauważyła, bo Kaukaz jest daleko, a słonie blisko i są większe od ludzi?

Życzę Wszystkim Państwu wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Brak głosów

Komentarze

Problem z Talią Melpomeny jest taki, że nie ma ona ani jednej Klio. Adepci Talii i Melpomeny mają Klio poniżej Talii. Z tyłu... I na tym to polega :-(.

Pozdrawiam

#320001

Napisałabym w komentarzu "cha, cha cha", bo dobre, tyle że sytuacja nie do śmiechu.

W ogóle uważam, że artyści nie powinni wypowiadać się, tylko robić swoje, czyli malować albo grać (aktorzy). Bo osiągają wtedy szczebel niekompetencji (Parkinson, ten od prawa jego imienia?).
Pamiętam, jak jeszcze za komuny, kiedy artyści byli artystami, a nie celebrytami, i jakiś poziom ogólny reprezentowali, aż bolały mnie zęby kiedy słuchałam wypowiedzi np. Franciszka Starowieyskiego o filozofii sztuki czy okolicach.
Nasuwały mi się wtedy dwa cytaty: "kończ waść, wstydu oszczędź" oraz "docent, nie teoretyzuj" (tylko rób to, do czego jesteś powołany).

Teraz artystów nie słucham i mam spokój.

#320011

Artystów nie słuchałem nigdy. Spokoju jednak nie mam, bo mi się wciskają ze swoimi gadkami ;-)))!

Bodaj w roku 1979 spędziłem "upojny" poświąteczny wieczór z D. Olbrychskim (tudzież Zuzią Łapicką) w Podkowie Leśnej. Tematem dyskusji - a raczej monologu - było: fajnie zagrałem :-))). W jakimś tam "Potopie" czy innym, powtarzanym wówczas po raz 1258 w programie "bożonarodzeniowym" TVP... :-)))!

Od tego czasu jestem absolutnie immunizowany na tzw. artystów.

Pozdrawiam

PS. Z Franiem miło się piło wódkę w SPATiF.Dopóki się nie upił... ;-).

PPS. Artysta ma wpisane w profesję kabotyństwo. Ale powinien wiedzieć, gdzie są jego granice!

#320014

No tak, ego artystów, podsycane przez fanów (fanki!) i snobów.
Pewnie wiesz, ale na wszelki wypadek napiszę, że brat Fr. St. jest księdzem, profesorem. Niezły kontrast.

#320016

Poznałem obydwu ;-))). Zdecydowanie wolę brata, choć F był uroczym gawędziarzem i kolekcjonerem...Oraz erotomanem rubensowskim :-)))!

#320019

"(...) aż bolały mnie zęby kiedy słuchałam wypowiedzi np. Franciszka Starowieyskiego o filozofii sztuki czy okolicach."

Kiedyś dawno temu chlapnęłam pewną myśl - wszelka sztuka miała się wspaniale dopóki nie pojawili się... jej teoretycy.

To było na egzaminie z analiz muzycznych w Akademii... Profesor zrobił taką minę jakby go nagle zabolały zęby ale wpisał do indeksu najwyższą ocenę i do końca studiów miałam z nim święty spokój. Gdy wchodziłam na egzamin, prosił o indeks, wpisywał ocenę i mi pokazywał drzwi.

Jakiś czas temu spotkałam go w tramwaju, pogadaliśmy ale żegnając się wycedził - ja ci małpo tamtego zdania do końca życia nie daruję.
Hihihihihihi !

Oczywiście to był żart bo za chwilę się ściskaliśmy na pożegnanie. Dodał wtedy - ty dziewczyno nawet nie masz pojęcia jaką masz rację !

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#320106

Dobra historia i zakończenie!
Artyści powinni po prostu robić swoje, czyli to, co potrafią najlepiej.
Zresztą znana jest opowieść o stonodze, która chodziła całkiem sprawnie dopóki nie zaczęła zastanawiać się, jak to przebiega, na czym to polega, którą nogę stawia najpierw itd. Czyli - teoretyzować. W rezultacie całkiem utknęła i nie mogła ruszyć z miejsca.
Pozdrawiam!

#320119

Bardzo zgrabnie ujete, pomimo smutku ;)

Trzeba ich poszczuć Eryniami!

Pozdawiam serdecznie

#320070

Cerberem, Rolexie, Cerberem...;-)/:-(...

#320109

Już lepiej Syreny albo Lajstrygonów.
A najlepiej... Kirke. I wtedy wszystko wskoczy na swoje miejsce.
;);)

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#320131

Myślisz, że zapomną ci pieprzeni lotofagowie? Ja tam wierzę w psy! Mogą być dwugłowe... ;-)!

Poxdrawiam :-)

#320138