Zmień nienawiść na rachunki

Obrazek użytkownika Waldemar Korczynski
Kraj

Motto 1.

 

Wrogom to nie zaszkodzi, nam też nie pomoże.

Przed wszelką nienawiścią uchowaj nas, Boże.

 

(moje, na użytek tego tekstu)

 

Motto 2

 

Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni.

 

(Goethe, Faust, nie znam autora tłumaczenia)

 

Skąd ten tekst? Chodzi o skojarzenia.

(1) Jakąś godzinę temu przeczytałem w „Dzienniku, Gazecie Prawnej” wywiad z Małgorzatą Wasserman, córką Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem w 2010 roku. To bardzo dobry, choć długi (trzy strony) wywiad. Wassermann wypowiada się tu na wiele tematów (m.in. Smoleńsk, konflikt z Ziobrą, stosunki z posłami/posłankami innych ugrupowań, a jak uważnie przeczytać to i paru innych wątków by się doszukał), ale nade wszystkim unosi się tęchlizna nienawiści, przed konsekwencjami, której Wassermann bardzo jasno przestrzega ("Uważam, że dzisiaj powinniśmy wszyscy zastanowić się, jakie poglądy wyznajemy, dokąd zmierzamy i zrobić krok wstecz. Przecież my się wszyscy pozabijamy - mówi Małgorzata Wassermann "). Naprawdę warto przeczytać.

 

(2) Wywiad z Małgorzatą Wassermann skojarzył mi się, Bóg jeden wie dlaczego (ale ja już tak mam, rzec można, że jestem specjalistą od dziwnych skojarzeń), z przewijającym się w literaturze, sztuce i generalnie szeroko pojmowanej kulturze wątkiem fatalizmu, ślepego(?) losu, który stawia ludzi obok lub naprzeciw siebie, w pozycji brata lub zaciekłego wroga. I mimo dokładanych starań nie potrafimy odgadnąć dlaczego akurat tak. Sztuka eksponuje to zwykle na przykładzie dobrze zdefiniowanych konfliktów, np. wojny. Filmy (Renoira „Towarzysze broni” i Bodnarczuka „Stalingrad” to pewnie najbardziej „emocjonalnie neutralne” przykłady, ale znaleźć można i „zaangażowane”, np. „Pianistę” Spielberga) działają obrazem i muzyką, więc jakby nie kombinował językiem jakichś emocji. Mnie jednak - może dlatego, że czytałem to mając „naście lat” w czasach rozkwitu PRL-u, gdzie każde tłumaczenie obcej literatury podejrzewane było (na ogół słusznie) o jakiś ideologiczny przekręt - z wywiadem Małgorzaty Wassermann najbardziej skojarzyła mi się powieść Remarqua „Czas życia i czas śmierci”, gdzie podczas II WŚ Niemiec i Rosjanin (pojmany partyzant i ratujący jego i jego kumpli niemiecki żołnierz) najpierw długo dyskutują nad swoim podobnym losem i wydaje się, że zostają przyjaciółmi (cokolwiek by to w tym kontekście miało znaczyć), a potem uwolniony Rosjanin zabija swego oswobodziciela. Nasze tłumaczenie rozmyło problem. Nie będę tu pisał jak, jeśli ktoś chce może wyguglować lub samodzielnie poszukać różnic, ale do mnie dotarło wtedy, jakieś takie smutne przekonanie, że nie wszystko możemy kontrolować, a kłopoty są „obiektywne”. I tak chyba dziś w Polsce mamy. Podzieliśmy się na dwa wrogie plemiona i Wassermann może mieć racje mówiąc, że wkrótce się pozabijamy. Nie wiem jak ten podział powstał (bohaterowie w/w filmów i powieści też nie wiedzieli), ale jestem pewien, że język, którym Wysokie Naparzające się Strony do siebie mówią ma tu znaczenie.

 

O co chodzi? No i pomyślałem sobie, że można przecież spróbować te nagromadzone przez lata pokłady nienawiści sprowokować do jakiejś apoptozy, tj samozniszczenia. Można do tego wykorzystać tak dziś popularne media społecznościowe, a jakby kto „chody” odpowiednie i chęci posiadał, to i te publiczne np. telewizornie. Pomysł opiera się o znaną amerykańskim kowbojom (toż to najbardziej chyba pozytywni bohaterowie naszej młodości!) metodę walki z pożarami prerii. Gdy sucha roślinność prerii płonęła prosta ucieczka była, szczególnie z powierzonymi ich (kowbojów) opiece stadami bydła bezsensowna; ogień i tak by ich dogonił. Kowboje czekali zatem chwili, gdy pożar zbliżył się na tyle by zacząć wysysać powietrze z miejsca, gdzie stali powodując wiatr w kierunku pożaru właśnie. Potem podpalali prerię, a „Ich” pożar ścierał się z „oryginałem” i oba się wzajemnie niszczyły poprzez wypalanie swego „pożywienia”. Dowcip polegał na tym, by do takiej chwili doczekać i jej nie przegapić. Ja mam, otóż wrażenie, że my w takim właśnie momencie pożaru naszej emocjonalnej prerii jesteśmy. No to zróbmy „kontrpożar”. Można to pewnie uczynić na wiele sposobów. Ja proponują rzecz następującą:

Wykorzystajmy wzajemne oskarżenia o stosowanie „języka nienawiści”.

(a) Wybierzmy najbardziej typowe, szkodliwe, popularne czy jakieś inne „najbardziej” teksty naszych przeciwników i zaznaczmy w nich wszystkie wystąpienia wyrazów/okresleń/wypowiedzi powszechnie uznanych za obraźliwe. Napisałem „powszechnie”, ale będzie to oczywiście subiektywne. Zaleta takiego podejścia jest jednak jakie takie określenie różnic w pojmowaniu tegoco jest obraźliwe, Może pobudzi to kogo do jakiejś refleksji?

(2) policzmy ilość wystąpień każdego epitetu/obraźliwego_stwierdzenia

No i rzecz najtrudniejsza;

(3) spróbujmy odpowiedzieć na pytanie na ile użycie tych obelg było sensowne, tzn. czy pozbawiony ich tekst rzeczywiście utraciłby cokolwiek z swojego (nawet emocjonalnego) przekazu. Tu można sobie poużywać np. wyśmiewając nieadekwatność użycia czy psucie stylu. I też policzmy ile tego jest.

(4) na koniec, tak „dla jaj” zapiszmy tekst bez wulgaryzmów i obelg i policzmy jaki to jest procent oryginału. To się da zrobić, bo większość edytorów ma rozmaite liczniki m.in. słów i zdań.

Można oczywiście moją propozycję na wiele sposobów uatrakcyjniać; robić konkursy, ilustrować tabelami czy wykresami, odnosić do rozmaitych uczonych socjologicznych czy psychologicznych teorii i czynić mnóstwo innych upiększeń, Ważne by jasno pokazywać liczbę i rolę obelg.

 

Czy warto? Zanim powiedzą Państwo, że jest to dolewanie oliwy do ognia spójrzcie, proszę, na to jakie to siły/poglądy/przekonania/emocje generują postęp:

 

(P) Po stronie „pozytywów” mielibyśmy m.in. Sokratesa z jego „Weź ile Ci potrzeba, zostaw ile możesz” co Marks przerobił na „Każdemu wg jego potrzeb, od każdego wg jego możliwości”. Jak skończył Sokrates wiemy chyba wszyscy. Walory komunizmu młodym wprawdzie znane nie są, ale w strukturze naszego społeczeństwa mamy sporo takich co wiedzą jak było. Ci młodsi mogą ich zapytać.

 

(N) Po stronie negatywów mamy, np. chciwość, zawiść, czy tzw. konkurencję i pragnienie „zwycięstwa”. I to są właśnie fundamenty kapitalizmu, do którego przez 45 lat braterskiego współżycia z ZSRS wzdychaliśmy i który jako ustrój społeczny chyba jednak z komunizmem wygrał.

 

Rachunki wydają się być proste.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (3 głosy)