Dlaczego małżeństwa się rozwodzą? Plaga rozwodów i co z tym zrobić?

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

Plaga rozwodów w Polsce jest faktem, zagrażającym przyszłości narodu. Sprzyja temu łatwość uzyskania rozwodu w polskich sądach oraz niepoważne podejście do małżeństwa ze strony wielu powodów (głównie powódek, gdyż to one przede wszystkim wnoszą o rozwiązanie związku małżeńskiego przez rozwód).

Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński wielokrotnie mówił, że naród to rodzina rodzin.

Gdy pochopnie rozbija się rodziny, podżega do tego i usprawiedliwia, zapominając przy tym o sakramentalnym charakterze małżeństwa katolickiego, czyni się wielką krzywdę zarówno członkom rodziny, jak i całemu społeczeństwu.

Doktryna katolicka zawiera w sobie głęboką wykładnię nierozerwalności małżeństwa i wyjaśnia, że małżonkowie muszą być  sobie wzajemnie poddani. Przypomnijmy na czym to polega (cytuję poniżej jezuitę ks. Tomasza Kota):

Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, pouczenie św. Pawła: żony niechaj będą poddane swym mężom (Ef 5, 22) – wzbudza opór wielu słuchaczy. Nic dziwnego. Nasza wrażliwość naznaczona jest walką o równouprawnienie kobiet, staraniem się o zniesienie wszelkich dyskryminacji. Trudno zatem przyjąć bez zastrzeżeń te słowa św. Pawła.......Czy zatem należy to zalecenie św. Pawła traktować jako nieaktualne, podobnie jak to wzywające niewolników, by byli posłuszni swym panom? A może myśląc w ten sposób, zbyt łatwo rezygnujemy ze zrozumienia tego, co św. Paweł chciał powiedzieć o małżeństwie? Pozostawiając na boku ewentualne uprzedzenia wobec samego sformułowania „być poddanym”, warto przyjrzeć się szerzej temu, co św. Paweł pisze o relacjach między chrześcijańskimi małżonkami.

.................

Zanim św. Paweł nakazał żonom, by były „poddane mężom”, najpierw wezwał wszystkich chrześcijan, aby byli sobie wzajemnie poddani (por. Ef 5, 21). Dotyczy to wszystkich wierzących, bez wyjątku, więc także małżonków: mąż i żona mają być sobie wzajemnie poddani. To wezwanie burzy zasadniczo potoczne wyobrażenie o podporządkowaniu. Gdy mówi się bowiem o kimś, że jest poddanym, zakłada się jednocześnie dominację kogoś innego. Spontanicznie myślimy o relacjach hierarchicznych, w których ktoś przewodzi i ktoś inny jest mu posłuszny, w których ktoś jest ważniejszy od innych. Wezwanie do wzajemnego poddania wydaje się zatem sprzeczne samo w sobie, bo wszyscy, którzy się stosują do wyznaczonego w ten sposób porządku, są jednocześnie poddanymi i przełożonymi. Jedynym zwierzchnikiem chrześcijanina jest Chrystus. Tylko Jemu każdy wierzący jest winny posłuszeństwo, bo to właśnie oznacza tradycyjnie w Biblii słowo „bojaźń”. Można by zatem powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie są równi. Nikt nie jest ważniejszy, nikt nie jest mniej ważny. Każdy ma takie same prawa. Najlepiej wyraża to List do Galatów, mówiąc o nowym porządku: Nie ma już ¯yda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (3, 28).

Zastanawiające jest jednak to, że św. Paweł, tak bardzo świadomy równości wszystkich ludzi w nowym porządku stworzenia przyniesionym przez Chrystusa, wraca do tradycyjnie współczesnego mu modelu małżeństwa, wzywając żony, by były poddane swym mężom. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzecznością albo brakiem odwagi wyciągnięcia konkretnych wniosków z tak rewolucyjnego na owe czasy twierdzenia. Skoro w nowym porządku nie ma już mężczyzny ani kobiety, czyż nie byłoby naturalne stwierdzenie, że również w małżeństwie nie ma różnic pomiędzy mężem a żoną?

Może właśnie przed takim zbyt szybkim wnioskiem św. Paweł chciał ustrzec swoich słuchaczy? Owszem, Chrystus zniósł podziały i dyskryminacje na tle rasowym, ze względu na płeć czy status społeczny. Nie zniósł jednak różnicy, która sprawia, że kobieta jest kobietą, a mężczyzna mężczyzną, że małżeństwo jest możliwe jedynie jako bliskość odmienności. Postulat równości czy równouprawnienia wszystkich ludzi z jednej strony broni przed wyzyskiem i dyskryminacją jednych przez drugich. Z drugiej jednak strony, niesie z sobą niebezpieczeństwo rywalizacji, która ostatecznie prowadzi do rozkładu więzi międzyludzkich. Zapewne przed taką wizją – która niestety stała się często dominująca we współczesnej walce o godność kobiety i żony – próbował przestrzec św. Paweł.

..................

Wzajemne poddanie oznacza zatem nie tyle dominację i hierarchiczny porządek, ile więź tworzącą jedność wspólnoty uczniów Jezusa. Zupełnie inaczej w takim razie można zrozumieć nawoływanie św. Pawła, by żony były poddane swym mężom. Nie chodzi tu o posłuszeństwo i podporządkowanie, ale o taki stosunek do męża, który ma na uwadze dobro całego małżeństwa. Mając zaś w pamięci przytoczoną wyżej metaforę ciała, troska o dobro małżeństwa ma na uwadze dobro i rozwój obu małżonków (w szerszym kontekście całej rodziny, czyli także dzieci) przy jednoczesnym uwzględnieniu ich odmienności.

.................

Dlaczego jednak św. Paweł twierdzi, że mąż jest głową żony (Ef 5, 23)? Można by znowu wszystko wytłumaczyć ówczesnymi uwarunkowaniami społecznymi, według których – przynajmniej z punktu widzenia prawnego –to właśnie mąż reprezentował małżeństwo. To on miał prawo głosu i reprezentowania rodziny. Argumentacja św. Pawła nie jest jednak czysto kulturowa czy socjologiczna. Kluczem do zrozumienia całego fragmentu Listu do Efezjan, mówiącego o relacji między mężem a żoną, jest porównanie jej do relacji Chrystusa do Kościoła. Więcej w nim miejsca zajmują polecenia skierowane do mężów. Do żon – oprócz początkowego wezwania, by były poddane swym mężom – św. Paweł zwróci się jedynie na końcu rozważań o małżeństwie: żona niechaj ze czcią się odnosi do swego męża (Ef 5, 33). Biorąc pod uwagę fakt, że pouczenia i napomnienia w listach św. Pawła mają zazwyczaj na celu naprawiać błędy i niedomagania wspólnot, można przypuszczać, że w czasach Apostoła mężowie – bardziej niż żony – mieli trudności we właściwym pojmowaniu swej roli w chrześcijańskim małżeństwie.

Streszczając całe nauczanie tego fragmentu, można by powiedzieć, że mężczyzna wówczas tylko jest w pełni mężem, gdy staje się podobny do Chrystusa, a jego postawa wobec żony podobna do tej, jaką Chrystus zajął wobec Kościoła. Banalne byłoby stwierdzenie, że mężowie powinni kochać swoje żony, jednak dzięki porównaniu do Chrystusa miłość męża do żony zyskuje nową jakość. Polega ona bowiem na oddaniu swojego życia za żonę (por. Ef 5, 25). Nie wystarczy więc, by mąż kochał żonę tylko w takiej mierze, w jakiej on sam korzysta z tej miłości, w jakiej pozwala mu ona się rozwijać i spełniać. Miłość męża-chrześcijanina spełnia się właśnie w utracie własnego życia dla żony.

Warto jednak zaznaczyć, że ta ofiara ma bardzo konkretny cel. św. Paweł jasno przypomina, że chodzi w niej o świętość żony. To ona powinna być głównym celem wysiłków i wyrzeczeń męża. Robiąc rachunek sumienia, mąż-chrześcijanin powinien się pytać, czy jego żona jest święta, chwalebna i nieskalana. Przypomniany w taki sposób cel ofiarnej miłości męża pozwala na wyciągnięcie dwóch bardzo konkretnych wniosków. Po pierwsze, żona nie może wymagać od męża poświęcenia się dla spełnienia innych celów, choćby takich jak utrata sił i zdrowia dla zapewnienia dobrobytu. Podobnie też mąż, który spala się dla zaspokojenia różnych potrzeb żony, nie biorąc pod uwagę jej świętości, nie kocha jej tak jak Chrystus. Po drugie, miłość męża do żony jest procesem jej uświęcania. A znaczy to, że nie kocha jej, gdy jest święta i doskonała, ale to właśnie jego ofiarna miłość ma niedoskonałą i grzeszną żonę do świętości doprowadzić. Wówczas on sam upodobni się do Chrystusa. Tym bardziej warto o tym przypominać, gdy powodem rozstań współczesnych małżonków jest tak często wypominana sobie nawzajem niedoskonałość. W Pawłowej wizji małżeństwa dostrzeżenie niedoskonałości żony powinno być nie tyle powodem do czynienia jej wyrzutów, ile dopingiem dla męża do udoskonalania swojej miłości.

...................

Mówiąc o chrześcijańskim małżeństwie, o jego pięknie, o miłości małżonków, nie wolno zapominać o tym, że jest to droga trudna. Przynajmniej tak trudna jak ta, którą podjął Chrystus, by uświęcić swój Kościół. Także taki wniosek należy wyciągnąć z porównania, które św. Paweł przytacza, by mówić o relacjach między małżonkami. Na nic się zda mówienie o ofiarnej miłości męża, o oddanej mu żonie, o wzajemnym poddaniu i byciu jednym ciałem, jeśli zapomni się o tym, że cała wizja wytyczona przez św. Pawła zakłada jako ostateczny punkt odniesienia „bojaźń Chrystusa” (por. Ef 5, 21). Bez wspólnego czerpania ze źródła, którym jest Bóg i Jego przymierze z ludźmi, bardzo łatwo z Pawłowej wizji chrześcijańskiego małżeństwa można uczynić utopijną ideologię. Wówczas słowa Apostoła, nierzadko wyrwane z kontekstu, mogą służyć jako podstawa do wykorzystania jednego z małżonków (choćby tłumacząc „poddanie żony” w kategoriach niewolnictwa) lub do usprawiedliwienia niepodejmowania trudów małżeństwa. Łatwo jest w pełni oddać się mężowi, który odzwierciedla swoją postawą Chrystusa. Gdy jednak brakuje mu wiele, pokusa rezygnacji z budowania z nim małżeńskiej więzi jest ogromna. Nie tak rzadko można usłyszeć zrezygnowane głosy: „Po nim (po niej) nie można się już spodziewać niczego dobrego”; „Gdyby choć trochę przypominał Chrystusa, to co innego, ale poddać się takiemu człowiekowi – nie ma mowy!”. A przecież Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 8). W takim razie stosunek Chrystusa do swojego Kościoła – który ma być modelem dla chrześcijańskiego małżeństwa – daleki jest od kontraktu polegającego na doskonałości obu stron. Przypomina raczej ryzykowną inicjatywę obdarzenia miłością kogoś, kto może odpowiedzieć nawet wrogością. Może się zdarzyć, że na małżeńskiej drodze jedynie wiara w przemieniającą moc Boga pozwala wytrwać do końca. Zwątpienie zaś w powodzenie małżeństwa lub możliwość przemiany współmałżonka jest właściwie zwątpieniem w samego Boga.

W pewnych jednak sytuacjach pytania o to, czy żona zawsze i w każdej sytuacji powinna być poddana mężowi, czy mąż zawsze i w każdym celu powinien oddawać swoje życie, są jak najbardziej zasadne. Biorąc pod uwagę to, że chrześcijańskie małżeństwo jest drogą uświęcenia małżonków, nieuprawnione stają się wszelkie roszczenia jednej ze stron, które są w wyraźniej sprzeczności z tym, czego wymaga Bóg. Oznacza to, że małżonkowie nie są dla siebie ostatecznym punktem odniesienia. Oczekiwania każdej ze stron wymagają mądrego rozeznania, co rzeczywiście pochodzi od Boga i do Niego prowadzi, a co Jemu się sprzeciwia. Zalecenie św. Pawła, by chrześcijanie byli sobie nawzajem poddani – które wyznacza także wzajemne relacje małżonków – nie może być jednocześnie wypowiedzeniem posłuszeństwa Bogu.

 

Tomasz Kot SJ (ur. 1966), redaktor naczelny „Przeglądu Powszechnego”, wykładowca teologii biblijnej na Papieskim Wydziale Teologicznym „Bobolanum” w Warszawie i na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Ostatnio opublikował: La fede, via della vita; Lettre de Jacques.

Tekst pochodzi z kwartalnika Życie Duchowe, ZIMA 49/2007

http://mateusz.pl/wam/zd/49-kot.htm

 


Rozwiązania prawne w Polsce nie mogą zachęcać do rozwodów (a tak jest obecnie), a publicyści nie mogą pochwalać i usprawiedliwiać powództw o rozwiązanie małżeństwa. Rozwody winny być orzekane wyjątkowo, a w małżeństwie sakramentalnym dopuszczalna jest jedynie separacja.

 

Appendix na prośbę blogera @zwykłego polaka

statystyka za lata 2018

http://www.pch24.pl/alarmujace-dane-gus--w-roku-2018-rozpadlo-sie-co-trzecie-malzenstwo,69022,i.html

statystyka za lata 2070-2017 wraz z analizą poglądów Polaków w kwestii rozwodów

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_007_19.PDF

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.4 (głosów:9)

Komentarze

- jakąś statystyką a najlepiej czytelnym wykresem graficznym.

Mnie w pamięci utkwiły dane zaraz po 2000 roku. Po dwóch latach małżeństwa rozpadało się do 50% małżeństw.
Warto by zrobić głębszą analizę tego problemu aby wyciągnać wnioski i coś zaradzić.

"Niepoważne podejście do małżeństwa" - to z całą pewnością jeden z głównych czynników ich rozpadu ale nie jedyny.
Jak fachowe lektury wskazują mężczyzna dorasta psychicznie do zawarcia związku małżeńskiego w wieku około 28 lat (oczywiście bywa i wcześniej) - kobiety natomiast są przygotowane dużo wcześniej i jest to jak pamiętam wiek około 20 lat.

Ja mogę tylko doradzić młodym aby w kryzysach małżeńskich nie używali "ciężkich słów" - warto sobie wstawić taką blokadę i jej nigdy, przenigdy nie przekraczać bo to zawsze daje szansę na naprawę związku i relacji.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-6
#1603948

W świetle danych GUS liczba rozwodów w Polsce stanowi jedną trzecią spośród zawieranych małżeństw w danym okresie. W 2018 roku zawarto nieco ponad 192 tys. związków małżeńskich, a rozwiodło się prawie 63 tys.

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, w 2018 roku zawarto w Polsce nieco ponad 192 tys. związków małżeńskich, podobnie jak w 2017 roku. Natężenie zawierania małżeństw obserwowane na przestrzeni lat jest nieco wyższe na wsi.

W tym samym roku rozwiodło się prawie 63 tys. par małżeńskich, a w przypadku kolejnych ok. 1,3 tys. małżeństw orzeczono separację. Korzystny jest fakt, że w 2018 r. rozwodów było o ponad 2 tys. mniej niż w 2017 r., a separacji o 0,3 tys. mniej niż rok wcześniej.

GUS zwraca uwagę, że liczba rozwodów w miastach jest prawie 3-krotnie wyższa niż na wsi. W 2018 r. w miastach rozwiodło się ponad 45 tys. małżeństw. Z kolei liczba separacji w miastach jest ponad 2-krotnie wyższa niż wśród mieszkańców wsi.

Źródło: http://www.pch24.pl/alarmujace-dane-gus--w-roku-2018-rozpadlo-sie-co-trzecie-malzenstwo,69022,i.html

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1603950

poglądów Polaków w kwestii rozwodów

Źródło: Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej - Komunikat z badań 7/2019 pt. Stosunek Polaków do rozwodów (autor: Rafał Boguszewski)

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_007_19.PDF

Cytuję ze wstępu: Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że po intensywnym wzroście liczby orzekanych w Polsce rozwodów, notowanym do połowy ubiegłego dziesięciolecia, trend ten wyraźnie wyhamował i w ostatnich latach utrzymuje się na w miarę stabilnym poziomie. Oznacza to, że od trzynastu lat każdego roku sądy orzekają w Polsce około 65 tysięcy rozwodów (od 61,3 tys. w 2010 roku, do 71,9 tys. w 2006 roku). Z drugiej jednak strony po roku 2008 dość znacząco zmniejszyła się liczba zawieranych związków małżeńskich. Trend spadkowy w tym zakresie w ostatnich latach wprawdzie wyhamował, jednak aktualna liczba zawieranych rocznie małżeństw nadal pozostaje jedną z najniższych w historii. W 2017 roku Polacy zawarli ok. 193 tys.ślubów, a więc jedynie 13 tys.więcej niż w 2013 roku, kiedy zawarto ich najmniej w historii (180 tys.). Wskaźnik wyrażający stosunek małżeństw zawartych do rozwiązanych wskutek rozwodu,po początkowym radykalnym spadku na przełomie XX i XXI wieku,w latach 2007–2008 nieco wzrósł,po czym znowu zaczął spadać. W roku 2013 osiągnął najniższy poziom, a potem nieznacznie wzrósł i od 2014 roku utrzymuje się na zbliżonym – ciągle relatywnie niskim – poziomie ok.3,00. Oznacza to, że w ostatnich latach na mniej więcej trzy zawierane związki małżeńskie przypada jeden rozwód.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1603951

Temat ważny i sama napisałaś o tym, że głównie powódkami okazują się kobiety i chcą rozwodów. Jeden z głównych tego powodów opisałem już kiedyś tutaj https://niepoprawni.pl/blog/solidarnyx/rzeczpospolita-babska

Niestety ale mamy w Polsce ogromną dyskryminację mężczyzn w sądach rodzinnych i kobiety o tym bardzo dobrze wiedzą. Jeśli jakiś mężczyzna chce być głową rodziny, a kobieta w ostatnich czasach jest uczona aby to ona była głową rodziny (od maleńkiego robione są bajki gdzie najsilniejszymi bohaterkami i wszystkich pokonującymi są kobiety, potem w reklamach "jesteś tego warta" itd. na codzień wyrastają takie faministki, że normalnemu mężczyźnie często przychodzi albo zrobić z siebie pantofla i próbować chronić tak rodzinę przed rozpadem (znam takie przypadki) albo gościu się buntuje a wtedy albo rozwód, gdzie kobieta straszy go wprost, ze odbierze mu dzieci albo sam zabiera dzieci i wyjeżdża w nieznane). Cały system to patologia i jeszcze jakoś funkcjonował póki kobiety nie zaczęły tak ostentacyjnie pragnąć być "rozpieszczonymi głowami domu" ale obecnie to juz jest patologia. Straszenie przez kobiety odebraniem przez nie dzieci ojcom legalnie poprzez sąd to jest w dzisiejszych czasach na porządku dziennym!

Ps. nie zgodzę się z tym, że kobiety szybciej dorastają do małżeństwa - jedynie tylko fizycznie, bo psychicznie jest w obecnych czasach odwrotnie. To już nie te kobiety co kiedyś - nie bez kozery się mówi, że już nawet w podstawówkach dziewczynki są duzo bardziej niegrzeczne niż chłopcy - kiedyś było odwrotnie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1603952

Dziękuję.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4
#1603953

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Verita nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Brakuje mi w nim jednak zwrócenia uwagi  na właściwy, roztropny wybór kandydata na współmałżonka, na okres narzeczeństwa i czystości przedmałżeńskiej.

W czasach, gdy rodzice dobierali kandydatów dla swoich pociech na pewno ilość rozwodów była znacznie mniejsza...to tak trochę pół żartem.

Jednak przygotowanie do małżeństwa, poradnictwo kapłana i rodziców jest niezbędne.  Wraz z upadkiem autorytetów całkowicie pomijane.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-10

Verita

#1603958

ale, ....

Poniżej pełna odpowiedź na Twój komentarz

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1603961

Ale tekst jest o tym, by wszyscy małżonkowie, także ci, którzy idealizowali partnera przed ślubem i dokonali "nieroztropnego wyboru", jak i ci którzy są niepoważni, interesowni, zawierali małżeństwo katolickie z lekceważeniem zasady "nierozerwalności związku małżeńskiego", przypomnieli sobie, że jest to  sakrament, a przysięgę składali przed Bogiem.

I z tego będą przed Bogiem rozliczani niezależnie od tego, czy małżeńska droga okazała się niesatysfakcjonująca, a nawet szalenie trudna.

Jak napisał cytowany przeze mnie ks. jezuita:

Mówiąc o chrześcijańskim małżeństwie, o jego pięknie, o miłości małżonków, nie wolno zapominać o tym, że jest to droga trudna. Przynajmniej tak trudna jak ta, którą podjął Chrystus, by uświęcić swój Kościół. Także taki wniosek należy wyciągnąć z porównania, które św. Paweł przytacza, by mówić o relacjach między małżonkami. Na nic się zda mówienie o ofiarnej miłości męża, o oddanej mu żonie, o wzajemnym poddaniu i byciu jednym ciałem, jeśli zapomni się o tym, że cała wizja wytyczona przez św. Pawła zakłada jako ostateczny punkt odniesienia „bojaźń Chrystusa” (por. Ef 5, 21). Bez wspólnego czerpania ze źródła, którym jest Bóg i Jego przymierze z ludźmi, bardzo łatwo z Pawłowej wizji chrześcijańskiego małżeństwa można uczynić utopijną ideologię. Wówczas słowa Apostoła, nierzadko wyrwane z kontekstu, mogą służyć jako podstawa do wykorzystania jednego z małżonków (choćby tłumacząc „poddanie żony” w kategoriach niewolnictwa) lub do usprawiedliwienia niepodejmowania trudów małżeństwa. Łatwo jest w pełni oddać się mężowi, który odzwierciedla swoją postawą Chrystusa. Gdy jednak brakuje mu wiele, pokusa rezygnacji z budowania z nim małżeńskiej więzi jest ogromna. Nie tak rzadko można usłyszeć zrezygnowane głosy: „Po nim (po niej) nie można się już spodziewać niczego dobrego”; „Gdyby choć trochę przypominał Chrystusa, to co innego, ale poddać się takiemu człowiekowi – nie ma mowy!”. A przecież Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 8). W takim razie stosunek Chrystusa do swojego Kościoła – który ma być modelem dla chrześcijańskiego małżeństwa – daleki jest od kontraktu polegającego na doskonałości obu stron. Przypomina raczej ryzykowną inicjatywę obdarzenia miłością kogoś, kto może odpowiedzieć nawet wrogością. Może się zdarzyć, że na małżeńskiej drodze jedynie wiara w przemieniającą moc Boga pozwala wytrwać do końca. Zwątpienie zaś w powodzenie małżeństwa lub możliwość przemiany współmałżonka jest właściwie zwątpieniem w samego Boga.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1603962

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Verita został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

...jak i audycje niejako same idealizują i teoretyzują problemy małżeńskie.

Jakoś akurat ani ten pan ani tamten pan, ani dialogi małżeńskie do mnie nie przemawiają.

Jeżeli zaniedba się pierwszy etap poznania młodych   i właściwej decyzji....a o tym nie słyszy się ani w  homiliach ani w katechezach...to potem jest już za późno na ratunek. Pozostaje płacz i zgrzytanie zębów...no i separacja.

Również to jezuickie twierdzenie...."Zwątpienie zaś w powodzenie małżeństwa lub możliwość przemiany współmałżonka jest właściwie zwątpieniem w samego Boga"...nie jest słuszne. Pomija bowiem wolną wolę każdego ze współmałżonków, której Bóg na pewno nie naruszy.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-12

Verita

#1603977

zawsze jest czas na ratunek. Zawsze trzeba ratować małżeństwo i pouczać o jego sakramentalnym charakterze. Jak pisze ks. Tomasz Kot, stawką jest zbawienie małżonków. Wszystko inne ma trzeciorzędne znaczenie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1603980

Przecież to, że kobiety są powódkami, to nie dowód na to, że to ich wyłączna wina.

Tak samo nie można winić sądu, tak jak Rebeliantka pisze, przecież to bzdura. Sąd sam nie inicjuje postępowania rozwodowego a i bez niego pary będą się separować. Brak szczęścia małżeńskiego nie jest winą sądu, tylko osób niegotowych i niedobranych do małżeństwa. Na wyższości sakramentów dla własnego cierpienia też nie wszystkim zależy. 

 

A już takie pomysły Górzynskich, jak żydowska podleglość, pozbawienie alimentów (co dzieci winne? może od razu zagłodzić na śmierć? gdzie odpowiedzialność?) czy zabijanie rozwódek to już symptom kompletnego zrypania.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1603998

To co Pan przedstawia, to jest czysty hejt. Zmyśla Pan treści, które nigdy nie były podawane.

EOT.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5
#1604005

Sama zmyślasz, tradycyjnie odwracasz kota ogonem i udajesz niewinną leliję pod publikę. Nie wstyd? Musisz być aż tak załgana? 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604006

Zastanawiam się, czy Pan rzeczywiście niczego nie rozumie w niniejszym tekście, czy też świadomie i celowo Pan kłamie we wszystkim. Łącznie ze zmyślaniem nieistniejących wypowiedzi. Zdecydowanie bardziej prawdopodobna jest ta druga sytuacja.

Z tego powodu proszę nie pojawiać się tutaj, a także nie zwracać do mnie per "ty". Należy Pan do takiej grupy internautów, z którą nie mam żadnego poczucia wspólnoty.

Jeśli ma Pan potrzebę artykułowania jakichś swoich poglądów, proszę to robić gdzie indziej. Miejsca na portalu jest dosyć.

EOT.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5
#1604008

Pomysłom prześladowania innych zawsze się będę przeciwstawiał. Nie jak ci różni fałszywi katolicy, którzy najchętniej zniewolą i zabiją innych, tylko za to, że nie chcą im służyć. Wariatom też nie należy przytakiwać w ich urojeniach. Nie chcesz oddźwieku, to pisz na ścianie w prywatnym kiblu a nie publicznie.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604012

EOT

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1604015

Rozwody winny być orzekane wyjątkowo, a w małżeństwie sakramentalnym dopuszczalna jest jedynie separacja.

-------------------------------------------

To jest powrót do średniowiecza, Szanowna Rebeliantko.

Ale Pani reprezentuje chyba Konfederację. Wcale nie jestem Pani widzeniem świata, a w tym przypadku małżeństwa,  zdziwiona.

Dla mnie jest to wizja Polski od której oczy się odwracają z przerażeniem.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-4

AgnieszkaS

#1604009

Rozumiem, że ma Pani poglądy lewacko-liberalne i jest Pani przekonana, że świat powinien być urządzony wedle Pani "postępowych" reguł. Ja uważam inaczej.

Niech Pani urządza Wasz świat, a nam katolikom pozwala rządzić się u nas zgodnie z naszymi przekonaniami.

Zupełnie na marginesie, to setki tysięcy dzieci podlegające alienacji rodzicielskiej i wychowywane na janczarów, to jest dopiero przerażające.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5
#1604011

Ja nie mam poglądów lewacko-liberalnych, to raczej Pani jest zwolenniczką religijnego totalitaryzmu.

 Pani reprezentuje wąską grupę religijnych ortodoksów, która chciałaby sprawować "rząd dusz" nad całym polskim społeczeństwem ale, na szczęście, nie może.

Czy uważa Pani, że dzieciom powodzi się lepiej w rodzinach, w których rodzice tych dzieci nienawidzą się i dają temu codziennie wyraz; są uzależnieni od alkoholu lub narkotyków; nie mają wzajemnie do siebie szacunku, lub po prostu cierpią z powodu niewierności małżonki/małżonka, etc.? 

Oczywiście, że Pani tak uważa. Takie małżeństwa mają być na siłę związane, bez żadnej możliwości naprawy stanu rzeczy czyli na nowo formalnie ułożenia sobie życia. 

Tutaj jawi się ciemny obraz patologii, która naprawdę przeraża.

 

 

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

AgnieszkaS

#1604018

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że niezmiennie najczęstszą przyczyną orzekania rozwodów jest niezgodność charakterów małżonków. W 2017 roku w przypadku blisko połowy rozwodów (42%; 27,6 tys. przypadków) była to jedyna lub jedna z kilku przyczyn formalnego rozstania.

W następnej kolejności znalazły się takie powody, jak: niedochowanie wierności małżeńskiej (22%; 14,2 tys. przypadków)

oraz nadużywanie alkoholu (16%; 10,3 tys. przypadków).

Rzadziej orzekano rozpad małżeństwa (wyłącznie lub między innymi) z powodu nieporozumień finansowych między małżonkami (8%;5,1 tys. przypadków)

oraz negatywnego stosunku jednego z małżonków do pozostałych członków rodziny (6%;3,6 tys.).

Tylko w relatywnie niewielu sytuacjach za jedyną lub jedną z kilku przyczyn rozwodu uznano dłuższą nieobecność małżonka (2%;1,3 tys. przypadków), trudności mieszkaniowe (1020 przypadków), różnice światopoglądowe (270 przypadków) oraz niedobranie seksualne (206 przypadków).

-----------------------
Z tej statystyki wynika, że zdecydowana większość małżeństw rozchodzi się z głupich powodów (niezgodność charakterów) lub takich przyczyn, które można przezwyciężyć.
 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5
#1604029

Ta "niezgodność charakterów", podobnie jak brak orzekania o winie, jest wygodą na potrzeby postępowania a nie jako prawdziwy powód. O tym wie każdy, kto się z tym zetknął. Mąż bijący żonę też jest taką "niezgodnością", już nie wspominając, jak trudno i przewlekle udowodnić całą resztę, choćby zdrady. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604032

że orzeka się rozwody pochopnie, bez wnikliwego badania spraw, bo tak jest - jak Pan sam podkreśla - "wygodnie dla sądu".

Niech Pan już się nie wypowiada, uprzejmie proszę. EOT.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1604037

Jak już, to wygodniej i bezpieczniej dla ofiary wobec kata. Ale dla was to nieistotne, bo jeszcze chcecie dodatkowo karać ofiary i ich dzieci. Gratuluję podejścia i orientacji

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604044

Dla katów jest kryminał.

EOT

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1604054

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604013

Twierdzi Pan, jak sam Pan podaje - za Stalinem - że od rewolucji światowej dzieli was tylko Chrystus.

Dlatego walczycie z Chrystusem, jego nauką i sakramentami.

Każdą metodą. Z lewackim hejtem na czele.

Ale z Bogiem przegracie.

EOT

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5
#1604016

Nie no, Chrystusem to nie jesteś, pomysł z tym ubijaniem rozwódek też wydaje się mało katolicki

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604035

Pan nie ma w sobie nic, ale to nic z dżentelmena.

Wielokrotnie zwracałam się, aby opuścił Pan ten blog.

A Pan tu wraca, jak nie przymierzając "wsza", tylko w celu prostackiego hejtowania. Chce Pan przebić Jachirę? Nie oczekuję odpowiedzi.

EOT.

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4
#1604039

Nie, nie chcę przebić Jachiry.

Zresztą nawet nie wiem, czy to rozwódka.

A wy coś takiego zamierzacie?

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604045

Zaśmieca Pan dyskusję nierzeczowymi, personalnymi wtrętami.

To jest niezgodne z jakąkolwiek etykietą.

EOT.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1604047

Z natury mężczyzna powołany jest do ojcostwa. Kobieta zaś do macierzyństwa.

Mężczyzna ma więc za zadanie wybudować dom i obronić go przed wrogiem. Kobiety zaś rolą jest podtrzymanie klimatu domowego ogniska.

Dwie różne natury, które tworzą jedną, nierozerwalną więź.

Wydaje mi się, że warto spróbować zinterpretować ten fragment Pisma Św. pod kątem tych dwóch różnych natur.

Macierzyństwo to wrażliwość. To rozbudowany świat uczuć i emocji, które przeszkadzają w chłodnym,długoterminowym kalkulowaniu.

Ojcostwo zaś jest postawą wojownika, czyli stratega, który powinien być gotowy na podejmowanie trudnych, zimnych decyzji.

Kłopot polega jednak na tym, że świat się wywraca do góry kołami. Mężczyźni niewieścieją, a kobiety mężnieją.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1604017

Dzięki za komentarz.

Kłopoty i powody są różne, ale podstawowy polega na tym, że do małżeństwa zaczęto podchodzić przede wszystkim hedonistycznie. Katoliccy małżonkowie zbyt często zapominają o jego sakramentalnym charakterze i nierozerwalności. Przestali się bać odpowiedzialności przed Bogiem.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1604020

Widzę jeden zasadniczy powód...mężczyzna nie sprostał roli wojownika, męża, ojca i głowy rodziny. Tylko dlaczego?

Oto jest pytanie  !

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-8

Verita

#1604027

Warto poczytać statystyki. Podaję je w jednym z komentarzy.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1604030

Verita - wiesz współczuje Ci.

Ps. jak byś jakoś bardziej merytorycznie pisała, to może ludzie bardziej by Cie rozumieli.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1604043

Pełna zgoda.

Kiedyś, bodajże w Radiu Maryja, podano ciekawe wyniki przeprowadzonych badań odnośnie rozwodów cywilnych.

Wtedy co drugie małżeństwo się rozwodziło. Co trzecie katolickie. Co dwunaste (?) małżeństwo rozwodziło się spośród tych, które się modlą. Co pięćdziesiąte drugie zaś spośród tych, które się modlą wspólnie.

Jestem jednak raczej zwolennikiem uświadamiania problemu, bo "z niewolnika nie ma pracownika".

dratwa3

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1604028

Bardzo rozsądne, prawdziwe podejście do małżeństwa...Niestety, świat się wywrócił...i leży na swojej skorupie jak żółw, sam się nie podniesie. Kobiety siłą rzeczy i z konieczności stały się wojownikami...bo mężczyźni z roli wojownika weszli w rolę rozemocjonowanych  primabalerin, ..tylko dlaczego tak się stało? Bo oczywiście wszystko się zaczyna od mężczyzny.

 Może  znasz  odpowiedź, dratwo ?

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-7

Verita

#1604023

Wydaje mi się, że wynika to z kryzysu wartości.

"Męski" to nie to samo, co "mężny".

Samiec jest męski.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1604031

Jasne, że zastęp samców to nie to samo co zastęp rycerzy...ale ja pytałam dlaczego tak się stało?

Czy to kryzys wiary katolickiej zadecydował? Potwierdź to jako mężny rycerz :-)

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-6

Verita

#1604034

...więc odnoszę się do świata wartości katolickich.

Pył marny jestem, a nie mężny rycerz.

Na pewno jednak "mężny rycerz" powinien być wyzwaniem dla każdego uczciwego faceta.

Również pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1604042

Zapewniam Was niepoprawni forumowicze. Nie ma tu mocnych! Wielkie dzięki Rebeliantko za ten b. ważny i b. potrzebny dziś w naszej ojczyźnie wpis. Nie rozumiem ludzi, którzy zjechali ten wpis. To po prostu nieporozumienie. Naród budują zdrowe, wierne, mocne, oddane, dzietne i zasobne rodziny, jak może się ostać dom podzielony, jak może być zasobny w dobra ?! Tylko jedność buduje, a niezgoda zawsze rujnuje. Ten wpis jest właśnie o tym i dobrze. Pozdrawiam b. serdecznie

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

Sławomir Tomasz Roch

#1604021

Dziękuję za postawienie kropki nad "i" i mocno pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1604024

Stosunek do rozwodów w największym stopniu różnicują kwestie światopoglądowe, takie jak religijność mierzona uczestnictwem w praktykach religijnych oraz poglądy polityczne. Do bezwarunkowych zwolenników rozwodów zalicza się niemal trzy piąte niepraktykujących religijnie, blisko połowa praktykujących kilka razy w roku oraz niemal co drugi respondent deklarujący lewicowe poglądy polityczne. Sprzeciw zaś zdecydowanie częściej wiąże się z prawicową orientacją polityczną i częstszym udziałem w praktykach religijnych. Istotne znaczenie w tym względzie ma również stan cywilny respondentów. Najbardziej liberalne podejście do rozwodów prezentują, co naturalne, osoby rozwiedzione lub będące w separacji, z kolei najbardziej restrykcyjni pozostają wdowcy i wdowy,

Bezwarunkowa akceptacja rozwodów zwykle jest też tym częstsza, im większa miejscowość zamieszkania respondentów oraz im wyższy dochód per capita. Stosunkowo częściej niż inni wyrażają ją również osoby w wieku od 18 do 24 lat, a w grupach społeczno-zawodowych – pracownicy administracyjno-biurowi, uczniowie i studenci oraz robotnicy niewykwalifikowani. Z kolei bezwzględnym brakiem usprawiedliwienia rozwodów –poza osobami praktykującymi religijnie kilka razy w tygodniu –relatywnie częściej niż inni cechują się badani w wieku powyżej 64 lat, z wykształceniem podstawowym, niezadowoleni z własnej sytuacji materialnej oraz posiadający status emeryta lub bezrobotnego.

Szczegółowe opinie Polaków na temat rozwodów są dość zróżnicowane i niejednoznaczne. Wprawdzie blisko trzy czwarte badanych uważa, że najważniejsze jest osobiste szczęście i jeżeli człowiek nie jest szczęśliwy w obecnym związku, to powinien się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo (71%), jednak niemal równie często (67% wskazań) podzielana jest opinia, że rozwody są złe i zawsze należy walczyć o związek małżeński. Większość badanych nie ma wątpliwości, że gdy w małżeństwie nie ma dzieci, to lepiej się rozwieść,niż żyć w nieudanym związku (62% wskazań), jednak gdy małżonkowie posiadają dzieci, to sprawa nie jest już tak oczywista. Niemal po równo rozkładają się głosy zwolenników i przeciwników tezy, iż ze względu na spustoszenie,jakie rozwody czynią w życiu dzieci, nawet w sytuacji, gdy rodzice nie potrafią się porozumieć, powinni pozostać w związku dla dobra swoich podopiecznych (odpowiednio 43% i 47%). Z kolei większość Polaków (69%) nie zgadza się ze stwierdzeniem, że w związku należy trwać ze względów religijnych i pomimo występujących problemów nie można się rozwieść, gdyż rozwód jest grzechem. Przekonanie takie podziela jedynie co czwarty badany (24%).

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego4wynika, że niezmiennie najczęstszą przyczyną orzekania rozwodów jest niezgodność charakterów małżonków. W 2017 roku w przypadku blisko połowy rozwodów (42%; 27,6 tys. przypadków) była to jedyna lub jedna z kilku przyczyn formalnego rozstania. W następnej kolejności znalazły się takie powody, jak: niedochowanie wierności małżeńskiej (22%; 14,2 tys. przypadków) oraz nadużywanie alkoholu (16%; 10,3 tys. przypadków). Rzadziej orzekano rozpad małżeństwa (wyłącznie lub między innymi) z powodu nieporozumień finansowych między małżonkami (8%;5,1 tys. przypadków) oraz negatywnego stosunku jednego z małżonków do pozostałych członków rodziny (6%;3,6 tys.). Tylko w relatywnie niewielu sytuacjach za jedyną lub jedną z kilku przyczyn rozwodu uznano dłuższą nieobecność małżonka (2%;1,3 tys. przypadków), trudności mieszkaniowe (1020 przypadków), różnice światopoglądowe (270 przypadków) oraz niedobranie seksualne (206 przypadków).

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4
#1604022

W 1644 roku John Milton, autor Raju utraconego, opublikował kolejne dzieło zatytułowane Doktryna i dyscyplina rozwodu. W dziele tym Milton argumentował, że Anglia powinna zmienić swoje prawa oparte na katolickim prawie kanonicznym, które zabrania rozwodów. Według Miltona małżeństwo nie jest nierozerwalnym związkiem, kompleksowo jednoczącym mężczyznę i kobietę. Celem małżeństwa jest promowanie „zależnej od sytuacji, pogodnej rozmowy mężczyzną z kobietą, aby go pocieszyć i dać mu nowe siły potrzebne w zmaganiu ze złem samotnego życia".

Cały tekst tutaj:

https://www.catholic.com/magazine/online-edition/marriage-has-been-redefined-now-what

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4

AgnieszkaS

#1604046

Do pogodnych rozmów wystarczą rozmowy z przyjaciółmi.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1604049

Milton 3 razy się żenił.

Wiki podaje:
Trzydziestopięcioletni Milton ożenił się z liczącą wówczas 16 lat Mary Powell, wywodzącą się ze spokrewnionej z Miltonami rodziny rojalistów o obcych mu poglądach religijnych i politycznych. Mary Powell została zmuszona do tego ślubu przez swojego ojca, który wymógł w zamian za to na Miltonie odstąpienie od egzekucji długu. Małżeństwo okazało się pomyłką – młoda żona odeszła po 6 miesiącach pożycia, co sprowokowało Miltona do napisania czterech traktatów na temat rozwodu, którego ówczesne prawo nie uznawało. Sugerował dopuszczalność rozwodu w wypadku wzajemnego niedopasowania małżonków lub bezdzietności. Podczas wojny domowej, w 1645 roku, Mary została zmuszona do powrotu do swego formalnego męża, który zajął się nią oraz jej rodziną po tym, jak rząd Cromwella skonfiskował tej rodzinie cały majątek. Mary urodziła Miltonowi dwoje dzieci i zmarła przy porodzie trzeciego.

W 1657 roku po raz drugi się ożenił – z Catharine Woodcock, która zmarła przy urodzeniu dziecka 15 miesięcy później.

Udało mu się jednak powrócić do spokojnego życia i do poezji, u boku trzeciej żony – Elisabeth Minshull oraz córek. Czytały one ociemniałemu poecie książki i spisywały dyktowane przez niego utwory.

A więc sam się nie rozwodził.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4
#1604052

Milton się nie rozwodził, bo wtedy nie było rozwodów. Żona od niego odeszła, ponieważ wcale do siebie nie pasowali. Wtedy rozżalony napisał swój traktat Doktryna i dycyplina...

Jedynym wyjściem byłby dla niego rozwód i poślubienie właściwej osoby. Żona co prawda później powróciła, bo była do tego zmuszona, ale zmarła w czasie porodu. Milton będąc już wdowcem ożenił się ponownie. Druga żona zmarła również przy porodzie, więc Milton ożenił się po raz trzeci.

Gdzie tu był rozwód Rebeliantko???

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

AgnieszkaS

#1604060

Żenił się oczywiście trzy razy, ponieważ kobiety przy porodzie padały jak muchy. W tamtym czasie to była norma.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

AgnieszkaS

#1604062

A nawet nie odchodził. Tylko tak teoretyzował na temat tych rozwodów.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4
#1604065

Nie znam się na twórczości Johna Miltona, więc nie będę próbował się mądrzyć..

Niemniej wydaje mi się, że do "pogodnej rozmowy mężczyzną z kobietą, aby go pocieszyć i dać mu nowe siły potrzebne w zmaganiu ze złem samotnego życia" nie jest potrzebne wcale małżeństwo.

Uważam, że małżeństwo jest zdeklarowanym związkiem do poczęcia , zrodzenia i wspólnego, odpowiedzialnego wychowania potomstwa. "Pogodne rozmowy" mają być tylko poezją do codziennej prozy życia.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1604058

się żenić

To średniowiecze !!!

To chore jest !!!

8-))))

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3
#1604048

Za chwilę hetero nie będą się żenić, tylko homo.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5
#1604055

Nikt nie zawiera małżeństwa myśląc o przyszłym rozwodzie. Należy jednak wziąć pod uwagę, że zmieniają się ludzkie charaktery, często ludziom tylko się wydaje że mogą żyć razem, a w ich życiu wiele się może zdarzyć. Rozwód jest konieczny aby pewne sytuacje naprawić. 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3

AgnieszkaS

#1604056

Ależ Pani dziecinna. To oszustów/oszustek matrymonialnych nie ma?

Poza tym, Pani metoda na dobre małżeństwo, przypomina mi metody tych speców od eutanazji. Zabić, aby zapewnić lepszy los. Tym, co pozostaną przy życiu, oczywiście.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-5
#1604059

Gdy tylko pomyśle że mglbym trafić np.na taka "Verite",czy ?????, to raczej daje sobie na wstrzymanie

8-))))))))))))))))

pzdr.

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-5
#1604064

A temat jest poważny.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3
#1604066

Rozwód to poważna sprawa?
Pani
Zabiera  się swój majdan , byłej na pożegnanie,bay bay,bay
i po zawodach.
Tego kwiatu to pół światu

8-))))))

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-6
#1604067

Nie cierpię psów ani  im podobnych  synów

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-6

Verita

#1604080

Bóg zapłać Cioteczko

Miłego weekendu.

Z Panem Bogiem

 

8-)))))))))

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1604109

/-/

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Kolejorz

#1604222

"Jak się ożenił - to się odmienił" - to ze strony Żoninej.

"Jakem się zalecał - mówili mi PANIE!

 Jakem się ożenił - do roboty CHAMIE!" - ze strony Mężowskiej.

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4

Bóg - Honor - Ojczyzna!

#1604057

Świetne :)

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1604061

Witaj Rebeliantko;

Temat bardzo ważny, nawet jeśli wezmiemy sobie do serca rady niektórych naszych świetnych twórców jak choćby Wojciech Bogusławski już bardzo dawno nam radził:

Wy chłopaki cudzej zony

Nie psujta nikomu

Bo z tej mody zarazonej

Tylko bieda w domu

Tak się teraz w stadłach psują

Zony i męzowie

Ze ich dzieci nie zgadują

Którzy ich ojcowie.

to i tak powstanie sytuacja z której jedynym dobrym wyjściem jest jednak rozwód.

Verita ma rację, że zbyt mało robi KK i rodzice aby przygotować młodych ludzi do sakramentalnego małżeństwa, aby zmniejszyć zjawisko rozwodów do minimum.

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2

Jerzy

#1604072

Dzięki za komentarz.

Oczywiście, masz rację, że przygotowanie do małżeństwa (co do zasady nierozerwalnego), to bardzo ważna rzecz.

Ps. Wierszyk - świetny. ;)

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1604073

Problemem jeszcze większym niż rozwód są ..." że ich dzieci nie zgadują  którzy ich ojcowie." czyli tzw.patchworkowe rodziny i nowe związki.

Do tego dochodzą , o! zgrozo, rekolekcje dla "związków  niesakramentalnych". Wydaje się ,że nawet księża pogubili się w wierze katolickiej. ...może nawet i wierzą...ale nie bardzo wiedzą w co. Wiedza o wierze katolickiej jest słabo wykładana w seminariach.

Ponadto w dzisiejszych czasach utrata rozumu jest czymś gorszym niż utrata wiary. Płytkość życia umysłowego, odejście od kategorii arystotelesowskich i tomistycznych – czyli od logiki, konkretu, trafnej definicji, prawidłowego rozeznawania przyczyny i skutków, czyli od nazywania rzeczy po imieniu, na rzecz przeżyć, wrażeń, doświadczeń, emocji, marzeń, przywiązywania nadmiernej wagi do rozwoju własnej osobowości i innych fantomów, które przeczą rozumnej naturze człowieka – ma skutki fatalne. Zarówno dla życia duchowego – powoduje uwiąd wiary – jak i rodzinnego. A w konsekwencji także społecznego. Również dla polityki.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/madrosc-gospodyni-domowej/

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-7

Verita

#1604074

Dziękuję,

W XXI wieku małżeństwa, rozwody, nie jest to takie jednoznaczne, nie jest to takie sakramentalne jak kiedyś myśmy to przestrzegali. Najwyższy nasz autorytet Papież uczy nas obecnie iż zasady te można zmieniać. Nasz Prymas nie odbiega myślą daleko od Papieża Franciszka. Ludzie są skołowani, postępują często według swojego odczucia, nie myśląc o odpowiedzialności, bo trudno czasem się pozbierać młodym, gdzie ta odpowiedzialność leży i kto będzie ją ponosił.

Powyższy Twój komentarz zawiera prawie całą prawdę o dzisiejszym sposobie życia, praktykowania wiary, nauki.

Jesli tych zasad nie sprowadzimy na właściwą drogę, jeśli nie zaczniemy znowu żyć według znanych nam od wieków reguł i zasad chrześcijańskich to niech nam Pan Bóg okaże miłosierdzie kiedy staniemy przed Nim

Pozdrawiam serdecznie

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-2

Jerzy

#1604083

Piękne dzięki za ten komentarz, amero.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1604086

"Stała liczba rozwodów".

W ostatnich latach rozpada się w Polsce ponad 200 tys. małżeństw rocznie, w tym około 30% w wyniku rozwodu, a pozostałe prawie 70% w wyniku śmierci współmałżonka. W latach 90. ub. wieku oraz na początku bieżącego stulecia proporcje wynosiły: niespełna 20 do ponad 80. Od kilkunastu lat notuje się ok. 65 tys. rozwodów rocznie. W 2013 r. orzeczono ich około 66 tys. (tj. o 24 tys. więcej niż w 1990 roku); współczynnik rozwodów wyniósł 1,7‰ (w 1990 r. wynosił 1,1‰). W 2013 r. na każde 10 tys. istniejących małżeństw 73 zostały rozwiązane orzeczeniem sądu, podczas gdy na początku lat 90-tych było ich niespełna 50. Niezmiennie w ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w ponad 3% przypadków (wina męża orzekana jest w 18% rozwodów), ale przeważnie sąd nie orzeka winy (ok. 74% rozwodów). Najczęściej jako przyczynę rozwodu małżonkowie deklarują niezgodność charakterów (ponad 1/3 wszystkich rozwodów), kolejne przyczyny to zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą (1/4 rozwodów) oraz alkoholizm (19%). Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą średnio ok. 14 lat (staż małżeński nieznacznie się wydłuża); z roku na rok są też trochę starsi. W 2013 r. statystyczny rozwiedziony mężczyzna miał – średnio – 40-41 lat, a kobiety były o ponad 2 lata młodsze. Wyznaczając opiekę nad nieletnimi dziećmi (w wieku poniżej 18 lat) pozostającymi z rozwiedzionego małżeństwa sąd najczęściej przyznaje opiekę wyłącznie matce (60% przypadków w 2013 r.), wyłącznie ojcu jedynie w ok. 5% przypadków, a w stosunku do 34% rozwiedzionych małżeństw orzeka wspólne wychowywanie dzieci.

Ponad 20% urodzeń w Polsce to urodzenia pozamałżeńskie. Dzietność kobiet w istotnym stopniu jest determinowana liczbą zawieranych małżeństw. Obecnie blisko 80% dzieci rodzi się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie, przy czym ponad połowa tych dzieci urodziła się w okresie pierwszych trzech lat trwania małżeństwa rodziców. Mimo okresowego wzrostu liczby zawieranych związków małżeńskich (w latach 1997- 2000 oraz 2005-2008) od kilkunastu lat systematycznie rośnie udział urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90. ub. w. ze związków pozamałżeńskich pochodziło ok. 6-7% urodzonych dzieci, w 2000 r. - ok. 12% dzieci, zaś w roku 2013 - ponad 23%. Rosnący współczynnik dzietności pozamałżeńskiej wynika głównie ze wzrostu liczby rodzin tworzonych przez związki kohabitacyjne *.

*    https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/relacje/zwiazek-kohabitacyjny-na-czym-polega-zwiazek-kohabitacyjny-konkubinat-aa-WWLY-PSjW-UnKp.html

Źródło: Opracowanie GUS przygotowane w ramach - zrealizowanego w listopadzie 2015 r. - projektu EUROSTATu dotyczącego dzietności, zawierania i rozpadu małżeństw oraz stanu cywilnego ludności w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.

PS

Katolik nie uznaje rozwodów. (…) Na Malcie są zakazane. Ale nie z przyczyn religijnych. Tylko wtedy, kiedy są dzieci. Rozwód uderza w dzieci. (…) Ludzie często biorą rozwód, bo przeżywają kryzys. I nikt im nie mówi, że jeśli przetrwają ten kryzys, to małżeństwo może być szczęśliwe. Uważam też, że prawo powinno podsuwać rozwiązania lepsze. Na przykład nieco utrudniać rozwód, a nie go ułatwiać.

Autor: Tomasz Terlikowski, Wywiad z Tomaszem Terlikowskim. Polska ustami Boga, gazeta.pl, 17 kwietnia 2011

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Terlikowski

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1604069

Piękne dzięki za cenne uzupełnienie informacji.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1604070

Świat na prawdę kretynieje skoro już katolicy (a chyba za takich się mienicie?) gderają, że rozwód jest czymś potrzebnym, a te brednie Husky, to chyba się naćpał.

Jak są dzieci w małżeństwie to nie ma dla nich gorszej traumy (poza śmiercią rodzica), jak rozwód rodziców. Pół biedy jeśli się rozwiodą nie mając dzieci. Cóż bywa z różnych przyczyn. Ale jeśli to robią mając dzieci, to już skretyniali gówniarze, którzy niedorośli do swojego wieku i tylko ich własny egoizm się liczy. Niestety byłeś/aś na tyle niedojrzały/a, że poślubiłaś/eś nie tego co trzeba ale jak są dzieci, to one się liczą i każdy normalny rodzic, który kocha swoje dzieci to się dla nich poświęca a nie myśli tylko o własnej dupie. A często też bywa, że z czasem i to w dużej mierze dzięki tym dzieciom, to małżeństwo spowrotem siew sobie zakochuje i tworzą wspaniałą rodzinę - ale tu trzeba porzucić myślenia o własnej dupie i zacząć myśleć o rodzinie!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1604075

Wielkie, wielkie dzięki, SolidarnyX.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1604076

to naprawdę nie rozumiem, jak to może być, że aż tak wielu ludzi (w tym sędziów) lekceważy alienację rodzicielską, czyli celowe izolowanie dziecka od drugiego z rodziców. Przecież literatura na temat skutków tego procesu jest potężna i rzadko kto może się zasłaniać, tym, że "nie wie", "nie słyszał", etc. Są przecież nawet dojmujące filmy na ten temat.

I co? I nic. Sejm nie chce nawet wprowadzić opieki naprzemiennej nad dziećmi.

Alienację dziecka od drugiego z rodziców "uprawiają" nawet pedagożki, nauczycielki, psycholożki, itp. profesjonalistki.

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3
#1604077

Ośmielę się powiedzieć...że rozwód jest bardziej bolesnym przeżyciem dla dzieci niż śmierć rodzica...bo ta jest bardziej naturalna i nie tak zwyrodniała jak rozwód.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-6

Verita

#1604079

Bardzo! Dzięki!

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1604081

Nie przesadzajcie z tym chwaleniem śmierci, bo Rebeliantka aż podskakuje że szczęścia. 

 

Lepiej nie utwierdzać w tak dziwnej idei zabijania rozwódek i pozbawiania alimentow

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604082

"rżnie głupa", że nigdy nie słyszał o opiece naprzemiennej i że w sytuacji rozwodu (z samej swojej istoty złego) jest to rozwiązanie o wiele lepsze niż ustalenie miejsca pobytu dzieci tylko przy jednym z rodziców.

Hejter tupeciarsko zniekształca wszelkie wypowiedzi na ten temat, bo PiS nie chce wprowadzić opieki naprzemiennej, a minister Ziobro musi się chwalić, jak skutecznie egzekwuje alimenty. Teraz mają być nawet natychmiastowe świadczenia alimentacyjne zasądzane w trybie nakazowym (sic!).

To jest myślenie tych "inżynierów społecznych": tylko kasa, i to bez prawa rodziców do wychowywania własnych dzieci. Ci polityczni geniusze tylko gadają o niewtrącaniu się państwa do spraw rodziny, a jak przychodzi co do czego, to włażą tam z butami sugerując, że ojcowie nie kochają swojego potomstwa.

No i komornicy też muszą swoje zarobić.

Powiem krótko, spadaj Pan, Panie kontrik. Tu chodzi o prawdziwe prawa dzieci, a nie o waszą propagandę i robienie z polskich dzieci jakichś janczarów.

Zrozumiał Pan?

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1604084

Dzięki Wam za dobre słowo ale już mnie coś wzięło jak czytałem tu niektóre komentarze. Poczułem się trochę jak na lewackim portalu.

Ps. nie karmcie trola banderowskiego - niestety nie ma tu możliwości ignora na takich (o co apelowałem u Gawriona ale nie che) - pozostaje tylko cierpliwie odczekać aż się cały wypróżni i gderaniem samym ze sobą sam się swoimi rzygowinami zachłyśnie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1604087

bo część dyskutantów (na szczęście mniejszość) - przy pomocy epitetów, a jakże - próbowała coraz śmielej dezawuować katolickie wartości.

A z kontrikiem jest ten problem, że ignorowanie go też niewiele daje. Wygląda na to, że mu płacą od komentarza.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3
#1604088

Proszę nie pisać do niego, że nie chce Pani go na swoim blogu - po prostu nic do niego nie pisać, bo widać, że on czeka i się podnieca nawet na Pani EOT w jego kierunku.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1604092

Dzięki za wskazówki.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1604099

Czym jest przemysł rozwodowy i czemu służy? | Kurowska-Wójcik i Osikowicz

https://www.youtube.com/watch?v=aKBtUfJBxEY

Przemysł rozwodowy - Paweł Lenartowicz Stowarzyszenie Prawa Dziecka

https://www.youtube.com/watch?v=UFxIilxam84

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1604090

...bywa bezsilna samotność , którą noszą w sobie oboje lub jedno  z małżonków.

Samotność (wiersz klasyka) Rainer Maria Rilke

Samotność jest jak deszcz.

Z morza powstaje, aby spotkac zmierzch;

z równin niezmiernie szerokich, dalekich,

w rozległe niebo nieustannie wrasta.

Dopiero z nieba opada na miasta.

 

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,

kiedy ulice biegną witać ranek,

i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,

od siebie odsuwają się rozczarowane;

i kiedy ludzie, co się nienawidzą,

spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.

(tłum. Janina Brzostowska)

Polecam również książkę o tego rodzaju bezsilnej samotności - "Nocny Pociąg Do Lizbony"   Pascal Mercier

https://gloria.tv/video/G4sU4Dbdeamz31SToZnFURHmc

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1604120

Czasem wygląda jakby sam Pan Bóg uznał pomyłkę małżeńską i nagrodził rozwiedzionego ogromnym talentem.

 

https://youtu.be/t51MHUENlAQ

 

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Jerzy

#1604132

 

Zastanawiasz się, dlaczego zawsze ubieram się na czarno,
Dlaczego nigdy nie widzisz jasnych kolorów na moich plecach,
I dlaczego mój wygląd wydaje się ponury.
Jest coś, co mam na sobie.

Noszę czerń dla biednych i pobitych,
Żyje w beznadziejnej, głodnej części miasta,
Noszę to dla więźnia, który już dawno zapłacił za swoją zbrodnię,
Ale jest tam, ponieważ jest ofiarą czasów.

Noszę czerń dla tych, którzy nigdy nie czytają,
Lub słuchał słów, które powiedział Jezus:
O drodze do szczęścia poprzez miłość i miłość
Można by pomyśleć, że mówi wprost do ciebie i do mnie.

Cóż, radzimy sobie świetnie, przypuszczam,
W naszej serii zapalonych samochodów i fantazyjnych ubrań,
Ale przypomniano nam o tych, którzy są powstrzymywani,
Z przodu powinien być człowiek w czerni.

Noszę to dla chorego i samotnego starca,
Dla lekkomyślnych, których zła podróż sprawiła, że ​​byli zimni,
Ubieram czerń na żałobę za życia, które mogły być,
Każdego tygodnia tracimy setkę dobrych młodych mężczyzn.

Noszę to dla tysięcy zmarłych,
Wierzcie, że Pan był po ich stronie,
Noszę to dla kolejnych stu tysięcy zmarłych,
Wierzcie, że wszyscy byliśmy po ich stronie.

Cóż, są rzeczy, które nigdy nie będą odpowiednie Wiem,
I wszystko musi się zmieniać gdziekolwiek jesteś,
Ale dopóki nie zaczniemy działać, aby naprawić kilka rzeczy,
Nigdy nie zobaczysz, że mam na sobie biały garnitur.(...)

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1604145

„Nocny pociąg do Lizbony” Pascal Marcier wyprowadza nas w  podróż długą i bogatą w rozmyślania. To podróż w głąb własnej duszy.Poszukiwanie siebie, życie w zgodzie z sobą, z niezwykłą wrażliwością i odpowiedzialnością za znaczenie słów, z wiernością ideom. I ciągle powracające pytanie: czy takie życie czyni człowieka szczęśliwym? Szczęśliwszym?

Czy dodaje poczucia radości płynącej z dumy? Czy wpływa na radość i poczucie szczęścia u innych, bliskich nam osób?

Ważnym, jeśli nie najważniejszym składnikiem powieści jest jednak to, że poznanie samego siebie dokonuje się tu za pośrednictwem poznania innej osoby.

Czy jednak faktycznie da się wkroczyć w czyjeś życie i je zrozumieć?

Pytanie tylko, czy można czyjeś życie uczynić swoim?

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1604151

Jestem pod wrażeniem Waszej "poetycznej" dyskusji.

Dziękuję za wzbogacenie rozważań i pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1604177

Dużo tych pytań. Postaram się uprościć problem. 

Nie każdy potrafi zajrzeć w głąb własnej duszy, a co dopiero cudzej. Niech jakiś filozof albo  teologowie się zajmą tym problemem i nam potem objaśnią. Ja obserwując życie i ludzi wiem że trudno czasem zrozumieć fakt iż niektórzy artyści rozwodzą się a potem swoim śpiewem, powodują, że płaczemy. Johny Cash po różnych przejściach (więżienie, narkotyki) i rozwodzie, żył przykładnie przez lat kilkadziesiąt z drugą żoną. Dużo jego utworów odnosi się do wiary w Boga. patriotyzmu, zwykłego codziennego życia i swoim śpiewem porywa publiczność, która do dzisiaj już około 15 lat po jego śmierci uwielbia go. Potrfił wycisnąć łzy z oczu byłego prezydenta Clintona jak i jego przyjaciela Krisa Kristoffersona, który określił Johna "Gwiazdą Północy" Jako artysta estradowy wyprostował moim zdaniem kręgosłupy moralne wielu młodym ludziom. Jego koncerty oglądało zazwyczaj kilkadziesiąt tysięcy ludzi na stadionach i halach sportowych.

Moim problemem jest odpowiedż na pytanie: czy Pan Bóg mu darował fakt, że zostawił żonę i trójkę małych dzieci i związał sie z inną kobietą, z którą nie ukrywał iż był bardzo szczęśliwy. Czy fakt ten spowodował iż pozostawił po sobie nieśmiertelne utwory, które wciąż dają nam nie tylko rozrywkę ale i wzruszenie. Jaką miarą ocenimy Jego życie, co na tej szali przeważy, zasługi jakie oddał ludziom pisanymi przez niego tekstami utworów, które sam wykonywał w sposób niepowtarzalny, czy też powinien być potępiony za to, że zdecydował się na rozwód zostawiając żonę i małe dzieci?

Pozdrawiam Cię serdecznie

P. S. Kris Kristofferson chyba trzy razy się zozwodził...

https://www.youtube.com/watch?v=f38gW5Jm-Hs

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Jerzy

#1604209

....na szczęście nie należy do nas...Miałabym z tym potężny problem.

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że można być szczęśliwym, jak piszesz, w takiej sytuacji, żyjąc z balastem nieszczęść, które się samemu spowodowało.

Pamięć i sumienie dają na pewno codziennie o sobie znać. Wydaje mi się, że droga , którą potem wybrał i którą kroczył z sukcesem,  miała niejako na celu naprawienie tamtego zła.

Istotne również jest pytanie, czym spowodowane było  więzienie i narkotyki, czy tylko głupotą i lenistwem czy np. wcześniejszymi przeżyciami.

A co do zaglądania w cudzą duszę...chyba jest dużo łatwiejsze niż we własną...ale jeżeli właśnie  w tym celu...może być bardzo   pomocne:-)

https://gloria.tv/video/KBiVQGLcmoCq1Jr6EAxKqaVuG

Serdecznie pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1604225

Kto stał za przemysłem rozwodowym już w 1946 i dalej, za czerwonej zarazy, odsyłam do kalendarzy katolickich z tamtych lat.W niektórych społecznościach, już w tamtych latach, żonie nie wolno był zdradzić męża, ale mężowi tak.Dzisiaj faktycznie mamy już przemysł.Dzieci się nie liczą, a ich tragedie nikogo nie obchodzą.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Kolejorz

#1604224

Nic się nie zmienia. Co najgorsze, przepisy zachęcają do rozwodów, a dzieci są często alienowane i wychowywane w  nienawiści do rodzica, z którym nie mieszkają.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1604277