"Inicjatywy" - Niech mnie przekonają.

Obrazek użytkownika mona
Blog

Jeśli mam wziąść udział w nowej blogerskiej inicjatywie p.t. "kochajmy się", a przynajmniej: - "spróbujmy pogadać bez udziału sztachety" - powinnam chyba najpierw wytłumaczyć, dlaczego jestem pisowską pałkarą. Nawiasem mówiąc - tak właśnie się czuję, jestem dumna z tej ksywki

- dlatego nie używam cudzysłowu.Bez względu na to, czy Jarosław Kaczyński kocha blogerów, czy nie.

Nie brałam ślubu z Jarosławem Kaczyńskim, mogę spokojnie żyć bez jego osobistej sympatii.

A co do meritum sprawy - niestety, nie mogę paść na kolana - natomiast chętnie się dam przekonać, że nie mam racji, że z PO można jednak poważnie rozmawiać.
Dlaczego podoba mi się PiS?

Bo nie zostawia się za sobą niezdobytych twierdz.

Ta partia zaryzykowała wszystko, aby zburzyć twierdze tych, którzy walczyli nie dla Polski - tylko przeciw niej. Twierdze, z których wyparto patriotyzm, nazywając go faszyzmem, w których pod niebiosa wynosiło się honor zbrodniarzy lub ich mocodawców, w których wszystko co polskie - miało być Ciemnogrodem, krytym spleśniałą słomą zaściankiem Europy, gdzie "wszystko należało zaorać - i zacząć od początku"( cytat z min. Syryjczyka). Czyli od wyprzedaży Polski - również w sensie moralnym - oczywiście "w naszym, polskim interesie".

PiS szedł do władzy z myślą o wyczyszczeniu tego całego łajna z augiaszowych stajni. I nawet jeśli posłużył się metodą "arytmetyki wyborczej" - moim zdaniem zrobił dobrze.To samo robili inni. Piłsudski wszedłby - i wchodził - w każdy sojusz, jeśli to służyło Polsce.
Tyle, że arytmetyczni sojusznicy chcieli służyć wyłącznie sobie.Oni już wczesniej zdążyli policzyć ewentualne polityczne zyski.
Nie umieli liczyć. Nie wykorzystali szansy - i przegrali.

Tak bywa: mówi się, że Kaczyńscy nie mają fartu do ludzi.Chyba nie mają.Trudno im w ogóle wpaść na pomysł, że Polska dla ludzi, przynajmniej niektórych, nie znaczy nic, że to puste słowo, albo raczej - dojna krowa, postaw czerwonego sukna...jak kto woli. A zdarza się, że - obiekt żywiołowej nienawiści.

Zatrzymajmy się przy Piłsudskim: nie widzę "domyślnej" śmieszności w tym porównaniu. Oczywiście - na swój sposób - łatwiej było "komendantowi" opromienionemu sławą bitewną, sławą Legionów, przystojnemu jak diabli ułanowi ( wszak do historii przeszło nawet "imię" jego kobyłki! ) zawierać sojusze, także te wewnętrzne. Ludzie ( no, poza niektórymi) go zwyczajnie kochali.

Ale on też usłyszał zarzut zdrady, tuż przed bitwą warszawską, od pewnego kardynała zresztą.
Nikt nie jest porokiem we własnym kraju.

Jednak w czasach Piłsudskiego nawet jego zagorzałym przeciwnikom chodziło o Polskę, choć każdy ją widział inaczej.

Przykład? No, kto pamięta, ilu ludzi liczyła armia w wojnie bolszewickiej?
W kraju zniszczonym do dna, odrodzonym z trzech zaborów, spośród ludzi, którzy jeszcze niedawno do siebie strzelali - powstała milionowa armia, choć niektórzy jej żołnierze - w dniach "cudu nad Wisłą" - potrzebowali podwód, aby dostać się na front: walczyli boso.
Dlatego nie śmieszyły mnie zniszczone buty premiera Kaczyńskiego, które długo robiły karierę w Tusk V.Za to śmieszył mnie Lepper w garniturze od Hugo Bossa.

Jarosław Kaczyński nie zawahał się, kiedy jego partia praktycznie straciła możliwość rządzenia. Mimo całego jazgotu medialnego, ataków ze wszystkich stron, które w oczywisty sposób musiały mieć jakieś przełożenie na wyborców, oddał losy rządu w ich ręce.
Stało się, co się stało. Jarosław Kaczyński wrócił na tarczy, ale nie - na kolanach.To był akt honoru.

A dlaczego nie zagłosuję na Donalda Tuska? Oto jeden z moich ulubionych cytatów:
"-Mądrość Donalda Tuska polega na tym, że potrafi wyciagac wnioski z własnych porażek - mówi Jacek Merkel,wpływowy działacz KLD. - Trzeba pamietać o tym, że partia jest tylko narzedziem polityków. I jesli narzedzie jest złe, to należy je zmienić. Bo celem każdej partii jest władza, a nie wiernośc ideologii."

Właśnie dlatego.

Kiedy rozpętała się "afera rozporkowa", nie mogłam wyjść ze zdumienia: czego ci ludzie, ci kongresmeni chcą? Przecież każdy z tych znęcających się nad Clintonem kongresmenów był mężczyzną. Który nie "skorzystałby" z Moniki L, gdyby trafiła mu sie taka fucha?
Tak mnie to intrygowało, że spytałam kogoś zasiedziałego w Stanach.
Odpowiedź brzmiała: pewnie by skorzystali, ale nikt z nich nie jest prezydentem.Zdrajca pozostaje zdrajcą, bez względu na istotę obiektu zdrady.Kwestia inklinacji, skłonności. Jaka jest gwarancja, że nie zdradzi kraju - dla innej słabostki? A kłamstwo jako dodatek do zdrady - tylko pogłębia problem.

Czy zdrada ideałow jest zdradą? Czy może jednak nie?

Nie zagłosuję na Donalda Tuska, bo znam treść jego skandalicznej wypowiedzi na Zjeździe Kaszubów. Zachował się jak gdańszczanin - tyle, że z Freie StadtDanzig.
I tak samo zachował się w czasie debaty, przyprowadzajac do studia kibolska falangę. Zapachniało mi nie tyle kibolstwem ( akurat jestem kibicem), ile czymś...brunatnym. Tylko pochodni brakowało w zaciśnietych pięściach, unoszonych w górę.

W razie czego - oczywiście służę linkiem do wypowiedzi na wspomnianym zjeździe, ale... ma być próba dogadania się. Wyłuszczam racje, nie wylatuję przed orkiestrę.
Nie zagłosuję na Donalda Tuska, bo jego ludzie - to kłamcy bez skrupułów.
Vide: Sławomir Nitras, którego na serio uważałam za "młodego- zdolnego", o stopniu kultury odpowiednim dla polityka.No i dowiedziałam się, że oskarżył człowieka z pełną świadomościa popełnianego kłamstwa. Oskarżył prof. Lubińską o czyn niepopełniony:

"W listopadzie 2006 roku Nitras złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Lubińską. Była minister wytoczyła mu proces w trybie wyborczym, który Nitras przegrał. - Gdy oskarżałem o to Lubińską, wiedziałem, że to nie ona podejmowała decyzję, i że potem będę pewnie musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Nitras".
Ostatnio zapowiadał, że nastepne wybory prezydenckie "zmiotą PiS ze sceny. Ciekawe, jakich "forteli" ma zamiar użyć?
Pomijam kumpli, wesołych ćpunów.
Nie obchodzi mnie byle kto - obchodzi mnie lider partii, twarz tej partii - który to kłamstwo zaakceptował.
Oto Ćwiąkalski, ksywa Laptop, minister s p r a w i e d l i wo ś c i, zapytany (tvp-info, 2 grudnia) o zdanie w sprawie opinii dr. Religi w procesie Garlickiego, zaczyna od opowiadania, jak to rzeczony Garlicki zastąpił Religę na posadzie - a w ogóle dr. G. jest.... "z innej stajni"...
Fajny sposób myślenia.
Nie zagłosuję na te partię, bo posługuje się językiem nienawiści.
Tu też mi zalatuje jakimś brunatnym echem: marszałkowie sejmu, Komorowski i Niesiołowski, wypowiadaja się językiem zaiste "godnym mężów stanu" - jak, prawda, przystało na ludzi o dobrych ziemiańskich tradycjach...Więc dlaczego mam się dziwić jakiemuś Palikotowi?
Jednak przecież wszyscy wiedzą,bo sprawa - jak mniema jest ogólnie znana - że Niesiołowski ma Polskę w ...wielkim poważaniu, a jego wściekłość ma zupełnie osobiste źródełko: nie przyjęto go niegdyś do PC. Gdyby chodziło mu o Polskę - potrafiłby wznieść się ponad urażone ambicje.
W ramach akcji pokojowej nie podaję linku do powodów tego nieprzyjęcia.
W jakich kategoriach myślą ci ludzie?
Nie muszę szukać raportu o WSI, żeby mieć wyrobioną opinię o ich uczciwości.

To wszystko, co się nam wciska o namolnym szukaniu "nieistniejacego układu", o oszołomstwie Kaczyńskich - to wynik wściekłości "nietykalnych" środowisk, przeżartych kolesiostwem, korupcją, wazeliniarstwem - tak bardzo zakorzenionym w czasie zniewolenia - a mam tu na myśli czas znacznie wcześniejszy, niż PRL .
To nam zostało jeszcze z czasów, kiedy nie zaświtało w głowie człowiekowi - zdrowemu na umyśle - pójście do carskiego czynownika bez bakczyszu.I śietnie przełożyło się na czasy PRL, czasy nieustającego "załatwiania". W tym - dyplomów, posad, tytułów naukowych, etc.Z reguły - kosztem innych, mniej sprytnych, mających skrupuły.

W Chinach to nosi nazwę "quansi", oznaczającą krąg towarzysko - usługowy i jest systemem, bez którego niemal nie da się żyć. Ale w krajach konfucjanskich jednak wiąże się z elementami odwiecznej kultury, na ogół nie jest prostym zwulgaryzowaniem obyczajów.
U nas - owszem, jest.
Tak dalece, że - bez względu na interes Polski - nie wolno tknąć niczego, co naruszałoby grupowe interesy e l y t, już mniejsza - których, bo węzłów jest mnóstwo.

Wiecie, co to jest mafia?
"Wiemy, wiemy" - ale przypomnę: to związek przestępców, władzy i sądownictwa.

Nie ma układu?
Przeczytajcie tylko dzisiejsze ( 2 grudnia) gazety. Niekoniecznie Rzepę - wystarczy "Dziennik".Na przykład: red. Jachowicz "chciałby" ( i radziłabym, żeby spróbował) iść do prokuratora - i nazwać go chamem.
Spróbujcie jakoś rozsądnie wytłumaczyć, dlaczego w niektórych sprawach przestepcy hurtowo wieszają się w celach?
I to - dlaczego możemy wkrótce zobaczyć na ławie oskarżonych Włodzimierza Olewnika, zamiast mocodawców tych, którzy w okrutny sposób zabili jego syna, a z którego cynicznie zadrwił prokurator, udostępniający akta?
Spróbujcie mi wytłumaczyc, dlaczego niezawisły sąd nie był uprzejmy wziąść pod uwagę racji ( i kolekcji cytatów) prof. Zybertowicza?

Spróbujcie powiedzieć panience przydrożnej słowem "ogólnie uznanym za..." - co myślicie o jej robocie! Jeśli przypadkiem panienka uznałaby to za uwłaczające - lądujecie w sądzie, otrzymujecie, co przynależy - i w charakterze premii - jakąś ładną nawiązkę na zbożny cel.

Ale Prezydentowi mojego kraju, uosobieniu Majestatu Rzeczypospolitej, nie uwłacza, że jakiś pętak "od wina marki wino" nazywa go chamem...Niezawisłe sądy mojego kraju...chyba nie warto dalej?
Niezawisły Trybunał Konstytucyjny...warto kontynuować?

Jesli to nie jest układ - to co nim jest?A o samym rządzeniu...dajmy spokój.No, dobra, jeden cytat - z Jadwigi Staniszkis;
"Niemcy uzyskali prawo subsydiowania przedsiębiorstw, powołując się na efekty komunizmu we wschodnich landach. Myśmy się o takie przywileje nie ubiegali. Należy się na to - i na kryzys - powołać i walczyć o stocznie. To dramat, że premier tak potulnie wykonuje wyroki Unii."

A teraz - niech mnie ktoś przekona, że nie mam racji. Będę naprawdę szczęśliwa, o wiele bardziej, niż jestem dziś.

Do zawarcia pokoju potrzeba dyskusji - inaczej "w ciemno" musiłabym uznać czyjeś racje za własne.A przecież nie chodzi o mnie, chodzi o nas wszystkich!

A jako epilog: w długiej dyskusji pod moim wpisem na temat przegranych wyborów ("Jakoś przeżyłam"), miła dziewczyna napisała, że współczuje mi, bo chyba jestem osobą ubogą, nieszczęśliwą - i że życzy mi poprawy losu.
Trochę mnie to zastanowiło: czemu tak myśli? Co ma mój p r y w a t n y los, status majatkowy - do wyborów przegranych przez PiS?
Po paru miesiacach trafił mi się podobny kąsek.Tym razem ja skomentowałam, zresztą żartobliwie, czyjś wpis, "zahaczając" temat lemingów w kontekście słów JP II w kwestii "być czy mieć".Autor postu odpowiedział mi - absolutnie serio - czy chciałabym mieszkać w jakiejś ... nie wiem, kawalerce? - w dziewięć osób.
Tym razem wiem, kto to jest - i wiem, że ten tekst przeczyta. To młody, bardzo inteligentny - i raczej bardzo zapracowany człowiek.Wierzę - i gorąco mu tego życzę - że n i e b e d z i e m i e s z k a ł w tej nieszczęsnej kawalerce.
Niemniej - zrozumiałam: młodzi ludzie naprawdę uwierzyli, że PO coś im da, zajmie się nimi w sposób szczególny.
Ale zapewniam Cię, młody człowieku, że zarobisz na to własną, ciężką pracą. Tak Cię widzę: Tobie się po prostu chce.Tusk Ci tego nie da.
No, chyba, że odbierze Sławkowi sprzedaż partyjnych gadżetów...Ale nie to miałeś na mysli, prawda?

Acha, powinno byc jeszcze o lewicy.
Ogladałam dziś konferencję "starej gwardii".Może jednak z tym poczekam. Tu chyba Was zaskoczę: uważam, że lewica jest potrzebna.Nie byłoby dzisiejszego dobrobytu w starej Europie, gdyby nie zwiazki zawodowe - a więc zorganizowany ruch robotniczy. Prawda, z czasem sie zdegenerował - ale tu zdegenerował się niemal natychmiast. Od Millera - do Wałęsy, który też walczyl o prawa robotników.

Z ciekawością czekam na argumenty. Wszystko, co powyżej - zostało napisane dawno, w licznych postach, ale może akurat ja doczekam się konkretnej odpowiedzi.

Brak głosów

Komentarze

Czasem mi żal, że niektóre świetne teksty przechodzą jakby niezauważone (u nas liczba odsłon 23, w Salonie 24 - nie wiem).

Mona należy do moich ulubionych autorek - pisze z takim biglem, że chciałoby się to łyżkami pochłaniać!

Gratuluję, Mona!

Rewizor

Rewizor

#8602

Gratuluję wpisu, publicystyka na wysokim poziomie poparta faktami. Cały wywód logiczny i "smacznie" podany.
Pozdrawiam.

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#8615