Pandemia a przeklinanie

Obrazek użytkownika zbyszrom
Kraj

Oglądałem bezpośrednią transmisję z niedawnych "demonstracji" w Warszawie. To by było nawet śmieszne, gdyby nie było żałosne. Zmanipulowana młodzież, kierowana przez dorosłych, korzysta z "wolności" na zamkniętych dla ruchu ulicach, urządzając sobie wulgarną dyskotekę, na zmiany z ordynarnymi wyzwiskami.

Niekiedy organizatorzy próbowali wprowadzić jakiś element ideowy, ale poza tym, że było to w oczywisty sposób fałszywe, to nie robiło na uczestnikach większego wrażenia. Oni nawet nie byli specjalnie rozzłoszczeni, a tylko bawili się i cieszyli tym, że mogli głośno kląć, nikt im tego nie zakazywał, a nawet byli zachęcani. Nie byli już tak agresywni jak na początku, gdy próbowali atakować starszych ludzi modlących się w kościołach, bo wiedzieli, że to już nie przejdzie.

Na szczęście to ludzie bezmyślni i chyba niezbyt odważni, którzy chętnie rzucają stekiem ordynarnych wyzwisk, ale nie mają ochoty narażać się na konfrontację z policją, która i tak jest wyjątkowo cierpliwa.

Pamiętam dawniejsze demonstracje, czy to w stanie wojennym, gdy wraz z innymi młodymi ludźmi wołałem "chcemy wolności" i zostałem spałowany przez zomowca na hulajnodze, po tym, jak potknąłem się i przewróciłem, czy też, wiele lat później w czasie różnych marszów, gdy ludzie w skupieniu i powadze szli modląc się, lub wznosząc patriotyczne okrzyki. We wszystkich tych demonstracjach była ideowość, a często nie były one bezpieczne.

A teraz? Upajanie się możliwością przeklinania i używania wyzwisk, chyba nawet bez złości, a jedynie z nienawiścią. Nie mówiąc już nawet o tym, że rozsiewają wirusa, narażając seniorów, w tym swoich rodziców i dziadków, na poważną chorobę, a niekiedy na śmierć. Choć to tylko jakaś część młodzieży, to jednak, jak powiedział prof. Rzepliński (którego nie można przecież posądzić o sympatię do obecnego rządu), "gdy patrzę na to jako obywatel odczuwam niesmak, a jako katolik - smutek".

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:5)

Komentarze

To co się dzieje na naszych oczach to scenariusz opisany przez Jurija Bezmienowa w cyklu "Jak napaść na państwo".

Cały proces przejmowania państwa wg Bezmienowa składa się z kilku etapów, Tzw. transformacja ustrojowa, zainicjowana w 1989 r., to nic innego, jak powolny proces zwany „przewrotem ideologicznym”, wypróbowany na Zachodzie, składający się z 4 etapów: „demoralizacji”, „destabilizacji”, „kryzysu” i „normalizacji”.

I-szy etap zwany demoralizacją, którego czas trwania o długości jednego pokolenia mamy już za sobą(dowodem są te hordy młodej zdemoralizowanej dziczy na ulicach, sterowanej przez starsze komunistyczne pokolenie.

Teraz trwa etap destabilizacji, który ma doprowadzić do kryzysu, po którym nastąpi normalizacja, której pierwszymi ofiarami będą właśnie te hordy użyte jako mięso armatnie.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1650983

czasem jest dobrze spuścić trochę pary ale co innego, gdy tak lewica programuje dzieciaków a bezczynne państwo wygląda niczym atrapa pozwalająca na wszystko.

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1650997