ZAPROSZENIE: Zapraszam na pokaz filmu 'Casus Belli - Po co komu ta wojna?' nt wojny w Gruzji 2008 i na Ukrainie MIEJSCE: CPH IPN im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ul. Marszałkowska 107 Warszawa DATA: 17 kwietnia 2026 piątek GODZ.17.00

Obrazek użytkownika Michał Orzechowski
Ogłoszenie

ZAPROSZENIE 
Zapraszam na pokaz mojego filmu dokumentalnego 'Casus Belli - Po co komu ta wojna?' nt wojny w Gruzji 2008 i na Ukrainie połączony ze spotkaniem z ekipą realizacyjną filmu oraz panelami dyskusyjnymi poświęconym historii rosyjskiego imperializmu oraz agresji na Gruzję i Ukrainę.

MIEJSCE 
Centralny Przystanek Historia IPN im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
ul. Marszałkowska 107 00-110 Warszawa

DATA 17 kwietnia 2026 (piątek)

GODZINA 17.00

WSTĘP WOLNY 

RSVP


OPIS
Film „Casus Beli. Po co komu ta wojna?” w reżyserii Macieja Maciejowskiego  i Michała Orzechowskiego opowiada o mechanizmach rosyjskiej agresji na przykładzie ataku na Gruzję w 2008 oraz na Ukrainę od 2014 roku.
Dokument zawiera unikalne i dotychczas niepublikowane zdjęcia z walk i okresu rosyjskiej okupacji Gruzji 2008 r. Kamery udokumentowały także zniszczenia z pierwszego dnia rosyjskiego ostrzału Odessy w kwietniu 2022 r.
W ramach filmu zrealizowano ostatni wywiad z byłym prezydentem Gruzji Michaeilem Saakaszwilim przed jego powrotem do kraju i aresztowaniem. Saakaszwili pozostaje przez obecne władze Gruzji więziony w szpitalu pod ścisłym nadzorem policji.
Głównymi bohaterami „Casus belli. Po co komu ta wojna?” są zwykli ludzie dotknięci tragedią wojny. W filmie występują uczestnicy przedstawianych wydarzeń, poza b. prezydentem Gruzji, także Mamuka Mamulaszwili, twórca Legionu Gruzińskiego, gen. Roman Polko, Marszałek Małgorzata Gosiewska oraz wiele innych postaci i komentatorów z Polski, Gruzji, Ukrainy.
Dokument pokazuje również postawę Lecha Kaczyńskiego wobec rosyjskiego ataku na Gruzję.
Realizacja filmu rozpoczęła się w 2020 roku. Podczas zdjęć na terenie Gruzji ekipa filmowa zachorowała na Covid 19.
W 2021 i 2022 r. udało się zrealizować zdjęcia w Polsce i na Ukrainie.
W międzyczasie nastąpiła kolejna fala rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie przewidywana przez twórców filmu.
Przedpremierowa emisja tego dokumentalnego filmu odbyła się 22 czerwca 2022 r. w gmachu Sejmu, pod honorowym patronatem wicemarszałek Małgorzaty Gosiewskiej. Wśród gości wydarzenia byli m.in. ambasador Polski w Gruzji Mariusz Maszkiewicz oraz ambasador Gruzji w Polsce Zurab Beridze.
Długość filmu - 55 min. 
 

]]>https://cph.ipn.gov.pl/cph/wydarzenia/30258,HARMONOGRAM-WYDARZEN-KWIECIE...]]>

 

Pozdrawiam,
Michał Orzechowski

]]>www.CosmoPolish.net]]>

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (8 głosów)

Komentarze

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673925

'PLUS-MINUS' - 'Rzeczpospolita' - 'Wojna w Gruzji. Zwycięstwo rosyjskiego kłamstwa'

Każdej wojnie towarzyszą kłamstwa i stanowi to już wyświechtany banał. Jednak wojnie rosyjsko-gruzińskiej, od której minęło 15 lat, akompaniowała wręcz niezmierzona liczba łgarstw. Co więcej, są one bezkrytycznie powtarzane po dziś dzień przez wielu polskich oraz zachodnich ekspertów.

CAŁOŚĆ:

https://www.rp.pl/plus-minus/art38931881-wojna-w-gruzji-zwyciestwo-rosyjskiego-klamstwa

Vote up!
7
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673928

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673930

RECENZJA: ‘ Casus belli – Gruzja 2008’ – foxmulder2.blogspot.com

https://foxmulder2.blogspot.com/2023/02/casus-belli-gruzja-2008.html?spref=fb&fbclid=IwAR1-fX5fPBquSZyq4d7yy-vSZ-QuIeW5So241n6DqICIfjB2eOnBQHlTLcg

Vote up!
5
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673929

'Gruzja: największe zwycięstwo rosyjskiej propagandy' 

Hubert Kozieł, 'PLUS-MINUS' - 'Rzeczpospolita' 11.08.2023 

 

To, że każdej wojnie towarzyszą kłamstwa, jest wyświechtanym banałem. Wojnie rosyjsko-gruzińskiej od której mija 15 lat towarzyszyły jednak gigantyczne ilości łgarstw, które są do dzisiaj bezkrytycznie powtarzane przez wielu polskich i zachodnich „ekspertów”.
 

Choć cywilizowana część świata obecnie jednoznacznie odrzuca kremlowską narrację propagandową dotyczącą wojny na Ukrainie, to jednocześnie wciąż żyruje rosyjskie łgarstwa dotyczące wojny przeciwko Gruzji. Nadal więc możemy usłyszeć z ust analityków, o tym, że owa wojna wybuchła, bo gruziński prezydent Micheil Saakaszwili „dał się sprowokować” i nakazał atak na Cchinwali, stolicę separatystycznego regionu Osetii Południowej. Niektórzy wręcz twierdzą, że Saakaszwili „od dawna szykował się” do zajęcia zbuntowanych regionów. Rosja „nie miała więc wyboru” i „musiała bronić swoich obywateli”. Czasem też padają kłamliwe wyliczenia o tysiącach osetyjskich cywilów, którzy rzekomo zginęli podczas gruzińskiego ostrzału w dniu 8 sierpnia 2008 r. (Latem 2008 r. przy wejściu do prawosławnej katedry św. Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze widziałem ogłoszenie o nabożeństwie żałobnym za „8 tys. zabitych mieszkańców Cchinwali”.) Straty rosyjskie podczas tej wojny miały być natomiast znikome - wszak tak podało rosyjskie Ministerstwo Obrony. „Eksperci” jakoś tego nie kwestionują, za to czasem przytaczają opowieści rosyjskich wojskowych, o bitwach, do których podczas tej wojny nie doszło. Rzadko kto zadaje sobie pytanie, kiedy tak naprawdę i dlaczego zaczęła się ta wojna.

Odliczanie do wojny

Rosyjska narracja jest niekonsekwentna. Z jednej strony oficjalna propaganda mówi, że Rosja jest wszechpotężnym mocarstwem mogącym łatwo pokonać USA i „zakryć czapkami” armie NATO. Z drugiej wskazuje ona, że Rosja bywała śmiertelnie zagrożona działaniami stosunkowo małych krajów takich jak Gruzja. Czasem kremlowscy propagandziści przyznają, że Rosja nie mogła zaakceptować dążenia Gruzji do integracji z NATO i rządów prozachodniego prezydenta Saakaszwilego. Pomiędzy wierszami można było wyczytać, że Moskwie nie podobały się reformy prowadzone przez gruzińskiego przywódcę, ostra walka jaką wydał on przestępczości zorganizowanej, a nawet ogólne podniesienie poziomu życia Gruzinów. Czyżby więc początkiem konfliktu była Rewolucja Róż z listopada 2003 r., podczas której Saakaszwili obalił Eduarda Szewardnadze, byłego sowieckiego ministra spraw zagranicznych? Nie, gdyż wrogie działania Rosji przeciwko Gruzji zaczęły się już na jesieni 1999 r., czyli nieco ponad miesiąc po tym jak Władimir Putin został rosyjskim premierem. Wówczas rząd Rosji jednostronnie uchylił zakaz przekraczania abchaskiego odcinka granicy rosyjsko-gruzińskiej przez mężczyzn w wieku poborowym. Zakaz ten został wprowadzony w styczniu 1996 r. w wyniku porozumienia prezydentów krajów Wspólnoty Państw Niepodległych i miał zapobiec zasilaniu sił zbrojnych Abchazji przez zagranicznych „ochotników” i najemników.

W grudniu 2000 r. Rosja wprowadziła wizy dla obywateli Gruzji, a jednocześnie wdrożyła uproszczony system wizowy dla mieszkańców Abchazji, Osetii Płd. i Adżarii. W lutym 2001 r. jeden z agentów rosyjskiego wywiadu zorganizował spotkanie z radykalną osetyjską opozycją. Instruował ją jak pokonać w wyborach Ludwiga Czybirowa, prezydenta Osetii Płd. Czybirow był niewygodny dla Rosji, gdyż dążył do porozumienia pokojowego z Gruzją. Przegrał wybory, a prezydentem został Eduard Kokojty, jeden z uczestników spotkania z owym rosyjskim agentem. W styczniu 2002 r. odbył on naradę z 50 przedstawicielami osetyjskich elit. „Kokojty przedstawił im plan rozpoczęcia wojny z Gruzją w celu uzyskania niepodległości przez Osetię Południową. Większości osób, znajdujących się na tym spotkaniu, plan wydawał się na tyle ekstremalny, że uznali go za absurdalny. W późniejszym okresie wszyscy, którzy sprzeciwili się decyzji Kokojty, zniknęli z południowoosetyjskiej sceny politycznej. Część opuściła Osetię Południową, część znalazła się w więzieniu, a część zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach” – pisał Irakli Matcharashvili w swojej książce „2008 rok. Wojna rosyjsko-gruzińska”. Kilka miesięcy później rosyjski rząd zaczął masowo rozdawać swoje paszporty mieszkańcom Osetii Płd. i Abchazji. Rosja jednocześnie domagała się od Gruzji udostępnienie jej przestrzeni powietrznej na potrzebę pacyfikacji Czeczenii. Gruzja odmówiła, więc 6 sierpnia 2002 r. rosyjskie lotnictwo zbombardowało jej terytorium. Bomby spadły na Wąwóz Pankiski, gdzie chronili się czeczeńscy uchodźcy i gdzie przenikała czeczeńska partyzantka. We wrześniu 2002 r. Putin stwierdził, że Gruzja jest krajem, z którego pochodzi „zagrożenie terrorystyczne” i że Rosja jest gotowa, by użyć przeciwko niej siły wojskowej.

W kolejnych latach Rosja rozbudowywała armię Osetii Południowej, obsadzając ją swoimi oficerami. W 2004 r. południowoosetyjskim ministrem obrony został Anatolij Barankiewicz, pułkownik armii rosyjskiej. W 2005 r. generał Anatolij Zajcew, były dowódca Zabajkalskiego Okręgu Wojskowego, został szefem sztabu armii Osetii Płd., a na czele lokalnego KGB stanął Anatolij Jarowoj, były szef FSB w Autonomicznej Republice Mordwia. Ostetyńcom dostarczono m.in. 70 czołgów T-72. (To więcej czołgów niż obecnie posiadają np. Niderlandy czy Norwegia.) Ciężki sprzęt gromadzono m.in. w bazie w miejscowości Dżawa, do której nie dopuszczano obserwatorów z OBWE. „Do 2008 r. regiony separatystyczne dysponowały zapasami uzbrojenia (otrzymanego za darmo) dwa razy przekraczającymi liczbę uzbrojenia, znajdującego się w rękach Tbilisi” – wskazywał Matcharashvili. Zaczęły się prowokacje. W starciach z lipca i sierpnia 2004 r. zginęło 19 gruzińskich i 5 osetyjskich żołnierzy. W październiku dywersanci wysadzili kilka kluczowych linii energetycznych w Gruzji. Po tym jak we wrześniu 2006 r. Gruzini aresztowali członków rosyjskiej siatki dywersyjnej, rosyjskie wojska na Kaukazie postawiono w stan gotowości bojowej a Flota Czarnomorska rozpoczęła manewry w pobliżu gruzińskiego wybrzeża. W listopadzie 2006 r. Putin zapowiedział, że zrobi z Gruzji „Cypr Północny”.

27 lutego 2007 r. w gazecie „Siegodnia” ukazał się artykuł Zaura Alborowa, „niezależnego analityka wojskowego”, pt. „Dlaczego Gruzja przegra przyszłą wojnę”. Opisano w nim dokładnie taki sam plan rosyjskiego ataku, jaki został wdrożony w sierpniu 2008 r. W marcu rosyjskie śmigłowce ostrzelały rakietami budynki gruzińskiej administracji w Wąwozie Kodori, czyli w części Abchazji kontrolowanej wówczas przez Gruzję. W sierpniu dwa rosyjskie samoloty zbombardowały gruzińską stację radarową. Wojna hybrydowa nabrała intensywności po 20 kwietnia 2008 r. Wówczas rosyjski samolot zestrzelił gruzińskiego drona. Rosjanie zaczęli przerzucać większe siły do Abchazji i budować tam nowe składy amunicji. W czerwcu rosyjski analityk Paweł Felgengauer, stwierdził, że decyzja o wybuchu wojny już zapadła i że starcia zaczną się w sierpniu.

6 lipca wojska Zakaukaskiego Okręgu Wojskowego rozpoczęły ćwiczenia Kaukaz 2008 r. Żołnierzom rozdawano broszury „Poznaj swojego wroga” poświęcone armii gruzińskiej. W bazach w Osetii Płd. i Abchazji budowano umocnienia. – Rosyjskie wojska wkroczą do Gruzji, by ochronić rosyjskich obywateli i pomóc siłom pokojowym. (…) U północnego wejścia do Tunelu Rokskiego stoją rosyjskie czołgi – powiedział 27 lipca w wywiadzie dla „Niezawiesimoj Gazety” Teimuraz Mamcurow, prezydent Osetii Północnej. 29 lipca siły południowoosetyjskie ostrzelały obserwatorów z OBWE i gruziński komponent sił pokojowych. Zaczął się też ostrzał gruzińskich wiosek położonych przy linii rozejmowej, a 2 sierpnia rozpoczęto ewakuację mieszkańców Cchinwali. Do północy 7 sierpnia ewakuowano stamtąd 20 tys. ludzi. Michaił Mindzajew, południowoosetyjski minister spraw zagranicznych, stwierdził, że jego quasipaństewko domaga się terenów środkowej Gruzji, w tym uzdrowiska Bordżomi. Do wieczora 5 sierpnia u północnego wejścia do Tunel Roki – łączącego Rosję z Osetią Płd. – zgromadziły się rosyjskie wojska liczące 11,7 tys. żołnierzy i 891 pojazdów pancernych. W tym czasie Saakaszwili desperacko próbował skontaktować się z rosyjskimi władzami. Był gotów do negocjacji. 6 sierpnia rosyjski MSZ ogłosił jednak, że „czas rozmów między prezydentami jeszcze nie nadszedł”.

Casus belli

Oficjalna wersja wydarzeń mówi, że 7 sierpnia 2008 r. o godzinie 23.40 Saakaszwili wydał wojskom gruzińskim rozkaz otwarcia ognia artyleryjskiego przeciwko wrogim zgrupowaniom na terenie Osetii Płd. Wielu „ekspertów” twierdzi, że dał się on sprowokować Rosji i dostarczył jej pretekst do pełnoskalowej inwazji. Inne światło na tę decyzję rzuca film dokumentalny „Casus belli. Po co komu ta wojna?” autorstwa Macieja Maciejowskiego i Michała Orzechowskiego. Wskazują oni na fakt, zwykle pomijany przez „ekspertów” – na złamanie przez Rosję umowy rozejmowej z 1992 r., regulującej status sił pokojowych w Osetii Płd. W umowie tej wyraźnie stwierdzono, że zarówno Rosja jak i Gruzja mogą skierować do owych sił rozjemczych maksymalnie do 500 żołnierzy pozbawionych ciężkiej broni ofensywnej. Wprowadzenie przez Rosję większych sił na teren Osetii Południowej stanowiło złamanie rozejmu i dawało Gruzji pełne prawo do zbrojnej odpowiedzi.

- Z moich analiz wynika, że to nie Gruzini, ale Rosjanie zaczęli wojnę z Gruzją w 2008 roku. Zrobili to wielokrotnie atakując gruzińskie terytorium przed 8 sierpnia oraz przerzucając przez tunel Roki do Południowej Osetii kolumnę czołgów i transporterów opancerzonych już 7 sierpnia, co było ewidentnym złamaniem rosyjsko-gruzińskiej umowy rozejmowej z 1992 roku – mówi „Plusowi Minusowi” Michał Orzechowski, współautor filmu „Casus belli”.

Matcharashili podaje natomiast, że już 2 sierpnia część rosyjskich wojsk przekroczyła granicę Gruzji. O obecności zwiększonych sił rosyjskich na terenie Osetii Płd. świadczą zebrane przez niego relacje rosyjskich wojskowych i Osetyjczyków. Natomiast w nocy z 6 na 7 sierpnia sztab Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego przeniesiono do Dżawy, a więc na terytorium Osetii Płd. Gruziński radiowywiad monitorował również rosyjską i osetyjską komunikację wojskową. Mógł więc zdobyć informacje o przerzucaniu wojsk pancernych przez Tunel Roki. Władze Gruzji nie miały żadnej wątpliwości, że szykowana jest inwazja. I nie mogły pozwolić sobie na to, by bezczynnie patrzeć aż wróg gromadzi siły do ataku. To Cchinwali było kluczem do obrony Gruzji. Stamtąd wojska rosyjskie wjeżdżałyby w przypominającą rozszerzający się lejek dolinę, z której weszłyby na główną autostradę łączącą wschód i zachód kraju. Do Tbilisi miałyby zaledwie 67 km. Według Orzechowskiego i Maciejowskiego, Saakaszwili postanowił więc stoczyć desperacką walkę o Cchinwali. Nie po to, by ją wygrać, lecz by kupić wystarczająco dużo czasu na zorganizowanie interwencji dyplomatycznej mającej ocalić Gruzję.

Ocalenie kraju

Tej wojny Gruzja nie mogła wygrać. Jej całe siły zbrojne dysponowały 32 tys. żołnierzy ze 191 czołgów i niewielkim lotnictwem mającym m.in. 10 bombowców szturmowych i 8 śmigłowców bojowych. Tymczasem tylko rosyjska 58. Armia dysponowała 70 tys. – 80 tys. żołnierzy z 620 czołgami, którą wspierała 4. Armia Lotnicza z 350 samolotami bojowymi i 75 śmigłowcami bojowymi. Do tego trzeba doliczyć armię abchaską liczącą 22 tys. ludzi i południowoosetyjską z 18 tys. ludzi. Gruzini nie mieli sił by skutecznie bronić się na dwóch frontach i jedyne, co mogli, to opóźniać wojska agresora, w nadziei na interwencję dyplomatyczną.

- Podczas pobytu w Gruzji w październiku 2008 r, niedługo po zakończeniu głównych działań wojennych, dokonałem kilku istotnych obserwacji. Przede wszystkim zaskoczyło mnie, że o ile widać było liczne zbombardowane domy bloki mieszkalne, to stosunkowo nienaruszone były budynki o potencjalnym zastosowaniu wojskowym takie jak szkoły, magazyny, budynki administracji publicznej, itp. Z moich analiz okazało się, że Gruzinom udało się przez pierwsze dni rosyjskiej agresji utrzymywać wojska rosyjskie w regionie doliny wokół Cchinwali, co spowodowało furię u rosyjskich dowódców, którzy zdecydowali o masowych terrorystycznych bombardowaniach lotniczych obiektów cywilnych w całej Gruzji – wspomina Orzechowski.

Podczas tej kilkudniowej wojny Gruzini stracili, według oficjalnych danych, 180 zabitych żołnierzy i policjantów, 1174 rannych, 4 zaginionych i 49 jeńców. Straty wśród gruzińskich cywilów wyniosły: 224 zabitych, 15 zaginionych, 547 rannych i nawet 230 tys. uchodźców. Osetyjczycy przyznali się do 27 zabitych i 69 rannych oraz 162 zabitych cywilów (do których wliczyli jednak też uzbrojonych „ochotników”), Abchazi do 1 zabitego i 2 rannych. Rosjanie oficjalnie przyznali, że mieli tylko 71 zabitych i 340 rannych. Nie podali jednak imiennej listy poległych. Z relacji samych rosyjskich weteranów wynika, że ich straty mocno zaniżono. „Z naszych czołgów uratowało się tylko pięć. Na nich dojechaliśmy do polany, na której broniliśmy się do rana” – wspominał rosyjski żołnierz Aleksander Płotnikow, piszący wcześniej, że jego oddział rozpoczął walkę mając 17 czołgów. Zniszczona też została m.in. kolumna sztabowa gen. Anatolija Hrulewa, dowódcy 58. Armii. Z liczącej 30 bojowych wozów piechoty, 3 transporterów i 2 czołgów kolumny ocalało tylko 6 maszyn. Przykrą niespodzianką były dla Rosjan też działania gruzińskiej obrony przeciwlotniczej, w tym polskich rakiet Grom. Rosja oficjalnie przyznała się do utraty czterech samolotów, w tym bombowca strategicznego Tu-22M. Gruzini donosili o 21 trafieniach. Dużo łatwiej miała Flota Czarnomorska. Wszystkie gruzińskie jednostki morskie stały wówczas niesprawne w porcie Poti. Rosjanie wymyślili więc „pierwszą bitwę morską XXI w.” podczas której mieli zatopić gruziński flagowy okręt patrolowy Dioskuria. Tak naprawdę ostrzelali jedynie cywilny statek ze zbożem, ale to nie przeszkadzało Putinowi przyznać dowódcom okrętów orderów za to „epickie starcie”.

Ostatecznie wojska rosyjskie zostały zatrzymane przez dwie konkurencyjne interwencje dyplomatyczne: prezydenta Lecha Kaczyńskiego (mającą błogosławieństwo Amerykanów) i francuskiego przywódcy Nicolasa Sarkozy’ego (który później zorientował się, że Rosjanie oszukali go w porozumieniu rozejmowym). Rosja jednak nie myślała o pokoju. Jesienią 2008 r. znów zaczęły płynąć sygnały świadczące o możliwym wznowieniu działań wojennych. - Z moich rozmów i analiz na miejscu w Gruzji wynikało, że Rosjanie najprawdopodobniej przygotowują się do drugiego, dobijającego uderzenia na Gruzję jesienią 2008. Świadczyły o tym m.in. ponowne podciąganie jednostek rosyjskich pod tereny przygraniczne Gruzji, w tym także oddziały artylerii i czołgów, wycofywanie ludności cywilnej z terenów przygranicznych po rosyjskiej strony kordonu okupacyjnego, obecność patroli umundurowanych oddziałów rosyjskiego Specnazu i innych jednostek specjalnych po gruzińskiej stronie granicy. Po powrocie do polski moje opinie i analizy przekazałem kilkoma kanałami do kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz do mediów i osób opiniotwórczych. Później dostałem informacje że moje analizy dotarły do Kancelarii Prezydenta, i że otrzymał on także podobne informacje z także innych źródeł – twierdzi Orzechowski. 23 listopada 2008 r. prezydent Kaczyński wybrał się z Saakaszwilim w okolice rosyjsko-osetyńskiego posterunku w Achałgori, leżącego w „strefie buforowej”. - Jak dowiedziałem się z innych źródeł, za posterunkiem miały stać oddziały rosyjskich wojsk, szykujących się do uderzenia na Tbilisi. Na widok zbliżającej się kolumny samochodów rosyjscy żołnierze z posterunku otworzyli ogień. Media poinformowały o tym incydencie świat, co miało spowodować powstrzymanie szykowanego ponownego rosyjskiego uderzenia. Ponieważ kilka dni potem na przełęczach zaczął padać pierwszy śnieg, przyczyniło się to do uniemożliwienia działań rosyjskiej armii – wskazuje Orzechowski.

Moskwa kilka lat później poradziła z Gruzją sobie w inny sposób. Władzę w Tbilisi zdobyła ekipa oligarchy, który zbił majątek na interesach w Rosji. Saakaszwili jest obecnie de facto więźniem politycznym tej ekipy. Dogorywa na oczach bezczynnego świata. Zachód jakoś nie kwapi się, by go bronić, ani prostować rosyjskich kłamstw o wojnie z 2008 r. Nawet „uznani eksperci”, tacy jak Mark Galeotti powtarzają bajeczki o tym, że Saakaszwili rozpoczął tamtą wojnę. Nikt na Zachodzie nie chce przyznać, że po 2008 r. przyjmując Putina, Miedwiediewa i Ławrowa na salonach, wiedziano, że ugłaskuje się bandytów dążących do podpalenia świata.

 

https://www.rp.pl/plus-minus/art38931881-wojna-w-gruzji-zwyciestwo-rosyjskiego-klamstwa

Vote up!
6
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673931

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673932

Casus belli - Gruzja 2008

O nędzy intelektualnej wielu polskojęzycznych i zagranicznych "ekspertów" świadczy nie tylko to, że gadają oni głupoty na temat wojny prowadzonej na Ukrainie. Kompromitują się oni też mówiąc o innych konfliktach zbrojnych - a szczególnie o wojnie w Gruzji z 2008 r. Najczęściej powtarzaną przez nich bzdurą dotyczącą tamtego konfliktu jest to, że "Saakaszwili niepotrzebnie sprowokował Rosję, atakując Osetię Południową". Jak za chwilę wyjaśnię, takie twierdzenia to totalny idiotyzm, a zarazem jedno z najskuteczniejszych rosyjskich kłamstw. Skuteczne dlatego, że w czasach niesławnego resetu, Zachód tego łgarstwa nie dementował.

Tematowi okoliczności wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej jest poświęcony znakomity film dokumentalny Michała Orzechowskiego "Casus belli. Po co komu ta wojna?" (dostępny do obejrzenia w VOD TVP). Warto po jego obejrzeniu sięgnąć do książki Iraklego Matcharashvilego "2008 rok. Wojna rosyjsko-gruzińska", a także do książki "Wojny Putina" Marcela Van Herpena. Fakty przedstawione w tych źródłach są nie do podważenia: to Rosja wówczas zaczęła wojnę, a nie Gruzja.

Orzechowski w swoim filmie dokumentalnym zwraca uwagę na rzecz oczywistą, acz notorycznie pomijaną przez "ekspertów": co stanowiło casus belli? Od jakiego zdarzenia rozpoczęła się wojna? Przypomina, że w regionie Cchinwali/Osetii Południowej obowiązywało od kilkunastu lat porozumienie rozejmowe, które określało maksymalną liczebność stacjonujących tam rosyjskich sił "pokojowych" oraz uzbrojenie jakie mogą one mieć. Wprowadzenie na teren Osetii Południowej większych sił, uzbrojonych w broń ofensywną automatycznie stanowiło złamanie porozumienia rozejmowego. A więc początek wojny. Tak się akurat złożyło, że na dzień przed rozpoczęciem przez Gruzinów ostrzału Cchinwali, przez tunel Roki były przerzucane duże rosyjskie siły pancerne. Gruziński wywiad podsłuchał komunikację radiową pomiędzy rosyjskimi agresorami oraz ich osetyńskimi marionetkami. To, że duże wojska rosyjskie zostały wprowadzone na teren Osetii Południowej przed gruzińskim kontratakiem poświadczają również relacje Rosjan i Osetyńców zebrane w książce Matcharashvilego. 

Powyżej: zniszczony gruziński czołg T-72 na ulicach Cchinwali. Jak widać, po "huraganowym" gruzińskim ostrzale miasta nie ma śladów - w oknach nawet są szyby. 

Totalną propagandową bzdurą są również bajdurzenia o tym, że w gruzińskim "huraganowym" ostrzale Cchinwali zginęło "kilka tysięcy cywilów". Pojawiały się nawet twierdzenia o 8 tys. zabitych (W 2008 r. widziałem taką liczbę w ogłoszeniu zapraszającą na mszę upamiętniającą osetyńskie ofiary wojny. Ogłoszenie to wisiało w pobliżu wejścia do prawosławnej katedry św. Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze. To cerkiew położona obok siedziby abpa gen. Sawy, zwierzchnika polskiej cerkwii prawosławnej, TW "Jurek",  znanego z pisania głupich listów do gejowsko-kagiebowskiego "katechona" Cyryla sodomsko-gomorskiego.) W całym Cchinwali mieszka obecnie 30 tys. ludzi, a liczba mieszańców jakoś specjalnie nie spadła w wyniku wojny. Nawet oficjalne rosyjskie dane mówią o tym, że w konflikcie zginęło tylko 162 osetyńskich "cywilów", ale zaliczono do tej grupy zapewne "ochotników" w dresach i z kałachami, którzy poszli wojować z Gruzją, czy raczej rabować gruzińskie wioski. Z osetyńskich relacji wynika, że całe miasto Cchinwali zostało już na kilka dni przed wybuchem wojny ewakuowane do Rosji - by zrobić miejsce dla wojsk rosyjskich.

Zresztą atak na Gruzję zaczął się już na wiele dni przed 7 sierpnia 2008 r. Od wielu dni wcześniej gruzińskie wioski były ostrzeliwane z terytorium Osetii Południowej. Rosyjscy dywersanci zakładali natomiast miny na gruzińskich drogach. Jeśli to nie jest agresją, to co nią jest? Tak samo Rusnia zachowywała się w dniach poprzedzających inwazję na Ukrainę. Wówczas również zmyślała historyjki o "nieustannym, huraganowym ostrzale Doniecka". Van Herpen wylicza w swojej książce konkretne przykłady przygotowań Rusni do agresji na Gruzję - takie jak choćby przejęcie całkowitej władzy nad Osetią Południową przez rosyjskich wojskowych i funkcjonariuszy FSB, czy też odbudowa przez rosyjskie wojska inżynieryjne linii kolejowej w Abchazji, która była nieczynna od dekad, a jedynym sensownym jej zastosowaniem był transport materiałów dla wojska. Oczywiście, gdy przytoczymy te argumenty prorosyjskim zjebom takim jak profesor Adam Wielkodupski, to usłyszymy w odpowiedzi: Łałałała uga buga łubu dubu zesrałem się w majty katechon! Czy podobny bełkot...

 

Czemu jednak Saakaszwili zdecydował się na uderzenie w rosyjskie wojska gromadzące się w Cinchwali? Czy nie było to szaleństwem? Czy nie mógł dłużej poczekać? Rzut oka na mapę pokazuje, że nie za bardzo miał możliwość czekania. Cchinwali to klucz do powstrzymania agresji. Stamtąd prowadzi dolina rozszerzająca się w kształt lejka. Gdy czołgi wyjeżdżają z tej doliny, zajmują kluczową autostradę łączącą wschód i zachód kraju. Do Tbilisi mają stamtąd 67 km. To trochę tak, jakby wojska orków znalazły się na autostradzie na zachód o Siedlec... Trzydniowa bitwa o Cchinwali była więc desperacką próbą powstrzymania sił agresora przed przebiciem się do stolicy. Decyzja Saakaszwilego była jak najbardziej racjonalna, ale siły jakimi dysponował były zbyt małe, by powstrzymać wroga. Bitwa o Cchinwali była więc kupieniem czasu na interwencję dyplomatyczną mającą obronić Gruzję.

 

Jak zapewne pamiętacie, rosyjska ofensywa zatrzymała się na autostradzie tuż za miastem Gori. Również wojska rosyjskie atakujące z terenu Abchazji zatrzymały natarcia prowadzone wzdłuż wybrzeża i w stronę miasta Kutaisi. To dlaczego do tego doszło jest przedmiotem sporów. Jedni widzą w tym skutek interwencji dyplomatycznej francuskiego prezydenta Sarkozy'ego, inni wyprawy Lecha Kaczyńskiego i innych prezydentów państw naszego regionu na wiec w Tbilisi. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć tego sporu - nie wiem, co siedziało wówczas w głowie Putina i dlaczego postanowił przerwać inwazję. Być może wówczas jeszcze za bardzo asekurancko wyczekiwał ostrzejszej odpowiedzi Zachodu - co sugerował jego były doradca a obecnie emigrant-opozycjonista Andriej Iłłarionow. Faktem jest jednak to, że Putin wykazał się wówczas zbyt słabymi nerwami, Zachód specjalnie ostro nie zareagował, a Gruzini uznali Lecha Kaczyńskiego za bohatera, który pomógł ocalić ich kraj. 

 

 

Orzechowski zwraca jednak uwagę w swoim filmie, że Rosja chciała później "dokończyć sprawę" z Gruzją. Przygotowywała się do uderzenia "dobijającego". Znów koncentrowała wojska, a na terytorium Gruzji pojawiły się oddziały zwiadowcze Specnazu. Gdy Saakaszwili powiadomił o tym Kaczyńskiego, nasz prezydent postanowił pojechać do Gruzji - nad samą linię rozejmową z Osetią. Wymyślił prowokację mającą utrudnić Rosji przygotowania do ataku. Doszło do niej pod wioską Achałgori. Media wówczas pisały o "serii strzałów nad głowami prezydentów". To była rzeczywiście seria strzałów, ale oddana w powietrze - ostrzegawczo, przed zdezorientowaną rosyjską obsadę posterunku, nie wiedzącą, co to za kolumna samochodów się zbliża. Wiadomość o strzałach oddanych do polskiego prezydenta poszła w świat, a Rusakom posypały się plany inwazji. Trzeba było je na chwilę wstrzymać, by nie przyciągać nadmiernej uwagi NATO, później nadeszła zima i nie było warunków do ataku, a potem... wymyślono inną koncepcję podboju. "Geniusze" z ABW napisali natomiast raport mówiący, że incydent w Achałgori był gruzińską prowokacją, na co miała głównie wskazywać "mowa ciała" Saakaszwilego. (Dzisiaj pewnie autorzy tego gniota bóldupią, że im obcięto  emerytury i noszą kapelutki z folii aluminiowej, by się ochronić przed Pegasusem...) A co do mowy ciała, to Saakaszwili wspominał, że zaszokowało go to, że Kaczyński z uśmiechem na ustach przechadzał się po drodze pod Achałgori, mimo świszczących kul. 

(A teraz w ramach ćwiczeń zerknijcie na ten archiwalny tekst niejakiego Andrzeja Paulukiewicza z "Wprost" i policzcie w nim rosyjskie propagandowe kłamstwa. I porównajcie to z tym, co Paulukiewicz pisał o "wolnościowcu" Łukaszence.)  

O ile spora część mieszkańców Polski uważa, że Putin - "absolutnie nie był zdolny do zabicia Kaczyńskiego i nie miał żadnego motywu" (a jednocześnie wierzy w niezwykle rozbudowane teoryjki mówiące, że wszechmocny karzełek Putin ustawił wybory prezydenckie w USA w 2016 r., doprowadził do brexitu i zagłady dinozaurów) - to w krajach byłego ZSRR mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Przekonanie o tym, że w Smoleńsku do zamachu jest tam powszechne. Niedawno mówił o tym były ukraiński prezydent Juszczenko - sam ofiara nieudanego rosyjskiego zamachu. Niczym pies Pawłowa wytresowany na Łubiance zareagował na to ks. Isakowicz-Zaleski, od razu bóldupiąc, że Juszczenko "gloryfikuje UPA".  No cóż, jakie to wszystko przewidywalne... Czekam teraz, aż Tomasz Piątek zacznie przekonywać, że Juszczenko oskarżając Rosję o zamach w Smoleńsku działa na rzecz Putina.

 

Sprawę z Saakaszwilim załatwiono inaczej. Choć jego rządy oznaczały dla Gruzinów wyjście z przerażającej nędzy z czasów Szewardnadzego, oczyszczenie kraju z mafii, budowę sprawnej i zdigitalizowanej administracji, wielką rozbudowę infrastruktury i sektora turystycznego, a także ożywienie kultury, to Gruzini w 2013 r. wybrali prezydentem Bidzinę Iwaniszwilego, oligarchę, który zbił majątek w Rosji a obiecywał "ciepłą wodę w kranie". Od tego momentu Gruzja pogrążyła się w zastoju gospodarczym, a kolejne wybory były fałszowane. Jej obecny rząd zajmuje szokująco przyjazne stanowisko wobec Rosji. Saakaszwili, po  pozbawieniu go obywatelstwa gruzińskiego przez prorosyjskie władze Gruzji a ukraińskiego przez proniemieckiego prezydenta Ukrainy Poroszenkę, stał się bezpaństwowcem. Na jesieni 2021 r. wrócił do Gruzji i został aresztowany. Poświęcił się, by jego partia zdobyła dobry wynik w wyborach samorządowych. Unia Europejska obiecywała mu bowiem, że jeśli jego stronnictwo dobrze wypadnie w tych wyborach, to będzie naciskać na przyspieszone wybory parlamentarne. UE oczywiście później olała Saakaszwilego, a wybory zostały znów sfałszowane. Saakaszwili trafił do aresztu pod bzdurnymi zarzutami - m.in. "nadużycia władzy", czyli skorzystania z prezydenckiego prawa łaski - a z aresztu do szpitala.

 

Saakaszwili jest obecnie straszliwie wychudzony. W ciągu roku stracił 40 kg. Niezależne badania wykazały w jego organizmie ślady trucia metalami ciężkimi. W tym tygodniu uniemożliwiono byłemu prezydentowi przeniesienie na szpitalny OIOM. Skorumpowane władze Gruzji przekonują, że Saakaszwili symuluje i że jest zdrowy jak ryba, a to że źle wygląda, to skutek tego że pije koniak.

Według Generała SWR, Putin ogląda czasem transmisje na żywo z kliniki, w której jest przetrzymywany Saakaszwili. Cieszy się ze stanu, w którym znalazł się jego wróg. Podobną "rozrywkę" miał wcześniej Janukowycz. W swojej posiadłości oglądał na żywo wraz z rodziną i znajomymi transmisje na żywo z celi, w której była przetrzymywana Julia Tymoszenko. Łukaszenko natomiast ogląda sobie podobne transmisje z celi, w której więziona jest Sofia Sapiega, partnerka Romana Pratasewicza, partnera założyciela serwisu Nexta, porwanego na Białoruś wraz z całym samolotem linii Ryanair. Rosja domaga się wydania swojej obywatelki Sapiegi (co sugeruje, że mogła być czerwoną jaskółką), ale Łukaszenka odmawia. Lubi sobie popatrzeć na filmy, w której robią jej rewizje osobiste. Tak sobie myślę, że komedia "Borat" byłaby bardziej zabawna, gdyby zamiast Bogu ducha winnych Kazachów wzięto tam na celownik prawdziwych sowieciarzy - karzełka Putina, Łukaszenkę, Janukowycza i ich polskojęzycznych wielbicieli w rodzaju Panasiuka. "Panasiuk. Podpatrzone w Ameryce, aby Bolszewia rosła w siłę i dostatek".

*** 

CAŁOŚĆ:

https://foxmulder2.blogspot.com/2023/02/casus-belli-gruzja-2008.html?spref=fb&fbclid=IwAR1-fX5fPBquSZyq4d7yy-vSZ-QuIeW5So241n6DqICIfjB2eOnBQHlTLcg

Vote up!
6
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673935

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673938

"Orzechowski: Przyznać Saakaszwilemu tytuł 'Honorowego Obywatela Warszawy' "

Michał Orzechowski z 'WORLD SOLIDARITY' proponuje przyznać byłemu Prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu tytuł 'Honorowego Obywatela Warszawy'

Michał Orzechowski, publicysta, pisarz i działacz praw człowieka z 'WORLD SOLIDARITY', w rozmowie z TVP WORLD zaproponował przyznać byłemu Prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu tytuł 'Honorowego Obywatela Warszawy'.

Micheil Saakaszwili pozostaje przez obecne władze Gruzji więziony w szpitalu pod ścisłym nadzorem policji. Polski Sejm niedawno przegłosował Uchwałę ws. byłego Prezydenta Gruzji, w której m.in. 'wzywa do niezwłocznego umożliwienia Micheilowi Saakaszwilemu podjęcia niezbędnego specjalistycznego leczenia spełniającego światowe standardy, zgodnie z zaleceniami lekarzy, oraz apeluje do społeczności międzynarodowej, przyjaciół Gruzji o solidarne i wytrwałe działania w sprawie ratowania życia i zdrowia Micheila Saakaszwilego'.

Michał Orzechowski z 'WORLD SOLIDARITY' był m.in. inicjatorem powstania polskiego Parlamentarnego Zespołu na rzecz Tybetu oraz pomysłodawcą przyznania JŚ Dalai Lamie tytułu 'Honorowego Obywatela Warszawy' w 2009 roku.

 

ZA: https://tysol.pl/blogi/orzechowski-przyznac-saakaszwilemu-tytul-honorowego-obywatela-warszawy,101253

Vote up!
6
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673937

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673939

Przedpremierowy pokaz filmu „Casus belli. Po co komu ta wojna?” z udziałem Wicemarszałek Sejmu

piątek, 24 czerwca 2022 

 

W gmachu Sejmu, pod honorowym patronatem wicemarszałek Małgorzaty Gosiewskiej, odbyła się przedpremierowa emisja filmu dokumentalnego pt. „Casus belli. Po co komu ta wojna?” w reżyserii Macieja Maciejowskiego i Michała Orzechowskiego. Wśród gości wydarzenia byli m.in. ambasador Polski w Gruzji Mariusz Maszkiewicz oraz ambasador Gruzji w Polsce Zurab Beridze.

Zwracając się do gości pokazu, wicemarszałek Gosiewska wspominała swoje działania na rzecz walczącej z Rosją Gruzji, gdy jako pracownik Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z pomocą humanitarną docierała do miejsc niedostępnych dla innych organizacji.

Głównymi bohaterami „Casus belli. Po co komu ta wojna?” są zwykli ludzie dotknięci tragedią wojny. Pojawiający się w filmie politycy są uczestnikami przedstawianych wydarzeń. Są wśród nich m.in. b. prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, a także Małgorzata Gosiewska, która podkreśla, że brak reakcji świata zachodniego na działania Władimira Putina dał przyzwolenie na kolejną agresję skierowaną na Ukrainę w 2014 r.

Dokument pokazuje również postawę Lecha Kaczyńskiego wobec rosyjskiego ataku na Gruzję. Film kończy się odniesieniem do trwającej agresji Rosji na Ukrainie oraz spełniających się na oczach świata słów śp. prezydenta wypowiedzianych w Tbilisi: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”.

 

ZA:

https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/komunikat.xsp?documentId=152981EB28A4673EC125886B0038BCD4

 

Vote up!
6
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673941

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Modżtaba został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Viva Persja!

#1673945

Rosyjski wywiad „ustawia” politykę w Gruzji?

Adam Jawor - 9 kwietnia 2026

www.cyberdefence24.pl

 

Jeżeli skupić się wyłącznie na ostatnich wydarzeniach, to najbardziej uderzające jest jedno: działania Rosji wobec Gruzji coraz rzadziej wyglądają jak klasyczna, ukryta operacja wywiadowcza, a coraz częściej jak jawna ingerencja polityczno-informacyjna. SWR odgrywa tu szczególną rolę.

Jak pisze The Jamestown Foundation w analizie Beki Chedii „Russian Intelligence Enters Battle of Georgian Patriarchal Throne”, oświadczenie rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego z 31 marca 2026 roku oskarżające patriarchę ekumenicznego Bartłomieja I o próbę destabilizacji Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, było „niezwykle bezpośrednią interwencją” po śmierci Eliasza II i należy je odczytywać jako sygnał, że Kreml zamierza wpływać na proces sukcesji po gruzińskim patriarsze. 

Część szerszej praktyki SWR

Z kolei według „4th EEAS Report on Foreign Information Manipulation and Interference Threats”, rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego w 2025 roku przyjęła bardziej widoczną rolę w operacjach informacyjnych, publikując oficjalne komunikaty zawierające fałszywe lub nieudowodnione twierdzenia, m.in. dotyczące rzekomych planów destabilizacji Gruzji przez Zachód. 

W tym sensie komunikat SWR w sprawie gruzińskiego patriarchatu można postrzegać nie jako incydentalny wybryk, lecz jako część szerszej praktyki, w której rosyjski wywiad coraz częściej występuje zarazem jako autor przekazu, narzędzie jego dystrybucji i instytucja nadająca mu pozory wiarygodności. 

Rosyjski wywiad nie ograniczył się do ogólnej krytyki Konstantynopola, lecz wprost zasugerował, że trwa walka o obsadzenie tronu patriarszego w Tbilisi. To już nie była dyskretna gra w cieniu, ale demonstracyjne wejście rosyjskiej służby wywiadowczej w sam środek jednego z najważniejszych sporów instytucjonalnych w Gruzji.

 

Znaczenie tej ingerencji wynika z momentu, w którym nastąpiła. Jak podała agencja Reutera, patriarcha Eliasz II został pochowany 22 marca 2026 roku, a jego pogrzeb zgromadził tysiące ludzi w Tbilisi. 

Z kolei Civil Georgia przypomina, że nowy patriarcha musi zostać wybrany do 17 maja 2026 roku, a procedura sukcesyjna ma bezpośredni ciężar polityczny, bo Gruziński Kościół Prawosławny pozostaje jedną z najbardziej wpływowych instytucji w kraju. 

Właśnie dlatego rosyjski komunikat należy czytać nie jako uboczny komentarz, lecz jako próbę oddziaływania na proces, którego stawką jest wpływ na gruzińską debatę publiczną, konserwatywną tożsamość społeczną i relacje Tbilisi z Zachodem. 

Co ważne, ten ruch SWR nie był incydentem oderwanym od szerszego wzorca. 

Rosyjskie instytucje państwowe nadal odgrywają kluczową rolę w operacjach FIMI, a sama służba „przyjęła bardziej widoczną rolę”. W 2025 r. było podobnie, gdy pojawiły się m.in. oskarżenia o rzekome wspierane przez UE i NATO plany destabilizacji Mołdawii, Serbii i Gruzji. 

 

Jak pisze EUvsDisinfo, Kreml i prorosyjskie źródła powtarzały tezę, że Zachód chciał wykorzystać Gruzję do otwarcia kolejnego frontu przeciw Rosji. 

W analizie „Russian scripts, Georgian voices: How disinformation targets the country’s Western allies: the US, EU, and UK in Georgia” czytamy, że rosyjskie skrypty narracyjne nie krążą w próżni, ale są następnie przejmowane i powielaneprzez część lokalnego obiegu polityczno-medialnego w Gruzji. 

To bardzo ważne, bo pokazuje, że bieżąca aktywność zarówno rosyjskiego wywiadu i rosyjskich sieci wpływu nie polega tylko na wysyłaniu własnych komunikatów, lecz na wtórnym zaszczepianiu ich w gruzińskim środowiskuinformacyjnym tak, aby zaczęły żyć jako „wewnętrzna” debata. 

 

Okoliczności sprzyjające Rosji

Na tym tle szczególnie interesująco wygląda reakcja części gruzińskiej klasy politycznej po śmierci Eliasza II. 

Jak pisze 1tv.ge, przewodniczący parlamentu Szalwa Papuaszwili 3 kwietnia mówił już o oznakach zewnętrznej ingerencji w sprawy Kościoła i wiązał ją z europejsko finansowanymi podmiotami. Wcześniej politycy obozu rządzącego mówili również o „antykościelnej kampanii” i niemal „wojnie religijnej” wymierzonej w duchowe podstawy Gruzji. 

Problem polega na tym, że ten język w wyraźny sposób styka się z rosyjskim repertuarem narracyjnym: zamiast mówić o zwykłym sporze politycznym lub medialnym, przedstawia go jako zewnętrznie inspirowaną operację przeciw państwu, Kościołowi i stabilności. 

Właśnie w takich miejscach rosyjskie operacje wpływu okazują się najskuteczniejsze: nie wtedy, gdy brzmią jednoznacznie „rosyjsko”, lecz wtedy, gdy ich logika zostaje przejęta przez lokalnych aktorów. 

 

Do tego dochodzi jeszcze jeden aktualny element: rozbudowa miękkich kanałów oddziaływania. 

Jak podał OC Media, wyciekły dokument przygotowany dla nowej jednostki „soft power” w administracji prezydenta Rosji opisywał priorytety pracy z rosyjską diasporą, także w Gruzji. Ten materiał nie dowodzi wprost konkretnej operacji agenturalnej, ale bardzo dobrze pokazuje bieżący kierunek rosyjskiego myślenia: wpływ ma być budowany nie tylko przez oficjalną dyplomację czy media państwowe, lecz także przez sieci „rodaków”, kanały kulturowe i struktury miękkiej obecności. 

W połączeniu z aktywnością SWR i wojną narracyjną wokół Gruzji daje to obraz strategii, w której granica między wywiadem, propagandą, politycznym lobbingiem i operacją psychologiczną staje się coraz mniej widoczna. 

 

Rosyjskie służby ustawiają politykę w Gruzji?

Z tej racji najnowsze działania Rosji w Gruzji należy czytać nie jako powrót do starego modelu szpiegostwa, lecz jako przejście do fazy bardziej jawnej, bardziej politycznej i bardziej agresywnie symbolicznej. 

Oficjalne instytucje państwowe Rosji, w tym SWR, odgrywają dziś coraz większą rolę w produkowaniu i autoryzowaniu manipulacyjnych przekazów. 

W Gruzji ta aktywność koncentruje się obecnie na trzech polach: delegitymizowaniu Zachodu jako rzekomego organizatora destabilizacji, próbie oddziaływania na sukcesję w Kościele oraz wzmacnianiu takich narracji, które przedstawiają każdą krytykę obozu władzy lub Cerkwi jako element obcej operacji. 

W tym sensie rosyjski wywiad w Gruzji nie tyle „zbiera informacje”, ile coraz aktywniej próbuje ustawiać samą scenę polityczną, na której Gruzini mają podejmować swoje decyzje.

 

Adam Jawor

9 kwietnia 2026

 

ZA:

https://cyberdefence24.pl/armia-i-sluzby/rosyjski-wywiad-ustawia-polityke-w-gruzji?_gl=1%2a17i3qzc%2a_ga%2aMjY3MjcwNDQyLjE3NjQ2NzI3NjE.%2a_ga_V9HJHCHWER%2aczE3NzU3NTIxODIkbzg4JGcxJHQxNzc1NzUzNDM5JGo2MCRsMCRoMA..

Vote up!
6
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673942

49 mln fałszywych kont w sieci. Rozbito gigantyczną farmę trolli

Gigantyczną farmę trolli zamknęły służby Europolu i Eurojustu. Zatrzymano przestępców, którzy na nielegalnych stronach oferowali tworzenie fejkowych kont w internecie. Jak wynika z ustaleń śledztwa, zatrzymani obywatele Łotwy mieli stworzyć 49 mln fałszywych profili w sieci. Szczegóły sprawy opisali eksperci z PostPravda.Info, portalu walczącego z rosyjską dezinformacją.

 

CAŁOŚĆ:

onet.pl/informacje/postpravda/49-mln-falszywych-kont-w-sieci-rozbito-gigantyczna-farme-trolli/r3dcszh,0666d3f1

Vote up!
2
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1673958

Estońska Policja Bezpieczeństwa (Kaitsepolitsei – KAPO) zatrzymała w 2025 roku rekordową liczbę osób współpracujących z rosyjskimi służbami wywiadowczymi. Kontrwywiad naszego sojusznika ostrzega, że do prób werbunku może dochodzić już podczas wjazdu na terytorium Rosji. W raporcie KaPo zwraca też uwagę informacja o tym, jak rosyjski wywiad wykorzystuje do działalności szpiegowskiej i antypaństwowej struktury Cerkwi prawosławnej podległe patriarsze Moskwy.

CAŁOŚĆ:

https://i.pl/kontrwywiad-estonii-zlapal-rekordowa-liczbe-zdrajcow-dla-rosji-pracuja-nawet-zakonnicy/ar/c1p2-28908777

Vote up!
1
Vote down!
0

Michał Orzechowski

#1674005

Legalizuje pobyt 500000 uchodźców. Teraz legalnie będziemy mieć ich na karku. Na Węgrzech wygrał, ponoć, narkoman, w Kanadzie globaliści mają samodzielną większość.

Vote up!
0
Vote down!
0

Czesław2

#1674006