Wstęp – kilka słów o konstrukcji poematu "Madryckie ścieżki poezji".

Obrazek użytkownika Zygmunt Jan Prusiński
Kultura

Analiza książki "Madryckie Ścieżki Poezji"


Karol Zieliński

01.11.2011


Wstęp – kilka słów o konstrukcji poematu
"Madryckie ścieżki poezji".

Po kolei: gospodarzem poematu nie jest autor ani narrator. Narrator jest tu ledwie zaznaczony i to silniej [po stronie kobiecej niż męskiej]. To narrator po stronie kobiecej zawiadamia nas, że jest już znudzona całą tą fałszywą i nieprawdziwą sytuacją i chce rozpocząć nowe, realne życie (np. str. 143). Natomiast narrator po stronie mężczyzny zawiadamia bezustannie o jego ugodowości i chęci przedłużenia romansu w nadziei, szczęśliwego zakończenia. Natomiast narratorka ze strony kobiecej od samego początku, pełna rezerwy, pod koniec mówi: „już czas minął”. A właściwie, to nie jest to świadoma decyzja narratorki ile gospodyni kobiecej części poematu. To ona podejmuje decyzje o skracaniu „romansowego czasu”, to ona decyduje ile uczucia i „zachęty” pokazać ma autorka adresatowi swych wypowiedzi.

Tym nie mniej wydaje się, że to gospodarz męskiej części poematu jest włodarzem całości tego poetyckiego „folwarku”. To on dopuścił do sytuacji, że w danym poetyckim roku, na poetyckim rynku, „na poetyckim targu i jarmarku” czy jak go tam zwał); (w tym poemacie) po tyle a po tyle jest wieprz, po tyle a tyle kosztuje wół, a po tyle kwintal żyta. Oczywiście chodzi to o poetyckiego „wieprza” i poetyckiego „wołu”. Odpowiednio do tego kosztuje pogrzeb, beczka węgrzyna, rwanie zęba u cyrulika, ślub u plebana, wiano panny młodej i UCZUCIA MIŁOSNE. One też mają swoją cenę.

Gospodarz poematu zgodził się na taki a nie inny taryfikator i handel miłością, jak ten klasyfikator żywca w punkcie skupu Gminnych Spółdzielni, pomiędzy poetą Prusińskim a poetką Canelą, wyrażanych w pieniądzu zwanym erotykiem.

Erotyk jest utkany ze słów i z „mowy”, ale przecież powiedziano, że skoro milczenie jest złotem to „mowa jest srebrem” i ma swoją wymierną cenę.

Za dobrą „mowę”. Na Cześć króla Stefana Batorego, uszlachcono kmiecego żaczka na uniwersytecie w Wilnie, który ją wygłosił. Mowa ma więc swoją cenę! Za krasomówstwo na cześć królewską w dawnej Europie można było otrzymać szlachectwo. Słowo często bywa „droższe od pieniędzy” i jest jak weksel.

Przyglądając się poszczególnym wierszom tego poematu, trudno się oprzeć wrażeniu, że są sto w istocie listy zastawne, handlowe, zapewnienia o wzajemnych uczuciach miłości, przyjaźni, lojalności, poddaństwie, pamięci etc. Wystarczy podstawić tu tytuły suzerena i wasala, i mamy korespondencję między królem a baronem. Mamy tu jakby korespondencję, która wyszła w kancelarii królewskiej w postaci aktów notarialnych umowy prawnej między stronami, które zobowiązują się do… do Miłości!

Więcej tych zobowiązań jest po stronie „kochanka”, mniej po stronie ”kochanki”. I tu widać rolę gospodarza poematu, że zgadza się na to rozwiązanie.

Wrażenie jakiegoś uroczystego kontraktu jest tym większe, że wszystko to się odbywa w oprawie uroczystego słowa.

Pokusiłbym się o stwierdzenie, że język tego poematu przypomina miejscami narrację poematu o Tristanie i Izoldzie. Tu też jest mowa o fatalności, o fatalnym zauroczeniu, jakby po wypiciu miłosnego napoju, który odurnił pana Zygmunta Jana Prusińskiego. I nic tylko ją kocha i nawołuje a ona go studzi! Bo nie wypiła tego napoju.

Zresztą „kochanek” jest również zauroczony kochanką (którą nazywa Mar) jak Tristan Izoldą. Co jest tym bardziej niezrozumiałe, że nikt mu się nie dał napić napoju miłosnego, a widać że jest pod wpływem jakiegoś wywaru. Jest zauroczony wpływem pani Mar Caneli i tokuje jak ogłupiały głuszec. Świadczy oto o tym, jak mężczyzna przełomu XX/XXI wieku jest spragniony miłości.

Dotychczasowe rozumienie czym są erotyki pokazywały mężczyznę w roli pana i „właściciela” wdzięków kobiety. Owszem, podziwiał on wdzięki swej kochanki i wielbił je niemal mistycznie, ale był ich dysponentem i panem, albo w ogóle erotyków nie pisał.

Tymczasem na przykładzie naszego „kochanka” (Zygmunta) widzimy, że adoruje on na klęczkach przedmioty miłosnej podniety, niczym średniowieczny Hrabia Albdoni, Madonnę z dzieciątkiem. Adoruje i zapewnia, że „kocha jej cień”.

W klasycznym erotyku, podmiot liryczny wyznaje wiarę w publiczną doskonałość takich czy innych wdzięków, takiej czy innej sytuacji erotycznej związanej w kochankiem/kochanką przy pozwoleniu gospodarza poematu, na „tyle i tylko tyle”, na ile to jest zgodne z konwencjami epoki i dobrym smakiem literackim, za przestrzeganie których właśnie ów gospodarz odpowiada.

Użyłem zwrotu: „w publiczną doskonałość takich czy innych wdzięków” (kobiety bądź mężczyzny), nieprzypadkowo, bowiem piękność postaci, piękno twarzy kobiety i przystojność mężczyzny „wykuwa się z czasem (epoki) na targowisku próżności, mody i opinii społecznej, gdzie „ona – kobieta - uchodzi za piękność godną pożądania”, a on za „partię”, godną ze względu na urodę, poślubienia (choćby był goły, bez majątku, jak święty turecki)!

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)