Książka Kaczyńskiego. Cienie, blaski, kulisy

Obrazek użytkownika tutejszy
Kraj

W dojrzałych demokracjach jest jak najbardziej naturalne, że kandydaci pozwalają się poznać wyborcom przez swoje publikacje. Wiadomo, że pewne kanty są tam wygładzone, ale jest to zawsze podstawa do polemiki, do krytyki, do weryfikacji.
Książka Jarosława Kaczyńskiego jest jednak inna niż przeciętne produkcyjniaki demokracji. Dlaczego?

Kulisy książki

Książka była pisana bez ghost writera, tak popularnej na Zachodzie instytucji, Kaczyński pisał ją sam. Pisał? Nie do końca. Książka powstawała we wrześniu – jest tam wspomniana np. walka Adamka z Kliczką i komentarze prasowe po tym starciu (10 września). Premier nie miałby szans pisać jej własnoręcznie w czasie gdy jeździ intensywnie po całej Polsce, ale treść była nagrywana, a potem spisywana przez odpowiednich ludzi. Redaktorzy właściwie nie ingerowali w tekst – każdy kto pracuje w prasie spostrzeże, że słowa Kaczyńskiego mają charakter bardziej mówiony niż pisany. Zdarzają się też powtórzenia tego samego wątku w jednym rozdziale – tak jakby Kaczyński musiał przerwać nagrywanie i kończył to potem (może opowiadał o „Polsce naszych marzeń” w samochodzie, w którym przemierzał kraj?).

Ale to, że autorem jest Kaczyński to wiecej niż pewne. W każdym zdaniu są refleksje osobiste, często krytyczne nawet wobec najbliższych pracowników. Sporo jest tam dygresji i elementów w biografii bliźniaków i szczegóły prowadzenia rządu – nikt nie miałby takiej wiedzy, by napisać to za Kaczyńskiego i nikt nie śmiałby wyrażać takich poważnych sądów.

Skąd się wziął ten pomysł? Wydawanie książek przez polityków jest sprawą powszechną, w tych wyborach Jarosława Kaczyńskiego ubiegła jednak Zuzanna Kurtyka. Biorąc pod uwagę, fakt, że premier był na premierze książki w Krakowie (8 września), a o całym pomyśle wiedział wcześniej (skoro był zaproszony), istnieje możliwość, że to książka o żonie śp. Prezesa IPN była inspiracją dla Kaczyńskiego i jego sztabu…

Wizja Polski

Książka ma zwartą koncepcję – pierwsza połowa to omawianie możliwości rozwoju Polski na różnych płaszczyznach. Poważnym minusem jest brak rozdziału o gospodarce. Rozdział o polityce historycznej, albo rozdział autobiograficzny poraża erudycją. Klimat nagrywania musiał być swobodny, bo Kaczyński nie jest tu mówcą wobec szerokiego grona, ale samym sobą – inteligentem z Żoliborza. Padają tam nazwiska polityków z całego świata, czasem mało znanych, padają nazwiska naukowców, artystów, reżyserów i o wszystkim premier wie bardzo dużo, umie osadzić ich w odpowiednim kontekście, przytoczyć szczegóły. Są tam koncepcje niekiedy zaskakujące – np. pomysł Kaczyńskiego, by na terenie lotniska koło Nowego Miasta nad Pilicą wybudować…polskie hollywood. Miały tam zostać zainstalowane technologie, umożliwiające symulację trzesień ziemi, kosmiczne lądowania, wybuchy wulkanów. Miało być to
przedsięwzięcie promujące Polskę. I kto je blokował? Blokował je śp. Aleksander Szczygło, ówczesny minister obrony. Upierał się, że ten teren powinien zostać sprzedany na cele wojskowe. Rozumiałby to, gdyby chodziło pieniądze, za które można by zmienic stan uzbrojenia armii. Ale przecież chodziło o sumę rzędu 100 mln zł
Kaczyński opowiada dalej, że planowano nawet odwołać ministra Szczygłę, któremu premier nie miał prawa niczego nakazać, a po przekazaniu gruntów na odpowiednie inwestycje, powołanie go z powrotem.
Przytaczam tę scenę, bo wiele ona obrazuje. Jedni doskonale wpasują to w narrację „małego kłótliwego człowieczka” i tym należy współczuć – z setek różnych czynników dostrzegać tylko jedno, to jest właśnie fanatyzm. Mnie jednak zdumiała drobiazgowość Autora i dalekowzroczność. A takie fragmenty dowodzą autentyczności tej książki.

Nie przekonała mnie wizja Kaczyńskiego dotycząca kadr administracyjnych i sposób ich kształtowania. Jakaś wielka szkoła wyższa, która szkoli kadry państwowe to dla mnie taki pomysł rodem z XVIII wieku (szkoła rycerska), pomysł sprzyjający koniunkturalistom umiejącym dobrze wyczuć z której strony wieje wiatr. Widać tu u Kaczyńskiego wpływy ideologiczne przedwojennej sanacji i – moim zdaniem nadmierną – wiarę w etatyzm i odgórne rozwiązania.
Ale generalnie część programowa poraża spójnością – premier dostrzega problemy, które uderzają i mnie, np. fakt, że powstawanie nowych mieszkań kończy się wykupem ich przez ludzi zamożnych, lokujących w ten sposób pieniądze. I premier podaje rozwiązania na te problemy. Gdy Kaczyński porusza sprawy międzynarodowe to nie ma na niego mocnych – opowieści o Angeli Merkel, o Unii Europejskiej, doskonałe rozeznanie w sytuacji wewnętrznej krajów starego kontynentu. Imponującą syntezę dziejów polskiej myśli politycznej w XX wieku przedstawił nam Autor. Bezkrytyczny zachwyt Piłsudskim zrzucam na karb pokolenia wychowanego w PRL, ale ewolucję od komunistów do liberałów kupuję absolutnie. I gdy dochodzimy do personaliów trzeba zwrócić na drugą połowę książki, czyli…

Alfabet Jarosława Kaczyńskiego

Prawie trzydzieści nazwisk ze świata polityki – od Jana Krzysztofa Bieleckiego do Zbigniewa Ziobro. Po drodze spotykamy Wałęse, Tuska, Janusza Kurtykę, Beatę Kempę, Michała Kamińskiego, Joannę Kluzik-Rostkowską, Joachima Brudzińskiego, Adama Lipińskiego, Marią Kaczyńską, Martę Kaczyńską. Kaczyński opisuje ich z perspektywy osoby prywatnej i polityka Rzeczpospolitej. Nie ma lukrowania – z dystansem patrzy Autor na wątek pseudomiłosny Jolanty Szczypińskiej, potrafi wskazać wady Zbigniewa Ziobry i pisze wprost że Janusza Kurtykę chciał nawet zrobić swoim następcą.
Ta część książki jest z jednej strony luźniejsza, bo pisana (mówiona!) bardziej potocznym językiem, pełna anegdot, barwna i żywa. Bywa niekiedy dość ponura, czasem napawająca optymizmem, ale przede wszystkim – jak cała książka – prawdziwa!

Szkoda, że książka ukazała się tuż przed wyborami – nie zdąży rozgłos nabrać rozpędu, a i kłody rzucane pod nogi wydawnictwu, tak jak odwołanie premiery Łazienkach, nie tak łatwa dostępność w księgarniach - skracają czas na lekturę.
Pojawił się też dość szybko atak na książkę – portale internetowe skompilowały parę zdań z „Alfabetu” i przedstawiły Kaczyńskiego – po raz n-ty – jako nienawistnika. I choć sondaże mówią swoje, człowiek głosuje a „pan w komisji kartkę wyborczą nosi”, choć nie odbyła się „debata gigantów” to po lekturze już wiem – Jarosław Kaczyński ucieka Tuskowi, ucieka do przodu. Merytorycznie.

Brak głosów

Komentarze

Ja kochani tyle powiem;

To jest mądry, skromny człowiek

widz

#188481

głosuję na niego, bo jeszcze mnie nie zawiódł.

#188492

Autorowi zajęło wiele czasu udowodnienie , kto jest autorem.

Ten niebywały wyczyn 'badawczy" utwierdza nas w autentyczności wypowiedzi na stronach książki .

Ewidentna broszura wyborcza urasta do rangi dzieła .

Obiektywnie patrząc całkiem składna "reklama" Osoby Prezesa i programu PiS.
Przypomina to marzenia wielkiego Simona Bolivara - mało kto rozumiał ale wielu identyfikowało się :)

Jak to się skończyło -wiemy.

#188513

analogia z Bolivarem nietrafna, bo ja się nie identyfikuję z wieloma pomysłami, ale popieram osobę.

I wcale dużo czasu nie zajęło, kilka zdań to żadna filozofia. Sądzę, że moja teza o sposobie powstawania tej książki jest dość ciekawa, nie każda książka tak powstaje.

I nigdzie nie pisałem, że to jest dzieło. Wprost przyznaję, że szkoda tej książki wydawać kilka dni przed wyborami, bo właśnie tej broszury wyborczej niewiele osób zdąży przeczytać.

Rozumiem jednak, że musi się Pan do czegoś przeczepić, bo niektórzy bez negacji nie mogą zdania sklecić :)

---
A na drzewach, zamiast liści...

---
A na drzewach, zamiast liści...

#188520

T prawda co piszesz. I tak napisałeś.

Zwracam uwagę na to, że Każde pismo Jarosława Kaczyńskiego pobudza badaczy do udowodnienia autorstwa .
Podobnie było z "blogowaniem" na S24 .
To narzucony przez ściek sposób szukania dziury w całym .
Rozmydlić treść pisma -rozważając:styl wypowiedzi ect.

Bolivar i tamte historyje mają wiele wspólnego .
Mechanizm : dwór, pochlebcy, przekonani do haseł, wykazujący zapał rewolucyjny ect.

Na koniec, "wodzu" pogrążył się w niekonsekwencjach -

#188526

sporo jest dyskusji wokół autorstwa Jarosława, jednak w tym wypadku powszechna praktyka korzystania z ghost writerów wymusiła na mnie udowodnienie, że Jarosław stworzył książkę sam.

Starałem się jednak treści nie rozmydlić, ale rozumiem, że te argumenty były wymierzone w zasadę, a nie we mnie.

Co do Bolivara i Kaczyńskiego, to raczej cecha scentralizowanych struktur i silnej osobowości, od której zależy awans. Bolivar widział jak się wszystko rozpada, z tego co zrobił, oby tutaj nie było analogii.

---
A na drzewach, zamiast liści...

---
A na drzewach, zamiast liści...

#188529

#188537

właśnie.
Treści i język mód na serca socjalisty .

Ino ta "gęba" przyprawiona - to się udało badaczom Osobowości jaką jest Jarosław Kaczyński.

Nie przypadkiem przywołałem Bolivara -
Polska idzie dalej w zatracenie -
Uff.

#188536

marcopolo

Do "harcerza"--to zeby "przywalic" to az tu sie przywlokles zostawiajac kolezanke i kolege z jednej druzyny-druzynowch:Komoruskich?

marcopolo

#188807

#188808

marcopolo

Nie stawiaj  tylu pytan,bo nie bedzie ODPOWIEDZI-CZUWAJ!! i badz dalej czujny!!

marcopolo

#188810

Mnie do Kaczyńskiego przekonuje właśnie "bezkrytyczny zachwyt" Piłsudskim. To nie jest efekt wychowania w PRL. Jak do tej pory nikt sensownie nie podważył roli Marszałka w odbudowaniu państwa polskiego (wiem, wiem, on sam wszystkiego nie dokonał!). Rozpuszczane przez rodzinę Giertychów mity zaczerpnięte z przedwojennej prasy endeckiej niewiele się różnią od kłamstw obecnych massmediów i o Kaczyńskim i o Piłsudskim i o wielu innych postaciach naszej historii. Rzekomy wyjazd Piłsudskiego do Nowego Sącza w 1920 roku to coś jakby rzekoma afera telegrafu. Kłamstwa nad kłamstwami.

#188556

gość z drogi

bo kupię ją na pewno,tak ja na pewno zagłosuję na PIS

dzięki za recenzję

dycha

gość z drogi

#188671

historykiem Pan nie jesteś :)

(do alchymisty)

---
A na drzewach, zamiast liści...

---
A na drzewach, zamiast liści...

#188713