Katyń - ucieczki z piekła. A jednak się udawało !

Obrazek użytkownika Tezeusz
Historia

Katyń przeklęte miejsce zbrodni na polskim narodzie. W tym miejscu w 1940 r. zbrodniarze i mordercy sowieccy spod znaku NKWD z zimną krwią na rozkaz zbrodniarza wszech czasów Józefa Stalina strzałem w tył głowy wymordowali kwiat polskiej inteligencji.

Krótkie przypomnienie zbrodni Katyńskiej

Na temat Katyńskiej zbrodni napisano tomy dokumentów, nakręcono filmy IPN cały czas zajmuje się tą zbrodnią ludobójstwa na Polakach.

Zbrodnia katyńska, jak podają dostępne źródła, kwalifikowana jest jako zbrodnia komunistyczna, gdzie rozstrzelano wiosną 1940 roku co najmniej 21 768 obywateli Polski w tym ponad 10 tys. oficerów wojska i policji, na mocy decyzji najwyższych władz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich zawartej w tajnej uchwale z 5 marca 1940 roku (tzw. decyzja katyńska). Egzekucji ofiar, uznanych za „wrogów władzy sowieckiej” i zabijanych strzałami w tył głowy dokonała radziecka policja polityczna NKWD. W latach 1940–1990 władze ZSRR zaprzeczały swojej odpowiedzialności za zbrodnię katyńską, lecz 13 kwietnia 1990 roku oficjalnie przyznały, że była to „jedna z ciężkich zbrodni stalinizmu”. Wiele kwestii związanych ze zbrodnią katyńską nie zostało jak dotąd wyjaśniony.

Czy wszyscy więźniowie z Katynia zostali zamordowani?

Z dostępnych materiałów IPN wynika, że nie wszyscy więźniowie w Katyniu skazani przez oprawców sowieckich na zabójstwo zostali rozstrzelani. Kilku uciekło z tego piekła. Oto krótkie przypomnienie ich historii ucieczki.

Niewiarygodne, lecz prawdziwe historie ucieczek z sowieckich katowni

Podchorąży rezerwy artylerii Wojska Polskiego, Stefan Czarnecki znalazł się w transporcie jeńców w kwietniu 1940 r. Wraz z innymi oficerami, trafił do katyńskiego lasu. W czasie, gdy był prowadzony przez wartowników sowieckich na miejsce rozstrzeliwania, wraz z innymi usłyszał odgłos wystrzałów pistoletowych. Wówczas to zorientował się, iż jeńcy zostają pozbawiani życia. Ktoś rzucił hasło „ uciekamy!”. Wówczas prowadzeni ku śmierci, rzucili się w panicznej ucieczce do otaczającego ich lasu. Padły za nimi strzały wartowników. Kilkunastu uciekinierów zginęło od tych kul. Podchorążego zasłoniły nierówności, na które upadł, potykając się. Wówczas kule oprawców ominęły jego ciało. Szybko wdrapał się na wysokie drzewo, gdzie zasłaniały go liście. Tam, w jego gałęziach, przeczekał do zmroku.

W nocy, udało dostać mu się do Grodna, stamtąd do Warszawy. Tę niesamowitą historie swojej ucieczki od niechybnej śmierci, opowiedział w latach 50-tych XX wieku byłemu szefowi harcerskiej organizacji konspiracyjnej.

Rotmistrz Eugeniusz Komorowski w 1920 r. był dowódcą szwadronu w 4. Pułku Strzelców Konnych. W 1939 r., już w stanie spoczynku, według dostępnych dokumentów katyńskich, był związany z 10. Pułkiem Strzelców Konnych.

28 kwietnia 1940 r. znalazł się w transporcie 161 osób z Kozielska. Wskutek deszczów, droga z obozu na stację kolejową okazała się nieprzejezdna i kolumna Polaków pokonywała ją pieszo. Gdy jeden z oficerów odmówił dalszego marszu, powstało zamieszanie, a sowiecka eskorta zaczęła strzelać. Komorowski, ranny, stracił przytomność. Odzyskał ją dopiero w wagonie kolejowym, leżąc wśród nieżywych kolegów. Uznany przez Rosjan za zabitego, przez szpary wagonu śledził odjazdy autobusów wiozących Polaków na śmierć. Potem został załadowany na ciężarówkę wraz z innymi ciałami. Spod przymkniętych powiek obserwował ogromną zbiorową mogiłę wypełnioną ciałami kolegów. Widział kolejne egzekucje. Prowadzono ich po sześciu, z rękami związanymi do tyłu i z płaszczami naciągniętymi na głowy. Strzelało tylko dwóch enkawudzistów. Nie zginął. został tylko postrzelony i uznany jako zmarły. Został zrzucony do dołu. Po kilku godzinach wyczołgał się do lasu, wcisnął swój portfel między zabitych. Miał niedowład ręki i ranę w biodrze. A jednak zdołał po tygodniach tułaczki dotrzeć do Grodna, a po wielu miesiącach znalazł się w Rumunii, a potem we Francji i Szwajcarii. Miał wówczas 44 lata. Zmienił nazwisko, by zatrzeć wszelkie ślady po tym, co wiedział.

Według relacji Stanisława Stachowskiego w czasie dyskusji nad zbrodnią Katyńską, jeden z jej uczestników, przedstawiając się jako major Okuszko, opowiedział historię swojej ucieczki z Katynia. Według jego relacji, w 1939r. trafił on jako jeniec wojenny do Obozu w Kozielsku, skąd w kwietniu 1940 r. został załadowany do transportu, jak wynikało z informacji eskorty - powrotu do domu. Jednak z napisów na ścianach wagonów, gdzie ich wieziono, wynikało zgoła coś innego, a zatem, iż zostają wiezieni i rozładowywani do małej stacyjki w nieznanym kierunku.

W nocy, niektórzy z jeńców postanawiają dokonać ucieczki. W czasie jazdy pociągiem demontują oni podłogę wagonu, przez którą uciekają. Ratuje się dwóch pierwszych uciekinierów, reszta zostaje zabita przez sowieckich konwojentów. Wyznanie takich prawd w czasach PRL-u było jak wyrok śmierci, stąd relacje o tych ucieczkach tak naprawdę nigdy nie zostały w pełni potwierdzone ani udokumentowane.

Nie ma takiego miejsca na świecie, takiego więzienia, obozu czy łagru, skąd by ludzie nie uciekali. Uciekali z Pawiaka, uciekali z Oświęcimia. Historycy mogą przytoczyć setki przykładów. A jednak ci sami historycy nie potrafią przytoczyć przykładu choćby jednej ucieczki z Katynia. Choć od ponad 60 lat uporczywie poszukuje się bezpośrednich świadków zbrodni, nigdy przed trybunałem świata, szukającego sprawiedliwości, nie stanął człowiek, który zdołał uciec z Katynia.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)