Kidnaping, ale nie z tej bajki

Obrazek użytkownika Zygmunt Jan Prusiński
Historia

Słupsk

Kidnaping, ale nie z tej bajki

Marcin Prusak 25 grudnia 2004

To jedna z największych, spośród najdrobniejszych tajemnic powojennej Ustki. Wygląda na to, że również historia największej kradzieży od czasu przemarszu przez Polskę Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej. Bo widział ktoś, żeby z fontanny w centrum spokojnego miasteczka ktoś ukradł... pomnik?

Były, ale się zmyły

Tego, kiedy figurki Jasia i Małgosi, bohaterów baśni braci Grimm, stanęły na czubku wodotrysku na skwerku u zbiegu ulic Marynarki Polskiej i Kosynierów, nie pamiętają nawet najstarsi ustczanie. Na archiwalnych zdjęciach kurortu widać jednak, że posągu nie było w mieście przed II wojną światową. Nikt nawet nie potrafi przypomnieć sobie dokładnie, kiedy figurki zniknęły. Kwestią sporną pozostaje również to, z jakiego materiału były wykonane baśniowe postacie. Jedni twierdzą, że Jaś był ceramiczny (Małgosia też), drudzy zaś, że kamienne.

Czy jest szansa na odnalezienie usteckiej zguby? Może tak, może nie. Tak czy siak tajemnica kidnapingu (choć całkiem z innej bajki) domaga się rozwikłania. Na szczęście wciąż są tacy, którzy ze sprawą biorą się za bary. - Dotychczas po mieście krążyły plotki, że rzeźbę przywłaszczył sobie wysoki stopniem oficer Ludowego Wojska Polskiego, który skończył służbę w Ustce i stąd wyjeżdżał - mówi Zygmunt Jan Prusiński, ustecki poeta. - Ostatnio usłyszałem, że nasza miejska własność znajduje się w Gdyni, na osiedlu Pustki Cisowskie, na którym mieszkają wojskowi. Jeśli tak, to władze Ustki powinny domagać się od prezydenta Gdyni zwrotu rzeźby, z którą wielu ustczan ma miłe wspomnienia.

Trop prowadzi do wojska

Przypuszczenia Prusińskiego mogą być trafne - uważa Janusz Czapliński, wojskowy i były radny Ustki. - Takie informacje do mnie też dotarły, ale póki nie wiemy więcej, trzeba je traktować w kategorii plotek. Pewne jest jednak to, że rzeźba zniknęła w czasie, gdy pod koniec lat 70. skwer uprzątali żołnierze.

Inny mieszkaniec kurortu (proszący o zachowanie anonimowości) również podaje taki sam powód zniknięcia usteckich figurek. - Z tego, co ja słyszałem, zabrał je wysokiej rangi oficer z usteckiego Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej i postawił ją u siebie na działce w Gdyni. Czy to możliwe? Według mnie tak, bo przecież kosze na śmieci i ławki z napisem "Urząd Miejski w Ustce", też na działkach znajdujemy.

Usteccy urzędnicy przyznają, że sygnał o losie Jasia i Małgosi ich zainteresował, ale podkreślają, że sprawa jest bardzo delikatna. - Aby rozpocząć konkretne działanie w tej sprawie muszę mieć dowody potwierdzające, że Jaś i Małgosia z Gdyni to własność Ustki - zaznacza burmistrz kurortu, Jacek Graczyk. - Musiałbym mieć zdjęcia lub rysunki ilustrujące dawny wygląd usteckiej rzeźby oraz, dla porównania, jej obecny wygląd na gdyńskim osiedlu.

Jak kamfora

Tych oczekiwań Prusiński nie może jednak spełnić. - Nie mam pieniędzy, żeby wyjechać do Gdyni i szukać rzeźby - skarży się. - Nie wiem nawet dokładnie, gdzie ona jest, bo wiem to tylko z opowiadań. Nie dysponuję też żadnymi zdjęciami pomnika, bo chyba nikt ich w Ustce już nie ma.
W poszukiwania figurek postanowiła zaangażować się nasza gazeta. Zdobyte przez nas wiadomości na temat Jasia i Małgosi przekazaliśmy gdyńskiej redakcji "Dziennika Bałtyckiego". Niestety mimo kilkudniowego "śledztwa", figurek nie udało się odnaleźć.

- Dosłownie poruszyliśmy niebo i ziemię - opowiada Alina Wątorska, reporterka "Dziennika" w Gdyni. - Sami obchodziliśmy teren, pytaliśmy radnych. Do poszukiwań włączyli się nawet harcerze. Wszystko na nic. Nikt nie widział i nie słyszał o Jasiu i Małgosi.

Mają pecha

Podjęta przez nas próba znalezienia usteckich figurek nie była pierwszą tego typu akcją. Pierwsza fala zainteresowania losem "porwanych" przypadła na 1998 r.. Wówczas dyskusje na ten temat prowadzono w słynnym programie "Jerzy Izdebski Talk Show" w Radiu City. Tajemnicę figurek próbował rozwiązać także poprzedni burmistrz kurortu Wojciech Lewandowski, który obiecał, że jeśli odnajdzie Jasia i Małgosię, odda skwer dzieciom ubogiego drwala i wyprawi im powitalny bal. Ówcześni radni miejscy chcieli ufundować nawet specjalną nagrodę dla tego, kto pomoże w ich odnalezieniu.

Te jednak pojawiają się i znikają nieoczekiwanie. Zupełnie tak, jakby o ich losie, tak samo jak w bajce braci Grimm, decydowała zła czarownica.

https://slupsk.naszemiasto.pl/kidnaping-ale-nie-z-tej-bajki/ar/c1-6062217

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)