Państwa nieuchronnie zanikną!
Istota państwa jest prosta. Państwo to terytorialny monopol na przemoc. Wszystko inne jest dekoracją. Flaga, hymn, konstytucja, parlament, ministerstwa, ceremoniał, ordery, sądy, policja, armia, podatki, granice, szkoły i urzędy są tylko technicznymi dodatkami do jednego rdzenia: ktoś na danym terytorium ma prawo używać przemocy, a inni tego prawa nie mają.
Przez tysiące lat ten model się opłacał. Dlatego zwyciężył. Nie dlatego, że był moralny. Nie dlatego, że wynikał z jakiejś metafizycznej konieczności dziejowej. Zwyciężył, bo dawał zysk. Można było napaść, zabić, zgwałcić, zniewolić, obrabować, opodatkować, wcielić do armii, przejąć ziemię, zboże, bydło, kopalnię, port, szlak handlowy, miasto i ludzi. Można było zbudować aparat przemocy, a potem z tego aparatu żyć. To jest ekonomia przemocy.
Jeśli uczciwa praca trwa osiem godzin, a grabież tego samego cztery, to grabież się opłaca. Jeśli podbój miasta dawał złoto, niewolników i ziemię, których w tym samym czasie nie dało się zdobyć po dobroci, to podbój się opłacał. Jeśli okupacja prowincji przynosiła więcej podatków niż koszt utrzymania garnizonu, to okupacja się opłacała. Jeśli imperium mogło ściągać haracz większy niż koszt pilnowania poddanych, to imperium było przedsiębiorstwem z dodatnią rentownością.
Dlatego państwo nie powstało jako emanacja dobra wspólnego. Państwo powstało jako technologia zysku z przemocy. Jednak technologia się zmienia.
I to jest najważniejsza rzecz, której większość ludzi nie rozumie. Oni nadal myślą kategoriami epoki, w której bogactwo leżało w ziemi, w stadzie, w spichlerzu, w kopalni, w fabryce, w porcie, w magazynie i w skrzyni ze złotem. Takie bogactwo można było zająć. Można było przysłać wojsko, postawić wartownika, wbić chorągiew i powiedzieć: od dziś to moje.
Dziś coraz większa część bogactwa nie leży w ziemi. Nie leży w stodole. Nie leży w magazynie. Nie leży nawet w fabryce. Siedzi w głowach, w kodzie, w relacjach, w procedurach, w wiedzy, w sieciach, w reputacji, w algorytmach, w projektach, w organizacji, w kulturze pracy, w zdolności współpracy. Bank Światowy w swoich analizach majątku państw wprost zalicza do bogactwa nie tylko kapitał produkcyjny i naturalny, ale także kapitał ludzki, własność intelektualną, infrastrukturę i aktywa, które nie dają się zredukować do worka z pszenicą albo sztabki metalu.
A tych dóbr niematerialnych nie da się już normalnie zagrabić. Można zająć budynek firmy informatycznej. Jednak nie da się w ten sposób przejąć jej marki, dokumentacji i ludzi. Można ukraść serwery. Niemniej nie da się ukraść lojalności programistów. Można przejąć terytorium. Jednak nie da się przejąć zaufania mieszkańców. Można zagrozić inżynierowi pistoletem. Niemniej wtedy on nie stworzy przełomowej technologii. On będzie markował pracę, sabotował, uciekał albo czekał na okazję, by zdradzić okupanta.
Człowiek zmuszony batem nie daje maksimum wydajności. Człowiek zmotywowany zyskiem, wolnością, ambicją i dobrowolną wymianą daje wielokrotnie więcej. To jest koniec starej ekonomii przemocy.
Nie koniec przemocy w ogóle. Przemoc nie znika. Złodzieje nie znikają. Bandziory nie znikają. Mordercy nie znikają. Wojny nie znikają. Przemoc nadal jest potrzebna do obrony przed przemocą. Człowiek, rodzina, firma, wspólnota i cywilizacja muszą umieć się bronić. Pacyfizm nie działa.
Jednak czym innym jest przemoc obronna, a czym innym terytorialny monopol na przemoc wobec własnych sprzymierzeńców, własnych obywateli, rodaków, współplemieńców, wobec własnej wspólnoty cywilizacyjnej.
Czym innym jest ochrona własności, a czym innym państwo żyjące z haraczu. Czym innym jest odstraszanie agresora, a czym innym imperium utrzymujące ludzi w posłuszeństwie tylko dlatego, że ma większy aparat przemocy.
Dziś ten aparat staje się coraz droższy, coraz bardziej ociężały i coraz mniej rentowny. Państwo przypomina starą hutę z czasów, gdy stal była symbolem potęgi. Kominy dymią. Dyrektorzy chodzą w garniturach. Związki zawodowe krzyczą. Politycy przecinają wstęgi. Tylko księgowy widzi, że zakład produkuje stratę.
To samo dzieje się z mocarstwami. Stany Zjednoczone prowadzą wciąż wojny i płacą za to biliony dolarów. Projekt Costs of War przy Brown University szacuje koszt wojen po 2001 roku na około osiem bilionów dolarów, nie licząc przyszłych kosztów odsetek, a do tego dochodzą jeszcze ogromne koszty opieki nad weteranami. To nie jest łup. To jest rachunek. To nie jest imperialny zysk. To jest faktura wystawiona imperium przez rzeczywistość.
Rosja jest jeszcze lepszym przykładem, bo jest bardziej prymitywna, a więc czytelniejsza. Rosja zaatakowała Ukrainę tak, jak dawniej atakowały państwa: wejdziemy, zajmiemy, zastraszymy, wymienimy władzę, wbijemy flagę, przejmiemy zasoby, podporządkujemy ludność. Stara technologia przemocy. Mongolski algorytm w epoce dronów. I co się stało?
Zamiast szybkiego zysku mamy wieloletnią wojnę wyniszczającą. Według Banku Światowego koszt odbudowy Ukrainy po zniszczeniach do końca 2025 roku jest szacowany na prawie 588 miliardów dolarów, czyli około trzykrotność nominalnego PKB Ukrainy za 2025 rok. To pokazuje skalę destrukcji. Jak Rosja wygra i zagrabi całą Ukrainę, to będzie w nią tylko wtapiać dalsze środki. Rosja nie kupiła sobie tą wojną bogactwa. Kupiła sobie demografię cmentarza, gospodarkę wojenną, sankcje, odpływ ludzi, uzależnienie od Chin, militaryzację budżetu i wroga na pokolenia.
SIPRI podaje, że rosyjskie wydatki wojskowe w 2025 roku wzrosły do około 190 miliardów dolarów, czyli 7,5 procent PKB, a Ukraina wydała na wojsko około 84,1 miliarda dolarów, co stanowiło aż 40 procent jej PKB. To są liczby epoki, w której państwo próbuje udowodnić, że monopol przemocy ma sens. Niemniej im dłużej trwa wojna, tym bardziej widać, że to nie jest inwestycja. To jest palenie kapitału.
Rosja może zająć ruiny. Może zdobyć wieś. Może przesunąć linię frontu o kilka kilometrów. Może zniszczyć elektrownię, most, blok mieszkalny, szkołę, port i magazyn. Tylko co z tego? Zniszczony kraj nie jest łupem. Zniszczony kraj jest kosztem. Spalony dom nie płaci podatków. Zabity specjalista nie pracuje. Uchodźca nie buduje dobrobytu okupanta. Sterroryzowana ludność nie staje się produktywnym kapitałem, tylko permanentnym problemem bezpieczeństwa.
Dawniej podbój dawał niewolników. Dziś daje sabotażystów, emigrantów, partyzantów, hakerów, sankcje, koszty administracji, koszty okupacji i koszty reputacyjne.
Do tego doszła jeszcze jedna rzecz: miniaturyzacja siły. Dawniej wielkie państwo miało przewagę, bo tylko ono mogło utrzymać wielką armię, flotę, artylerię, lotnictwo, wywiad i przemysł zbrojeniowy. Dziś ta przewaga nadal istnieje, ale jest podgryzana od dołu. Małe, tanie, sieciowe technologie zaczęły niszczyć wielkie, drogie, hierarchiczne struktury. Wojna na Ukrainie stała się laboratorium tej zmiany. RUSI opisywał, że ukraińska produkcja dronów wzrosła z kilku tysięcy sztuk w 2022 roku do ponad dwóch milionów w 2024 roku, z projekcjami sięgającymi kilku milionów w 2025 roku. To jest fakt cywilizacyjny, a nie tylko wojskowy.
Dron jest ważny nie dlatego, że lata. Dron jest ważny dlatego, że zmienia księgowość przemocy. Tani obiekt zaczyna niszczyć drogi obiekt. Mały warsztat zaczyna zagrażać wielkiej fabryce. Operator z tabletem zaczyna polować na czołg. Sieć ochotników, startupów, informatyków, mechaników i żołnierzy zaczyna konkurować z betonową piramidą ministerstwa obrony.
Rosja też się tego uczy. CSIS pisał o rosyjskiej kampanii tanich dronów Shahed, które saturują ukraińską obronę powietrzną i wymuszają kosztowną reakcję. Jednak to tylko wzmacnia tezę o nieopłacalności wojny. Nawet państwa, aby dalej prowadzić wojny, muszą schodzić w dół: do tanich, rozproszonych, półprywatnych, półchaotycznych, szybko produkowanych technologii. Mocarstwo musi nauczyć się zachowywać jak sieć, bo samo czuje, że jako piramida staje się za drogie.
To samo dotyczy gospodarki!
Monopol był kiedyś efektywny, bo organizował wielką skalę. Dziś wielka skala coraz częściej przegrywa z inteligentną siecią. Dawniej trzeba było mieć stolicę, ministerstwo, urząd, licencję, koncesję, biuro, sekretariat i pieczątkę. Dziś wystarczy protokół, platforma, reputacja, płatność, szyfrowanie, automatyzacja, sztuczna inteligencja i dobrowolna koordynacja. Państwo nadal może przeszkadzać. Może karać. Może regulować. Może inwigilować. Może zabraniać. Niemniej coraz częściej robi to, jak pijany strażnik pilnujący dworca, z którego pociągi już dawno odjechały.
Państwo nie znika dlatego, że libertarianie napisali mądre książki. Państwo znika dlatego, że jego model biznesowy staje się nierentowny.
To jest ważne rozróżnienie. Nie trzeba będzie państwa obalać. Państwa będą się zapadać pod własnym kosztem. Tak jak feudalizm nie został zniesiony jednym aktem dobrej woli, tylko przestał pasować do gospodarki pieniężnej, miejskiej, przemysłowej i handlowej. Tak jak niewolnictwo przestało być centralną technologią produkcji nie dlatego, że nagle wszyscy właściciele niewolników stali się świętymi, ale dlatego, że wolny, zmotywowany, wykwalifikowany pracownik w rozwijającej się gospodarce dawał większą wydajność niż człowiek trzymany batem.
Moralność przychodzi często po księgowości. Najpierw coś przestaje się opłacać. Potem ludzie odkrywają, że to było niemoralne.
Tak samo będzie z państwem. Najpierw okaże się, że terytorialny monopol na przemoc jest zbyt drogi. Potem profesorowie prawa, filozofowie polityki i etycy napiszą mądre książki, że od początku był podejrzany moralnie. Jak zwykle będą spóźnieni. Historia najpierw zmienia rachunek ekonomiczny, a dopiero potem język moralny.
Oczywiście wyznawcy statolatrii tego nie zrozumieją. Będą krzyczeć, że bez państwa nastąpi chaos. To jest ich ostatni argument. Zawsze ten sam. Bez pana niewolnik nie przeżyje. Bez króla chłopi się pozabijają. Bez cenzora ludzie zgłupieją. Bez urzędnika rynek się zawali. Bez ministerstwa dzieci przestaną się uczyć. Bez monopolu sądowego nie będzie sprawiedliwości. Bez państwowej armii nie będzie obrony.
To są argumenty właściciela plantacji niewolników przeciwko wolności dającej większe zyski.
W rzeczywistości pytanie nie brzmi, czy potrzebujemy ochrony, prawa, arbitrażu, wojska, kontrwywiadu, policji, procedur, standardów i infrastruktury. Oczywiście, że potrzebujemy. Pytanie brzmi, czy te usługi muszą być świadczone przez jednego terytorialnego monopolistę, który finansuje się przymusem, nie odpowiada normalnie za błędy, nie bankrutuje po złych decyzjach i każe swoim ofiarom nazywać haracz składką na dobro wspólne.
To jest zupełnie inne pytanie. I odpowiedź staje się coraz bardziej oczywista: nie muszą.
Nie od razu. Nie wszędzie. Nie bez konfliktów. Nie bez okresów przejściowych. Nie bez błędów. Jednak kierunek jest jasny. Usługi, które państwo trzymało w monopolu, będą rozszczelniane, obchodzone, prywatyzowane, automatyzowane, decentralizowane i zastępowane przez sieci konkurencyjne. Najpierw nieformalnie. Potem półformalnie. Potem oficjalnie. Tak działa ewolucja instytucji.
Najpierw pojawia się obejście. Potem alternatywa. Potem standard. Potem stary monopol wygląda jak zabytek.
Najbardziej paradoksalne jest to, że państwa same przyspieszają ten proces. Im bardziej podnoszą podatki, tym bardziej opłaca się optymalizacja. Im bardziej cenzurują, tym bardziej opłaca się szyfrowanie. Im bardziej regulują, tym bardziej opłaca się arbitraż jurysdykcyjny. Im bardziej militaryzują gospodarkę, tym bardziej uciekają ludzie, kapitał i pomysły. Im bardziej chcą kontrolować informację, tym szybciej informacja uczy się omijać kontrolę.
Monopol scentralizowanej przemocy walczy z rozproszoną siecią dobrowolnych umów. Niemniej sieć nie musi wygrać jednej decydującej bitwy. Sieć wygrywa inaczej. Rozlewa się. Omija. Kopiuje się. Uczy. Adaptuje. Tworzy obejścia. Robi backup. Przenosi się. Znika w jednym miejscu i pojawia się w drugim. Monopol musi pilnować wszystkiego. Sieć musi znaleźć tylko jedną szczelinę.
Dlatego mocarstwa są skazane na porażkę. Nie dlatego, że jutro przegrają wojnę. Nie dlatego, że mają za mało czołgów, rakiet, bomb atomowych i służb. Mają. I jeszcze długo będą groźne. Ranny mamut też może zadeptać człowieka. Niemniej mamut nie ma przyszłości.
Przyszłość należy do struktur mniejszych, szybszych, rozproszonych, dobrowolnych, konkurencyjnych, kontraktowych i technologicznie adaptacyjnych. Do tych, które nie muszą podbijać terytorium, aby czerpać z niego zysk. Do tych, które nie muszą więzić ludzi, aby korzystać z ich pracy. Do tych, które nie muszą utrzymywać monopolu, bo potrafią wygrać jakością.
Rosja, jeśli kiedykolwiek naprawdę się zmodernizuje, nie stanie się dzięki temu silniejszym imperium. Stanie się mniej imperialna. Bo bogata, wykształcona, technologiczna Rosja nie będzie potrzebowała Moskwy jako bata na siebie. Lepiej obroni się jako sieć regionów, miast, firm, wspólnot, prywatnych struktur bezpieczeństwa i dobrowolnych powiązań niż jako jednolity obóz wojskowy udający cywilizację.
Tak samo Europa. Tak samo Ameryka. Tak samo Chiny. Im wyższa technologia, tym mniej sensu ma prymitywny monopol terytorialny. Im większa wartość informacji, tym głupsza staje się grabież materii. Im większa wydajność wolnego człowieka, tym mniej opłaca się zniewolenie go. Im więcej można zarobić na dobrowolnej współpracy, tym bardziej barbarzyński i nierentowny staje się haracz.
Państwo nie upadnie dlatego, że przegra wojnę. Państwo upadnie dlatego, że przegra rachunek zysków i strat.
A gdy księgowy historii zamknie bilans, okaże się, że terytorialny monopol na przemoc był tylko długim etapem przejściowym. Skutecznym w epoce ziemi, bydła, zboża, kopalń, niewolników i armii masowych. Coraz mniej skutecznym w epoce kodu, dronów, kryptografii, sztucznej inteligencji, sieci, kapitału ludzkiego i wiedzy.
Przemoc zostanie. Obrona zostanie. Prawo zostanie. Sprawiedliwość zostanie. Organizacja zostanie. Zniknie tylko monopol. Czyli zniknie państwo w swoim właściwym, nagim, technicznym sensie. Nie jako wspólnota. Nie jako kultura. Nie jako naród. Nie jako cywilizacja. Tylko jako biznes przemocy.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
PS. UWAGA!!! REWELACJA!!! Jak komuś nie chce się czytać tego powyższego libertariańskiego tekstu, to może go posłuchać! To wygodne jak się np. jedzie samochodem albo coś robi w kuchni: informacje-lokalne.pl/panstwa-nieuchronnie-zanikna-2026-05-17/
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 146 odsłon



Komentarze
Jeżeli znikną państwa, a nie znikną ludzie, to skąd oni wezmą
23 Maja, 2026 - 12:47
żywność i wodę? Czy jest jakaś technologia wytwarzania żywności z powietrza?
Dzisiaj w USA w Kalifornii alarm. Jest zagrożenie, że jakiś zbiornik z zatrutym płynem grozi wybuchem. A wybuch tego spowoduje zatrucie wody i niebezpieczeństwo dla miejscowej społeczności. I ten przypadek dowodzi, że potrzebne jest państwo ze specjalistycznymi służbami aby ludzie przeżyli. Odbywa się ewakuacja 40 000 ludzi.
40,000 ordered to evacuate in Southern California after chemical leak at plastics facility | AP News
Anna W. -PK
Terytorialny monopol na terror
25 Maja, 2026 - 11:26
Proszę zauważyć, że w notce wyraźnie napisałem: „Przemoc zostanie. Obrona zostanie. Prawo zostanie. Sprawiedliwość zostanie. Organizacja zostanie." Nie twierdzę, że znikną służby ratunkowe, straż pożarna czy specjaliści od chemikaliów. Czy ewakuacja 40 tysięcy ludzi musi być organizowana przez terytorialny monopol na terror zbierający pod przymusem haracze, który nie odpowiada za błędy i nie bankrutuje? Prywatne firmy ubezpieczeniowe, kontraktowe służby ratownicze i lokalne wspólnoty robią to samo — i robią to lepiej niż rządowa biurokracja. Przykład z Kalifornii to argument za sprawnymi służbami, nie za monopolem na terror. To są dwie różne rzeczy.
By produkować żywność nie potrzeba terroru, on jest zbędny w tej i każdej innej dziedzinie. To jest fałszywa alternatywa, że mamy do wyboru tylko albo produkcje żywności z powietrza, albo produkcje przy użyciu terytorialnego monopolu na terror i nic innego. Takie myślenie wynika z tego, że terror państwa tak mocno wpił się w ludzkie mózgi, że w ogóle nie są w stanie rozumować poza paradygmatem statolatii.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
O tym, że największym złudzeniem wszelkich utopistów jest
24 Maja, 2026 - 23:33
naiwna wiara, że jak tylko przestaniemy wydawać pieniądze na zbrojenia będzie więcej na dobra powszechne, w tym żywność, napisano setki, jeśli nie tysiące tomów. Uwolniona od "bezcelowych wydatków na zbrojenia" kwota tylko zwiększy inflację. I chleb zamiast 1 euro będzie po 1,75! Albo i po 2,50.
Druga sprawa. Przecież już mamy do czynienia z próbami zniszczenia państw narodowych na rzecz ponadnarodowych tworów faktycznie zarządzanych przez wielkie korporacje. Upadek państw nie będzie oznaczać jakiegoś powszechnego ożywienia gospodarczego, ale przeciwnie. No bo jak np. będzie wyglądał handel, gdy zabraknie... pieniądza? Itd, itp...
Aż wreszcie po dwóch, trzech dekadach chaosu i nędzy, połączonej z lokalna przemocą, mądrzy ludzie wymyślą... Państwo. ;)
Zmiany w światowej organizacji społecznej są napędzane
24 Maja, 2026 - 23:53
postępem techniczn-technologicznym.
Dzisiaj, nie tylko lotnictwo, ale telekomunikacja, internet, spowodowały upowszechnienie wzajemnej wiedzy o życiu społeczeństw na Ziemi. Zwiększyły wędrówki i turystykę, ale również ... globalizację, czyli handel i wymianę wzajemną bez ograniczeń wynikających z odległości.
Dzisiaj odległość nie stanowi problemu dla inwestycji na światowych giełdach czy pozyskania na ten temat dokładnych informacji.
Nie wiem jak to będzie oddziaływać na organizacje narodów i ich państw. Trzeba się przyglądać dokładniej tej sprawie. W Europie ciągle istnieje dwujęzyczna Belgia, czy nie?
Anna W. -PK
Technologia znosząca bariery odległości...
25 Maja, 2026 - 11:31
...globalizacja handlu i inwestycji, swobodny przepływ informacji — to właśnie argumenty na rzecz mojej tezy, nie przeciwko niej. Im mniej znaczenie ma odległość fizyczna, tym mniej sensu ma terytorialny monopol na terror oparty na kontroli konkretnego kawałka ziemi i zbieraniu haraczy z jego mieszkańców.
Co do Belgii: to ciekawy przykład, ale w odwrotnym kierunku — Belgia to państwo, które od dekad udowadnia, że można żyć bez sprawnego rządu centralnego (rekordy świata w długości bez rządu), a i tak gospodarka działa, ludzie jedzą, firmy produkują. To argument za moją tezą niż przeciwko niej.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
Uwolnienie wydatków na zbrojenia
25 Maja, 2026 - 11:29
W notce nie ma ani słowa o „uwolnieniu wydatków na zbrojenia" ani o inflacji — to twoje własna teza, nie moja. Moją tezą jest to, że model biznesowy terytorialnego monopolu przemocy staje się nierentowny — tak jak nierentowny stał się feudalizm czy niewolnictwo.
Co do korporacji: ponadnarodowe sieci gospodarcze są właśnie przykładem tego, o czym piszę — struktury kontraktowe, dobrowolne, rozproszone, które nie potrzebują terytorialnego monopolu. Argument o „dekadach chaosu i powrocie do państwa" zakłada, że jedyną alternatywą dla obecnego państwa jest chaos — to klasyczny błąd fałszywej dychotomii. Feudalizm też się skończył rzekomym chaosem według feudałów, bo zanikł ich porządek. Skończyło się mieszczaństwem, rynkiem i prawem kontraktowym, czyli innym porządkiem.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
Ten tekst jest wewnętrznie sprzeczny.
25 Maja, 2026 - 12:11
„Przemoc zostanie. Obrona zostanie. Prawo zostanie. Sprawiedliwość zostanie. Organizacja zostanie." Nie twierdzę, że znikną służby ratunkowe, straż pożarna czy specjaliści od chemikaliów. Czy ewakuacja 40 tysięcy ludzi musi być organizowana przez terytorialny monopol na terror zbierający pod przymusem haracze, który nie odpowiada za błędy i nie bankrutuje? Prywatne firmy ubezpieczeniowe, kontraktowe służby ratownicze i lokalne wspólnoty robią to samo — i robią to lepiej niż rządowa biurokracja. Przykład z Kalifornii to argument za sprawnymi służbami, nie za monopolem na terror. To są dwie różne rzeczy."
Czyli powstanie prywatne...państwo. To już przerabialiśmy...kiedy mieliśmy feudalizm. Tam teź było wszystko prywatne. A w czasach niewolnictwa to nawet była prywatna własność żywej siły roboczej.
Najgorzej będzie z tymi co nie będą się prywatyzować zgodnie z tym nowym prawem. ... czyli będą wszelkiego rodzaju bandy...też prywatne. I kto im cokolwiek zrobi?
Anna W. -PK
Sprzeczności widzi ten kto nie rozumie
25 Maja, 2026 - 15:42
Utożsamianie państwa z cywilizacją to błąd. Ja bardzo wyraźnie państwo definiuję wąsko jako terytorialny monopol na przemoc — i pokazuję, że ten konkretny model organizacji przemocy staje się ekonomicznie nierentowny. Moja notka to precyzyjnie wyjaśnia.
To, że pozostaną prawo, obrona, organizacja, służby ratunkowe etc., nie oznacza prywatnego państwa, tylko coś odwrotnego: konkurencję różnych dostawców tych usług zamiast jednego przymusowego monopolu finansowanego haraczem, który nie bankrutuje za błędy. Feudalizm był właśnie kombinacją przemocy i monopoli terytorialnych — czyli wcześniejszą wersją tego, co dziś nazywamy państwem, a nie żadną prywatną alternatywą.
Bandy to problem, który istnieje również teraz: gangi, mafie, bojówki, grupy przestępcze nie znikają tylko dlatego, że mamy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Różnica jest taka, że w modelu, o którym piszę, obrona przed przemocą jest usługą, za którą płacą dobrowolni klienci, a dostawca (ubezpieczyciel, firma ochrony, wspólnota lokalna) odpowiada konkretnie za skutki i może realnie zbankrutować.
Nigdzie nie twierdzę, że w świecie bez państw nie będzie przemocy. Twierdzę coś znacznie skromniejszego i bardziej przyziemnego: że technologia, struktura bogactwa i ekonomia sprawiają, iż utrzymywanie wielkich, scentralizowanych aparatów terroru staje się coraz droższą, coraz mniej opłacalną fanaberią. Tak jak kiedyś przestało się opłacać niewolnictwo i feudalizm, tak teraz przestaje się opłacać państwo w dotychczasowym kształcie — niezależnie od tego, co o tym myślimy moralnie. Przestaje się opłacać państwo jako monopol na terror, a nie jako instytucje ochrony i bezpieczeństwa.
Jeżeli ktoś z tego robi wniosek, że ja chcę chaosu, band i prywatnych państewek feudałów, to nie czyta mojej tezy, tylko własne lęki. Ja opisuję zmianę technologiczno-ekonomiczną, a nie projektuję nowy ustrój dla Ziemi.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
Zatem jak bez Państwa będzie funkcjonowała służba zdrowia?
25 Maja, 2026 - 21:40
Wymiar sprawiedliwości? Sądownictwo? Policja? Komunikacja międzymiastowa?
Nie można dyskutować na temat czyjeś wizji, bo autor tworzy
25 Maja, 2026 - 22:06
tak jak mu pasuje. Tam nie ma faktów, tylko wyobrażenia, czyli bajka. W bajce wszystko jest możliwe. Tak można fantazjować bez końca, nikt tego nie sprawdzi i nikt nie zakwestionuje.
Np.
//Wymiar sprawiedliwości? Sądownictwo? Policja? Komunikacja międzymiastowa? //
Ludzie będą tak mieli dobrze, że nie będą potrzebne sądy, policja, itp.
Anna W. -PK
Taa.. A gdyby było wtedy Państwo byłoby tylko jedno ministerstwo
25 Maja, 2026 - 23:23
Zdrowia, Szczęścia i Pomyślności! ;)
Dlaczego dyskusja tu nie ma sensu...
26 Maja, 2026 - 00:38
Pozwolę sobie na małą obserwację metodologiczną, bo ona tłumaczy, dlaczego ta dyskusja nie postępuje.
Humpty pyta: „jak bez państwa będzie działała służba zdrowia, sądownictwo, policja, komunikacja?” — ale dokładnie na to pytanie odpowiedziałem w poprzednim komentarzu. Nie w notce — w komentarzu, w odpowiedzi na analogiczne zarzuty Anny. On nie przeczytał odpowiedzi przed zadaniem pytania, albo przeczytał i pytanie jest powtórzone jako zagrywka retoryczna. W obu przypadkach nie jest to dyskusja — to błędne koło, w które sam wpadł.
Anna pisze, że moja wizja to bajka, bo ludzie będą tak mieli dobrze, że nie będą potrzebne sądy, policja. Nigdzie tego nie napisałem — ani w notce, ani w komentarzach. Jest to teza, której broniłby ktoś inny, nie ja. Ona obala tutaj własny wymysł, nie moją tezę. Technicznie rzecz biorąc ma to nazwę: błąd słomianej kukły.
Służba zdrowia, sądownictwo, policja, komunikacja etc. zawsze będą, bo one są potrzebne. Niepotrzebny jest tylko terror, tylko terror przestaje się opłacać ekonomicznie, a nie medycyna, transport czy zapewnianie bezpieczeństwa. Przestaje się opłacać ściąganie haraczu siłą i zastępuje to działanie dobrowolne. Dokładnie tak samo, jak pracownicy najemni zastąpili niewolników i pańszczyznę.
Humpty kończy ironią o Ministerstwie Zdrowia, Szczęścia i Pomyślności. To odpowiada na tezę, której nie postawiłem. Ja nie twierdzę, że po zaniku państw (czyli terytorialnego monopolu na terror) nastąpi powszechna szczęśliwość. Twierdzę, że utrzymywanie terytorialnego monopolu na terror staje się ekonomicznie coraz mniej opłacalne — tak jak nieopłacalne stało się kiedyś niewolnictwo. To teza o tendencjach ekonomicznych, nie o raju na ziemi. Dyskutanci powyżej w ogóle tego nie przeczytali i nie zrozumieli, więc dyskutują z własnymi insynuacjami, co czyni dyskusję parodią.
Jeśli ktoś chciałby polemizować z tym, co faktycznie napisałem — zapraszam. Natomiast polemika z własnoręcznie skonstruowaną karykaturą cudzych poglądów jest ćwiczeniem bez poznawczej wartości.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
Pełna zgoda. Dyskusja nt. nie ma sensu. Operujesz ideologicznym
28 Maja, 2026 - 21:51
aparatem pojęć. Przecież to, że ktoś będzie dla zysku prowadził armię, albo też leczył przewlekle chorych to bujda na resorach. Owszem, jak ktoś będzie mia ł jakąś kupę zbrojną to po prostu najedzie słabszych i weźmie sobie ich dobra.
A poza tym jak daleko będzie miała sięgać ta "ochrona"? Naprawdę niektóre artykuły masz udane, ale takie jak ten są po prostu infantylne. Ot, takie popłuczyny po Korwinie obliczone na przyciągnięcie nastolatków. Z reguły po 24 roku życia odchodzą... ;)
Generalnie to jest ideologia, której nie można zweryfikować.
29 Maja, 2026 - 02:17
A jest wiadomo, że jest zbyt dużo niewiadomych, które są nieprzewidywalne, to jakoś trzeba je uzupełnić.
Marks przewidywał komunizm, a jak dotąd się nie sprawdziło. Chiny się nie liczą.
Czy na pewno nie będzie komunizmu?
Coraz więcej jest różnego rodzaju wspólnych funduszy, czy dóbr wspólnotowych, gdzie zakład pracy rozdaje jako nagrodę, akcje firmy. Również akcje firm - można kupić na giełdzie. Moja emerytura też jest gdzieś zainwestowana, czyli jestem małym właścicielem czegoś tam, to zakład ubezpieczeniowy nad tym czuwa. I tak to powstaje "komuna" chociaż jest to zupełnie inna forma niż ta o której myśleli komuniści. Jest to wspólnota prywatnych własności.
Można sobie tak tworzyć bez końca, problem w tym, że nasze wizja opierają się na tym co znamy. A może być tak, że tego nikt się ani spodziewa, ani sobie wyobraża.
Anna W. -PK
Sprostowanie dla czytelników
29 Maja, 2026 - 02:05
Kilka razy w tej dyskusji pojawił się zarzut, że moja teza jest jakoby nieweryfikowalna jak marksowska wizja komunizmu. To porównanie jest błędne w sposób, który warto wyjaśnić.
Marks twierdził, że komunizm jest historyczną koniecznością wynikającą z dialektycznego prawa dziejów — bez względu na rachunki ekonomiczne. Ja twierdzę coś zupełnie innego: że państwo, jako terytorialny monopol na przemoc finansowany przymusem, staje się coraz mniej rentowne w porównaniu z alternatywnymi, kontraktowymi formami dostarczania tych samych usług — i że ta tendencja jest weryfikowalna ekonomicznie, tak jak weryfikowalna była nieopłacalność niewolnictwa czy feudalizmu, zanim te systemy upadły.
Nikt nie zarzuca ekonomistom, którzy w XVIII wieku pisali o zmierzchu feudalizmu, że uprawiają ideologię nieweryfikowalną. Opisywali zmianę rachunku kosztów i korzyści — i mieli rację.
Drugi zarzut: infantylność i popłuczyny po Korwinie, to nie jest to argument — to etykietka zamiast kontrargumentu. Jeśli ktoś chce obalić tezę o malejącej rentowności monopolu terytorialnego w epoce kodu, dronów i rozproszonych sieci — zapraszam do dyskusji o konkretach. Na ad hominem nie odpowiadam.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski
Pisałam, że zmiany następują na skutek zmian technologii...
29 Maja, 2026 - 02:44
Takimi zmianami współcześnie są wszelkiego rodzaju roboty. I nie muszą to być roboty udające człowieka. Mogą to być zestawy maszyn pracujące według określonego programu poczynając od surowców do gotowego produktu.
Mogą być roboty, które będą wykonywać prace niebezpieczne dla człowieka, lub na terenach trudno dostępnych a ludziom niezbędnych.
Obecnie rosną bez końca wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia: oceanów, lasów, rzek...Ludzie z tym sobie prawie nie radzą, może ktoś wymyśli metodę zbierania tych wszelkich plastyków i przerabiania ich na coś pożytecznego, właśnie przez automatykę.
Anna W. -PK
Obok...
29 Maja, 2026 - 09:47
To w ogóle nie jest odpowiedź na moje sprostowanie. Anna całkowicie zignorowała meritum — czyli zarzut, że myli moją prognozę ekonomiczną z marksowską koniecznością dziejową — i zamiast tego zmieniła temat na roboty i ekologię. To klasyczny przykład non sequitur: jej komentarz nie odnosi się do tego, co napisałem. Albo nie zrozumiała mojego sprostowania, albo po prostu nie miała co odpowiedzieć i napisała cokolwiek. To jest bez sensu. To nie jest dyskusja.
Pozdrowienia,
Grzegorz GPS Świderski