Już nie mogę tak żyć!

Obrazek użytkownika Uparty
Kultura

 

 

Wielu ludzi jest już zniecierpliwionych obecnym życiem a zwłaszcza środkami ostrożności koniecznymi w związku z epidemią. Nie mówią oczywiście, że to im te ograniczenia przeszkadzają a w zamian mówią o zamkniętych siłowniach, restauracjach, stokach narciarskich i innych .

Moją uwagę zwróciła na początku stycznia jakaś Pani w sklepie z butami, która na głos zaczęła utyskiwać nad brakiem dostępu do siłowni. Ponieważ sklep się likwidował i można powiedzieć, że bardziej rozdawał buty niż je sprzedawał stąd było w nim dość dużo ludzi. To było o tyle ciekawe, że Pani ta była mniej więcej w moim wieku i sądząc z postury podobnie jak ja oglądała siłownie tylko z zewnątrz. Cóż więc może ją uwierać zamknięcie siłowni?

 

Bo jeśli chodzi o restauracje, to dość powszechny sprzeciw wobec ich zamknięcia jest nawet dla mnie zrozumiały. Otóż, co pewnie wyda się wielu dziwne, ale na prawdę tak było już w 2019 roku w zasadzie żadna restauracja nie była dochodowa jeżeli uwzględnić koszt kapitału potrzebny do jej otwarcia. Jedynie barki wietnamskie były jakoś tam rentowne, ale to tylko dla tego, że pracujący w nich Wietnamczycy pracowali w zasadzie za darmo, bo za koszt utrzymania ale na poziomie dla na nie akceptowalnym. Ponieważ przed pandemią dość często stołowałem się w restauracjach, bo ani mnie, ani żonie nie chciało się gotować tylko dla nas dwojga a w pobliżu domu mamy kilka restauracji, w których można dość smacznie zjeść, to żeśmy z nich korzystali. Po pewnym czasie można powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się z ich właścicielami. Z dwoma na tyle, ze ośmieliłem się zapytać, jak przy takich cenach wychodzą oni na swoje, bo jak z nudów czekając na posiłek kilka razy szacowałem koszt obiadu zawsze mi wychodziło, że restauracja jedyne na czym zarabia to na napojach, zwłaszcza na herbacie i kawie. Natomiast żadna nich nie mogła „żyć z obrotu” tak jak mogą to robić duże sieci, dla których dochód z operacji nie jest potrzebny, choć mile widziany. Dowiadywałem się, że mojej szacunki są jak najbardziej prawidłowe. W większości były to już w 2019 roku biznesy zaliczane do kategorii „hobby”. Po prostu rynek nie był skłonny zaakceptować ceny pokrywającej koszty i dającej realny dochód. Firmy te były prowadzone w nadziei na kryzys eliminujący z rynku część konkurencji, co pozwoliło by na podniesienie cen.

Piszę o tym dla tego, że posiłki kupowane po zaniżonej cenie są jakby dodatkowym bonusem dla konsumenta. Zamknięcie restauracji pozbawiło konsumentów tego bonusu a to może boleć. Stąd tak duże współczucie dla restauratorów, którzy de facto byli w pewien sposób sponsorami swoich klientów.

 

Wtedy zdałem sobie sprawę, o co chodzi z siłowniami. Otóż większość ludzi w siłowniach to ci którym abonament na korzystanie z siłowni wykupił pracodawca. Siłownia jest dość popularnym bonusem. Jak siłownie są zamknięte, to i bonus jest nic nie warty, czyli zamknięcie siłowni to w pewien sposób obniżenie zarobków!

 

Mamy więc taka o to sytuację. Z jednej strony mamy brak dodatkowego zarobku wynikający bądź z zaniżonych kosztów posiłków, bądź z braku bonusu a z drugiej ryzyko ciężkiej choroby jakiejś nie znanej osoby. I ten wstrętny rząd mówi, ze z punktu widzenia interesu społecznego utrata bonusu, utrata przyjemności z wakacji to dobro niższej rangi niż utrata zdrowia. W odpowiedzi na to słyszę, że o nieprawidłowości takiego działania świadczą statystyki umieralności.

 

Rzeczywiście, w tej chwili o kontakt z lekarzem specjalistą jest bardzo trudno i to powoduje nie leczenie wielu chorób przewlekłych z oczywistym skutkiem, czyli ze wzrostem śmiertelności. To prawda, ale nie całkiem.

Opisywałem w swoim komentarzu do wpisu Elig próby dodzwonienia się do przychodni NFZ w celu umówienia się na zdjęcie rentgenowskie. Ponieważ mam automat do wybierania numerów, który sam powtarza próbę połączenia, jeśli jedno było nie udane, to wiem, że ponad 300 prób dodzwonienia się do przychodni nie przyniosło rezultatu. Wbrew pozorom nie byłem tym w ogóle zdziwiony.

 

Przed prawie 10 laty jedna z urzędniczek pracująca w banku w obsłudze produktów inwestycyjnych z którą może nie tyle się zaprzyjaźniłem bo to za dużo powiedziane, ale na pewno ja polubiłem okazało się, że zachorowała na raka, początkowo piersi, ale o chorobie dowiedziała się dopiero, gdy miała przerzuty na kości, czyli o wiele za późno. Zwróciła się ona do mnie z prośbą, czy mam jakieś możliwości jej pomóc najpierw znalezieniu prawnika, który pomógł by jej uporządkować sprawy rodzinne a później, gdy już nie pracowała w znalezieni odpowiednich lekarzy.

W tym czasie już kontaktowała się ze mną jej siostra. Problem polegał na tym, że nie było już możliwości leczenia a jedynie chodziło u uśmierzenie bólu. W Warszawie jest kilka przychodni leczenia bólu ale do żadnej z nich siostra tej urzędniczki nie mogła się dodzwonić. Po prostu nikt nie odbierał telefonów. Gdy zadzwoniłem do znajomego lekarza i poprosiłem o kontakt na specjalistów od bólu to dowiedziałem się, że należy się zwrócić do poradni na ul. X i dostałem nr telefonu. Podałem go siostrze mojej znajomej, ona zareagował zwątpieniem ale nic nie powiedziała. Następnego dnia do mnie zdzwoniła. Okazało się, podany przez mnie numer telefonu zadziałał od razu, że dodzwoniła się za pierwszym razem już w dniu, w którym zadzwoniła do chorej przyjechał lekarz i zaaplikował jej odpowiednie środki przeciwbólowe. Natomiast powszechnie znane numery dalej nie działały! To nie była prywatna przychodnia! Co więcej ten numer telefonu nie figurował w żadnym powszechnie dostępnym spisie telefonów.

Tak działała nasza służba zdrowia od dawna, a teraz takie działania się upowszechniły, bo …. epidemia, rzekomo. Nie, to nie epidemia, to nie działania rządu, to dawno temu wypracowane zasady funkcjonowania służby zdrowia. Epidemia dała im tylko pretekst do prowadzenie swoich spraw tak jak od dawna chcieli.

 

Następny przykład. Mój znajomy jest chyba najwyżej cenionym specjalistą od chemioterapii w Warszawie. Pracuje w szpitalu ale też w przychodni. Okazało się, że w przychodni nie ma ani jednego pacjenta, który nie byłby „z polecenia”, o czym sam powiedział. Nie chciałem w to uwierzyć, więc zadzwoniłem do przychodni i chciałem się do niego zapisać, oczywiście „incognito” . Dowiedziałem się, że do dr Y nie ma możliwości już się zapisać, bo na najbliższe pół roku nie ma wolnych terminów a na dłuższe terminy nie zapisują. Gdy zapytałem podczas spotkania towarzyskiego na jak długo ma zajęte terminy, to dowiedziałem się, że na jakieś 6 tygodni. Nie pytałem się już pod jaki numer trzeba zadzwonić, by się do niego zapisać.

Podsumowując. Epidemia wykazał jak na pewno dwie rzeczy. Jedna z nich to brak jakiejkolwiek solidarności społecznej, bo w sumie drobne niedogodności jednych są dla nich ważniejsze niż utrata zdrowia a nawet życia innych i drugą, że o ile lekarze to może i większości chcą leczyć ludzi to system służby zdrowia chce być elitarny i nie chce służyć byle komu, co jakby jest uszczegółowieniem pierwszej konstatacji.

Na czym więc polega wina rządu. To oczywiste, ujawnił stan faktyczny!

 

Na zakończenie jeszcze cukiereczek.

 

Ta Pani z Banku umarła a ja dostałem od siostry zaproszenie na pogrzeb. Oboje wiedzieliśmy, że na pogrzeby się nie zaprasza ale ona jednak mnie zaprosiła. Z klepsydry wynikało, że pogrzeb odbędzie się na Wólce, dla osób spoza Warszawy wyjaśnię, że to cmentarz komunalny, w sali pożegnań a nie w kaplicy. W zasadzie sam pogrzeb miał się odbyć w rodzinnej miejscowości tej pani a tutaj, tylko pożegnanie urny z prochami. Było ta tak sformułowane, ze wskazywał na świecki charakter uroczystości. Nie mniej jednak była to uroczystość religijna. Pożegnanie następował na nabożeństwie. Gdy Ksiądz zaczął odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego zauważyłem u kilku osób z mojego najbliższego otoczenia dziwne objawy. Niektórzy dostali drgawek, inni zaczęli się ślinić u innych widać było panikę na twarzy. Wszyscy oni wręcz uciekli z „Sali Pożegnań”. Ponieważ ta Pani była stosunkowo młoda i dość znana w światku finansowym w Warszawie to na pogrzeb przyszło chyba więcej niż 300 osób. Uciekło 21. Policzyłem, bo stałem przy drzwiach i wychodzący musieli przejść koło mnie.

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:12)

Komentarze

"Tak działała nasza służba zdrowia od dawna, a teraz takie działania się upowszechniły, bo …. epidemia, rzekomo. Nie, to nie epidemia, to nie działania rządu, to dawno temu wypracowane zasady funkcjonowania służby zdrowia. Epidemia dała im tylko pretekst do prowadzenie swoich spraw tak jak od dawna chcieli."

Obawiam się, że nie tylko im. Myślę, że podobnie dzieje się w każdym kraju - bo epidemia.

Napisał Pan fascynujący esej. Przeczytałam tekst z wielkim zainteresowaniem.

Pozdrawiam.

5*
 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

AgnieszkaS

#1660606