Putin się przestraszył i grozi Polsce. Niebywałe

Obrazek użytkownika Tezeusz
Świat

Media informują cytat :

"Rosjanie nie są zadowoleni z planowanego spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z amerykańskim przywódcą, Donaldem Trumpem w Nowym Jorku...".

Władimir Dżabarow, deputowany rosyjskiego parlamentu tak skomentował plany USA dotyczące wysłania sił do Polski oraz rozmieszczenia w naszym kraju eskadry bezzałogowych statków powietrznych: „Polska może być celem uderzenia odwetowego w razie ataku na Rosję”. Z kolei inny deputowany, szef komisji obrony w Dumie Państwowej, Władimir Szamanow stwierdził natomiast, że Rosja ma do dyspozycji „szeroki arsenał” działań, które może podjąć w odpowiedzi na rozmieszczenie w Polsce eskadry statków powietrznych MQ-9. „Sytuacja zmierza w kierunku powtórzenia kryzysu karaibskiego. Jeśli wydaje im się, że takimi sposobami spróbują Rosję zastraszyć, to im się to nie uda”-przekonywał rosyjski polityk.

Zapewnił, że Moskwa podejmie „działania w odpowiedzi” i dysponuje „wystarczająco szerokim arsenałem środków, które może zastosować”. Polskę postanowił postraszyć również zasiadający w komisji obrony Rady Federacji Franc Klincewicz. „Ta decyzja jeszcze bardziej zaostrzy sytuację na kontynencie europejskim, nie zmieniając zarazem w żadnym stopniu stosunku sił. Jest oczywiste, że podejmiemy wszelkie niezbędne działania w odpowiedzi” – napisał na Facebooku. Wczoraj oficjalnie poinformowano, że Stany Zjednoczone planują zwiększyć swoją obecność wojskową w Polsce, wynoszącą ok. 4500 rotujących się członków personelu wojskowego, o ok. 1000 dodatkowych żołnierzy. W podpisanej w Waszyngtonie przez prezydentów obu państw deklaracji dotyczącej współpracy obronnej zapisano m.in. utworzenie w Polsce Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego USA oraz eskadry bezzałogowych statków powietrznych MQ-9 Sił Powietrznych USA.

Reakcję Federacji Rosyjskiej na spotkanie przywódców Polski i USA skomentował szef publicystyki TVP Info, Tadeusz Płużański. „Słychać już pohukiwania deputowanych do Dumy Rosyjskiej, że to jest nieodpowiedzialne. Putin dał do zrozumienia, że stosunki amerykańsko-rosyjskie są coraz gorsze. Rosyjscy deputowani straszą, że Polska może stać się poligonem doświadczalnym dla ich wojska” – powiedział w Telewizji Republika. „Niektórzy już szukają dziury w całym. To są brednie, to jest propaganda rosyjska. (…) Ameryka może mieć interes w tym, że kupujemy od nich sprzęt. Warto zdawać sobie sprawę z kontekstu.

Polska nie jest światowym graczem. USA jest mocarstwem. To że chcą oni z nami rozmawiać to jest wielka sprawa. To niezwykle ważna brama do bezpieczeństwa w Europie” – ocenił prezes Fundacji „Łączka”.

Rosja jest gotowa i chce używać siły, aby zmieniać granice Europy – powiedział w Brukseli szef NATO Jens Stoltenberg po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą.

A jakie są fakty - oto one :

Wyścig zbrojeń na europejskiej granicy Rosji i NATO zdecydowanie wygrywa ta pierwsza. Na wciąż jednak symboliczną obecność zachodnich żołnierzy i amerykańskie deklaracje zwiększenia sił Moskwa odpowiada  już od dawna budową potężnych uderzeniowych zgrupowań wojskowych w tym rakietowych i jądrowych.

Jak pamiętamy demonstracyjna absencja Władimira Putina na waszyngtońskim szczycie pokazywało, że mimo pewnego politycznego dialogu (częste  byłe spotkania i rozmowy Johna Kerry’ego z Siergiejem Ławrowem i Władimirem Putinem), na płaszczyźnie bezpieczeństwa tak napiętych relacji nie było od połowy lat 80. Z jednej strony szef Pentagonu Ashton Carter oraz generałowie Philip Breedlove i Ben Hodges wskazują na Rosję jako główne zagrożenie dla USA, z drugiej mamy ostre wypowiedzi moskiewskich polityków, a rosyjscy wojskowi od niedawna zaczęli znów oficjalnie używać zimnowojennego określenia „bardzo prawdopodobny przeciwnik” w odniesieniu do USA i ich sojuszników. Konfrontacja ta nie ogranicza się zresztą tylko do słów. Wzmacnianie wschodniej flanki NATO ma wybitnie defensywny charakter i ma przekonać Moskwę, że nie warto atakować któregokolwiek państwa Sojuszu. Sądząc po posunięciach Kremla, na razie nie przynosi to skutku.

Rozwiązania zimnowojenne na topie W 2018 r. minister obrony Siergiej Szojgu przedstawił kadrze dowódczej obraz „rozbudowy” potencjału militarnego NATO u granic Rosji, na co – jak podkreślił – należy odpowiedzieć asymetrycznie [jest ok, chodzi o to, że Rosja ma zwiększać siły szybciej i bardziej niż przeciwnicy] i wzmacniać własne siły w Zachodnim i Południowym Okręgu Wojskowym.


Podczas gdy NATO z wolna zwiększa swój potencjał na wschodniej flance, Rosja – w dużo szybszym tempie – formuje na tzw. zachodnim kierunku strategicznym nowe pancerne zgrupowania. Tylko w Zachodnim OW wojsko ma do końca roku dostać ponad 1100 sztuk nowego i zmodernizowanego sprzętu wojskowego. Biorąc pod uwagę formowane nowe jednostki, Rosja na zachodnim kierunku zwiększy liczbę czołgów do 850–900 oraz 1500 wozów bojowych. Większość będzie rozmieszczana na obszarze graniczącym z Ukrainą (obwody rostowski, woroneski, smoleński) w odległości 80–100 km od granicy.

Rozbudowę tego potencjału charakteryzują zmiany strukturalne, oznaczające odchodzenie od modernizacyjnych reform Anatolija Sierdiukowa (2009–2015) i powrót do rozwiązań zimnowojennych. Tak należy odbierać formowanie nowych dywizji: w Zachodnim OW powstaną dwie, w Południowym OW – jedna. W tych jednostkach pancernych i zmechanizowanych przywracana jest na miejsce dotychczasowej struktury batalionowej struktura pułkowa, która istniała w rosyjskich wojskach lądowych i została zlikwidowana w czasie, gdy ministrem obrony był Anatolij Sierdiukow.

Czerpiąc z sowieckich tradycji W Zachodnim OW formowane są 1. Armia Pancerna i 20. Armia Połączonych Rodzajów Sił. Nazwy nie powinny mylić, w rzeczywistości mają to być duże jednostki, de facto wielkie dywizje armijne, składające się z sześciu pułków każda – jak za sowieckich czasów. Nowe dywizje mają mieć siedziby w Jelnej i Boguczarze. Wbrew pozorom, nazwy mają tu duże znaczenie. 1. Armia Pancerna była jedną z sześciu sformowanych w czasach sowieckich potężnych grup czołgowych, które szły na czele ofensywy przeciwko III Rzeszy. W czasach zimnej wojny stacjonowała w NRD. Została rozformowana w 1998 r. Trzon reaktywowanej jednostki stanowić mają dwie elitarne brygady: Tamańska Dywizja Zmechanizowana i Kantemirowska Dywizja Panceerna. 1. Armia Pancerna ma łącznie liczyć pół tysiąca czołgów, w tym T-72B3, T-80 oraz najnowsze, słynne T-14 Armata.

Z kolei trzon 20. Armii będą stanowiły dwie brygady zmotoryzowane z dowództwami w Smoleńsku i Woroneżu. Łącznie 20 tys. ludzi. Jak za czasów sowieckich, teraz każda dywizja pancerna (w tym wypadku 1. Armia Pancerna) będzie miała trzy pułki czołgów, pułk zmotoryzowany, pułk artylerii samobieżnej i pułk rakietowej obrony przeciwlotniczej. Każda zmotoryzowana dywizja (w tym wypadku 20. Armia) natomiast ma mieć trzy pułki zmotoryzowane, jeden pułk czołgów, pułk artylerii samobieżnej i pułk rakietowej obrony przeciwlotniczej. Dywizję mają wspierać pododdziały wywiadu, łączności, logistyki, walki elektronicznej, wojsk chemiczno-biologiczno-atomowych. To ma być trzon sił lądowych SZ FR. Te właśnie jednostki jako pierwsze dostaną nowe czołgi T-14 Armata i pojazdy bojowe Kurganiec. Podobna reforma jest realizowana w Południowym OW. Do końca 2016 r. w Rostowie nad Donem ma być nowa dywizja zmotoryzowana. Z 10 tys. ludzi i strukturą, jak w dywizjach Zachodniego OW.

Wymienione trzy dywizje nie powstają od podstaw. Mają się oprzeć na już istniejących brygadach, a w nowej formule będą to jednostki z dużo większą siłą ognia, większymi możliwościami uderzeniowymi i zdolne do wykonywania działań na dużo większym teatrze wojennym. Oczywiście Moskwa nie chce całej armii narzucać struktury dywizyjnej. Ma ona się składać z różnych formacji, od dywizji właśnie, przez brygady po batalionowe grupy taktyczne (takiego rodzaju zgrupowań bojowych Rosja używa w Donbasie) – chodzi o zachowanie zdolności działania na różnych frontach, w różnych warunkach i w celu osiągnięcia różnych zadań.

Na wszystkich frontach Pod koniec marca, przemawiając na naradzie kadry dowódczej, minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił rozmieszczenie nowych systemów rakietowej obrony przeciwlotniczej S-400 koło Nowosybirska w Centralnym Okręgu Wojskowym. Nowe jednostki mają być sformowane do 2020 r., aby „drastycznie zwiększyć strefę obrony przed atakami powietrznych formacji prawdopodobnego wroga – będziemy zdolni zestrzeliwać sterowane pociski rakietowe lecące na niskich, średnich i dużych wysokościach”. Lokalizacja S-400 koło Nowosybirska nie jest przypadkowa. To kolejny etap rozbudowy obrony przemysłu zbrojeniowego w wielkich miastach w głębi Rosji. Ostatnie posunięcia Moskwy wskazują, że rosyjska armia gotuje się do wielkiej wojny na wszystkich frontach, na ziemi, morzu i w powietrzu. Rozbudowa potencjału militarnego odbywa się więc nie tylko na zachodzie kraju, w Europie, ale też na dwóch innych potencjalnych frontach wojny z USA: w Arktyce i na Dalekim Wschodzie. Bazy mają być budowane na Wyspie Wrangla, na północy Czukotki i na Morzu Arktycznym.


Właśnie amerykański kontekst wydaje się tłumaczyć na pozór zaskakującą, w świetle całkiem niezłych relacji z Japonią, decyzję o wysłaniu wojsk na Kuryle. W tym jeszcze roku na wyspach Kunaszyr i Iturup, do których pretensje zgłasza Tokio, pojawią się nowe systemy przeciwokrętowych pocisków sterowanych Bal i Bastion, jak też nowe szpiegowskie drony. Na Kuryle mają być też wyprawione dodatkowe okręty Floty Pacyfiku. Rosyjski Sztab Generalny uważa archipelag za strategiczny rejon pierwszej kategorii. W ramach wzmacniania tej wschodniej flanki w obliczu wroga amerykańskiego, rosyjska flota rozmieści w bazie Wiljuczińsk na Kamczatce swoje najnowsze podwodne okręty atomowe klasy Borej, uzbrojone w nowe pociski balistyczne z głowicami jądrowymi Buława. Z ośmiu planowanych do budowy takich jednostek, aż pięć będzie stacjonowało na Kamczatce. Operując na Pacyfiku, okręty Borej będą mogły w razie konfliktu razić buławami cele w USA, i to nie tylko na Alasce. Wysłanie większości borejów na Morze Ochockie jest motywowane chęcią lepszego zabezpieczenia tych nowych okrętów przed wrogim atakiem.

Najbliższy czas pokaże intencje Rosji agresywne sygnały o możliwości ataku na NATO w tym na kraje bałtyckie już wiedzieliśmy. A co na takie agresywne działanie Putina NATO i Stany Zjednoczone ?

Manewry wojskowe planowane w 2020 przez Rosję i jej sojuszników r. tuż przy granicy Polski  potrwają ponad sześć dni i weźmie w nich udział nie więcej niż 25 tys. żołnierzy, w tym ok. 10 tys. Rosjan i 280 jednostek rosyjskiego sprzętu wojskowego i odwody uzupełniające do etatów wojennych.

Oprócz wojsk lądowych w manewrach weźmie , jak informują rosyjskie źródła, udział lotnictwo, w tym do 25 maszyn rosyjskich. Celem ćwiczeń ma być sprawdzenie gotowości regionalnej grupy wojsk do obrony Państwa Związkowego Rosji i Białorusi. Ale czy na pewno ! Istnieje duże zagorzenie pozostawienia na Białorusi ofensywnych Sił Rosji gotowych do uderzenia militarnego na Polskę.

Czyli bardzo dobrze iż wojska Stanów Zjednoczonych stacjonują w Polsce a powinno być ich min 10 tys. w odpowiedzi na ilość zgrupowań Rosyjskich u naszych granic. To jest konieczność naszego bezpieczeństwa i      istnienia Polski.

Oczywiście agentura Rosyjska wmawia Polakom na forach internetowych coś zupełnie przeciwnego. ( pisałem o tym wielokrotnie podając konkretne fakty). ale to są nasi wrogowie i o tym trzeba wiedzieć.

Źródło:

PAP, Telewizja Republika, Fronda.pl
Source: https://jagiellonia.org/rosja-sie-przestraszyla-i-grozi-polsce

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)