TEGO NIE ZOBACZYSZ W FILIŻANCE KAWY [18]

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus
Kultura

[Książka na przedpłaty]

Uprzednio: https://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-korus/tego-nie-zobaczysz-w-filizance-kawy-17

 

Część I Do [Część II Tam; Część III Z powrotem]

Rozdz. 18 Przedmowa cz. 2

 

SOBOTNIE FEROMONY

 

Cały czas prowokują

potem znikają

 

gdy dopasowujemy się

jak pośpieszny suwak

domykający burty namiotu

 

Drugi bodziec to Miłość! Wielka, namiętna, z wykrzyknikiem właśnie. Ale to jest jakby najmniej niezrozumiałe w dociekaniu podstaw oraz imperatywów kreacji artystycznej… Sza! – nie będziemy tego dalej roztrząsać.

 

I, jak za czasów chmurnej młodości, znów stało się moim nawykiem robienie zapisków i notatek, by niczego nie uronić nawet z najbanalniejszych przeżyć i odkryć, tak z języka jak i sytuacji. Błogosławiona „chwilo trwaj!” chciałoby się po faustowsku, sentymentalnie zaklinać rzeczywistość, gdyż teraz ponownie wszystko wydaje się ważne, bo przemijające. A zatem metafizyczne – bo podszyte zagadkowością bytu skłaniającą ku sublimacji lirycznej. Właśnie docenianie „fenomenów i pryncypiów” emanujących ze zjawisk i rzeczy zwykłych, dostrzeganych nagle inaczej w codziennej prozaiczności, leży u podłoża decyzji, by spisać to i podzielić się wrażeniami właśnie pod kątem równoważnych preferencji, zasugerowanych w tytule.

 

Oczywiście to truizm, bo każdy z poetów tak robi (ceni na równi konkret i pojęciowość), ale dla mnie stało się to szczególnie pociągające, gdyż przez lata skutecznie zagłuszałem szczerość i naiwność, tak bardzo potrzebne w procesie kreacji. Po prostu chcę powiedzieć, jak w tym wierszu „Ach to po pierwsze”, że w pewnym wieku wszystko staje się zdumiewająco ulotne i godne zapamiętania, a tych preferencji, od czasu gdy było się młodym, pozornie tylko ubywa, gdyż tak po prawdzie, to na odwrót – właściwie przybywa.

 

Sporo kwestii i pokus już musisz odpuszczać, ale to, co jest nośnikiem twórczości, czyli szczegół codzienności, każda impresja (jak się to mówi w branży artystycznej) są godne uwagi i naiwnie, po dziecięcemu, przeżywane prowadzą w efekcie od kontemplacji do afektacji lirycznej. Stąd rymowanie bądź aleatoryka, forma nieistotna, liczy się motywacja. Robią to nagminnie nastolatki, ale także osoby starsze, doświadczone życiem – widzimy przecież jak wiele znanych postaci nagle w wieku dojrzałym ujawnia się jako poeci lub pamiętnikarze. Filozofia życia i ponownie odkryta wrażliwość – żeby choć trochę zbIiżyć się do tego progu, za którym być może czeka nasz wymagający odbiorca!

 

Tu dochodzimy do kwestii zasadniczej: pytania o sens prezentowania się i wnoszone wartości. Sęk w tym, że kiedyś umiałbym sobie na nie odpowiedzieć bez trudu – co zresztą czyniłem skutecznie z samokrytycyzmem, który doprowadził mnie do stanu bezgłosu i zakneblowania. Nie pisać, bo nie warto: wszystko już było, świat został umeblowany przez geniuszy, mędrców i proroków – nie warto strzępić języka.

 

[Salvin, pisząc to, nie mógł wiedzieć, że wkrótce znajdzie artystyczną odpowiedź na te dylematy, mianowicie w filmie Woody'ego Allena „O północy w Paryżu”, gdzie bohaterom perypetii z różnych epok wydawało się, że poprzednicy mieli lepiej. Nic mylnego – Salvin uważał ten film jakby skierowany do niego, oglądał go wielokrotnie, na różnych nośnikach, kiedy go prezentowano.]

 

Z tej obserwacji, z poziomu podnóżka literatury, rodzi się perspektywa żabia, skarlała, laufrowata, zabijająca indywidualne pokłady wrażliwości, przyrodzoną potrzebę kreacji oraz skłonności do innowacji. Masz pełne prawo patrzeć krytycznie na osiągnięcia innych, ale żeby móc tworzyć, winieneś odsłonić pancerz i przyłbicę (pokazać serce i pokonać zażenowanie), żeby poddać się ocenie innych, z pokorą i naiwnością terminatora pukającego nieśmiało do bram, za którymi już są ścieżki prowadzące wzwyż na Parnas. Chociaż, jeśli przyjąć, że góra ta piętrzy się nad Delfami, miejscem mitologicznej wyroczni, to przewidywanie czyjejś kariery literackiej jest wróżeniem z fusów. Niemniej trzeba się odważyć i próbować. Bo inaczej nigdy nie poniesie cię ta piękna fala, na której jednako w uniesieniu bujają się na tratwie, zwanej sztuką, nobliści, twórcy niedzielni, tekściarze czy grafomani. Tak, tak, jest chybotliwie, ale nade wszystko pociągająco!

 

Trochę z wisielczym humorem odpycham czarne myśli o nadchodzących gromach – bliskich i obcych recenzentach. A niech tam – może jakaś strofa komuś zapadnie w pamięć, spowoduje drgnienie duszy, i da odczuć to wszystko, co nazywa się najzwyczajniej wzruszeniem...!? Wzruszeniem, które było moim udziałem, gdy pobudzony do odwagi przeżyciami wyjątkowości świata, zadziwiających zjawisk i ludzi, postanowiłem do tego dorzucić kilkanaście nieskromnych relacji o własnej a u t e n t y c z n o ś c i.

 

Na koniec, wracając do początku: istnieje wiele rozmaitych powodów, by pisać. Imperatywów ważkich. Ujmijmy to tak: na odciśniętych liniach papilarnych dobrze byłoby odczytać, że wszystkie skaleczenia (zacięcia, zadrapania, odciski, bąble) jednako bolą.

 

[W tomiku wierszy znalazł się tekst zatytułowany „Moja inkantacja” z frazą „Dla kilku trafnych zdań, słów zestawionych po swojemu – składaj zwrotki”.]

Ciąg dalszy nastąpi

 

[By skosztować kawy włoskiej z pierwszej ręki zerknij na Allegro/italiAmo_caffe; po zakupie upomnij się – dorzucam moim Szanownym Klientom/Czytelnikom, z własnych zasobów bibliotecznych, wybraną losowo jakąś książkę gratis.]

Tekst, na prawach pierwodruku prasowego, ukazał się na łamach kanadyjsko-amerykańskiego tygodnika polonijnego "Głos" nr 43/2020 (21-27.10), s.16.

Możliwość nabycia ukończonej powieści w formie książkowej poprzez przedpłaty ratalne – patrz tutaj: https://allegro.pl/oferta/przedplata-powiesc-o-kawie-autor-zygmunt-korus-9664865441

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)