Kolportowałem pisma emigracyjne

Obrazek użytkownika Zygmunt Jan Prusiński
Kultura

Zygmunt Jan Prusiński

KOLPORTOWAŁEM PISMA EMIGRACYJNE

"Sprzeciw"ze Szwecji od redaktora Aleksandra Świejkowskiego, później pracował w radiu "Wolna Europa" w Monachium. Pojechałem tam do tego radia, z Aleksandrem się spotkałem, ciekawostka w holu radia "Wolna Europa", że stał sobie w mundurze czarny Amerykanin i to do niego trzeba było zgłosić swoją sprawę.

"Orzeł Biały" z Anglii od redaktora Edwarda Chudzyńskiego i, powstańca warszawskiego w czasie II wojny światowej, był on inwalidą, miał drewnianą nogę. Byłem w Londynie u niego osobiście w domu, jego żona z zawodu aktorka. Edward był przyjacielem poety i tekściarza Mariana Hemara ze Lwowa. Po śmierci E. Chudzyńskiego redaktorem "Orła Białego" ostał się Józef Maria Biliński.

"Czas Solidarność" z Kanady (Toronto) od redaktora hrabiego Aleksandra Pruszyńskiego. Aleksander był synem doskonałego pisarza Ksawerego Pruszyńskiego. Dwaj bracia Olka, to Mieczysław i Andrzej. Kiedy hrabia A. Pruszyński wrócił z emigracji do Mińska, kandydował na prezydenta Białorusi. Kilka listów żeśmy sobie przekazali. Pamiętam wiersz "Wyrok", wiersz przeciwko szeregowemu Jaruzelowi, hrabia Pruszyński opublikował (1982) na drugiej stronie tygodnika "Czas Solidarność".

"Listy do Polaków" z USA (Chicago) od redaktora Czesława Malczewskiego czy "Kalendarz Polski" z Filadelfii...

"Orzeł Polski" z Argentyny i wiele innych tytułów prasowych z Francji, Niemiec, Austrii.

Przez 12 lat w Wiedniu przekazałem (siebie w sztuce) na wielu recitalach i wieczorkach poetyckich dla Polaków i Austriaków. Tam żyłem kulturą i ludzką przyjaźnią.

Hrabina Gabriela Rekowsky zakochała się w tych moich wierszach - wręcz kokietowała mnie, była ode mnie wyższa, smukła kobieta jak na swój wiek, dlatego te obiadki w restauracjach, dlatego te spotkania były - że też cholera nie ożeniłem się z nią. Jej syn miał zakłady produkcyjne w Austrii a córka była przedstawicielem ze Szwajcarii, wicedyrektorem banku w Nowym Jorku.

Po blisko 13 latach powróciłem na łono niewoli, tu do Ustki, i co ja tu dokonałem przez 15 lat?

Totalne nic...

Czyżby dlatego że to prowincja? Nie. Taka jest władza i takie jest społeczeństwo.
O integracji, o usilne integrowanie się, nie może być mowy.

Kiedyś jak burmistrzem był Jacek Graczyk, to na spotkaniu z mieszkańcami w Domu Kultury zabrałem głos. Powiedziałem to:
Panie burmistrzu, ostatecznie to my mieszkańcy ten budynek utrzymujemy, i nikt nam nie robi żadnej łaski, żeby chociaż raz na miesiąc spotkać się w DK przy kawce i herbatce, i dyskutować, utworzyć taki Klub Dyskusyjny, taki żywy społeczny organizm w Ustce.

Na to odpowiedział burmistrz Graczyk: "Panie Prusiński, wystarczy takie spotkanie raz na kwartał"...

No i temat zamknąłem i przekazałem wiatrowi...

25.11.2009 r.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.5 (głosów:2)