Tajemnice Zieleńca - czy tutaj rozbił się samolot z niemieckim dygnitarzem ?

Obrazek użytkownika Tezeusz
Historia

Zieleniec - to jeden z najlepszych w Polsce i jeden z największych kurortów narciarskich na Dolnym Śląsku. Infrastruktura narciarska i hotelowa, doskonale przygotowane stoki oraz wyjątkowa atmosfera tego miejsca zachęcają do spędzenia tu wielu chwil. Zachęcam zatem gorąco miłośników zimowych i letnich sportów oraz wypoczynku do planowania także dłuższych pobytów w tym a nie innym kurorcie, tym bardziej, że wiąże się to z możliwością szusowania po zielenieckich stokach zupełnie za darmo.

O urokach pobytu w malowniczym Zieleńcu ( 950 mn.p.m) położonego na stokach Serlicha     (1026 m n.p.m.) i Zielonego Grabu (1026 m.n.p.m) pisałem już wielokrotnie w swoich artykułach - jest on jednym z największych ośrodków narciarskich w Sudetach, wyposażonych w supernowoczesną infrastrukturę narciarską np. jak kanapy podgrzewane itp. To nie jest tylko narciarski kurort, ale wręcz idealne miejsce choćby na sobotnio – niedzielny wypoczynek dla całej rodziny.

Wspominałem także o tym jedynym miejscu w Polsce z klimatem przeniesionym wprost z Alp i regenerującym szybko nasz organizm. Wspominałem także, iż pokrywa śniegu zalega tutaj co roku od końca listopada do kwietnia. W samym Zieleńcu funkcjonuje około 30 wyciągów narciarskich częściowo oświetlonych, na których jest możliwa jazda do godziny 22.00.

Wszystkie trasy narciarskie są tak usytuowane by można było na nich przejechać cały Zieleniec bez potrzeby zjazdu w dół do wyciągu. A jeden karnet może obsługiwać wszystkie wyciągi narciarskie w całym Zieleńcu. Wiele punktów gastronomicznych, hoteli i moteli oraz pensjonatów usytuowanych jest obok siebie. Parkingi są tutaj darmowe. Są tutaj bardzo dobrze przygotowane trasy do jazdy na rowerach górskich czy spacerach z widokami zapierającymi dech w piersiach. Nie ma tłumów na szlakach każdy tutaj poczuje się bezpiecznie i posiada tak potrzebny komfort ciszy, którą zmącają śpiewy ptaków i szum drzew.

Zieleniec jest nie tylko rajem dla narciarzy czy snowboardzistów, to także wspaniale przygotowane trasy biegowe i piesze szlaki, łączące się z trasami po czeskiej stronie. Zieleniec w ostatnim okresie czasu,  po realizacji wielu inwestycji przedłużających trasy narciarskie, rozbudowie bazy hotelowej np. Hotelu Zieleniec, czy wielu pensjonatów, stał się bardzo dobrą alternatywą i konkurencją dla podobnych stacji narciarskich usytuowanych w Czechach czy Austrii.

To miejsce  tak często odwiedzane przez turystów posiada także i wiele tajemnic oto jedna z nich :

"Okolice Zieleńca nie są co prawda nasączone tak dużym stężeniem historycznych zagadek sięgających średniowiecznych czasów, jednak również z tymi ziemiami związana jest niezwykle interesująca opowieść. Dotyczy mianowicie katastrofy lotniczej, która wydarzyć się tu miała pod koniec II wojny światowej. 

Maj roku 1945. Niezwykle mroźna zima dawno już ustąpiła, radzieckie wojska zajmowały kolejne dolnośląskie miasta i wsie. Broniąca się od lutego Twierdza Wrocław powoli składała broń, tylko nielicznym udało się umknąć. Jednym z tych, którzy podjęli się tego karkołomnego zadania, był, według niepotwierdzonych ponad wszelką wątpliwość źródeł, Karl Hanke - sekretarz osobisty Josepha Goebbelsa, gauleiter Dolnego Śląska m.in. podczas oblężenia Wrocławia w 1945; ostatni Reichsführer-SS. No właśnie - według niepotwierdzonych źródeł…

Dlaczego wspominamy tę postać? Ponieważ to właśnie on, zwany katem z Breslau (co było oczywiście konsekwencją mordów, do jakich dopuszczał się w trakcie wojny) miał być jednym z dwóch pasażerów niemieckiego bombowca Heinkel He 111, który w okolicach 5 lub 6 maja 1945 roku rozbił się na terenie ówczesnego Grunwaldu. 

Jedno w całej historii nie podlega dyskusji i potwierdzone zostało przez członków Dolnośląskiego Towarzystwa Historycznego, którzy w 2010 roku odnaleźli i zidentyfikowali szczątki samolotu - są to fragmenty niemieckiej maszyny, która uległa katastrofie pod koniec II Wojny Światowej. Dalej jednak zaczynają się już wyłącznie domysły i spekulacje. 

Według jednej z teorii wspomniany wcześniej Karl Hanke, wyskoczył wraz z pilotem ze spadającego samolotu na spadochronie. Zdołał ukryć się w pobliskich lasach, przedostać do niemieckiego oddziału, z którym trafił do niewoli, ale później został zabity podczas próby ucieczki. Inna koncepcja dalszych losów gauleitera Dolnego Śląska mówi o tym, że nie dość, że udało mu się zbiec z oblężonego miasta, przeżyć katastrofę i wymknąć krążącym po Dolnym Śląsku radzieckim oddziałom, to znalazł jeszcze bezpieczne schronienie w Argentynie, która po wojnie stała się azylem dla nazistowskich zbrodniarzy. 

Wróćmy jednak do badań szczątków samolotu, który rozbił się w okolicach Zieleńca. Nie jest niestety jeszcze ponad wszelką wątpliwość potwierdzone, z jakiego rodzaju maszyną mamy do czynienia. Choć na początku pisaliśmy o bombowcu Heinkel He 111, to jest wielce prawdopodobne, że był to samolot o wiele mniejszy, np. Fieseler Fi 156 Storch. Za tą drugą opcją przemawia fakt, że mniejszemu samolotowi łatwiej było wystartować z prowizorycznego lotniska przy Placu Grunwaldzkim (w ciągu trwania oblężenia Wrocław posiadał aż cztery takie lotniska) i uciec na południe. Ale z drugiej strony większy bombowiec rzeczywiście mógł zostać zestrzelony przez Aliantów nad Śnieżnikiem, rozbijając się ostatecznie w nieodległym przecież Zieleńcu. 

Szukając tajemnic związanych z tą historią, pojawia się oczywiście cała masa pytań, które tylko rozbudzają emocje i ludzką ciekawość. Czy Karl Hanke po prostu uciekał? Czy miał ze sobą jakieś istotne dokumenty? Bo że miał nieprawdopodobną wiedzę na temat wszystkiego co się w Breslau działo i gdzie podziały się tysiące zagubionych dokumentów, skarbów i kosztowności, nie ulega wątpliwości. Był też z pewnością cennym łupem dla radzieckich dowódców, którzy świadomie nie puściliby go przecież wolno..."

Tę niesamowitą historię wyczytaną historię ( link podany) potwierdziłem kilka dni temu w rozmowie ze spotkanym przypadkowo w czasie zjazdów z zielenieckich stoków Panem Romanem, który jak sam określił " Jest pasjonatem rzeczy niewyjaśnionych, członkiem towarzystwa naukowego, poszukiwaczem historii XX wieku", dodam iż jest także przyjacielem Pana Wołoszańskiego.

Opowiedział mi on, że od kilku lat wraz z grupą zapaleńców poszukują wraku tego niemieckiego bombowca, który ,jak wskazują materiały, faktycznie rozbił się na zielenieckich stokach. Na pokładzie tego samolotu miały znajdować się nie tylko dygnitarze niemieccy ale i ważne dokumenty wywiezione z atakowanego i otoczonego wówczas przez Armię Czerwoną Wrocławia. Na wiosnę tego roku poszukiwania wraku samolotu zostaną podjęte. Może ta niesamowita historia ujrzy światło dzienne.Pan Roman obiecał, że mnie o tym poinformuje. Czekam zatem.

Być może w niedługim czasie poznamy więcej szczegółów tej historii. Dokładniejsze badania miejsca katastrofy i analiza dostępnych dokumentów pozwoli z pewnością nie tyle na rozwiązanie całej zagadki, ale na odpowiedzenie na pytanie, jaka tak naprawdę maszyna rozbiła się w zielenieckim lesie. A to w dużym stopniu pozwoliłoby później ustalić, skąd ów samolot leciał oraz kto był jego pasażerem.

Żródło :

https://www.winterpol.eu/aktualnosci-zieleniec/346-tajemnice-historii-z-zielencem-w-tle.

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:9)

Komentarze

Uwielbiam Kotline Kłodzką. Mam wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1618121