Jak Armia Krajowa stosowała broń biologiczną.

Obrazek użytkownika Tezeusz
Historia

Armia Krajowa była najlepiej w zniewolonej przez Niemców Europie zorganizowaną siłą wojskową w okupowanym kraju. Wypracowała w walce z najeżdżcą różne formy i metody walki. Były one skuteczne na których do tej pory wzorują się organizacje wojskowe i paramilitarne. Armii Krajowej nikt nigdy nie pokonał - rozwiązała sie sama. Do chwili obecnej historycy badają "fenomen" Armii Krajowej. odkryto iż jedną z wielu skutecznych form walki z okupantem było stosowanie walki z użyciem broni biologicznej, której panicznie bali się Niemcy.

TO BYŁ ARSENAŁ WALKI.

Mięso na stołówkach było przez żołnierzy AK doprawione solami octanu uranlynu i wąglikiem, trujące kosmetyki czy wagony kolejowe „Nur für Deutsche” skażone śmiercionośnymi zarazkami. To tylko część z arsenału niekonwencjonalnych środków, wykorzystywanych w wojnie biologicznej, jaką dowódca Armii Krajowej wypowiedział Niemcom.

O tym, że były to powszechnie stosowane i zabójczo skuteczne metody możemy się przekonać czytając relację Stanisława Janusza Sosabowskiego „Stasinka” (syna gen. Sosabowskiego), którą w pierwszej połowie lat 90. minionego stulecia spisał Dariusz Baliszewski.
W trakcie rozmowy były dowódca kompanii „Kolegium A” Kedywu AK, który posiadał wykształcenie medyczne, przyznał, że za jego sprawą życie straciło od 500 do nawet 700 Niemców! Wszyscy oni padli ofiarą broni biologicznej i chemicznej. Jak wyjaśniał po latach wtedy już blisko 80-letni Sosabowski:
To się nazywało »materiały specjalne«, przylatywały z Anglii z każdym cichociemnym. Specjalnie zabezpieczone ampułki z octanu uranlynu. Miesiąc po »spożyciu« pojawiało się zapalenie nerek, na które nie było ratunku. Albo ampułki z iperytem, czyli gazem musztardowym w płynie. W zależności od stężenia, wcześniej lub później, dawał objawy tyfusu i nieuchronną śmierć.

Antrax, czyli wąglik płucny, dodawało się do mięsa w niemieckich jednostkach żywienia zbiorowego. Jedne ampułki otrzymywali restauratorzy czy nasi zaprzysiężeni kelnerzy w lokalach „»Nur für Deutsche«, inne współpracujący z nami fryzjerzy w hotelach tylko dla Niemców, a podobno, jak słyszałem, czasem także nasze kosmetyczki w niemieckich salonach urody. 

KOMÓRKA DO ZADAŃ SPECJALNYCH.

Wszystko to było elementem dobrze przemyślanej i szczegółowo zaplanowanej akcji, prowadzonej niemal od samego początku wojny. Już w marcu 1940 r. komendant Związku Walki Zbrojnej na terenie okupowanym przez Niemców, płk Stefan Rowecki „Rakoń”, pisał w jednym z meldunków do gen. Kazimierza Sosnkowskiego, że została powołana do życia specjalna komórka dla działań chemiczno-techniczno-bakteriologicznych.
Jej członkowie zajmowali się teoretycznymi kwestiami zastosowania broni biologicznej i chemicznej, a przede wszystkim – wytarzaniem na miejscu odpowiednich preparatów. „Rakoń” meldował przy tym swojemu przełożonemu:
Zamierzam je stosować w pierwszym rzędzie w kierunku niszczenia materiału i sprzętu, w drugim – zakażania ludzi bez groźby dla naszej ludności, a nawet przenosząc je na teren właściwej Rzeszy przy pomocy wywożonych robotników.
O tym, że plany te zostały wprowadzone w życie zaświadczają kolejne raporty, w których informowano o wykorzystaniu w walce z okupantem tyfusu, czerwonki, nosacizny, wąglika i wścieklizny. Środki te stosowano zarówno przeciw Wehrmachtowi, jak i ludności cywilnej na terenie Rzeszy.

TYFUSEM I CZERWONKĄ NA NIEMCÓW.

Przykładowo, w meldunku dotyczącym aktów sabotażu dokonanych przez powołany do życia wiosną 1940 r. Związek Odwetu, awansowany na generała Rowecki donosił, że w okresie od 1 kwietnia do 1 sierpnia 1941 r.: wyjechało do Rzeszy 92 ludzi z bakteriami. Użyto nosaciznę w 143 różnych oddziałach wojska, a tyfus i czerwonkę w 178 wypadkach – podczas koncentracji na wschodzie.
Z kolei w meldunku datowanym na 31 lipca 1942 r. czytamy: Użyto trucizny w 194 wypadkach, skażono 7 wagonów osobowych. Akcja była skoordynowana i prowadzona na ogromną skalę, o czym najlepiej świadczy fakt, że tylko na Opolszczyźnie miano zarazić nosacizną aż 20 tysięcy koni, wcześniej zrabowanych przez Niemców na terenach okupowanej Polski.

Jeżeli chodzi zaś o Generalne Gubernatorstwo to – jak donosił Londynowi gen. Rowecki – do marca 1941 r., w wyniku użycia środków biologiczno-toksycznych zanotowano 1784 wypadków zachorowań i 149 wypadków śmierci wśród okupantów. Jednocześnie „Rakoń” podkreślał, że Ustalenie ilości wypadków jest trudne, ze względu na ukrywanie ich przez Niemców i trudność kontroli. W wypadku zachorowania Niemcy izolują chorych.

WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE.

Dowództwo polskiej konspiracji było jednak świadome, że wojna biologiczna nie może przynieść decydującego sukcesu. Sam gen. Rowecki rozumiał, że nigdy nie uda się wywołać w Niemczech prawdziwej epidemii, bardziej chodziło o aspekt psychologiczny, co zresztą podkreślał pisząc: Bakterie dadzą tylko swój efekt moralny.

Zupełnie inaczej miała się sprawa z bronią chemiczną. Tutaj „Rakoń” widział spore pole do popisu, prosząc Londyn o przysłanie soli uranowych (octan, azotan uranu) w dużych ilościach tj. ok. 150 kg.
No i jeżeli wierzyć temu, co powiedział Dariuszowi Baliszewskiemu „Stasinek”, zamówienie to było systematycznie zrealizowane, zaś przesłane „materiały specjalne” spożytkowano zgodnie z ich śmiercionośnym przeznaczeniem.
Polskiemu podziemiu pomagało wielu naukowców. Wśród nich znalazł się Rudolf Weigl – wynalazca szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu.

BROŃ BIOLOGICZNA NA NIEMCÓW.

Pomimo szeregu znanych akcji i wzmianek w źródłach, na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić jakie naprawdę szkody zadano Niemcom przy pomocy środków masowego rażenia. Jedno jest za to pewne. W obliczu hitlerowskiego terroru Armia Krajowa nie wahała się sięgnąć po nawet najbardziej podstępne i śmiercionośne środki.
Ktoś może powiedzieć, że kłóciło się to z etosem Polskiego Państwa Podziemnego. Musimy jednak pamiętać o tym, że to Niemcy zaatakowali Polskę, a ich rządy na okupowanym terytorium cechowały się wręcz bezprecedensową brutalnością nacechowaną na fizyczna likwidację narodu polskiego.

 

Bibliografia:
1. Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945, T. 1-6, [kom. red. Halina Czarnocka i in.], Wrocław 1991.
2. Dariusz Baliszewski, Tajna wojna Polaków, „Uważam Rze Historia” 4/2014.
3. Czesław Łuczak, Polscy robotnicy przymusowi w Trzeciej Rzeszy podczas II wojny światowej, Poznań 1974.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

Znów odgrzewane, no i znów albo zerżnięte od Rafała Kuzak, albo ty nim jesteś - poza tym kłamiesz odnośnie źródeł, bo wg linka: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/11/13/polska-wojna-biologiczna-czy-armia-krajowa-wytrula-jak-szczury-setki-niemieckich-cywilow/ źródłem tych "rewelacji" (nie wnikam o ich prawdziwość) jest książka „Wielkiej Księgi Armii Krajowej”, a nie to co ty podajesz.

Tak czy siak kolejny raz delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą, a ta w kwestii historii jest szczególnie niezbędna.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-5

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1621656

  Witam! Panie "solidarny", widzę, że każdy artykuł o "Żołnierzach Wyklętych" atakujesz. Odgrzewane? To sam piszesz swoją historię? Dziadka, lub wujka z UB zabili? Moi wujowie oficerowie AK też byli w Kedywie. Ja, jakby mnie historia postawiła w przyszłości, nie zawahałbym się, aby bronić ojczyznę, również w podobny sposób. Jesteśmy, jako rodzina, pokoleniowo oddani ojczyżnie i kościołowi.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3

ronin

#1621720

Panie "ronin", a tak poza tym, to wszyscy zdrowi? :D Po pierwsze to nie jest artykuł o "Żołnierzach Wyklętych", po drugie te brednie, że takie atakuje itp. - hahaha człowieku zbłaźniłeś się i te bajdy, o rodzinie, tak pewnie w ruskim "kedywie" miałeś i jako ruska rodzina pokoleniowo jesteś oddany ojczyźnie ruskiej i kościołowi... prawosławnemu.

WIEC SPADAJ DO SWOICH RUSKA ONUCO

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-5

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1621741