Klubem Jagiellońskim w dobrą zmianę?

Obrazek użytkownika Leopold
Blog

Klub, który kojarzy nam się pozytywnie jako konserwatywne zaplecze eksperckie dla polityków, tak pisze o sobie:
"Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze".
Z materiałów klubowych możemy się dowiedzieć, że "działalność ta ma charakter misyjny". Podkreśla się także "rzetelność, fachowość, obiektywizm".
Klub właśnie opublikował dokument pt. "Dostateczna zmiana - Ranking polityk publicznych 2015-2019", w którym nawet znalazły się 2 zdania chwalące dokonania PiS (w końcu "rzetelność i obiektywizm" zobowiązuje...):
"Wiarygodność, determinacja, suwerenność intelektualna – to niewątpliwe najmocniejsze atuty obecnie rządzącej koalicji Zjednoczonej Prawicy. Zaryzykujemy tezę, że zmiany, jakie PiS przeprowadziło w ciągu ostatnich lat są – niezależnie od oceny – najgłębsze od czasów transformacji"
Dalej już była wyłącznie ostra krytyka:
"Podsumowując dorobek PiS w poszczególnych dziedzinach polityki publicznej, zdecydowaliśmy się wystawić tróję. Wystawiona przez nas ocena jest tożsama zarówno ze średnią arytmetyczną, jak i medianą ocen wystawionych poszczególnym dziedzinom polityki publicznej przez Autorów." (...)"Tegoroczny Ranking oddajemy Państwu w okresie kampanii wyborczej, który nie służy poważnej refleksji nad państwem. Wierzymy, że nasza publikacja będzie wzmacniać w debacie nurt refleksji skoncentrowanej na tej warstwie polityki, która jest kluczowa – bezemocjonalnej, merytorycznej ocenie poszczególnych reform kolejnych odcinków polskiego państwa. Miłej lektury!"
Lektura jest niemiła – przynajmniej dla wyborców PiS. Nasuwa się pytanie o cel publikacji "rankingu" bezpośrednio przed wyborami ("w okresie kampanii wyborczej, który nie służy poważnej refleksji nad państwem") - czy nie chodzi o wpłynięcie na decyzje wyborcze?
Gdyby publikacja wyszła tydzień po wyborach i podsumowała 4 lata rządów, nie było by wątpliwości co do intencji autorów. Szokująco niska ocena rządów "dobrej zmiany" (3.07 w skali od 2 do 5) stoi w jaskrawej sprzeczności z odczuciami konserwatywnego elektoratu. Zdają sobie sprawę z tego autorzy, ale uzasadnienie tej oceny jest chyba jeszcze bardziej szokujące:
"Tę, zapewne niewystarczającą dla zwolenników <dobrej zmiany>, ocenę obniża ważna okoliczność, która sprawiała, że obóz Zjednoczonej Prawicy miał dużo dogodniejsze warunki od poprzedników. PiS rządził w warunkach stabilnej większości parlamentarnej, co zdarzyło się pierwszy raz w historii III RP. Brak koalicjanta, który wymuszałby korektę planu rządzenia, dawał liderom PiS komfort, jakiego nie miał żaden wcześniejszy rząd po 1989 roku, szczególnie, że obóz PiS miał swojego sprzymierzeńca w osobie prezydenta Andrzeja Dudy".
Pisanie o "komforcie rządzenia" w sytuacji, gdy od pierwszych chwil powołania rządu, który nawet jeszcze nie zdążył "złamać prawa", a już zderzył się z "ulicą i zagranicą", atakami mediów, obstrukcją środowisk prawniczych i histerią artystów, jest grubą przesadą. Pamiętamy, że KOD powstał równolegle z ukonstytuowaniem się rządu i natychmiast zaczął "walczyć o demokrację", a pewna agencja ratingowa obniżyła ocenę Polski z uwagi na "niestabilną sytuację polityczną".
Czy naprawdę PiS miał "dużo dogodniejsze warunki" od koalicji SLD – PSL z życzliwym prezydentem Kwaśniewskim, lub PO – PSL z równie życzliwym Komorowskim? Czy PSL był uciążliwym koalicjantem utrudniającym rządzenie?
Autorzy "rankingu" zapomnieli też o grudniowej próbie puczu w 2016 roku. Nie będzie przesady w twierdzeniu, że Zjednoczona Prawica miała znacznie trudniejsze warunki działania, niż inne rządy III RP, nad którymi roztaczały parasol ochronny wiodące media okrągłostołowe, a także różne służby – rodzime i obce. Tylko obecne rządy musiały się zmagać z "totalną opozycją", co Jarosław Kaczyński opisał jako "marsz z workiem kamieni".
Podczas poprzednich rządów PiS, w latach 2005 – 2007 dobre wyniki gospodarcze przypisywano korzystnej koniunkturze światowej i ta narracja pobrzmiewa w ocenie autorów "rankingu":
"Bardzo wysoki wzrost gospodarczy, który w dużej mierze wynikał z przyczyn niezależnych od rządu, sprawił, że PiS dostał bardzo silny wiatr w żagle. Rosły wynagrodzenia i spadało bezrobocie, co zaowocowało wzrostem poziomu satysfakcji i optymizmu Polaków do rekordowego poziomu. Najważniejszą konsekwencją był wzrost dochodów do budżetu, umożliwiający wdrożenie programów socjalnych na skalę niespotykaną w dziejach III RP. Nie odmawiając zasług na polu ściągalności podatku VAT, trzeba przyznać, że nie były one wystarczające, aby pokryć wszystkie rządowe zobowiązania. Nowatorskość modelu państwa dobrobytu nie wynikała z tego, że nikt wcześniej tego modelu nie proponował, ale z tego, że żadnego rządu przed PiS nie było na ten model stać".
Krótko mówiąc – nie proponowano modelu państwa dobrobytu, bo "piniendzy nie było"...

Żadnej z dziedzin w "rankingu" nie oceniono na "bardzo dobrze", a najlepiej wypadła polityka sportowa i polityka innowacyjności (4+).
Politykę społeczną oceniono prawie dobrze (– 4). Nie trzeba być ekspertem, by zauważyć, że np. 500+ na pierwsze dziecko było postulatem politycznym – chodziło o to, aby taki punkt nie pojawił się w "sześciopaku" Schetyny. Na pewno sensowniej (i taniej) było dać 1000 zł. na trzecie dziecko.
Polityka kulturalna została oceniona na 3, bo" zdecydowanym cieniem na ocenie kładzie się niespotykana wcześniej stronniczość polityczna Telewizji Publicznej, która stanowi nie tylko obciążenie polityki kulturalnej, ale całego dorobku obozu Zjednoczonej Prawicy."
Lecz tylko dzięki tej "tubie propagandowej PiS", mieliśmy okazję dowiedzieć się, że właśnie otwarto pierwszą od 20 lat nowoczesną kopalnię węgla, że największym producentem węgla koksującego w Europie jest Jastrzębska Spółka Węglowa, że wartość giełdowa banku PKO BP jest większa od Deutsche banku, a PKP Cargo jest największym przewoźnikiem towarowym w Europie. Takich wiadomości nie ma w telewizjach komercyjnych.

Powstaje pytanie o punkt odniesienia – czy jakieś rządy poprzednio były lepsze czy gorsze od obecnych? Czy rządy w jakimkolwiek kraju – Francji, Włoszech, Kosowie - są lepsze? W konkluzji autorzy piszą: "Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała teorię, że rządy koalicyjne są gorsze od samodzielnych". Ponieważ do 2015 roku wszystkie rządy III RP były koalicyjne, sens tego zdania świadczy, że rządy PiS – samodzielne – są gorsze od poprzednich koalicyjnych. Szkoda, że nie podsumowano 8 lat rządów koalicji PO – PSL. Stosując te same kryteria, rządy tej koalicji z pewnością wypadły by o niebo lepiej (wyżyny praworządności, niezawisłe sądy, wolne media, rozkwit kultury, swobody obywatelskie, świetne stosunki międzynarodowe, niezależność samorządów itp.), a przecież wiemy, że najtrafniejszą diagnozę stanu państwa PO wystawił min. Sienkiewicz mówiąc "państwo polskie istnieje tylko teoretycznie – praktycznie nie istnieje".

Dziś mamy poczucie wyjątkowości zmian odczuwalnych jako krok w kierunku odzyskiwania podmiotowości po niemal 50 latach komunizmu i 25 postkomunizmu. Obecnie znacznie większy procent kapitału wypracowanego przez Polaków pozostaje w kraju, a nie wypływa jako krysza, czy trybut dla patronów zewnętrznych. Międzynarodowe, kosmopolityczne mafie nie mogą już nas okradać tak bezczelnie. I to jest miarą suwerenności. Niestety, tej skokowej zmiany jakościowej autorzy "rankingu" nie zauważyli, oceniając rząd PiS niżej niż przeciętnie. Można to tłumaczyć tylko ślepotą ekspertów skoncentrowanych na licznych szczegółach i nie dostrzegających perspektywy ogólnej.
Wśród 40 przeważnie młodych autorów "rankingu" z pewnością nie ma tajnych współpracowników komunistycznych służb, ale przy wielu analizach widać, że ekspert ma "serce po lewej (wschodniej?) stronie", co jak widać zdarza się także w konserwatywnym, republikańskim klubie.

"Polityka wobec społeczeństwa obywatelskiego" została oceniona na 3+ gdyż:
"Nagonka mediów publicznych na organizacje pozarządowe stworzyła trudną do przełamania atmosferę nieufności między organizacjami pozarządowymi a stroną rządową. Za nieproporcjonalną i nieodpowiedzialną uznać należy choćby część doniesień państwowych mediów wokół obecności funduszy zagranicznych w Polsce, a zwłaszcza histeryczne materiały dotyczące instytucji George’a Sorosa. Atmosferę braku zaufania wzmacniały silne kontrowersje i przedłużające się negocjacje wokół NGO-sowej transzy tzw. funduszy norweskich".
Norwegia zastrzegła sobie przekazanie funduszy wyłącznie Fundacji Batorego, która już dysponuje gigantycznymi zasobami (ponoć 8 mld!), które przeznaczone są cele ideologiczne (LGBT, gender, walka z przemocą, homofobią i rasizmem, politykę równościową, edukacja seksualna itp.) Może dlatego "państwowe media" reagują "histerycznie" na organizacje jawnie wrogie wobec rządu.
Jurij Bezmienow już w 1985 roku ujawnił, że dziś klasyczne szpiegostwo zajmuje zaledwie 15 % zasobów agentury, a reszta - to agentura wpływu działająca głównie poprzez "organizacje pożytku społecznego" (NGO). Ten uciekinier z KGB mówił też o bezsilności państw demokratycznych i radził objąć ścisłym nadzorem te organizacje. Pamiętamy fundację "Otwarty dialog" i plan Kramka "wyłączenia państwa".

Polityka obronna dostała surową ocenę 2+.
"Decyzje kadrowe zjednoczonej prawicy były mocno kontrowersyjne zwłaszcza przy obsadzaniui stanowisk generalskich w latach 2015 – 2018"
Minister Macierewicz wysłał starych generałów na emeryturę, wychodząc z założenia, że oni – ukształtowani przez Główny Zarząd Polityczny Ludowego Wojska Polskiego - mentalnie nie pasują do obecnego wojska, a ich powiązania towarzyskie ( i nie tylko) mogą stanowić zagrożenie dla państwa.
Kiedyś A. Macierewicz powiedział, że obca agentura będzie szczególnie atakować współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, Wojska Obrony Terytorialnej i zakup samolotów F 35. I wykrakał...
Esperci "Klubu" źle oceniają nikłe zaangażowanie Polski w tworzenie "armii europejskiej" (PESCO), które wypada "bardzo słabo, nawet na tle państw regionu, które dysponują mniejszym niż Polska potencjałem wojskowym. Powodem biernej postawy w ramach PESCO może być koncentracja na współpracy ze Stanami Zjednoczonymi".
Eksperci chyba nie są entuzjastami samolotów F -35 ("zostały złożone szumne zapowiedzi olbrzymiego zakupu samolotów F-35"), ani wojsk OTK ("nacisk na Wojska Obrony Terytorialnej, jako samodzielnej siły partyzanckiej").

Warto nadmienić, że wojska OT bardzo zwiększają koszty zewnętrznej agresji, gdyż na jednego "partyzanta" musi być co najmniej 20 żołnierzy atakujących, a batalion "terytorialsów", choć trzykrotnie mniej skuteczny, niż batalion zmechanizowany, jest 49 razy tańszy. Dlatego, gdy wiceminstrem obrony był Romuald Szeremietiew, utworzono 7 brygad OT. Jednak po usunięciu go z ministerstwa wskutek wyrafinowanej intrygi, w której brał udział funkcjonariusz medialny do specjalnych poruczeń – B. Kittel ("urodziny Hitlera", "sprawa Banasia", "wieżowce na Srebrnej") "wojsko Szremetiewa" zostało zlikwidowane.
Warto przypomnieć, jak wyglądała polityka obronna koalicji PO - PSL. Czy może być lepszy sposób na "rozłożenie" armii jak reorganizacja? Nastąpiła wtedy "profesjonalizacja " armii (D. Tusk: "Młodzi ludzie nie muszą już spędzać najlepszych lat w koszarach"), zaprzestano szkolenia rezerwistów, ze szkół wycofano przysposobienie obronne. Zlikwidowano ostatnią wytwórnię amunicji do czołgów ze "względów ekonomicznych" (każdy czołg mógł wystrzelić 8 razy). Ponieważ "profesjonaliści" pracują do godz.16 – tej, trzeba było wynająć firmy ochroniarskie (przeważnie esbeckiej proweniencji) do ochrony tajnych dokumentów w sztabach i pilnowania, żeby złomiarze nie wynieśli armat. Strzeżenie jednostek pochłaniało 420 mln rocznie, a za te pieniądze można utrzymać kilkadziesiąt tysięcy "terytorialsów" (także wartowników).
Z inicjatywy prezydenta Komorowskiego opracowano Strategiczny Przegląd Bezpieczeństwa Narodowego. Dokument wytworzony przez 200 ekspertów, strategów i autorytetów moralnych, ogłoszono w końcu 2013 roku (po Gruzji!). Zawartą tam tzw. Doktrynę Komorowskiego najlepiej ujmują jego słowa - "nikt na nas nie czyha". Jako największe zagrożenie Polski wskazano terroryzm islamski, w związku z czym "specjalny wysiłek na rzecz dozbrojenia polskiej armii nie wydaje się konieczny. Wystarczy unowocześnianie posiadanego uzbrojenia".
Obrazu dopełniało zdumiewające porozumienie zawarte między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a rosyjską FSB. Trudno uwierzyć, że to wszystko wynikało tylko z indolencji i braku wyobraźni. Politykę obronną PO – PSL z pewnością oceniono by źle – czyli prawie tak samo jak obecną...
Identycznie sklasyfikowano Politykę wymiaru sprawiedliwości (2+), gdzie eksperci dopatrzyli się złej woli rządzących:
"Rodzaj zmian wprowadzonych w latach 2015-2019, a przede wszystkim sposób ich wprowadzenia wyraźnie pokazały, że zasadniczym celem obozu rządzącego nie była poprawa jakości działania sądów, lecz neutralizacja szeroko rozumianych środowisk prawniczych jako podmiotu wpływającego na kształt polityk publicznych. (...)Pokazuje to wyraźnie, że celem partii rządzącej nie była zmiana sposobu funkcjonowania sądów, a jedynie uzależnienie ich od siebie. Skutkiem tak prowadzonej polityki instytucjonalnej jest głęboka delegitymizacja KRS i nowego składu Sądu Najwyższego w środowisku elit prawniczych, przez co organy te nie będą zdolne skutecznie pełnić roli regulatorów wymiaru sprawiedliwości. Sposób, w jaki wprowadzono zmiany, najprawdopodobniej prowadzić będzie również do podważenia zaufania do prawa i jego interpretacji"

Aby uświadomić sobie z jaką "stajnią Augiasza" musieli zmierzyć się reformatorzy PiS, warto przypomnieć, że podejmowane próby odsunięcia od orzekania, czy pociągnięcia do odpowiedzialności sędziów skompromitowanych w stanie wojennym, skończyły się fiaskiem. Pion prokuratorski IPN prowadził kilkaset spraw przeciw prokuratorom i sędziom wydającym wyroki sprzeczne z prawem w momencie ich wydawania. W obronie tych "szemranych" sędziów stanął Sąd Najwyższy. Choć ustawa o IPN wyraźnie stanowi, że zbrodnie komunistyczne przedawniają się po 40 latach, w 2010 roku podjęto uchwałę o przedawnianiu zbrodni sądowych według kodeksu karnego (po 15 latach). Prokuratura IPN musiała wszystkie prowadzone sprawy umorzyć, gdyż przestępstwa sądowe już się przedawniły. Tak więc Sąd Najwyższy wcielił się w ustawodawcę (!) i zmienił prawo...
W 2015 roku awantura zaczęła się od Trybunału Konstytucyjnego, gdy Platforma Obywatelska przegrała wybory i wbrew prawu i dobrym obyczajom mianowała 5 swoich kandydatów do Trybunału. Prezydent Duda ich nie zaakceptował, lecz podpisał nominacje nowych, zgłoszonych już po wyborach sędziów. Politycy PO wprawdzie przeprosili za ten "rzut na taśmę", ale twierdząc, że część ich kandydatów zgłoszona była prawidłowo, uznali sędziów już nominowanych za "dublerów". Rządzenie z wrogim, upolitycznionym Trybunałem jest niemożliwe, bo każda ustawa Sejmu może być zakwestionowana jako "niekonstytucyjna". To właśnie w tym celu został powołany w roku 1985 Trybunał Konstytucyjny (w ramach przygotowań do "przekazania władzy" w ręce "opozycji"), który sprawdził się doskonale, uniemożliwiając dwukrotnie lustrację i dekomunizację. Uznając lustrację za "godzącą w prawa człowieka" Trybunał zablokował próby odsunięcia od wpływu na sprawy publiczne osób związanych z komunistycznymi służbami.

Ocena pracy rządu PiS chyba przekracza ramy życzliwej krytyki. Czyżby konserwatystom z Klubu Jagiellońskiego było jednak bliżej do "totalnej opozycji"?
Z wikipedii można dowiedzieć się, że "Klub stawia sobie za cel podtrzymywanie i szerzenie republikańskiego sposobu myślenia o Polsce i świecie. Organizacja powstała w 1989, tuż po zakończeniu obrad okrągłego stołu."
Wszyscy mamy w tyle głowy słowa generała Kiszczaka, który pouczał swój personel u progu transformacji: „SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki”
Nie zwiększa zaufania do klubu wiadomość, że "2 maja 2015 prezydent RP Bronisław Komorowski wręczył Klubowi Jagiellońskiemu flagę przyznaną w uznaniu działań prowadzonych na rzecz dobra Rzeczypospolitej"

Wojna informacyjna ma różne postaci i wiele rejestrów. Niektórych odbiorców wystarczy tylko zbryzgać "Sokiem z buraka", czy splugawić Jachirą, innych trzeba potraktować subtelniej.
Czy Klub Jagielloński okazał się wyrafinowanym narzędziem do walki z rządzącym obozem politycznym?
Jego analizy wydają się być adresowane do "młodych, wykształconych z dużych miast", którzy znaleźli się w stanie dysonansu poznawczego wskutek drastycznej różnicy postrzegania otaczającego świata z katastroficzną wizją rzeczywistości kreowanej przez ulubione publikatory. Równocześnie na potencjalnych wyborców PiS, którzy dotychczasowe osiągnięcia rządu postrzegali raczej dobrze, lektura "raportu" może działać demotywująco i "antyfrekwencyjnie". Czy właśnie o to chodziło?

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:5)

Komentarze

Cenię twoje analizy polityczne i zgadzam się z nimi.

Są rozważne i sprawiedliwe.

A co do Klubu Jagiellońskiego - sama nie wiem, kogo naprawdę reprezentuje. Coraz mniej wierzę, że ma na uwadze dobro Polski! Jacy z nich "konserwatyści"! Jedyna pociecha, iż głoszone tam opinie są zbyt "wydumane" i nie zdołają zadziałać demotywująco. Choć chwilami wydaje się, że to właśnie ostatni "rzut na taśmę" tej "totalnej" - dostarczyć argumentów wahającym się - aby "z uzasadnionych przyczyn" nie poszli na wybory.

Tutaj przypomniał mi się listopad roku 2018 i artykuł Dariusza Kałana, o tytule "Państwo prywatne. Postkomunizm narodowy Viktora Orbána". Pisała o tym, na naszym blogu Elig zauważając że - mutatis mutandis - artykuł można by uznać za krytykę PiS-u, z ramienia anty-PiS-u, na sześć dni przed wizytą Krzysztofa Szczerskiego na Węgrzech (https://niepoprawni.pl/blog/elig/krytyka-orbana-czy-pis-artykul-w-klubie-jagiellonskim)

Zastanawiające.

Pozdrawiam  serdecznie,

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1605393

Dlaczego w eksperckiej analizie dopatrywać się tendencyjności? Czy o PiS-ie - jak o zmarłych - albo dobrze albo wcale? Może warto pochylić głowę i przyjąć do wiadomości opinie klubowiczów.

Pytanie pana Leopolda: "Czy Klub Jagielloński okazał się wyrafinowanym narzędziem do walki z rządzącym obozem politycznym?" świadczy o braku obiektywizmu.

Propaganda sukcesu zmartwychwstała?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

Bóg - Honor - Ojczyzna!

#1605432

Kiszczak pouczał swój personel u progu transformacji: „SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki”.

W 1989 roku agenci stalinowskiego NKWD ze zdradzieckich partii PPR i PZPR - Jaruzelski i Kiszczak - mieli niemal 100.000 agentów SB i WSI donoszących na Polaków i polskich patriotów. Mogli więc przebierać w agenturze i zdrajcach marzących o karierach w kiszczakowskiej PRL-bis niczym w bolszewickich ulęgałkach...

Tym bardziej, że po sfotografowaniu i przekazaniu tych akt do swoich nadzorców, czyli komunistycznych zbrodniarzy w Moskwie - teczki najważniejszych agentów zostały przez Kiszczaka zniszczone.

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły. — Nicolas Gomez Davila.

#1605440