Dobry uczynek jest jak Kali ukraść krowa

Obrazek użytkownika Waldemar Korczynski
Kultura


Motto Ścisłość/precyzja wyklucza znaczenie

Rene Thom, twórca Teorii Katastrof

Duch i Litera prawa. W tzw. teorii prawa mówi się często o jego „literze” i „duchu”. Ten „duch”, to oparte jakoś o szeroko rozumianą cywilizację tzw. wartości aksjologiczne, dokładniej to jakiś system wartości składający się z wartości i sposobów manipulowania (w tym pozytywnym znaczeniu) nimi oraz kulturę, tj. cały konglomerat tradycji, obyczajów, wierzeń i diabli (i antropolodzy) wiedzą co jeszcze. Litera prawa, to te fragmenty jego ducha, które udało się komuś skodyfikować, tzn. wyartykułować w mniej lub bardziej (na ogół mniej) mądry/adekwatny sposób. Z tą artykulacją to tak różnie bywa; czasem jest względnie (tzn. przez jakiś czas) stabilna/niezmienna (tradycja prawa kontynentalnego), ale bywa i z założenia dynamiczna, tj. modyfikowana np. przez kolejne orzeczenia (tradycja anglosaska, tzw. common law). Oba sposoby tworzenia i stosowania prawa mają swe zalety i wady; pierwszy pozwala poprzez „czepianie się”, np. możliwych interpretacji czy rozstrzygania przez rozmaite trybunały co też „ustawodawca miał na umyśle” tworząc jakiś durny przepis, drugi pozwala walić przeciwnika/stronę_sporu po łbie imponderabiliami. Jednym słowem; co kto lubi i co mu wygodnie. No to zobaczmy na przykładach jak toto funkcjonuje w praktyce. Podane niżej przykłady wybrałem celowo spośród tych najbardziej chyba kontrowersyjnych by trudno było powiedzieć, że nas nie dotyczą.

Pierwszy chyba bardziej znany kłopot pojawił się przy „rozliczaniu” zbrodni ludobójstwa po II WŚ. Z punktu widzenia istniejącego wówczas prawa większość skazanych w Norymberdze była niewinna. Nikogo osobiście nie zabili ani nawet osobiście i bezpośrednio do zabójstwa nie namawiali. A nigdy przedtem nikogo np. za pośrednie dowodzenie mordowaniem (wydawanie rozkazów, zaleceń, itp.) nie sądzono. Były jakieś sugestie prasowe by „ukarać” Leopolda II za Kongo (nikt chyba nie wie czy było to bliżej 10 mln, ofiar czy raczej 20 mln), ale żaden wyrok nie zapadł i nikt nie wpadł na pomysł, by stosowny przepis do prawa (jakiego?!) wprowadzić. Zamiast tego wykoncypowano tzw. Konwencję Haską, mówiącą o tym, których to niewinnych ludzi i jak mordować można zgodnie z prawem. A jednak w Norymberdze wyroki wydano. Również wyroki śmierci. Zadecydował właśnie wspomniany „duch prawa”, które tak naprawdę wyartykułowane zostało (niekiedy chyba „ad hoc”) później. I Norymbergę świat zaakceptował.

Drugi przykład z tej samej beczki. Aby powiesić Eichmanna (zgodnie z prawem istniejącym w chwili popełniania zbrodni chyba również niewinnego) Izrael zmienił swe prawo tak (wprowadzając karę śmierci), by skazać Eichmanna na powieszenie zgodnie z literą prawa.

Domagamy się od Niemców reparacji za poniesione w wojnie straty. Gdybyśmy byli zwycięzcami, potrafilibyśmy pewnie wymusić te reparacje w jednym z zawieranych jeszcze podczas wojny i po niej układów. Ale nie byliśmy; nie wiem czy reprezentacja LWP brała udział w paradzie zwycięstwa w Moskwie czy nie, ale wiem, że na Zachodzie nas do tego nie dopuścili. Do decydowania o odszkodowaniach za poniesione (ogromne przecież) straty też nie. No i stanęło na tym, że reparacje dostaniemy od Rosjan (ale nie za zabrane nam ziemie, zniszczone działaniami wojennymi dobra czy wymordowanych obywateli, lecz za straty poniesione od Niemców) wysokości 15% tego, co oni od Niemców „dostaną” (tzn. zrabują). Na dodatek dostaliśmy w administrowanie do chwili podpisania traktatu pokojowego niemieckie ziemie na wschód od Odry i Łużyckiej Nysy. A potem utworzono Enerdówek, ZSRS wspaniałomyślnie zrzekł się odszkodowań i zostaliśmy z ręką w nocniku. Od kilku lat domagamy się reparacji przywołując rozmaicie rozumiane pojęcie sprawiedliwości i ducha prawa, a Niemcy mówią „Wała, przecież zrezygnowaliście. I było to wszystko Lege Artis, więc nic wam się nie należy.” No i zgodnie z litera prawa mają rację. Nigdzie przecież nie jest napisane, że jak ktoś podpisał coś pod przymusem (to nasza argumentacja) to ma się domagać odszkodowania od kogokolwiek, kto go do tego podpisu nie przymuszał. A Niemcy nas nie przymuszali. Tu my o „duchu”, a Niemcy o „literze” prawa gadają.

No i ostatni, bardzo aktualny przykład. Spór kompetencyjny naszego rządu z UE. My twardo przywołujemy jasny przepis naszej konstytucji, a UE bardziej ducha niż nieprecyzyjne przepisy traktatu Lizbońskiego i trochę lepiej sformułowane, a podpisane przez nas porozumienie „forsa za praworządność”. Tu my mamy „literę”, a UE „ducha” prawa. Tak naprawdę to UE ma trochę więcej, bo konstrukcja Traktatu Lizbońskiego była bardzo „innowacyjna”, tzn. TL niczego właściwie jasno nie rozstrzygał wprowadzając tzw. ekonomię norm i „miękkie sposoby dochodzenia do porozumienia”. Jest na ten temat spora literatura. Do mnie najbardziej trafia napisana/wydana w 2009 roku książka Jadwigi Staniszkis „Antropologia władzy” poświęcona w całości Traktatowi Lizbońskiemu.

 

Tak to wygląda. Każdy pilnuje swego; Jak Kali ukraść krowa, to być dobry uczynek, a jak Kalemu ukraść krowa, to być zły. Przykładów sporu, gdzie strony gadają „równolegle” każdy z nas znajdzie mnóstwo. Wszyscy problem znają, ale nie widać nikogo, kto chciałby coś z tym zrobić. Pisze o tym sporo ludzi (ja też, m.in. w tekście „Zmień nienawiść na rachunki”), ale nic z tego nie wynika. Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś, że nic wyniknąć nigdy nie może, bo pierwszy polityk, który by to podniósł musiałby się z władzą pożegnać. Ja nie do końca jestem o tym przekonany, ale dobrych kontrargumentów nie mam.

 

Co ma „Kałach” do Traktatu Lizbońskiego? Wbrew pozorom sporo. Pomysł takiej broni powstał w Niemczech i zasadza się na spostrzeżeniu, że ani klasyczny karabin np. używany przez Niemców Mauser (chyba wz. 98) ani pistolet maszynowy nie nadają się dla żołnierza szturmującego wrogie pozycje. Pierwszy wymaga strzelania z ramienia (duży odrzut) i ma niewielki magazynek, a drugi ma mały zasięg skutecznego rażenia i fatalną celność. W obu przypadkach winien jest nabój; w pierwszym za duży, w drugim za mały. Wymyślili więc Niemcy amunicję pośrednią. I tak powstał karabin szturmowy Sturmgewehr 43 (chyba; dokładnej nazwy, a właściwie „numeru” nie pamiętam). Karabinek/automat AK 47 Kałasznikowa, został z niego prawie „żywcem” zerżnięty”. Jednak „prawie” robi tu ogromną różnicę. Wprawdzie już Sturmgewehr zacinał się znacznie rzadziej niż np. MP, ale Kałach przebija go pod tym względem o kilka klas. Jest bronią niezawodną praktycznie w każdych warunkach. A przyczyna leży w tolerancji; współpracujące ze sobą części AK 47 nie są tak dokładnie jak w niemieckim pierwowzorze do siebie dopasowane. Dokładnie tak jak zapisy Traktatu Lizbońskiego. Nie posądzam jego (TL) autorów o znajomość pomysłu Kałasznikowa. Jakbym ja miał taką jak oni forsę, to zamiast o jakimś Kałasznikowie wolałbym pogadać o dobrym koniaku, homarach czy inszych specjałach, ale w historii znanych jest wiele przypadków dziwnego rozprzestrzeniania się idei/wiedzy (ciekawy pomysł tzw. pól morficznych miał swego czasu angielski chyba lekarz i fizyk Sheldrake). Dla nas interesujące jest pytanie: Czy – gdyby części AK 47 produkowane były w różnych zakładach, a produkt finalny montowany tylko w kilku wybranych – to jakiś zakład produkujący np. zamek mógłby nagle „literalnie” naśladować Niemców i zacząć produkować swoją część bez tolerancji? Ja podejrzewam, że kłopot byłby spory. A to jest dokładnie nasza sytuacja jako współproducenta unijnego prawa. Naprawdę raz jeszcze polecam książkę Staniszkis. Napisana trudnym, bardzo gęstym, językiem, ale „na raty” przeczytać się da. Naprawdę warto.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (3 głosy)

Komentarze

Z tym AK-47 nie jest tak jak Pan pisze. AK-47 jest tak precyzyjny jak kazdy strzelajacy wspolczesny rodzaj broni. Rosjanie skopiowali niemiecki Sturmgewehr 43 w ktorym nowoscia byl powrotnik tlokowy wykorzystujacy energie  gazow wylotowych do powrotu zamka w pozycje strzalowa. To rozwiazanie nie bylo stosowany nigdzie wczesniej, Prymitywna bronia byla natomiast rosyjska Pepesza ktora nie miala lufy gwintowanej i strzelala gdzie popadnie. Co do tzw kalizmu, to Niemcy tez sa jego przykladem. Wezmy przyklad odszokodowan wojennych. Oni tak na prawde nikomu nie wyplacili zadnych odszkodowan, mam na mysli panstwa. Ich parlament uchwalil ustawe w mysl ktorej stwierdzili ze nie maja obowiazku placic odszkodowan panstwom za szkody wyrzadzone przez ich udzial w 2 Wojnie Swiatowej i na tym sprawe zamkneli.  Wielcy tego swiata nie maja nic przeciwko temu, bo sami nie sa czysci. W sasiednich blogach pan Rafal Brzeski tlumaczyl juz kiedys ze Niemcy sa z nami nadal w stanie wojny. Im pasuje nie podpisywac z Polska pokoju, bo musieliby sie zrzec prawa do ziem utraconych na rzecz Polski.. To samo dotyczy stanu wojny pomiedzy Rosja i Japonia. O jakim prawie tutaj wogole dyskutowac? Z prawem jest tak jak z prawda, kazdy ma swoja. Opowiesci o jakims prawie miedzynarodowym sa gdybaniem o wyzszosci swiat Bozego Narodzenia nad Wielkanocnymi. Prawda jest taka ze liczy sie prawo sily. Jestes slaby, kazdy bedzie cie ignorowal. W Rosji od dawna istnieje taka zasada: "bijot w mordu znaczit praw". 

Tak wiec kalizm istnieje tak dlugo jak dlugo istnieje ten swiat. Jestes maly, nie wtracaj sie do tych ktorzy sa wielcy, bo oni ustawia cie w koncie. Mozesz co najwyzej tak sie zachowywac by ich nie wkurzac, bo cie zgniota jak przyslowiowa pluskwe.

Vote up!
3
Vote down!
-1

JanStefanski

#1633404

napisał Pan wprost to, co ja starannie owinąłem w bawełnę, by każdy odwijał sobie to osobiście. W tym znaczeniu zabrał Pan mnie show, a ew. Czytelnikowi samodzielne dojście do takich wniosków. Bo prawda jest, niestety, przykra. Prawo zawsze tworzone było przez siłe (silnych). A zysk z niego polegał na tym, że czasem silni słabli wcześniej niż mozna było to prawo zmieniać. To taki rodzaj inercji. Ale rozmaite różnice "ideologiczne" wytworzyły jednak u ludzi iluzje, które mają sie bardzo dobrze. Co więcej, jest chyba sporo osób, które rozumiejąc realną sytuacje prawa racjonalnie, nie potrafia jej do końca zakceptowac emocjonalnie. Ja, niestety, też taki jestem. I dlatego takie teksty piszę. Ale dzięki za bardzo trafne uwagi. 

Pozdrawiam i dobrej nocy życzę.

Ale z tym Ak 47, to zdania sa jednak różne. Ludzie często uważaja go za optymalny rodzaj broni (tak jak np. T 34), ale nie za "dobry".

Vote up!
2
Vote down!
-2

Waldemar Korczynski

#1633406

Dziekuje za pozytywna ocene mojego wpisu. Troche chcialbym odniesc sie do opinii w Polsce na temat karabinu AK-47 i czolgu T-34. My zostalismy w naszej mlodosci wychowani na propagandzie w mysl ktorej to co wyprodukowali Rosjanie to jest szajs natomiast to co wyprodukowali Niemcy to jest super. Prawda bez ideologicznych wypaczen wyglada zupelnie inaczej. AK-47 to najbardziej na swiecie znany karabin, ktorego doskonalosc spowodowala to ze nigdy w historii takiej ilosci jednego typu karabinu nie wyprodukowano i juz sie nie wyprodukuje. Natomiast jak chodzi o czolg T-34, to byl prekursor wszystkich obecnych czolgow. Nowoscia  nie znana w innych czolgach z tamtych czasow byl silnik diesla, ktory mial ta przewage nad benzynowym, ze trudno bylo podpalic ten czolg. Rowniez jego predkosc nie miala porownania z zadnymi odpowiednikami zachodnimi. Jako pierwszy zastosowal armate 85mm podczas gdy rownolegle produkowany sowiecki czolg ciezki JS mial armate nawet120mm jakiej nie posiadaly wowczas zadne czolgi zachodnie. Czolg T-34 byl przede wszystkim czolgiem prostym w konstrukcji dzieki czemu jego produkcja szla w tysiacach rocznie. Berlin atakowaly tysiace czolgow T-34 chociaz znaczna czesc Niemcy wczesniej zdolali zniszczyc. Ten czolg przesadzil o losach 2 Wojny Swiatowej. Po wojnie byl produkowany w Polsce, ale na poczatku mimo ze prosty w konstrukcji stwarzal problemy naszemu nowo budowanemu przemyslowi .

Jezeli chodzi o bezprawie w polityce swiatowej klasycznym przykladem tego bezprawia jest wysluchanie wypowiedzi niektorych politykow w amerykanskim kongresie. Oni bez ogrodek mowia ktory rezim beda w innych krajach popierac, a ktory beda na rozne sposoby zwalczac. To sie nazywa "budowaniem demokracji". Jeszcze trzeba tutaj tez wymienic okreslenie zwane "strefa wplywow". Europe po wojnie podzielili na dwie strefy wplywow, gdzie Polska nie pytana o swoje zdanie przypadla do strefy sowieckiej. Nie bylo to bynajmniej przypadkiem. Podzial Europy na dwie strefy cofnal ja w rozwoju, dzieki czemu Ameryka zyskala jeszcze  wiekisza przewage nad reszta swiata, bo raz ze nie doznala zniszczen, a dwa ze wojna cofnela Europe z pozycji najwazniejszego kontynentu na pozycje pionka wobec dwoch nowych mocarstw dzielacych ja na swoje strefy wplywow i kontrolujacych jej gospodarki. 

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
-2

JanStefanski

#1633496

"Czolg T-34 byl przede wszystkim czolgiem prostym w konstrukcji dzieki czemu jego produkcja szla w tysiacach rocznie."

Chyba nawet dziesiatkach tysiecy. Podobnie jak produkcja i konstrukcja Kałacha. I to miałem na mysli pisząc "optymalny". Ale ani T-34 nie był najlepszym czołgiem II WŚ, ani kałach nie był najlepszym karabinkiem szturmowym. Czołgiem lepszym od T-34 była np. PzKW V Panther (PzKW VI Tiger, to inna klasa, ale też był lepszy) czy amerykańskie czołgi produkowane pod koniec wojny (chyba Pershing). Jednak zaden z czołgów niemieckich nie był optymalny, bo każdy był praco-, materiało-  i kapitałochłonny.

„ … rownolegle produkowany sowiecki czolg ciezki JS mial armate nawet120mm jakiej nie posiadaly wowczas zadne czolgi zachodnie … „

Sowieckie JS-sy miały wprawdzie armatę 122 mm, lecz pocisk ważył 25 kG, ładunek miotający podawany był oddzielnie, a załadowanie działa trwało znacznie dłuzej. O jakości wykonania czołgów rosyjskich pisali "najlepiej" ich uzytkownicy. Nie były to powalające opinie. Z Kałachem było troche inaczej, ale obecnie na pewno najlepszy nie jest.

Odnosząc sie jednak do głównego tematu, to chyba większośc piszących tu ma podobne poglądy. Niepotrzebnie tylko „ubarwia” je epitetami, inwektywami i pomawianiem wszystkich piszących spokojniej i nie bedących takimi optymistami o zdradę, służbę obcym (zwykle Niemcom) i podobne przedziwne właściwości. Siły wyrazu wypowiedzi to nie zwiększa, skuteczniej niż moje „owijanie w bawelnę zaciera obrtaz rzeczywistości, ale podgrzewa emocje i daje uciechę, że oto znów udało się komus (komu?) „dowalić”. Ja piszę zwykle „niewprost” z dwóch przyczyn:

(1) mam nadzieję, że każdy przeczta to „po swojemu” i nawet jeśli odbiór będzie u różnych osób rózny, to idea przekazu będzie podobna

(2) mam znacznie więcej trudnych do uzasadnienia poglądów niż nieuzasadnialnych, a bardzo emocjonalnych przekonań.

Ale zgadzam się z Panem; duży może więcej. A Sztaudynger pisał;

Gdy prawo idzie przed siłą

Boję się

By w łeb nie dostało z tyłu.

Ale teraz ludzie generalnie poezji nie czytają, a Sztaudynger jest chyba całkiem zapomniany.

 

Pozdrawiam

 

Vote up!
4
Vote down!
0

Waldemar Korczynski

#1633498