Waszyscy jesteśmy wspólwinni

Obrazek użytkownika Waldemar Korczynski
Kraj

Narzekamy – chyba wszyscy – na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Czy jednak nie jest czasem tak, że sami do tego syfu się dokładamy? To prowadząca do dysfunkcyjności prawa tolerancja społeczna dla zachowań, przynajmniej z pozoru, zgodnych z prawem, jednak całkowicie przeczących jego duchowi ustawiającemu każdy rodzaj władzy w roli sługi społeczeństwa. Społeczeństwa obywatelskiego, oczywiście.


 

Z życia wzięte. Nie pretendując do wyczerpania nawet ułamka promila przykładów patologii pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewne typowe z nich, które powszechnie akceptujemy. Z opiniami na temat tzw. etyki funkcjonariuszy państwowych stykałem się często. Niżej kilka przykładów. Pochodzą one z lat 90-tych ub. wieku (jeden nawet z 80-tych) i początku tego stulecia, ale wydaje mi się, że ich „przesłanie jest jeszcze dziś aktualne. Zacznijmy od wymiaru sprawiedliwości.

  1. W latach osiemdziesiątych pijany sędzia wjechał samochodem w płot. Szkody były niewielkie, sędzia za wszystko zapłacił i poniósł karę za jazdę po spożyciu. Nałgał jednak że nawalił się jakimiś produktami zawierającymi alkohol (chyba cukierkami), a nie zwykłą gorzałą. Okazało się, że jechał akurat z wesela gdzie przy świadkach chlał gorzałę właśnie. I nikt go za to łgarstwo nie ukarał, bo, jeśli ja dobrze zrozumiałem, jako oskarżony miał prawo tak się właśnie bronić. Nikt nie podnosił że sędzia – jako funkcjonariusz Państwa – nie powinien kłamać nawet w obronie własnej bo naraża na szwank jego (Państwa) autorytet.

  2. Przedsiębiorca, któremu komornik znacznie zaniżył wartość zajętego majątku, a sąd wyrok "przyklepał” napisał do Ministra Sprawiedliwości na sędzię skargę zawierającą określenie „cechy korupcji” (lub podobne, dokładnie nie pamiętam). Przedsiębiorca oskarżony został przez prokuraturę (sic!) o przestępstwo z art. 212 tj. o pomówienie. Sąd pierwszej instancji skazał go na karę grzywny, a drugiej uniewinnił. Na procesie tym, byłem tzw. mężem zaufania (bo rozprawy były niejawne!) i w przerwie jednej z rozpraw poradziłem oskarżonemu by spytał o dowody popełnienia przestępstwa, co tenże uczynił. Po krótkiej konsternacji prokurator oświadczył, że „dowody są w aktach sprawy”, ale ani on ani sędzia konkretów nie podali żadnych. Nie podano w szczególności, kto mianowicie pomówił, czyli upublicznił podnoszone przez oskarżonego zarzuty. Oskarżony pisał o tym tylko do Ministra i nie upoważniał go (Ministra) do ich upubliczniania. Jeśli więc szukać winnego pomówienia to raczej w Ministerstwie, a nie w osobie oskarżonego. Podobnie komiczną sytuację znam ze sprawy adwokata pozywającego swą klientkę o to, iż ta poskarżyła się na niego w Naczelnej Radzie Adwokackiej. Idąc tropem rozumowania naszej prokuratury i tego adwokata należałoby karać np. ludzi składających odwołania od wyroku sądu, bo pomawiają oni ten sąd o niesprawiedliwe orzeczenie. W obu tych sprawach główny problem upatruję nie w zachowaniu oskarżycieli czy sądów (które nie powinny tych „aktów oskarżenia” przyjmować), ale w postawie oskarżonych. Oboje uznawali za normalne, że muszą się bronić i nie dostrzegali chamskiej postawy Państwa, które posadziło ich na ławie oskarżonych i ani myślało ich za to przeprosić czy zadośćuczynić im za to finansowo.

  3. Kilka dni temu przeczytałem w gazecie o sędzi, który po pijaku spowodował wypadek, a winę usiłował zwalić na kogoś innego twierdząc, że to nie on prowadził. Miał pecha, bo byli akurat świadkowie, którzy widzieli go gramolącego się z miejsca kierowcy. Wszyscy moi znajomi byli oburzeni, że się uchlał (nie wiem czemu sędziemu nie wolno, ale ludzie tak uważają), a nikt nie dostrzegał ześwinienia autorytetu Państwa poprzez kłamstwo jego funkcjonariusza.

  4. Jeden z członków zespołu ds. prac nad nową Konstytucją (nie ujawniam nazwiska, bo nie wiem czy sobie tego życzy) ma bogate doświadczenia w kontaktach z sądami i sporą znajomość spraw sądowych innych ludzi. Ale nawet on wydawał się zaskoczony, gdy Sąd Najwyższy „zmienił” mu nazwisko i płeć, a potem napisał, że była to „oczywista pomyłka”. Nie pamiętam już czy został przeproszony, ale do dziś nie kumam dlaczego ta pomyłka była „oczywista”. Normalnie za „oczywiste” uważa się stwierdzenia, których dowód ma zerową długość (czyli nie wymagające dowodu), a tego rodzaju pomyłka uzasadnienia („dowodu”) jaknajbardziej wymaga. Chyba, że takie pomyłki są w SN normą. Wtedy jednak za oczywiste należałoby uznać np., skazanie jakiegoś Bogu ducha winnego Nowaka zamiast Kowalskiego, który zakosił milion złociszów. Być może oczywistością tej pomyłki zainspirował się komornik, który (gdzieś pod Łodzią chyba) zajął człowiekowi traktor za długi sąsiada. Mnie też Sąd Rejonowy zmienił nazwisko (starał się chyba mniej niż SN, bo płeć pozostawił) i coś tam jeszcze nabredził, a na moje przypomnienie jak się nazywam, napisał, że wprawdzie w piśmie do mnie zaszła pomyłka, ale w aktach sprawy wszystko jest OK. Ja myślałem, że dostałem kopię pisma z akt sprawy właśnie (tak chyba stanowi prawo), a tu okazuje się, że ktoś specjalnie dla mnie wygenerował pismo z bykiem. Jeśli sąd nie ma żadnego ekstra specjalisty do pisania takich pism z bykami, to ich produkowanie może być jednym z powodów tak długiego procedowania (fajne słowo, prawda?) spraw, za które od lat gani nas jakiś europejski trybunał (chyba nawet Polska płaciła za to jakieś kary). Za „byka” w oficjalnym sądowym piśmie nikt mnie nie przeprosił, ale za to rzeczony SR nie brał przykładu z SN, bo nie napisał, ze „byk” był oczywisty. Oczywistym jednak dla prawie wszystkich znajomych było, że nie mam racji i robię „z igły widły”. I ta właśnie społeczna akceptacja lekceważenia obywatela przez Państwo najbardziej mnie niepokoi.

  5. Nie wiem jak wygląda to dziś, ale jeszcze kilka lat temu w przypadku kwestionowania przez stronę postępowania protokołu sprawy niektóre sądy przywoływały „zaznania protokolanta”. Protokolant taki uczestniczy w wokandzie zawierającej kilka spraw, siedzi w tym samym miejscu prze wiele niekiedy godzin (słusznie się przy tym wk….jąc, że za marne pieniądze), ma często – jak większość z nas - rodzinę, a na głowie również np., zakupy czy odebranie dziecka z przedszkola. I okazuje się, że ma przy tym genialną pamięć, bo dokładnie pamięta, co na jakiejś sprawie sprzed pół roku strona powiedziała. Można zapytać np. studenta czy następnego dnia potrafi dosłownie powtórzyć wykład, którym – przynajmniej teoretycznie – jest przecież bardziej zainteresowany niż protokolant sprawą. Nie trzeba być psychologiem, by dostrzec, że albo jest to bzdura, albo w sądach za grosze zatrudniamy geniuszy. Jeśli to drugie, to może pomyśleć jak ich lepiej wykorzystać. Jeśli jednak to pierwsze, to może warto zapytać, czy takie „przesłuchanie protokolanta” nie powinno być zakwalifikowane jako, będące przestępstwem, nakłanianie do potwierdzania nieprawdy. Nie chodzi tu tylko o treść zeznań, ale o stwierdzenie protokolanta, że on cytowaną wypowiedź pamięta. Gdyby tak było, to możnaby zapytać kto to przestępstwo (nakłaniania do potwierdzenia nieprawdy) popełnił. Jak ktoś jest bardzo upierdliwy, to może też np. zażądać przebadania takiego protokolanta-geniusza i zażądać jego ukarania za fałszywe zeznania, bo protokolanta żaden immunitet nie chroni. I znów problemem nie jest zachowanie sądów, ale jego akceptacja przez społeczeństwo i środowisko prawnicze Ta ostatnia ma szczególne znaczenie, bo grzebie wszelkie nadzieje na samooczyszczenie się tej „elity” społeczeństwa.

Można zapytać czy są to przykłady chamstwa. W mojej opinii tak, bo w każdym z tych przypadków Państwo traktuje obywatela jak idiotę (przykłady 1, 3, 4 i 5) utrudnia mu życie (przykład 2 i 4). I jako Państwo robi to bezinteresownie. Nie można tego nazwać korupcją, bo opisani funkcjonariusze państwowi nie odnieśli w tych przypadkach żadnych osobistych korzyści. Ta bezinteresowność funkcjonariuszy państwowych najlepiej jest chyba widoczna w przypadkach 4 i 5 (zakładam, że w tym ostatnim sąd nie fałszował protokołu celowo) ale traktowanie obywatela jako bałwana jest również jego lekceważeniem.

Uprzejmość” sądowa jest, oczywiście, szczególnie ważna, bo to ona właśnie jest warunkiem „właściwego” stosunku Państwa do obywatela. Urzędnik mający świadomość, że sąd po prostu szanuje obywatela kilka razy pomyśli zanim tegoż obywatela zlekceważy. Pomyśli, bo będzie się bał, że szanujący obywatela sąd nie zrozumie jego stosunku do tegoż obywatela i ukarze go niewłaściwe tego obywatela potraktowanie. Podkreślam, nie za bezpośrednie łamanie prawa, ale za niewłaściwy sposób rozstrzygania wątpliwości prawnych. Wątpliwości, które były i zawsze w prawie będą, bo tworzenie prawa nie jest łatwe i rozmaite „dziury” zawsze się w nim znajdą. Szanujący obywatela sąd ukarze też urząd zasadzający się na obywatela takim formułowaniem prawa, które wymaga od obywatela ponoszenia zbędnych kosztów lub czynności czy też stawiania obywatela w ewidentnie nierównej sytuacji prawnej. Tu też „życiowy” przykład.

Będąca częścią Urzędu Miejskiego Straż Miejska odholowuje na parking samochód oznakowany wydawaną przez inny wydział tegoż urzędu naklejką zawierające wszystkie dane (m.in. nr karty uprawniającej do parkowania w miejscach dla niepełnosprawnych) niepełnosprawnego, który zaparkował samochód na „kopercie” dla niepełnosprawnych, ale nie zostawił w widocznym miejscu niebieskiej karty uprawniającej do postoju na „kopercie”. Rzecz miała miejsce w godzinach pracy urzędu wydającego rzeczoną naklejkę, ok. 300 metrów od jego siedziby. Zarządzający odholowanie funkcjonariusz mógł do owego urzędu zatelefonować i sprawdzić, że człowiek po prostu zapomniał kartę w widocznym miejscu położyć. Zamiast tego stwierdził, iż przepis stanowi, że do parkowania w tym miejscu upoważnia wyłącznie zawierająca dokładnie te same co naklejka informacje, niebieska „karta”.

Ta sama straż miejska odholowała temu samemu człowiekowi, który tym razem bez żadnej naklejki postawił samochód w miejscu dla niepełnosprawnych oznakowanym wyłącznie znakami pionowymi, bez poziomej, namalowanej na miejscu parkowania koperty. Dowcip polega na tym, że znak informujący o tym, iż jest to to miejsce dla niepełnosprawnych ustawiono prostopadle do jezdni, obok drzewka, które go pewnie wkrótce przysłoni. Skręcający do parkowania w lewo kierowca musi się po wyjściu z samochodu specjalnie cofnąć, aby znak obejrzeć. W tym przypadku, mimo braku „koperty”, samochód odholowano, bo kierowca powinien był upewnić się gdzie samochód postawił. Co ciekawe, ok. 200 metrów dalej miejsca dla niepełnosprawnych oznakowane są i znakami pionowymi równoległymi do jezdni i „kopertą”, więc kierowcy się nie mylą. Typowa pułapka, którą urząd zastawił na obywatela (może na koszty utrzymania Straży Miejskiej?). Asymetria wymagań w stosunku do Państwa i obywatela jest tu ewidentna; Państwo może, ale nie musi informować obywatela w sposób nie budzący wątpliwości, ale obywatel już musi. Koszt odholowania to 380 PLN, a obywatel, o którym mowa jest emerytem. Wychodzi więc na to, że ?? (Czytelnika proszę o wstawienie tu stosownego słowa, bo moja znajomość słów obelżywych jest niedostateczna, by adekwatnie zachowane Straży opisać) Straży Miejskiej kosztowała go 760 PLN. Aby było wesoło funkcjonariusz poinformowali emeryta, że mandat mu się „nie należy”, bo miał prawo do parkowania w tych miejscach. Fajne, prawda? Oba „patenty” na odholowanie są bardzo skuteczne, choć niekoniecznie etyczne.

Przykładów chamstwa urzędniczego każdy z nas podać potrafiłby mnóstwo, gdyby tylko nie przyzwyczajano nas (głównie w PRL-u, ale nie tylko) do akceptowania tego, że urząd może, a obywatel musi. Uzupełnienie tej listy pozostawię więc Czytelnikowi.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)

Komentarze

ale zarzut "współwiny" obywateli już nie.

Bo co niby obywatele mogą skutecznie zrobić, aby - używając Pańskiego sformułowania - "nie przykładać się do tego syfu"?  Protestowanie, oburzanie się, zwracanie uwagi, skargi, nic nie dają. No nie, czasami przynoszą efekt. W postaci ukarania skarżącego się.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie należy protestować, bo należy.

Tylko brak efektu w takich okolicznościach nie może rodzić wniosku o "współwinie".

Urzędowe chamstwo, bezkarność, brak poczucia odpowiedzialności funkcjonariuszy i ich wzajemne wspieranie się, są tak rozplenione, że trudno jest z tym walczyć.

Tym bardziej, że zjawiska te dotyczą też władz na najwyższych szczeblach.

 

Vote up!
3
Vote down!
-1
#1632122

nic lepszego na myśl mi nie przyszło. A idzie mi nie o protesty, ale o powszechne odczucie, że takie jak opisane w tych przykładach zachowania władz (nie tylko sędziów) są nieszkodliwe i tym, którzy myslą inaczej przypina się rozmaite łatki, Najłagodniejsze to pewnie "czepiacz", "pieniacz" czy  "rozrabiaka". I to własnie tej powszechności zaklepywania takich zachowań w imię "spraw ważnych" jestesmy wszyscy winni. Ja rozumiem, że "nie czas żałowac róż, kiedy płoną lasy", ale te lasy nie zawsze, ani nie permanentnie płoną. A to lekceważenie "drobiazgów" jest właśnie permanentne. Nie bardzo wiem jak w takiej sytuacji mówić o tzw. kulturze prawnej, która polega m.in. (a może głównie?) na przestrzeganiu zasad, które są bardzo trudne lub nawet niemożliwe do kodyfikacji.

Vote up!
2
Vote down!
-1

Waldemar Korczynski

#1632128

Sprawy o ktorych Pan pisze moim zdaniem nie sa tymi, ktore trzeba zarzucac kascie sedziowskiej.

One przyslaniaja ogrom niesprawiedliwosci sadowniczej w Polsce. Wyroki takich sedziow jak Tulei

sa jaskrawym lamaniem polskiego prawa. Kasta sedziowska czuje sie bezkarna przy ferowaniu

wyrokow klocacych sie nawet ze zwyklym zdrowym rozsadkiem. No bo jak mozna uniewinniac na przyklad lapowkarke  chyba Sawicka jak sobie dobrze przypominam na podstawie bzdurnego

argumentu iz byla prowokowana do przyjecia lapowki? Prowokacje w wykrywaniu lapowkarstwa

czy tez innych przestepstw sa jedynym sposobem na udowodnienie przestepstw ktore odbywaja

sie w ciszy gabinetow bez swiadkow. Taka postawa sedziego jest nie tylko bezczelna ale i smieszna.

To odbiera powage instytucji sedziego, osmieszajac go, a gdy srodowisko na te sytuacje nie

reaguje, psuje opinie calemu srodowisku. 

Druga sprawa to tzw seryjne "samobojstwa", morderstwo rodziny Jaroszewiczow i wiele innych

zaniechanych spraw, ktore kasta sedziowska uznala jako umorzone, podczas gdy opinia

publiczna miala informacje iz to bylo  zwykle ukrecanie glowy sprawom z roznych powodow

czy to politycznych, czy to finansowych. Te sprawy trzeba przywolywac, a nie jazde po pijaku

sedziego, bo pijanstwo jest w Polsce dosyc powszechne i trudno akurat by sedziowie byli

abstynentami. Wjechanie w plot gdy poza plotem nikt nie poniosl wiekszych strat nie traktowalbym

jako dyskwalifikacje sedziego, lapowkarstwo i haniebne wyroki tak.

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
-1

JanStefanski

#1632142

Chyba mnie Pan nie zrozumiał. Sprawy, o których Pan pisze, to "kryminały" kwalifikujące się do postępowań dyscyplinarnych. I my, szarzy obywatele nic tu nie zdziałamy. Nie jesteśmy też temu winni. Ja CELOWO pisałem o zupełnie innym aspekcie tego, co mamy w sądach; o sprawach, których żaden rzecznik dyscyplinarny nie podejmie. A są one dla przecietnych ludzi niekiedy bardzo dokuczliwe (Ostatnio "nadziałem się" na dwie takie sprawy; może kiedyś o nich napiszę.). I własnie dlatego, że większość ludzi podchodzi do tego tak jak Pan

" ... Te [tj. skandaliczne wyroki] sprawy trzeba przywolywac, a nie jazdępo pijaku sedziego, bo pijanstwo jest w Polsce dosyc powszechne i trudno akurat by sedziowie byli abstynentami. Wjechanie w plot gdy poza plotem nikt nie poniosl wiekszych strat nie traktowalbym jako dyskwalifikacje sedziego, lapowkarstwo i haniebne wyroki tak."

W tym przypadku nie chodziło o jazdę po pijaku, ale o potwierdzenie nieprawdy przed sądem, bo ten sędzia nie przyznał się, iż chlał gorzałę, a powiedział, że zeżarł za dużo cukierków z likierem.

Kłopot w tym, że uczciwośc/sprawiedliwośc/etc.. sądów w bardzo dużej mierze opiera sie na zaufaniu do sędziów, tj. ludzi, którzy z nadania Prezydenta moga każdego z nas np. ukarac grzywną lub wsadzic do pierdla. I tu chodzi nie o jazdę po pijaku, ale o zaufanie. Gdyby moje zaufanie (a powinienem je mieć) do sądu oparte było jeszcze o jakis inny filar (ławę przysięgłych, program komputerowy czy cokolwiek innego), to problem nie byłby tak wielki. A jak Państwo każe mi wierzyc człowiekowi, który miał byc nieskazitelny, a on zwyczajnie nałgał przed innym sędzią (Ciekawe, że tamten mu uwierzył. Czy sądzi Pan, że i Panu by sie udało?) i nic się nie dzieje, to ja mam pretensje do Państwa Polskiego, że nic z tym nie robi. I przestaję temu Państwu ufać. Bez względu na to, kto aktualnie nim rządzi.

Vote up!
2
Vote down!
-1

Waldemar Korczynski

#1632146

Kiedys bylo takie powiedzenie: "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie", i ono

niestety funkcjonuje w Polsce przez caly czas. Gdyby tylko w sadach to funkcjonowalo

to byloby dobrze. Ono obowiacuje w calym zyciu politycznym Polski.

Wezmy prosta sprawe: cala Polska wie o tym ze Walesa byl Bolkiem, donosil na

kolegow, natomiast on klamie ze nie byl i wszystko jest w porzadku.

Popatrzmy dalej, Kwasniewski klamal ze jest magistrem po studiach w Polsce

i wszystko jest dobrze.

Tusk klamal ze z afera Amber Gold nie mial nic wspolnego, tez wszystko dobrze.

I takich przykladow moglbym tutaj naliczyc. Dlaczego przywodcy partii rowniez

tych ktore jako opozycja powinni tropic wszelkie uchybienia wladzy tego nie robia?

To wszystko jest jakas wielka groteska. Od sedziow sie wymaga, natomiast 

od politykow juz nie. Ja bym zaczal od politykow, a dopiero gdy tam bedzie

przykladne karanie, wtedy bym to samo wymagal od sedziow.

Jak to mowia:"ryba sie psuje od glowy". Ukrecanie aferom spraw przez elity

polityczne stalo sie normalka. Nikogo nie mozna nawet oskarzac, sa nietykalni.

Nikt nie odpowiedzial za dzika transformacje i jej afery. To wszxystko sie dzieje

przez ostatnie 30 lat w niby wolnym kraju. Gdzie jest opublikowany aneks do

raportu WSI? Skala grzechow ktore zalewaja scene polityczna nie ma konca.

Ostatnim ktoremu partia pomogla jest Obajtek, hochsztapler w kolekcjonowaniu

nieruchomosci. Nawet nie chce sie tego wszystkiego wyliczac.

To wszystko co tutaj piszemy to tylko pisanie na Bedryczow. Oni sie z tego 

smieja i caly czas robia to samo.

Pozdrawiam

Vote up!
4
Vote down!
0

JanStefanski

#1632156

(1) do polityków bez sądu nie da się "dobrać", bo niby kto ma ich karać? Pan? Ja? Blogerzy z NP? A może samosądy? To oni by je wygrali, bo mają znacznie większe mozliwości mobilizowania opinii społecznej niż Pan czy ja. Nie mówię już o tym, że tak realnie, to nie ma żadnej mozliwości postawienia polityka przed jakimkolwiek "społecznym" (a Pan chyba o czyms takim mysli) sądem. Politykom udało sie tak nas podzielić, że prędzej sie wzajemnie pozabijamy, niż kogokolwiek z nich (polityków) o coś oskarżymy. I nawet nie będziemy umieli dokładnie powiedzieć dlaczego jakiś Kowalski zabił Nowaka czy odwrotnie.

(2) dziś praktycznie nikt nikomu nie ufa. Jak Pan nie wierzy prosze spytać znajomych komu pożyczyliby np. roczny dochód bez pokwitowania; tak "na słowo honoru". Potrzebny jest jakis superarbiter, którego nikt nie mógłby posądzić o korupcję. Ja widzę w tej roli jedynie jakieś formalizmy wspomagane komputerem. Może niekoniecznie niesprawdzalną dla szarego człowieka rzeczywistą "sztuczną inteligencję", ale taką prostą logikę. To da się zrobić. Pewnie w kilka lat, ale jak się tego robić nie zacznie, to nigdy się do żadnego rozwiązania nie dojdzie.

Na razie jest tak, jak Pan napisał: "To wszystko co tutaj piszemy to tylko pisanie na Bedryczow. Oni sie z tego smieja i caly czas robia to samo."

Pozdrawiam

Vote up!
3
Vote down!
0

Waldemar Korczynski

#1632185

Czy rzeczywiscie nic nie mozemy zrobic? A od czego jest kartka wyborcza?

Przedstawiam prosty sposob na to by raz na zawsze zmienic te niemoznosc.

Wybieramy do Sejmu przedstawicieli wiarygodnych ktorzy sa zdolni stworzyc 

z Polski panstwo powazne. W panstwie powaznym slowa i czyny ida w parze.

Rzad reformuje panstwo w ktorym jakas grupa urzednikow panstwowych uwaza

siebie za instytucje prywatna. Panstwo opracowuje system wynagradzania opornych

pracownikow okreslonymi bodzcami finansowymi. Dotyczy to przede wszystkim sedziow.

I tak, sedzia ktory feruje nieprawidlowe wyroki i instancja nadrzedna je kwestionuje

jest mniej skuteczny od takiego ktorego wyroki nie podlegaja zaskarzaniu do sadu

wyzszego a jezeli sa zaskarzane i podtrzymana jest decyzja, znaczy ze odwolanie

bylo bezpodstawne. Ten system powinien byc tak motywujacy, ze sedziemu nie oplacaloby sie

pracowac prawie za pol darmo, gdyby wydawal wyroki nietrafione.

Ten sam system dotyczylby szczegla wyzszego, az do sadu najwyzszego.

Do tego nie jest porzebna zadna zgody kasty sedziowskiej. Portfel jest w rekach rzadu.

Mozna?

Pozdrawiam

Vote up!
0
Vote down!
0

JanStefanski

#1632211

Pisze Pan :

"Czy rzeczywiscie nic nie mozemy zrobic? A od czego jest kartka wyborcza?

Przedstawiam prosty sposob na to by raz na zawsze zmienic te niemoznosc."

 

No więc ja raczej nie mogę. Nie potrafię spełnic warunku :
 

"Wybieramy do Sejmu przedstawicieli wiarygodnych ktorzy sa zdolni stworzyc 

z Polski panstwo powazne."

 

Osobiście takich kandydatów nie znam. Czyli moge wybierac tylko tych, których mi ktoś - najlepiej znany mi osobiście - wiarygodny zaproponuje. To taka wiarygodność "drugiej świeżoścI" jakby napisał Bułhakow.

 

"W panstwie powaznym slowa i czyny ida w parze. Rzad reformuje panstwo w ktorym jakas grupa urzednikow panstwowych uwaza  siebie za instytucje prywatna. Panstwo opracowuje system wynagradzania opornych pracownikow okreslonymi bodzcami finansowymi. Dotyczy to przede wszystkim sedziow."

 

To sie jeszcze żadnemu państwu nie udało. Dlaczego ma się udać akurat naszemu?

 

"I tak, sedzia ktory feruje nieprawidlowe wyroki i instancja nadrzedna ..."

 

 tzn. KTO. Inny sąd?

 

"je kwestionuje jest mniej skuteczny od takiego ktorego wyroki nie podlegaja zaskarzaniu do sadu wyzszego a jezeli sa zaskarzane i podtrzymana jest decyzja, znaczy ze odwolanie bylo bezpodstawne."

 

Dokładnie tak dzisiaj jest. Taki system ocen działa. Są tez kontrole wyrywkowe. I mamy to, co mamy

 

"Ten system powinien byc tak motywujacy, ze sedziemu nie oplacaloby sie

pracowac prawie za pol darmo, gdyby wydawal wyroki nietrafione."

 

Ale nie jest motywujący. Bo ktos konkretny musi ocenić czy wyrok jest, czy nie jest trafiony.

 

"Ten sam system dotyczylby szczegla wyzszego, az do sadu najwyzszego."

 

A kto miałby oceniać wyroki sądu najwyższego? No bo system ma działać - jak zrozumiałem - na każdym szczeblu.

 

"Do tego nie jest porzebna zadna zgody kasty sedziowskiej."

 

Na dzis jest potrzebna.

 

"Portfel jest w rekach rzadu."

 

I to jest święta prawda. Ale tę forsę trzeba właściwie wydać, a nie "kisić" w tym portfelu.

 

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0

Waldemar Korczynski

#1632238