To była walka na śmierć i życie. Historia bohaterstwa

Obrazek użytkownika Tezeusz
Historia

Pamiętać, nie pamiętać ?

Gdy po raz kolejny za pół roku obchodzić będziemy kolejną  rocznicę zdradzieckiego napadu Niemców na Polskę. Media przypomną o tym fakcie, jedne dłużej inne krócej w zależności od " poprawności politycznej" wobec Niemców i jej Pani Kanclerz. Toczy się jak co roku o tej porze spór o sam jej wybuch, przyczyny oraz podstawy polityczne i militarne. A Polacy ?

Rodzice zagonieni i zabiegani trudami dnia dzisiejszego, przed pierwszym lekcyjnym dzwonkiem, nie mają już czasu na patriotyzm, gdy w garnku nieraz jest pusto, a i dzieci chodzą niejednokrotnie głodne.

Spór o adekwatną nazwę wojny polsko-niemieckiej i polsko-sowieckiej trwa niemal od jej zakończenia. Niemcy ukuli slogan, że działania trwały 18 dni, co po 1945 roku z radością podchwyciła propaganda i historiografia PRL, gdyż dokumentował wyraziście, w duchu ocen Mołotowa, „bankructwo burżuazyjnego państwa polskiego”. Z czasem rozpoczęto używać terminu „kampania wrześniowa”, także nośnego propagandowo, odwracał bowiem uwagę od walk Grupy Operacyjnej „Polesie” przeciwko obydwu najeźdźcom. Zastąpiono go potem określeniem „wojna obronna”, zgodnym z tak zwaną marksistowską metodologią historii.

Bezpieczeństwo i pokój jak zdrowie nie są dane na własność i na wieki. Jak obecny rząd w naszym kraju wyobraża sobie jakąkolwiek mobilizację młodych, gdy dla niego są oni kryminalistami, których należy aresztować? Prawdziwych bandytów - tak, jak najbardziej, ale nie można przypisywać całej populacji - win nielicznych.

Gdzie podziały się lekcje patriotyzmu i historii w przedszkolu i szkołach, gdzie i w jaki sposób starsi pragną pokazać młodszym wspaniałą historię własnego narodu. W jaki sposób rządzący dbają o młode pokolenie, które w przyszłości ma przejąć ster władzy ?

Jedna wielka żenada. Młodzież polska wykształcona potrafi zaskakiwać swoją wiedzą świat nauki. Jednakże jak wcześniej wspominałem, sama zaczyna też dostrzegać potrzebę takiego działania, nie bacząc na zwodnicze obiecanki polityków. Patriotyzm nie przyjdzie sam, on rodzi się powoli w sercu i tam też nie pielęgnowany umiera.

Patriotycznie nastawiona młodzież sama zaczęła poszukiwać dla siebie wzorców i je odnalazła w Żołnierzach Wyklętych w powojennym antykomunistycznym podziemiu oraz walce o wolność i demokrację. Te wzorce pokazuje, pielęgnuje i przekazuje innym. Internetowe portale zastąpiły telewizję i radio tak mocno podporządkowane celom doraźnej polityki.

1 wrzesień 1939 r. to była walka na śmierć i życie

Sztab Generalny Wojska Polskiego w 1939 r. posiadał w 1939 r. zatwierdzone dwa plany na wypadek wojny. Jeden to "Plan operacyjny Wschód" (wojna z sowietami) drugi to " Plan Operacyjny "Zachód" (wojna z Niemcami) oraz  plan powszechnej mobilizacji. Plany te miały czysto defensywny charakter, przewidując dużą przewagę nieprzyjaciela, jednakże ta dysproporcja sił miała być zniwelowana wojskową pomocą Francji i Anglii. Zakładano w nich, iż Polska musi przetrwać w odosobnieniu przez kilka pierwszych dni wojny. Wówczas to jak planowano, Francja i Anglia miały uderzyć na zachodnią rubieże III Rzeszy co w konsekwencji miało odciążyć front w Polsce.

Bałtyk, od Helu po Gdynię miał być, zgodnie z założeniami, broniony przez Marynarkę Wojenną w tym przez 5 nowoczesnych okrętów podwodnych ORP Orzeł, Wilk, Żbik, Ryś, Sęp oraz przybrzeżne baterie usytuowane min. na Helu (Bateria Laskowskiego).  Nowoczesne i dobrze uzbrojone kontrtorpedowce: ORP Błyskawica, Grom, Burza wobec  realnego zagrożenia ich zniszczenia przez Niemców miały ewakuować się do Anglii.

Sztab Generalny WP uznając wojnę Polsko - Bolszewicką  z 1920 r. jako wzorowo prowadzone działania obronne uznał, że kolejne konflikty zbrojne będą miały podobny przebieg i dynamikę takich właśnie działań. Przyszła wojna miała być w opinii Sztabu Generalnego WP wojną typowo manewrową. Główną w niej rolę miały odgrywać jednostki kawalerii, jednostki pancerne z założenia powinny wspomagać działania piechoty przy rozbrajaniu silnych zgrupowań wroga. Lotnictwo służyło głównie do celów rozpoznawczych pola walki.

Stało sie jednak inaczej niż zakładano w planach. Wojna na dwa fronty z dwoma potężnymi agresorami bez wsparcia sojuszników i  przy prawie pełnej izolacji politycznej Polski z góry skazały kraj na przegraną. Tylko męstwo żołnierza i hart ludności cywilnej decydowały o czasie obrony kraju. Bitwa pod Krojantami, pod Bzurą czy Mokrą obrona Westerplatte, Warszawy czy Helu to bezprzykładne dowody męstwa Polskiego żołnierza.

Po kapitulacji ostatniego walczącego z Niemcami polskiego zgrupowania operacyjnego – grupy generała Kleeberga – kampania 1939 roku w Polsce dobiegła definitywnie końca. W ciągu 5 tygodni krwawych walk, armia Polska, broniąca niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej, została prawie doszczętnie rozbita przez Niemców.

W zaciętych walkach obronnych i zaczepnych straty Polskie wyniosły około 70 000 poległych, w tym 3300 oficerów (z tego 67 177 mogił udało się zewidencjonować na terenie Polski w jej obecnych granicach). Rannych zostało 133 000 żołnierzy, w tym 6700 oficerów. Tak wielka liczba zabitych wynikała po części z braku elementarnej pomocy medycznej, której udzielić mógł ewentualnie tylko przeciwnik. Do niewoli niemieckiej dostało się około 420 000 ludzi, z tego około 10 000 zmarło lub zostało zamordowanych.

Niemcy okupili swoje zwycięstwo nad Polską dużymi stratami : 16 343 poległo, 5058 zaginęło, 27 640 zostało rannych oficerów i żołnierzy co sparaliżowało zdolność bojową Wermachtu, który nie był w stanie w październiku 1939 r. podjąć żadnych działań zaczepnych.

Sowieci stracili od 2500 do 3000 poległych (według oficjalnych, zaniżonych danych – 996 zabitych i 2002 rannych).

Agresorzy utracili także znaczne ilości sprzętu bojowego: i tak - Wehrmacht – łącznie 674 czołgi, 319 samochodów pancernych (z tego część została następnie wyremontowana), Luftwaffe – 521 samolotów zniszczonych i ciężko uszkodzonych (z tego 330 bezpowrotnie), w tym w akcji – ponad 230, czyli po 27% stanu wyjściowego, Kriegsmarine – l trałowiec i pewną liczbę samolotów. Armia Czerwona utraciła około 150 wozów bojowych wszystkich typów i do 20 samolotów.

Według oficjalnych danych opór przeciwko bolszewikom kosztował Polskę około 6000–7000 zabitych i zamordowanych oraz – jak podawały zawyżone sprawozdania RKKA – 575 000 jeńców (w tym 240 000 – 250 000 z formacji regularnych). Rozróżnienie to jest o tyle istotne, że Sowieci brali do niewoli junaków Przysposobienia Obronnego, a także wszystkich umundurowanych funkcjonariuszy państwowych: policjantów, strażaków, kolejarzy, pracowników Poczty, a nawet harcerzy. Część z nich, zwłaszcza Ukraińców, Białorusinów i innych mieszkańców Kresów, po uprzedniej filtracji zwolniono na mocy decyzji Biura Politycznego KC WKP, a ponad 40 000 przekazano Niemcom; pozostałych oddano pod czujną opiekę NKWD. Jak wiadomo, co najmniej 22 000 jeńców, przede wszystkim oficerów, trafiło później przez obozy w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku do Katynia, Miednoje, Charkowa i innych miejsc masowego ludobójstwa gdzie zostali zamordowani w obozach kaźni.

Należy pamiętać ,że w kampanii 1939 r. istniała duża dysproporcja sił  między stronami konfliktu Polską a sowietami mimo to niewielkie siły Korpusu Obrony Pogranicza od dnia 17 września walczyły zaciekle z sowieckim agresorem oraz przeciwdziałały i to skutecznie ukraińskim akcjom sabotażowym.

Poczucie klęski czy  tylko przegranej bitwy

Wrażenie, jakie w społeczeństwie Polskim wywołał przebieg i finał kampanii wrześniowej 1939 r, było, w ocenie wielu, porażające. Poczucie klęski i skrajny pesymizm co do własnej przyszłości pogłębiała zarówno dobrze zapamiętana optymistyczno-patriotyczna propaganda, uprawiana jeszcze w sytuacji bezpośredniego wojennego zagrożenia, jak pospieszna ewakuacja naczelnych władz państwowych z Warszawy, a następnie z kraju, czego ogół nie pojmował, wreszcie przemyślana działalność obydwu okupantów, którzy w kontrolowanych przez siebie prasie i specjalnych okolicznościowych publikacjach polskojęzycznych jątrzyli świeże rany, licząc, że piętnowanie prawdziwych i przede wszystkim rzekomych błędów i przewinień II Rzeczypospolitej osłabi wśród Polaków ducha potencjalnego oporu.

Rangę poczucia tej klęski potęgowały słowa marszałka Rydza-Śmigłego, który w obliczu zbliżającej się wojny oświadczył: „Nie oddamy guzika”. Ponieważ w ślad za prezydentem, premierem i marszałkiem do Rumunii i na Węgry podążyły tysiące wojskowych i cywilnych uciekinierów, w rozgoryczonym, we własnym przeświadczeniu wydanym na łup Niemców i Sowietów społeczeństwie narodził się – jako fałszywy symbol upadku państwa.

Społeczeństwo Polskie dość szybko otrząsnęło się z letargu klęski i przegranej kampanii wrześniowej. Powstało w Polakach raczej poczucie przegranej bitwy niż klęski. Sformował się Rząd na uchodźstwie, zaczęła powstawać liczna Polska Armia we Francji później w Anglii. W kraju rodził się ruch oporu. Odżywało poczucie wiary w utworzenie frontu przez Francję i Wielką Brytanię i szybkie pokonanie Wermachtu. Narastał opór wobec okupanta Niemieckiego i sowieckiego. Tworzyły się pierwsze oddziały partyzanckie. Zaczynał się rodzić zbrojny opór.

Serca Polaków były pełne wiary w zwycięstwo i tak pozostało do dzisiaj

Bohaterowie tamtych czasów już prawie nie żyją pozostały po nich mogiły i wspomnienia. Dzisiaj w dobie niemal całkowitej dominacji polityki nad gospodarką i zdrowym rozsądkiem nasza patriotycznie nastawiona młodzież może wywiesi flagi, odpali race i będzie uczestniczyć choć fragmentarycznie w oficjalnych obchodach rocznicowych. Dzień minie i wszyscy zapomną o tym wydarzeniu.

W umysłach żyjących uczestników tamtych dni pozostaną żywe wspomnienia galopującego szwadronu 18. Pułku Ułanów Pomorskich, który pod Krojantami brawurowym manewrem kawaleryjskim zahamował marsz XIX Korpusu Pancernego gen. Heinza Guderiana, ułanów wspaniałej i bohaterskiej Wołyńskiej Brygada Kawalerii z Grupy Operacyjnej „Piotrków” (Armia „Łódź”), dowodzonej przez płk. Juliana Filipowicza, która zwycięsko odparła czołowe ataki niemieckiej 4. Dywizji Pancernej w bitwie pod Mokrą, heroicznej i niespotykanej obronie Westerplatte, boju na śmierć w obronie Poczty Gdańskiej, walkach o polskie niebo, gdzie wśród ryków silników i spadających bomb na bezbronne polskie miasta myśliwce P - 11 C zwycięsko odpierały naloty agresora. W sercach całego narodu zapłonęła wówczas iskra nieopisanego bohaterstwa i poświęcenia.

Wtedy w 1939 r. młodzi Polacy mieli po naście lat, byli pełni życia i poczucia godności własnego narodu i chęci oddania za niego własnego życia. Dla tych ludzi to było coś najważniejszego, był to żywy patriotyzm, którego niestety w dobie dnia dzisiejszego prawie nikt nie zna i nie potrafi już nawet zdefiniować. Dla tamtych obrońców był to wówczas czas honoru, boga i ojczyzny.

Wojsko Polskie z września 1939 r. nie miało w narzuconej konfiguracji strategicznej szans na zwycięskie odparcie niemieckiej i sowieckiej napaści. O wyniku kampanii zadecydował ostatecznie 17 września i zdradziecki atak sowieckiej Rosji na Polskę. Można domniemywać, w jakim stopniu przystąpienie ZSRS do wojny przesądziło o biernej postawie aliantów. Utrzymanie walk i frontu w Polsce do wiosny 1940 r, , jak zakładały plany strategiczne, wydaje się o tyle wątpliwe – nawet przy dostawach sprzętu z Zachodu – Niemcy i Sowieci dołożyliby z pewnością starań, aby za wszelką cenę zdławić Polski opór. Jednak przedłużenie kampanii wrześniowej, nawet o kilka tygodni, przyniosłoby podwójny skutek: jeszcze większe straty i zniszczenia, ale i o wiele bardziej uporządkowany charakter odwrotu do Rumunii i na Węgry resztek broniących się oddziałów i sprzętu wojskowego.

Oceny oficerów i żołnierzy września nie sposób ująć w jednoznacznej alternatywie bohaterowie czy straceńcy. O wiele częściej prawda o kampanii mieści się w dramacie konieczności podejmowania niewykonalnych zadań i próbach wypełniania nierealnych rozkazów. Żołnierz, gdy był właściwie dowodzony i miał szansę stawienia skutecznego oporu, bił się dobrze, a nawet świetnie.

W ekstremalnie trudnych warunkach frontowych zdarzały się przypadki graniczącego z fanatyzmem bohaterstwa: walka obsad Węgierskiej Górki, Borowej Góry, Wizny i Tynnego, obrona Warszawy, Lwowa i Wybrzeża, postawa Wołyńskiej BK w pierwszych dwóch dniach wojny, szaleńcza odwaga kawalerzystów generała Abrahama w odwrocie znad Bzury, bitność 11 DPK w Lasach Janowskich, odporność 1 DPLeg, zwanej przez Niemców z szacunkiem „żelazną”, na jej długim wojennym szlaku od Wilna po Tarnawatkę i Krasnobród, odyseja zgrupowania KOP i GO „Polesie” oraz oczywiście niezmiennie nieugięta postawa 10 BKZmot. Były też równie liczne przykłady niezrozumiałego pozornie załamania całych jednostek, takich jak klęska 8 i 20 DP w odwrocie spod Mławy, rozsypanie się Wileńskiej Brygady Kawalerii na przeprawach przez Wisłę czy 3 DPLeg pod Iłżą.

Wiele zależało od dwóch czynników: umiejętności i woli walki dowódców oraz momentu, w którym nadchodził kryzys. Rozprzężenie i dezorganizacja zdarzały się bowiem częściej w pierwszym etapie kampanii, gdy mimo wszystko szanse były bardziej wyrównane niż w ciężkich walkach odwrotowych pod jej koniec, kiedy zwykle bito się – nawet bez żadnych szans na sukces – aż do wyczerpania wszystkich możliwości, dla honoru. Tłumaczyć to trzeba okrzepnięciem wojska, które mniej nerwowo reagowało już i na nieprzyjacielskie samoloty nad głowami, i na czołgi za plecami czy przed sobą.

Jak Polski heroizm ocenił przeciwnik.

Wtedy 1 września 1939 r. niedawno odrodzona Polska nie była krajem bogatym, przemysł dopiero budowano, powstawały powoli nowe miejsca pracy, zróżnicowane etniczne i narodowościowo społeczeństwo zaczynało się powoli scalać. Generalnie w kraju było biednie. Tylko w dużych miastach bezrobotni mogli znaleźć pracę. To społeczeństwo, jak pokazało życie, było jednak zdolne do działań i czynów bohaterskich, które wzbudziły podziw ówczesnego świata.

Hitler, oceniając wnioski płynące z kampanii wrześniowej, stwierdził, że : „gdyby Polska miała broń przeciwpancerną, zwycięski pochód nie byłby możliwy”. Istotnie, kliny czołgowe, a także lotnictwo, odegrały w niej rolę decydującą.

O druzgocącej przewadze materiałowej Wehrmachtu, tak bardzo niedocenianej przez polskie naczelne dowództwo, stanowiła nie tyle jakość posiadanego sprzętu (jednostki niemieckich czołgów składały się w lwiej części z lekkich modeli typów PzKpfw I i II, które ustępowały 7-TP), ile jego ilość i doktryna zmasowanego użycia. Warto podkreślić także inny, pomijany często czynnik. Głównym środkiem walki po stronie polskiej musiała być w warunkach obrony przeciwpancernej artyleria używana zresztą często do bezpośredniego zwalczania czołgów. Tymczasem przedwojenne regulaminy zakładały prowadzenie głównie ognia obserwowanego, co w warunkach kampanii 1939 roku było zazwyczaj niemożliwe. Tak więc bardzo często – jak wspominał generał Kutrzeba –  "duża część naszej artylerii nie działała, jeżeli chciała działać, jak ją uczono i jak wynikało z naszego materialnego położenia ".

Szybko dające się odczuć braki w koniach – głównej sile pociągowej – powodowały, że działa bombardowane z powietrza były często zagarniane przez nieprzyjaciela lub porzucane. Tym niemniej artyleria jako broń sprawdzała się w ogólnej ocenie dobrze. Polskie lotnictwo – według opinii swego dowódcy – także „spełniło zaszczytnie swą skromną rolę”; " bez zarzutu wykonywała swe obowiązki niewielka flota wojenna".

W szczególnych warunkach kampanii wrześniowej jednak chlubną kartę zapisała polska kawaleria, która nie okazała się bynajmniej anachronizmem, i to nie tyle dzięki spektakularnym szarżom, ale niedocenianym walorom zaporowym. Mobilna i nieźle wyposażona w działka przeciwpancerne była w istocie najbardziej skutecznym środkiem hamowania postępów niemieckich czołgów. Jednostki kawalerii potrafiły w późniejszych etapach kampanii skuteczniej i dłużej wymykać się przeciwnikowi niż o wiele bardziej znużona fizycznie odwrotowymi marszami piechota. To na niej jednak spoczywał główny wysiłek wojenny. Generał Faury w sporządzonej po zakończeniu kampanii analizie podkreślał, że w przypadkach, gdy „piechota niemiecka nacierała bez wsparcia czołgów i lotnictwa, piechota polska dowiodła przewagi swego wyszkolenia i morale, zadając przeciwnikowi ciężkie straty”.

A jak obecnie ocenia się kampanię wrześniową, jak kształtuje się Polski patriotyzm.

System szkolnictwa w dobie dnia dzisiejszego nie uczy i nie wpajania młodym obywatelom naszego kraju takich wartości, jak patriotyzm i umiłowanie do własnego kraju. Tutaj rządzi polityka i kasa. Gdy powstają zrzeszenia czy organizacje młodzieżowe nastawione patriotycznie wielokrotnie przyrównuje się je do bandytów i kiboli stadionowych. To politycy wrzucili "wszystkich do jednego "wora": klakierów i popleczników; inni według nich to wrogowie. Ale czy na pewno ?

Rodzice zagonieni i zabiegani trudami dnia dzisiejszego nie mają już czasu na patriotyzm, gdy w garnku pusto, a dzieci chodzą głodne.

Spór o adekwatną nazwę wojny polsko-niemieckiej i polsko-sowieckiej trwa niemal od jej zakończenia. Niemcy ukuli slogan, że działania trwały 18 dni, co po 1945 roku z radością podchwyciła propaganda i historiografia PRL, gdyż dokumentował wyraziście, w duchu ocen Mołotowa, „bankructwo burżuazyjnego państwa polskiego”. Z czasem rozpoczęto używać terminu „kampania wrześniowa”, także nośnego propagandowo, odwracał bowiem uwagę od walk Grupy Operacyjnej „Polesie” przeciwko obydwu najeźdźcom. Zastąpiono go potem określeniem „wojna obronna”, zgodnym z tak zwaną marksistowską metodologią historii.

Bezpieczeństwo i pokój jak zdrowie nie są dane na własność i na wieki. Jak obecny rząd w naszym kraju wyobraża sobie jakąkolwiek mobilizację młodych, gdy dla niego są oni kryminalistami, których należy aresztować? Prawdziwych bandytów - tak, jak najbardziej, ale nie można przypisywać całej populacji - win nielicznych.

Gdzie podziały się lekcje patriotyzmu i historii w przedszkolu i szkołach, gdzie i w jaki sposób starsi pragną pokazać młodszym wspaniałą historię własnego narodu. W jaki sposób rządzący dbają o młode pokolenie, które w przyszłości ma przejąć ster władzy ?

Jedna wielka żenada. Młodzież polska wykształcona potrafi zaskakiwać swoją wiedzą świat nauki. Jednakże jak wcześniej wspominałem, sama zaczyna też dostrzegać potrzebę takiego działania, nie bacząc na zwodnicze obiecanki polityków. Patriotyzm nie przyjdzie sam, on rodzi się powoli w sercu i tam też nie pielęgnowany umiera.

Patriotycznie nastawiona młodzież sama zaczęła poszukiwać dla siebie wzorców i je odnalazła w Żołnierzach Wyklętych w powojennym antykomunistycznym podziemiu oraz walce o wolność i demokrację. Te wzorce pokazuje, pielęgnuje i przekazuje innym. Internetowe portale zastąpiły telewizję i radio tak mocno podporządkowane celom doraźnej polityki.

To młodzież tak niedoceniana, poniżana i wyszydzana wyśmiewana od „stadionowych kiboli” wstała z kolan i zdecydowała w wyborach na Prezydenta RP. I został nim wielki patriota miłujący ojczyznę, jej wartości i niepodległościowe tradycje.

Młodzież nastawiona patriotycznie zdecydowała na wyborach kto jest w Polsce u steru władzy. Taka jest prawda i powiedział bym głośno – NARESZCIE. I to już się dzieje, patrioci zaczynają decydować o swojej ojczyźnie.


Oddając hołd bohaterom poległym za ojczyznę pamiętajmy też i o tych, co mają tę ojczyznę obecnie i w przyszłości bronić

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)