Od Tornero do taśm prawdy

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

Trochę jakby ucichło naśmiewanie się z wyborców Platformy Obywatelskiej i coraz rzadziej używa się wypowiadanego z ironią określenia „młodzi wykształceni z dużych miast”. W ferworze ostrego politycznego sporu oraz podziału społeczeństwa zabrakło nam woli i czasu na próbę wejścia w buty przeciwnika po to by zrozumieć jego polityczne wybory. Nie da się obronić tezy, że te miliony głosujących na Tuska i jego ferajnę w 100% liczyły na własne korzyści i miały głęboko gdzieś dobro naszej ojczyzny.

Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze – mówi nam Księga Daniela.

Ja myślę, że wielu wyborców PO nie tyle wierzyło, ile chciało za wszelką cenę uwierzyć, że ich państwem kierują ludzi mądrzy, inteligentni, uczciwi, świetnie wykształceni fachowcy „świecący jak blask sklepienia”. Nie wszyscy analizują każdy ruch rządu i wypowiedzi polityków. Większości naszych rodaków wystarczały płynące z mediów typu TVN, TVN24 i Gazeta Wyborcza zapewnienia, że oto za sterami naszego biało-czerwonego okrętu stanęli prawdziwi Europejczycy posługujący się w swoim działaniu najwyższymi moralnymi i etycznymi standardami i jeszcze na dodatek wyposażeni w kulturę osobistą najwyższej próby. O wiele łatwiej o spokojny i błogi sen, kiedy dziecko zasypia z wiarą, że mama i tata kochają je nad życie i wszystko, co czynią ma na celu jego dobro i szczęście.

Jestem pewien, że ujawnione „taśmy prawdy” o PO stały się dla licznej rzeszy tych „młodych wykształconych z dużych miast” wielkim szokiem i prędzej czy później na własnej skórze odczuje to system III i wspierające go media. Ze swojaków, domowników i „naszych gospodarzy” ludzie Platformy stali się dla nich nagle kimś w rodzaju niepożądanych gości, a jak wiemy taki gość jest niczym ryba i już po trzech dniach zaczyna śmierdzieć.

Zastanawiając się nad dzisiejszym stanem duszy rozczarowanych wyborców PO przypomniała mi się pewna historia sprzed lat.



W latach siedemdziesiątych moim ulubionym miejscem, w którym spędzałem wakacje była otoczona Puszczą Piską mazurska miejscowość, Ruciane-Nida. Jeździliśmy tam z kolegami pod namiot rozbijany zawsze „na dziko” wśród drzew tuż nad jeziorem Nidzkim.

Można powiedzieć, że „było nam ciasno – miło, dużo się spało i często piło”, jak śpiewał Olek Klepacz w piosence „Lato”. Jednak podczas kolejnego z pobytu wszystko popsuł nam padający nieustannie deszcz. Nie była to ulewa, ale taki wpędzający w depresję nieustannie lecący z nieba kapuśniaczek. Całe dni przesiadywaliśmy w knajpie pijąc kuflowe nędzne piwo nalewane przez młodziutką jak my barmankę, do której uczuciem zapałał mój bardzo kochliwy kumpel. Problem w tym, że nie miał śmiałości do niej podejść oraz zagadać i godzinami zanudzał mnie wywodami, jaka to ona jest piękna. Mijał dzień za dniem, a on już od rana zerkał na zegarek i nie mógł się doczekać godziny otwarcia knajpy. Z biegiem czasu i w miarę rosnącego spożycia piwa jego wybranka, z którą do tej pory nie zamienił ani jednego słowa, nie licząc oczywiście realizacji składanych zamówień, z pięknej stała się również inteligentna, wrażliwa, delikatna, wyrozumiała, uczciwa i wierna aż po grób. Sytuacja przynajmniej dla mnie stawała się nie do zniesienia i zaczynałem mieć serdecznie dość ciągłego oglądania maślanych oczu kolegi. Miarka przebrała się, kiedy zupełnie na serio stwierdził on, że puszczana non stop przez dziewczynę z magnetofonu kasetowego piosenka „Tornero” grupy Santo California jest jej miłosnym znakiem puszczanym w jego kierunku.

Nie wytrzymałem i zagroziłem mu w końcu, że jeżeli nie podejmie męskiej decyzji i nie spróbuje się z nią umówić to ja sam do niej podejdę i opowiem o jego platonicznej miłości i paraliżującej go tremie. Zadziałało. Poczekaliśmy do zamknięcia, a ja stałem opodal, gdyż czekał nas wspólny powrót przez ciemny las do namiotu, a mieliśmy tylko jedną latarkę. On mówił tak cicho, że nie zrozumiałem ani jednego słowa, za to wypowiedź obiektu jego uczuć usłyszałem wyraźnie. Ona głośno i bez skrępowania stwierdziła: Nie da rady, bo za dwa dni stąd wyp.....am do Łeby. Mam tam nagraną robotę. Tu jest bardzo ch....e powietrze. 

To były „taśmy prawdy”, które szybko dotarły do mojego kolegi i sprowadziły go na ziemię.



Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Nowy numer Polski Niepodległej już w kioskach

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.6 (11 głosów)

Komentarze

O! To mogliśmy być "sąsiadami". Spedziłem pod namiotem w R-N na "dzikim" polu namiotowym dwa, a może i trzy sezony w latach 77-79. Pamiętam też piwiarnię w której jeszcze serwowano spaghetti jako "szpan i nowość". I jakąś disco-mordownię. Pamiętam, że było dużo raków, ale już po roku ich nie było. Zakłady drzewne spuszczały odpady do jeziora. Było fajnie, bo człowiek był młody, ale jak się zastanowić, to jednak było... czerstwo:) Pozdrawiam.

 

Vote up!
3
Vote down!
0
#1440659