Kremlowski szczur w bunkrze

Obrazek użytkownika Zawiedzony
Świat

 

 

 

 

 

Wielki Strateg Zwycięskiej Specjalnej Operacji Wojskowej, Władimir Władimirowicz Putin, ludobójca na skalę, o jakiej marzyli jego ulubieni historyczni idole, siedzi teraz w betonowym bunkrze jak szczur w norze i sprawdza, czy jego własna rodzina nie planuje mu wbić noża w plecy.

Bo wiecie, jak to jest z wielkimi wodzami, którzy „tylko bronią Rosji przed nazistami z Kijowa”. Kiedyś jeździł konno z gołym torsem, łapał tygrysy gołymi rękami i nurkował po amfory. 
Dziś? 
Najbliższa rodzina musi przechodzić podwójne kontrole, kucharze nie mogą jeździć metrem, ochroniarze dostają telefony bez internetu, a goście na Kremlu są traktowani jak potencjalni samobójcy z pasem szahida.  Paranoja level master. 

To nie jest zwykły strach. To poetycka, głęboka, rosyjska dusza w pełnej krasie. Człowiek, który wysłał dziesiątki tysięcy swoich „chłopców” na rzeź w imię „denazyfikacji”, teraz drży przed dronem, który mógłby przylecieć od „swoich”. Bo wie, jak smakuje zdrada. Prigożyn pokazał mu to w 2023 roku – marsz na Moskwę jak po maśle, a Wielki Wódz schował się wtedy… no właśnie, w bunkrze. 

Od tamtej pory paranoia rozkwitła jak czarnobylska sosna.„Sprawdzam nawet najbliższą rodzinę” – brzmi jak tytuł taniego thrillera psychologicznego, ale to rzeczywistość cara z bunkra. Wyobraźcie sobie tę scenę: Putin w piżamie z orderami, siedzi w podziemnym kompleksie pod Krasnodarem (tym, który kosztował więcej niż kilka szpitali w prowincji), je jedzenie sprawdzone przez trzech toksykologów, patrzy w monitor i każe robić test lojalności babci, żonie, kochance i dzieciom (tym, co oficjalnie nie istnieją, a nieoficjalnie noszą nazwisko Spiridonow). 
Bo przecież jak ufasz komukolwiek, to już jesteś martwy. A on chce żyć wiecznie. Dosłownie. 
Rozmawiał z Xi o nieśmiertelności, podobno kąpie się we krwi młodych jeleni syberyjskich i boi się kichnięcia jak średniowieczny król dżumy. 


Ironicznie, prawda? 
Facet, który nie mrugnął okiem przy Buczy, Mariupolu, Izumie i tysiącach ukraińskich dzieci wywiezionych na „reedukację”, teraz boi się własnego cienia. Ten sam, co groził światu bronią jądrową, drży przed zamachem stanu od swoich generałów. Ten sam, co opowiadał o „zbiorowym Zachodzie”, który chce go zabić, a tak naprawdę największe zagrożenie siedzi w sąsiednim gabinecie na Kremlu albo w willi nad Morzem Czarnym.

Jego fobie to cała encyklopedia:

Fobia dronów – po tym, jak Ukraińcy zaczęli trafiać w strategiczne cele, nagle wszystkie pałace trzeba wyposażyć w super bunkry i systemy antydronowe. Bo co, jeśli „lojalny” oligarcha albo generał wyśle małego, cichego ptaszka z ładunkiem?
Fobia telefonów i internetu – najbliższe otoczenie na telefonach bez netu. Żeby przypadkiem nie napisali do kogoś „już czas”. Klasyka dyktatorów, którzy boją się własnych sług.
Fobia podróży – unika samolotów, woli pancerny pociąg. Publiczne wystąpienia? Coraz częściej z taśmy. Żywy Putin to rzadki gość. Sobowtóry mają pełne ręce roboty.
Fobia bakterii i wirusów – kwarantanny dla gości, izolacja, strach przed każdym kaszlnięciem. Człowiek, który zniszczył tysiące istnień, panicznie boi się o swoje jedno, jedyne, bezcenne.
Fobia zdrady – oczywiście. 
Po Prigożynie, po zabójstwach generałów, po plotkach o wewnętrznych wojnach klanów. Wie, że imperia budowane na strachu i krwi kończą się zawsze tak samo: nożem w plecach od najbliższych.

To jest po prostu piękne. Władca, który marzył o odbudowie imperium, skończył jako klaustrofobiczny dziadek w betonowej trumnie za miliony dolarów, otoczony przez kamery, testy lojalności i ochroniarzy, którym nie wolno nawet pojechać autobusem. Cała Rosja może cierpieć, gospodarka może się walić, młodzi Rosjanie mogą uciekać lub ginąć na froncie – ale najważniejsze, żeby Car Bunkrowy mógł jeszcze trochę pożyć w swoim luksusowym grobowcu.

Jakież to wzruszające. Ludobójca, który płakał nad losem „rosyjskojęzycznych” w Donbasie, a teraz nie ufa nawet własnej krwi. Bohater „tradycyjnych wartości”, który boi się własnego lustra. Strateg, którego największym osiągnięciem militarnym jest budowa coraz głębszych nor pod ziemią.

Siedź tam sobie, Wołodia. W swoim bunkrze. Z rodziną na smyczy, z generałami na krótkiej smyczy, z narodem na jeszcze krótszej. I pamiętaj – im głębiej schodzisz pod ziemię, tym bliżej jesteś do miejsca, gdzie historia wysyła takich jak ty. Tylko że tam nie ma już antydronowych systemów ani testerów jedzenia.Tylko wieczna ciemność. I ironia losu, która śmieje się najgłośniej.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.6 (13 głosów)

Komentarze

Trochę to brzmi jak bajeczka na nasze życzenie. Gdyby tak było naprawdę, bardzo bym się ucieszyła.

Zdrowy na umyśle człowiek i tak nie zrozumie, dlaczego tak niebezpieczni ludzie dostają aż tak dużo władzy.

Vote up!
4
Vote down!
0

Gosia

#1674449

 Tzw.Ulijanov, Schickelgruber, Dżugashvili, Pol Pot, Kim czy inni.

 Istnieje dość prawdopodobna prawidłowość.

 Najpierw wyhodowanie na miejscu, za granicą( Berlin, Paryż ).

 Potem wysłanie na szczyty w roli symbolu nowego albo istniejącego systemu.

 Kariery takich są często nadzwyczaj błyskotliwe mimo tępoty, jedynie czasem podparte właściwym pochodzeniem etnicznym.

 Kiedy nowy umiłowany przywódca już jest na miejscu, obejmuje władzę w imieniu  tych którym zawdzięcza wszystko. I czasem zrywa się ze smyczy lub nie okazuje należytej wdzięczności.

 

Vote up!
0
Vote down!
0

Dr.brian

#1674492