Gowin, "cudowna" szczepionka i samorządowe protesty...

Obrazek użytkownika Yagon 12
Kraj

Od dawna twierdzę, że Gowin, uczyniony ponownie wicepremierem za majową zdradę i uratowanie PO-mafii, to "koń trojański" tej koalicji. Wczoraj ponownie to potwierdził. Nie wiadomo po co wybrał się do Brukseli, by tam jak samozwańczy minister spraw zagranicznych, ogłosić, że znalazł rozwiązanie problemu weta do unijnego budżetu. Zamiast wesprzeć premierów Polski i Węgier, na których i tak wywierany jest wielki nacisk by ustąpili, Gowin zaproponował "wiążące deklaracje interpretacyjne" do feralnego rozporządzenie w sprawie tzw. "praworządności". On nie jest taki głupi by nie rozumieć gry Niemiec i tego, że unijni lewacy podpiszą każdy papier byle nie było weta budżetu, a chwilę potem zapomną o tym,i będą atakować Polskę i Węgry oraz dążyć do obcinania im należnych funduszy pod pretekstem "łamania praworządności" przez rządy tych krajów. Gowin, który mocno pachnie masońskim rytem, świadomie popsuł pracę polskiej dyplomacji, chciał też doprowadzić do konfliktu z Węgrami. Dziś pan premier Orban tak skomentował tę gowinowską propozycję "Dla nas takie rozwiązanie - dodanie jakiegoś oświadczenia, niczym notatki na karteczce samoprzylepnej do kawałka papieru - nie działa". A pan premier Morawiecki musiał, ośmieszając się, prostować słowa swojego wicepremiera i potwierdzać, że polskie stanowisko się nie zmieniło. Zaś europoseł Saryusz-Wolski nazwał propozycję Gowina "pułapką negocjacyjną, bez żadnej mocy prawnej". Po co nam ten cały Gowin...?

Sprawa "cudownej" szczepionki Pfizera załatwiana jest przez rządzących z podobną finezją i taktem jak sprawa masek bez atestu, niewidzialnych respiratorów, czy ostatnio - pustych "narodowych izolatoriów" dla prawie zdrowych ludzi, wykonanych przez stachanowców "przed terminem" za grube miliony.  Wszystkie te działania pana premiera, szefa KPRM i ministrów zdrowia mocno nadwyrężyły wizerunek rządu. Zamiast nakręcania kolejnej medialnej hucpy z ekranowym organizowaniem punktów szczepień przez ministrów, podawaniem danych jak z wojennego frontu, należy raczej prowadzić spokojną pracę informacyjną. Czy po raz kolejny po to by szef rządu sfilmowany został przed "punktem szczepień" wydaje się niepotrzebnie następne miliony złotych? A deficyt budżetowy rośnie. Już tylko żartem i bardzo cicho przypomina się słowa pana premiera o budżecie na 2020 rok - jako pierwszym budżecie bez deficytu. Oczywiście przyszła epidemia i szereg absurdalnych, chaotycznych decyzji pochłaniających dziesiątki milionów złotych, jak np. promesy bezzwrotne dla samorządów przed prezydenckimi wyborami, zaczęło dołować budżet. O tym, że poza propagandowym ściemnianiem w telewizorze, nie prowadzi się żadnej akcji uświadamiającej w sprawie szczepień antywirusowych w społeczeństwie, przekonuje dzisiejszy sondaż wśród Polaków. Pytani czy skorzystają z dobrowolnego zaszczepienia się darmową szczepionką Polacy wykazali się sceptycyzmem. 44% odpowiedziało, że nie weźmie udziału w "narodowym szczepieniu" (z czego aż 25%, że zdecydowanie "nie"),a tylko 33 % zadeklarowało chęć zaszczepienia się (z tego tylko 13% powiedziało - "zdecydowanie "tak"). Dodając, że 24% odpowiedziało "trudno powiedzieć" mamy efekt działań rządu a przede wszystkim ministra zdrowia. Prawie 70% Polaków nie wierzy w "cudowne" efekty szczepienia przeciw wirusowi. Dlaczego? To proste - nie wolno zwykłych ludzi traktować jak idiotów i podawać danych i informacji jakie są wygodne dla rządzących, a jeśli coś psuje oficjalną narrację to się po prostu takie dane kasuje jak np. obowiązek podawania przez powiatowe sanepidy informacji dziennych i zbiorczych o liczbie zachorowań i zgonów. Dziś dane ze strony MZ są nieczytelne pewnie także dla osób je przygotowujących. Obciążanie laboratoriów badających testy sprawozdawczością nie odejmuje im pracy. Ja wiem, że w mętnej wodzie mniej widać, ale przypominam, że mamy rząd Dobrej Zmiany - czy to już tylko slogan ze starego plakatu...?

I na koniec - Warszawa powoli zmienia się w śmietnisko, Wisła w ściek, transport miejski w jeżdżące karawany - ale w żaden sposób nie zmienia to dobrego humoru "Czajkowskiego". "Walczący" dzielnie z rządem ten samorządowiec, podobnie jak jego tęczowi koledzy płci wielu z dużych miast, kazał we wtorek wygaszać oświetlenie w mieście. Był to "protest" przeciw wetu w sprawie budżetu unijnego. Dziś zdziecinniały ten PO-szust zaproponował kolejną, jeszcze bardziej "ostrą" formę "protestu". Otóż samorządy mają - uwaga - od 9 do 11 grudnia oflagować miasta barwami narodowymi, unijnymi i lokalnymi by " zademonstrować swe przywiązanie do UE i niezgodę na samobójcze weto". Podpowiadam za darmo "Czajkowskiemu", Dulkiewicz, Jaśkowiakowi, Sutrykowi, Zdanowskiej, Majchrowskiemu i wielu innym, w tym moim rodzimym "europejczykom" - następnym działaniem może być np. zakaz przechodzenia przez ulice w miastach w środy między 13-tą a 15-tą, a potem by jeszcze zaostrzyć "protest" można np.ogłosić masowe "spacery" samorządowców wraz z urzędnikami w Wigilijny wieczór, ze słowami "Ody do radości" na ustach (śpiewanej rzecz jasna po niemiecku) zapijanych i zagryzanych tradycyjnymi potrawami "europejskimi" - wigilijnym pasztetem i coca colą. 
Tak głupiej opozycji jeszcze w Polsce nie było...


 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:6)