Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa (21.05.2012)

Obrazek użytkownika Zygmunt Jan Prusiński
Kultura

Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

21.05.2012 11:10

 

@Mar Canela i Pan Zygmunt Jan Prusiński

Pani Małgosiu, te wiersze to są przesłane jakby dla mnie. Bardzo dziękuję i czytam. Spodziewałem się, że kiedyś przeczytam wyznanie poety, że poezja jest gównem. Oczywiście w słowach eleganckich i ugrzecznionych. Ale oczywiście to potępienie poezji u Nicanora Parry to tylko pozór, bo jak Pani zauważyła w swym komentarzu, Parra desakralizuje, żeby sakralizować i demitologizuje, żeby tworzyć nowe mity. W istocie rzeczy nie ma w tej poezji "nowego świata", nie ma nowej metafizyki, jest tylko narzekanie, poeta się poddaje: "niech ci będzie Poezjo, że jestem głupi" (stara dziwko). Ale tylko tyle. Do większych oskarżeń i demaskowania mechanizmów, z których wieje miazmatami się nie posuwa. Powiedział co wiedział, a nawet porządnie nakłamał. Bo "poezji" nie ma, są tylko interesy burżuazji (w czasach homeryckich też były interesy burżuazji attyckiej i jońskiej). W przypadku argentyńskiej, chilijskiej i południowo-amerykańskiej burżuazji współpracującej z jednej strony z żydostwem światowym a z drugiej strony z pohitlerowskimi faszystami, to życie literackie i poetyckie (i religijne, pielgrzymki, różańce i liturgiczne pienia) tego kontynentu ma być zasłoną dymną tej rzeźni, która się za kulisami, w slumsach i w osiedlach biedaków rozgrywa.


Ten poeta (Parra) narzeka, jakoby go nie doceniano, bo przecież się skarży, że "zgoda, niech będzie", że on "dla Poezji jest za głupi", ale ani słówkiem nie napomyka o rzeczywistych problemach "powstawania poezji" do której ma pretensje - jakby była żywą autonomiczną istotą. A tymczasem, tak nie jest, nie ma jakiejś "Poezji" drukowanej w pismach literackich (poza pojęciem literacko-filozoficznym i kulturowym: "Poezja"). Tak naprawdę są tylko poeci, ludzie nie piękni, mówiąc brutalnie - częstokroć pijacy, nieroby, lawiranci, skurwysyny. Taki nie nadaje się do żadnej roboty, nie zna realnego życia, boi się życia i normalnego trudu związanego ze zdobywaniem pieniędzy na utrzymanie, to buch do pisania wierszy i pisać brednie, że "człowiek brzmi dumnie", a mieszczańskie redakcje może to kupią i wydrukują te bzdety - jeśli poetycka dintojra dozwoli, jakiś związek pisarzy, jakiś dotowany przez rządowych kryminalistów poetycki kartel zawodowych piewców "człowieczeństwa".

Poetycka dintojra złożona z takich samych kanalii i nierobów, którzy popierając każdy kolejny reżym polityczny, chwalą jak to dobrze żyć w takim społeczeństwie odmóżdżonym i zdehumanizowanym pod skrzydłami jakiegoś Perona albo Allende, albo Pinocheta (wszystkich do jednego wora). Tego Parra (w tych kilku wierszach nie mówi, bo się boi, żeby go nie okrzyknięto zwyrodnialcem albo chamem, albo terrorystą. Tymczasem prawdziwy poeta i prawdziwy człowiek, który odrzuca wszelkie fałsze ma obowiązek widzieć, że człowiek jest bezwartościowym śmieciem (ale tego Parra nie powie, bo się boi, żeby nie być nazwany faszystą? Spoko, faszyści wysławiali człowieka - silnego - jak cholera)!


Pablo Neruda też kłamał (dla zarobienia paru groszy na chleb), że życie jest trudne ale piękne, że świat jest okropnie trudny i zawikłany, ale warty tego, żeby się męczyć z jego odplątaniem. Otóż tu chodzi o małe słówko "wart". Bo w istocie rzeczy świat, ani człowiek nie jest tego "wart". Człowiek to jest śmieć a poeci każą się nim zachwycać i my się zachwycamy jak chiński cesarz gównem w złotej szkatułce. Człowiek to jest gówno, poezja jest złotą szkatułką. Mówię, że Neruda też kłamał, dla chleba, a kupowali te jego kłamstwa siepacze i zbrodniarze, którzy nie chcą dopuścić do obniżenia wiary w sens życia u swoich robotniczych ofiar. Bo gdyby się robotnikowi południowo-amerykańskiemu odechciało żyć, płodzić dzieci i chodzić do roboty na oszukaną płace, to kapitaliści, żydzi, kamienicznicy, bankierzy, wojskowi i księża musieliby iść na dziady albo sami się chwycić do czarnej roboty. I tu jest pies pogrzebany, kto to jest poeta. Poeta to jest kłamca i błazen, to jest szkodnik, który szkodzi prostemu człowiekowi w ten sposób, że go podprowadza w sposób estetyczny i niezauważalny do rzeźni, gdzie czekają już na niego kapitalistyczni i bankierscy rzeźnicy.

Porównując poezję Parry z naszym Tadeuszem Różewiczem, który też często uderza w podobny ton, muszę wyznać, że Różewicz w przeciwieństwie do Parry się "stara" zobaczyć za kulisami niezauważalnej zbrodni jakiś jej wewnętrzny ład, jakąś jej wewnętrzną przyczynę, która jest o wiele głębsza od prostej konstatacji, że wszytko jest tak złachane i zaszczane w naszym człowieczeństwie, bo polityka, bo przeklęte problemy, bo przewrotna natura ludzka, bo siepacze, bo burżuazja, bo kamienicznicy, bo żydzi, bo faszyści, bo Amerykanie, bo kapitaliści bo księża, bo... Otóż prawda jest bardziej skomplikowana i Różewicz poszukuje jej, zdając sobie z tych trudności sprawę.


Na poparcie swojej tezy powiem, że nie należy zapominać, że kultura i życie kulturalne kontynentu południowo-amerykańskiego jest równie stare jak europejskie (500 lat), że żyje tam wiele milionów robotników, wiele milionów Niemców i żydów. Kongres syjonistyczny w Londynie w 1938 roku ogłosił, że diaspora żydowska wynosi 15 milionów w siedemnastu krajach świata; z tego większość w Ameryce Południowej. Żydzi jako międzynarodowi nauczyciele i wyraziciele biznesu, w życiu kulturalnym i politycznym Latynosów z Ameryki Południowej mają i mieli bardzo wiele do powiedzenia. Mówię o tym dlatego, żeby podkreślić, że życie literackie Latynosów w Buenos Aires czy w Limie stało na wysokim poziomie i jest regulowane tymi samymi merkantylno-komercyjnymi zasadami co w Europie, ZSRR czy w USA. Wszędzie tam poezja i literatura służy ku "pokrzepieniu serc" (czyli mamieniu zrozpaczonego biedaka, że dziś jest wszawo i beznadziejnie ale jutro będzie lepiej) - wszędzie literatura służy zaślepianiu biedaków, żeby nie popełnili samobójstwa, bo świat jest jednak piękny i warto żyć. Czyli poezja jako zorganizowana zgnilizna i kłamstwo, niesie nieuzasadnioną nadzieję, potęgując tylko cierpienia i mnożenie nieszczęść. Poeta służy tylko do tego, żeby kapitaliście łatwiej było oszukiwać klienta, robotnika, sługę itd. przy kasie. Jednym słowem, ciemiężyć człowieka słabego. Bowiem kapitalista jest tym, który jest silniejszy, mądrzejszy i bezwzględniejszy. Wszystkie te negatywne cechy trzeba posiadać żeby być szczęśliwym uczestnikiem i udziałowcem biznesu. A poeta który to widzi i milczy, jest współwinny zbrodni i kłamstwa, jest wspólnikiem kata.


PS. Gdyby mi ktoś zadał pytanie, czy istnieli poeci pozbawieni wady współpracy z mordercami i złodziejami, twórcami współczesnych (i przeszłych) systemów, odpowiem, że istnieli. Byli to w starym Izraelu prorocy i prorokinie, Izajasz, Jeremiasz, Sofoniasz, Ezechiel, Amos i inni.

PS. II Do Pana Zygmunta o tyle zatytułowałem tę filipikę, że jako poeta (tępiony przez poetycką dintojrę) nonkonformistyczny i antyrządowy jest (może być) tym również zainteresowany.


Zygmunt Jan Prusiński Mandoliny na rosie... część I

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3 (głosów:3)