Papka intelektualna z materialistycznymi ograniczeniami
Praktycznie od opublikowania „Teorii względności” nie ustają ataki na tzw. oficjalną naukę. I choć w materii tej palma pierwszeństwa należy do zwykłych oszołomów trzeba przyznać, ze nie brakuje tam osób wielkich.
Oto badaj największy polski pisarz sf Adam Wiśniewski-Snerg (wg powszechnej wiedzy nie posiadający nawet matury) już w latach 1970-tych odnosił wręcz szkodliwość nauki i istniejącego nauczania.
Podstawowym błędem było bowiem stosowanie matematyki w fizyce. Zdaniem Snerga matematyka jest równie oderwana od rzeczywistości jak mapa od powierzchni Ziemi. I jeśli nawet sprawdza się w pewnym zakresie zawodzi, gdy trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy. Wie o tym zresztą każdy nawigator.
Zdaniem autora szkodliwość, jeśli można użyć takiego określenia, zasadza się nie w matematyce, ale w istniejącym ciągle materialistycznym paradygmacie. Te swoiste „okulary filozoficzne” filtrują rzeczywistość nie pozwalając dostrzec wszystkich jej aspektów.
Mec. Robert Nogacki:
„Naturalizm metodologiczny to zasada działania, zgodnie z którą nauka bada naturalne przyczyny i mechanizmy. Jest narzędziem, heurystyką – i to niezwykle użyteczną. Mówi naukowcowi: „Kiedy wchodzisz do laboratorium, szukaj fizycznych wyjaśnień. Nie powołuj się na cuda zamiast eksperymentu”. Jako ograniczenie metodologiczne jest niepodważalny.
Naturalizm metafizyczny to filozoficzne twierdzenie, że istnieją tylko naturalne przyczyny i naturalne mechanizmy . Mówi on naukowcom – i wszystkim innym – że rzeczywistość jest całkowicie fizyczna, że za kosmosem nie stoi żadna inteligencja, a każda hipoteza odwołująca się do takiej inteligencji jest a priori nieuprawniona. Nie jest to odkrycie naukowe. To stanowisko filozoficzne – metafizyczne zobowiązanie podszywające się pod metodologiczne.
Połączenie tych dwóch elementów stanowi główny błąd intelektualny współczesnych badań nad pochodzeniem życia. Gdy naturalizm metodologiczny – doskonała heurystyka – zostaje nadmiernie rozciągnięty w kierunku naturalizmu metafizycznego, naukowcy zaczynają traktować „brak aktualnego wyjaśnienia naturalnego” jako „żadne możliwe wyjaśnienie nienaturalne nie jest warte rozważenia”. W rezultacie powstaje dziedzina strukturalnie niezdolna do przyjęcia jakiejkolwiek hipotezy wykraczającej poza naturę – nawet gdy każda hipoteza, która wskazuje na naturę, ma poważne nierozwiązane problemy na poziomie podstawowych mechanizmów. Społeczność naukowców woli mnożyć coraz bardziej barokowe i wzajemnie sprzeczne modele naturalistyczne, niż rozważać możliwość, że badane zjawisko może znajdować się poza domeną, którą naturalizm może wyjaśnić.”
Stąd właśnie bierze się to śmieszące mnie prychanie w kierunku Transcendentu. Uwaga, nie popełniajcie błędu i nie utożsamiajcie go z obecną w naukach fizycznych tzw. osobliwością. Fizycy (astronomowie itp.) tak określają stany, których dzisiejsza nauka nie jest w stanie określić, ale ufni w rozwój wierzą, że za kilka lat, może dekady albo i wieki stan taki będzie dokładnie opisany i może nawet znajdzie się w podręcznikach akademickich.
Takie rozumienie prowadzi do wzmocnienia materialistycznego pojmowania świata.
Czy to jest jednak słuszna droga? Ideologia nadal kontroluje, jakie hipotezy mogą być przedmiotem badań.
Zamiast wiary w Boga mamy wiarę w rozwój Nauki. Przy czym ta pierwsza tłumaczy wszystko, ta druga zaś obiecuje wyjaśnienie w niedającej się przewidzieć przyszłości.
Ktoś, kto pamięta słusznie minioną epokę może tylko wyrazić zdziwienie, że praktycznie niewiele się zmieniło.
W rzeczywistości kontrola nawet uległa wzmocnieniu, chociaż pozornie stała się bardziej subtelna. Widać to najwyraźniej w biologii, konkretnie zaś w części mogącej być określoną jako ewolucjonizm.
Cytowany już wyżej Robert Nogacki :
„Tymczasem rzeczywisty stan tej dziedziny jest maskowany retoryką postępu. Każdy drobny wynik laboratoryjny – rybozym, który kopiuje krótką sekwencję, pęcherzyk lipidowy, który rośnie i dzieli się, aminokwas znaleziony w meteorycie – jest ogłaszany jako „przełom” w badaniach nad pochodzeniem życia. Każde takie ogłoszenie tworzy w opinii publicznej i w umysłach studentów wrażenie, że problem jest rozwiązywany stopniowo. Tak nie jest. Dystans między wytworzeniem aminokwasu w aparacie z wyładowaniem iskrowym a złożeniem samoreplikującej się komórki z genomem, proteomem i metabolomem nie jest dystansem, który można pokonać metodą inkrementalizmu. To różnica między znalezieniem ziarenka piasku a skonstruowaniem komputera.”
Pewne nadzieje na przełamanie materialistycznego paradygmatu w biologii daje fizyka. Oto prof. Johnjoe McFadden wysunął hipotezę odrywającą świadomość od materii, jak zwykli twierdzić ewolucjoniści. Jego zdaniem świadomość powstaje w polu energetycznym wytworzonym przez komórki mózgu.
„To, jak materia staje się świadoma i zdolna do myślenia to tajemnica, którą rozważali filozofowie, teolodzy, mistycy i zwykli ludzie przez tysiąclecia. Wierzę, że zagadka ta została teraz rozwiązana, a świadomość to doświadczenie nerwów zatopionych w generowanym przez mózg elektromagnetycznym polu, które napędza to, co nazywamy wolną wolą i świadomymi działaniami”.
Prof. McFadden wcześniej mocno przesunął biologię w stronę religii, tworząc hipotezę ewolucji kwantowej, ale z racji szczupłości miejsca teraz nie będę się tym zajmował.
Tematem niniejszego opracowania jest bowiem niemożność dokonania przełomu jakościowego naszej nauki spowodowany materialistycznym paradygmatem.
Przyznam, że jako prawnik z wykształcenia i jednocześnie matematyk mam z tym spory problem. W matematyce bowiem poza pewnymi istniejącymi założeniami, których się nie definiuje (np. punkt czy też linia prosta) praktycznie wszystkie twierdzenia są wywiedzione w sposób doskonały.
Tymczasem istniejący w biologii postmarksistowski dogmat, zwany paradygmatem ewolucyjnym, prowadzi do negacji a priori teorii zakładających udział w powstaniu Życia jakiejś Wyższej Inteligencji.
Oczywistą oczywistością jest to triumf ideologii, a nie racjonalnego myślenia. Gdyby podobne zasady obowiązywały na sali sądowej w jakimś kraju pewnie byłby on uznany za jakąś monstrualną dyktaturę. Sąd działa bowiem w warunkach braku pewności co do realności wystąpienia jakiegoś dowodu i nie może żadnego wykluczyć ZANIM za pomocą innych dowodów nie zostanie wykazana jego fałszywość bądź też zbędność dla ogłoszenia wyroku (w biologii nazwijmy to hipotezy).
Jak słusznie napisał mec. Robert Nogacki:
Umysł prawniczy jest wyszkolony w dokładnie tych umiejętnościach, których brakuje w tej debacie: ważenia dowodów w warunkach niepewności, identyfikowania przesunięć ciężaru dowodu i przede wszystkim uznania, że wykluczenie kategorii dowodów bez uzasadnienia jest samo w sobie formą uprzedzenia. W każdej sali sądowej w świecie zachodnim, gdyby jedna ze stron wniosła o wykluczenie całej klasy istotnych dowodów — nie dlatego, że wykazano, że są niewiarygodne, ale dlatego, że są filozoficznie niewygodne — wniosek zostałby odrzucony. Właśnie to wydarzyło się w badaniach nad pochodzeniem życia. Hipoteza inteligentnego związku przyczynowego nie została przetestowana i uznana za wadliwą. Została uznana za groźną i pozostawiona bez przetestowania. Prawnik widzi to takim, jakim jest: nieprawidłowość proceduralna tak fundamentalna, że unieważnia całe postępowanie.
Bingo! Taki właśnie zarzut trzeba postawić wszystkim teoriom ewolucyjnym funkcjonującym w obszarze biologii.
Aprioryczne odrzucenie hipotezy stworzenia jest błędem formalnym dyskwalifikującym całe rozumowanie.
Co więcej, gdy zaczynamy naciskać ewolucjonistę ten unika starcia w zamian zarzucając nas epitetami mającymi na celu wyłącznie dyskredytację osoby rozmówcy.
To jeden z napiętnowanych w połowie XIX wieku nielojalnych forteli erystycznych (Schopenhauer).
Tymczasem podkreśla się w każdym pryncypiach stanowiących ważny wstęp do danej dziedziny nauki, że tylko taka teoria jest prawdziwa (raczej: zbliżona do prawdy), która tłumaczy dany zbiór zdarzeń.
Pamiętać jednak należy, że teoria, która tłumaczy jedynie część zdarzeń jest teorią fałszywą.
Ewolucja to nie jest zwykły rozwój. Ewolucja taka, jak ją rozumieją uznani uczeni biolodzy, obejmuje również powstanie Życia z materii nieożywionej.
Ale tego pomimo trwających już ósmą dekadę prób nie jest w stanie wykazać.
Na przeszkodzie stoi bowiem czas. Jak już wcześniej wspomniałem wiek Wszechświata jest za krótki, aby mógł powstać najprostszy łańcuch RNA.
Co więcej taki przypadek stoi w jaskrawej sprzeczności z II zasadą termodynamiki. Przypominam, że zgodnie z nią entropia w układzie zamkniętym rośnie. Niekwestionowanym układem zamkniętym jest nasz Wszechświat.
Zatem należałoby się spodziewać raczej dewolucji i stopniowego przekształcenia ludzi czy też słoni, żyraf itp. w… bakterie. 😉
Wszak celem Życia wedle ewolucjonistów jest tylko przekazywanie własnego DNA kolejnym osobnikom.
Taka dewolucja została już w literaturze opisana. Co prawda dotyczyła… maszyn*, niemniej efekt powinien być podobny, gdyby postmarksistowscy ewolucjoniści mieli rację.
Tymczasem ewolucja zakłada powstawanie coraz to bardziej skomplikowanych organizmów mimo narastającej entropii całego Układu.
Z pokorą zatem trzeba sobie uzmysłowić, że tak naprawdę wiemy tylko jedno – że nic nie wiemy.
I raz jeszcze mec. Nogacki:
„Życie jest najbardziej niezwykłym zjawiskiem w znanym wszechświecie. Pojedyncza bakteria E. coli zawiera więcej zintegrowanych, funkcjonalnych informacji niż cała Encyklopedia Britannica. Ludzki genom to biblioteka trzech miliardów liter, która nie tylko koduje budowę ciała składającego się z trzydziestu siedmiu bilionów komórek, ale także zawiera logikę regulacyjną umożliwiającą zbudowanie tego ciała z pojedynczego zapłodnionego jaja – osiągnięcie inżynieryjne tak dalece przekraczające ludzkie możliwości, że nie potrafimy go odtworzyć, w pełni zrozumieć ani wyjaśnić, jak powstał.
Spojrzenie na to zjawisko i zdecydowane stwierdzenie, że nie wymaga ono wyjaśnienia wykraczającego poza niekierowaną chemię – przy jednoczesnym uznaniu, że nie potrafimy wykazać, jak niekierowana chemia mogłaby je wywołać – oznacza poleganie na metafizycznym przekonaniu, które obecnie przewyższa dostępne dowody. W swej istocie jest to akt zaufania – zaufania, że naturalistyczne wyjaśnienie w końcu zostanie znalezione, pomimo braku wiarygodnego kandydata po siedmiu dekadach poszukiwań. Takie zaufanie może ostatecznie zostać usprawiedliwione. Należy je jednak uznać za to, czym jest: zakładem filozoficznym, a nie wnioskiem empirycznym. I nie powinno się pozwalać na wykluczanie hipotez, których dowody nie wykluczają.
Uczciwy naukowiec – naukowiec, który poważnie traktuje dowody, a nie socjologię nauki – musi pozostawić to pytanie otwartym. Musi przyznać, że pochodzenie życia nie jest problemem rozwiązanym, prawie rozwiązanym ani takim, którego rozwiązanie jest wyraźnie widoczne. Jest to najgłębsze pytanie w całej filozofii przyrody, a na najgłębsze pytania nie odpowiada się, zakazując pewnych kategorii odpowiedzi.”
Ongiś popularne w sferach naukowych było dworowanie z nauki średniowiecznej. Sam pamiętam wesołość, jaka mnie ogarnęła, gdy dowiedziałem się, że uznawany za niekwestionowany autorytet Arystoteles zwyczajnie się pomylił stwierdzając, że mucha ma jedynie cztery nogi.
Przez blisko 1500 lat informacja ta była przepisywana przez skrybów choć muchy łaziły zarówno po nich, jak i po pergaminie.
Mieliśmy też i inne, obowiązujące przez wieki dogmaty.
Ewolucja w jej obecnej formie należy zdaniem autora do tego samego kręgu. Zamiast rozwoju powoduje bowiem stagnację.
Tymczasem każdy z nas widział przynajmniej kilka razy w życiu zwierzę starsze i to sporo od dinozaurów.
To… rybik cukrowy. Istnieje na naszej Planecie od około 400 milionów lat.
Bez zmiany. Ewolucjoniści wymyślili co prawda teorię tłumaczącą takie zjawisko. To tzw. dobór stabilizujący. Po prostu ich nisza ekologiczna nie wymaga dalszych przystosowań.
Czyli co? Rybik cukrowy odnalazł w mojej łazience takie same warunki, jakie w odległym Dewonie miał jego prapra……praprzodek??? 😉
To jednak jest pytanie o wiele mniej istotne od pierwotnego:
Jak powstało Życie?
19.08 2026
Cyt.: https://kancelaria-skarbiec.pl/en/origin-life/
_______________________________
* Stanisław Lem, Niezwyciężony
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 431 odsłon


Komentarze
Zabolało? A gdzie argumenty, matołki?
20 Sierpnia, 2026 - 00:29
;)
Hamski Dupny
20 Sierpnia, 2026 - 08:35
Jak to miło, że powtarzacie za mną "A gdzie argumenty?", jak szkoda, że sami się do swego apelu nie stosujecie pod moimi notkami.
W moim odczuciu, mimo nauki, wiemy zbyt mało.
20 Sierpnia, 2026 - 00:59
//Zamiast wiary w Boga mamy wiarę w rozwój Nauki. Przy czym ta pierwsza tłumaczy wszystko, ta druga zaś obiecuje wyjaśnienie w niedającej się przewidzieć przyszłości.//
Mimo nauki jest więcej pytań niż odpowiedzi.
Stworzyliśmy sobie Boga na swoje własne podobieństwo, ale istnienie wszechświata sugeruje nam, że Bóg jest potęgą większą niż ludzki umysł jest w stanie to ogarnąć. Nauka jaką człowiek posiada dotyczy tylko niewielkiego odcinka, czyli dotyczy badań życia na Ziemi. Nasz Bóg reguluje nasze problemy moralne, ale nie daje odpowiedzi na pytanie, czy istnieje życie w innej formie niż "ożywione białko". Być może uda się ludziom sięgnąć poza ziemskie środowisko, ale to jeszcze nie wystarczy aby zdobyć odpowiedź na wszystkie pytania.
Ziemia jest naszą "kołyską" i my, jako ludzie, jesteśmy na poziomie wiedzy "niemowląt w tej kołysce". Wydaje się nam, że jesteśmy najdoskonalszym boskim stworzeniem, ale być może tak nie jest.
Anna W. -PK
Pański błąd polega na trym,
20 Sierpnia, 2026 - 08:54
Pański błąd polega na tym, że ignoruje pan kompletnie to, co wynika z rozwoju cywilizacji.
Błędnie pan zakłada, że jeśli nie wiemy o początkach życia, to nic nie możemy powiedzieć o jego ewolucji.
Ignoruje pan dorobek chrześcijańskiej cywilizacji, który można docenić dopiero po analizie struktury cywilizacji konfucjańskiej, chińskiej. Błędne koncepcje naukowe w Chinach np. te diotyczące budowy zegarów, musieli naprawiać franciszkańscy misjonarze, którzy się na tym znali.
Chińczycy mieli wiele wynalazków, wiecej i znacznie wcześniej niż Europejczycy, ale nie wymyśli jednej rzeczy: zinstytucjonalizowanej nauki, bo do tego potrzebna jest chrześcijańska idea prawdy i odpowiednia struktura społeczna .
Błędem jest też ignorowanie złożoności warstw rzeczywistości (fizyka,chemia,biologia, socjologia), pomijanie kwestię emergencji i przemian fazowych.
Ale to i tak do pana nie dotrze, bo nawyk jest drugą naturą.
W przeciwieństwie do Ciebie oparłem się na aktualnych badaniach
20 Sierpnia, 2026 - 11:30
Ty zaś polecasz literaturę sprzed lat 30. Generalnie zatem - doucz się. I nie nazywaj marksizmu cywilizacją chrzescijańską bo nawet wnuk Cię wyśmieje. W zasadzie z Tobą dyskutować się nie da - można jedynie wyśmiać, podobnie jak DPS-a czy jawnie zaburzonego xiazedupa.
Proszę zacytować te ,,
20 Sierpnia, 2026 - 18:48
Proszę zacytować te ,, najnowsze badania",
Ja opieram się na materiałach opublikowanych w ostatnich kilku, kilkunastu latach. Jonathan Haidt, Michael Tomasello, Robin Dunbar, Michael Gazzaniga, Stanislas Dehaene.
Stawiam dolary przeciwko orzechom, że pan nic z tego nie słyszał.
Tytuły poproszę, osiołku. A powoływanie sie na literaturę sprzed
20 Sierpnia, 2026 - 20:58
kilkunastu lat to jak naprawiać wspołczesny samochód w oparciu o instrukcję Syrenki. Czas nie stoi w miejscu, bolszewiku.
Zmiękła rura ?
22 Sierpnia, 2026 - 10:33
Zmiękła rura ?
Już nie literatura sprzed 30 lat, tylko sprzed kilkunastu ?
Poczekamy, zobaczymy aż dojdzie do kilku.
Tytuły nie są istotne, istotna jest znajomość nazwisk, nazwisk badaczy, bo to badacze badają, a nie krasnoludki. Tutuły można sobie wygooglać.
Czemu jak chodzisz na spacer po parku ptaszęta świergolą Świr,
23 Sierpnia, 2026 - 02:21
świr? ;)
Tytuły, głuptasie!
???
20 Sierpnia, 2026 - 11:38
"(...)Na przeszkodzie stoi bowiem czas. Jak już wcześniej wspomniałem wiek Wszechświata jest za krótki, aby mógł powstać najprostszy łańcuch RNA.
Co więcej taki przypadek stoi w jaskrawej sprzeczności z II zasadą termodynamiki. Przypominam, że zgodnie z nią entropia w układzie zamkniętym rośnie. Niekwestionowanym układem zamkniętym jest nasz Wszechświat. (...)"
Argument w stylu ,że na ziemi nie mogą powstać pokłady soli i jeziora destylowanej wody z morza ,bo to ewidentnie ... lokalnie obniża entropię znacznie. Organizmy żywe mają naprawdę wysoką entropię , nomen omen zmiksowanie ich na papkę niewiele podnosi ten parametr lokalnie. Więc sprzeczność z II zasada termodynamiki jest wątpliwa ,a "jaskrawa" ... jaskrawie wątpliwa ... (procesy dalekie od rówowagi termodynamicznej z kosmicznym źródłem produkującej nieprzebrane ilości entropii jakim jest słońce)
Nauka empiryczna może dostarczać tylko odpowiedzi w stylu ... np. model "ateistyczny" jest prawdopodobny w 10% , deistyczno-ewolucyjny w 40% , teistyczno-interwencyjny w 50% . Te liczby mogą się zmieniać wraz z pozyskiwaniem wiedzy o środowisku raz w jedną raz w drugą stronę ,ale "format naukowej odpowiedzi" raczej się nie zmieni i nauka nic istotnie innego nie powie .
Natomiast rachunek prawdopodobieństwa to niebezpieczne narzędzie . Można wziąc kostkę do gry ,rzucić i wypadnie liczba od 1 - 6 z prawdopodobieństwem 1/6 . Tak ?
Można to powtórzyć powiedzmy 1000 razy ,co jeśli rzut i zapisanie wyniku to powiedzmy 10s zajmie 10000s circa trochę ponad 2 godziny . Ten zapisany ciąg liczb od 1-6 jest faktem ( nie interesuje nas czy jest w nim zawarta użyteczna informacja ,bo niby co to jest użyteczność ) . Zgodnie z "rachunkiem prawdopodobieństwa" możemy obliczyć jakie jest prawdopodobieństwo wylosowania tego jednego konkretenego ciągu co powstaje i ... wyjdzie ekstreeeemalnie małe . Obawiam ,że przy 20 godzinach , 2 miesiącach ,no już po 20 latach na bank dojdzie się do takiego samego wniosku jak ,że ... ... ... prawdopodobieństwo by ktoś wylosował ten konkretny 20-letni ciąg jest tak małe ,że nie wystarczy atomów we Wszechświecie i szacowany wiek tegoż należałoby podnieść do nie wiadomo której potęgi ,ale to ,że się to wydarzyło to fakt ? Tak ? Jest na kartce dwudziestoletni ciąg 1-6 losowy. ( Po prostu taki jest schemat tego typu argumentów) Można dobrać odpowiednie liczby ,ale ... chyba szkoda czasu. Więc raczej należy uważać na "rozstrzygającą" moc "rachunku prawdopodobieństwa" .
Ludzie myślcie , to boli ,ale da się to wytrzymać .
Ceterum censeo, PKiN im. J.Stalina delendam esse.
Proszę zgłosić pretensje do sir Freda Hyle'a, a raczej jego
20 Sierpnia, 2026 - 11:39
uczniów. Ja tylko powtarzam. ;)
...
20 Sierpnia, 2026 - 17:32
Do sir-a ? Gdzież bym śmiał :-).
PS.
Ale ten ogień apologetów neokreacjonizmu ,co to myślą ,że szacunkami prawdopodobieństwa "złapali Pana Boga za nogi" ,to chyba wymaga trochę schłodzenia. Szczególnie ,gdy chęć tego "złapania" przyćmiewa rzetelność rachunków. Bo jak te rachunki wykonać ,to chyba nie wiedzą "najstarsi górale". To wrażenie ,że prawdopodobieństwo "kreacji" jako ciągu nadprzyrodzonych interwencji odjechało niebotycznie może brać się z tego typu paradoksów i zbyt uproszczonych modeli, Z ogłoszeniem sfalsyfikowania np. hipotezy jednorazaowej kreacji i dalszej historii wszechświata jako konsekwencji tego pierwszego aktu ... to chyba trzeba poczekać ... przynajmniej do "Ogólnej Teorii Wszystkiego"
:-)
PS2.
Bo to może okazać się analogiczne do wyjaśnienia zjawiska piorunów podczas burzy ,czy Hefajstos je wykuwa a Zeus/Perun rzuca takie oszczepy na ziemię ,czy może jednak mechanizmy parowania , konwekcji tarcia powietrza o chmury itd. powodują to . Jednak żadne wytłumaczenie nie zmienia ostatecznie interpretacji wedle której każde uderzenie pioruna było zgodne z Wolą Bożą . Więc ta niechęć tzw. nauki do nadprzyrodzoności może wynikać z bezradności "metody naukowej" wobec Zeusów , Perunów ... . Ale czy w przypadku powstania życia , wydzielenia gatunku ludzkiego ze świata zwierząt ,da się pozostać w deistycznym świecie ... to chyba problem otwarty i nie ma co za bardzo przywiązywać się do jakiejś opcji .
Ludzie myślcie , to boli ,ale da się to wytrzymać .
Ceterum censeo, PKiN im. J.Stalina delendam esse.