II Korpus Polski - korpusem bohaterów. Bitwa o Monte Cassino

Obrazek użytkownika Tezeusz
Historia

18 maja 1944, żołnierze II Korpusu pod dowództwem gen. Władysława Andersa zatknęli biało-czerwoną flagę na ruinach klasztoru Monte Cassino.

Do bitwy o Monte Cassino można porównać tylko rzezie pod Verdun i Ypres z czasów I wojny światowej, czy najcięższe walki II wojny światowej na froncie wschodnim. Była to najkrwawsza walka zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem. Po stronie niemieckiej wielu porównywało ją ze Stalingradem.

W archiwach BBC zachowały się wspomnienia gen. Władysława Andersa.
- Decyzja była ciężka - mówił dowódca II Korpusu Polskiego. - Zdawałem sobie sprawę, że w razie niepowodzenia cała odpowiedzialność spadnie na mnie. Gdy przegramy tę bitwę, myślałem, to będzie moja osobista przegrana, a gdy zwyciężymy, to zwycięstwo odniesie cały naród. Po namyśle oświadczyłem, że podejmę się tego trudnego zadania.

18 maja 1944 roku ok. godz. 9.30 po zaciętych walkach do opuszczonego przez Niemców klasztoru MONTE CASSINO wszedł patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela, który, przechodząc bez strat pole minowe o wymiarach 300 × 100 metrów, wkroczył do ruin klasztoru. Wziął do niewoli szesnastu rannych żołnierzy niemieckich pod opieką trzech sanitariuszy i zatknął na murach najpierw proporzec 12 Pułku Ułanów, uszyty na poczekaniu przez plut. Jana Donocika, a następnie polską flagę.

Dopiero w kilka godzin później, na wyraźne polecenie gen. Andersa, obok polskiej flagi została wywieszona flaga brytyjska. 18 maja 1944 roku w samo południe na ruinach klasztoru Monte Cassino polski żołnierz, plutonowy Emil Czech, odegrał hejnał mariacki, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy.

Sukces 2 Korpusu Polskiego polegał na umożliwieniu jednostkom brytyjskiego XIII Korpusu wejścia w dolinę rzeki Liri bez obawy, że północne skrzydło brytyjskie może zostać zaatakowane przez Niemców z rejonu masywu Monte Cassino.

19 maja wzgórza „575” i „San Angelo” zostały oczyszczone przez polskie oddziały z wojsk nieprzyjaciela.
2 Korpus Polski zdobył też Piedimonte (grupa „Bob”), a Passo Corno i Monte Cairo opanowali ułani z 15 Pułku Ułanów Poznańskich w dniach 21-25 maja 1944 roku. Droga na Rzym została otwarta.
W ten sposób 2 Korpus Polski przerwał w swoim pasie dwie linie obronne Niemców: „Linię Gustawa” i „Linię Hitlera”.

19 maja około godz. 17 dywizje polskie nawiązały łączność ogniową z 78 Dywizją brytyjską w rejonie Santa Scolastica. Po utracie masywu Monte Cassino Niemcy odeszli z całej Linii Gustawa na Linię Hitlera. Dzięki temu oddziały 8 Armii brytyjskiej uzyskały swobodę działania w dolinie rzeki Liri. Już 18 maja XIII Korpus zbliżył się na odległość 2,5 km do Piedimonte, górskiego zwornika Linii Hitlera. Położony bardziej na zachód ważny węzeł niemieckiej obrony Santa Oliva zdobył Francuski Korpus Ekspedycyjny. Oddziały te prawie nie napotykały oporu. Następnego dnia XIII Korpus brytyjski podszedł do Linii Hitlera w rejonie Aquino.
Wieczne Miasto Amerykanie zajęli 4 czerwca, a więc w dwa tygodnie po bitwie.

20 maja dowódca 15 Grupy Armii skierował do 2 Korpusu Polskiego rozkaz, w którym dziękował za zwycięstwo:
"Żołnierze 2 Polskiego Korpusu! Jeżeliby mi dano do wyboru między którymikolwiek żołnierzami, których bym chciał mieć pod swoim dowództwem, wybrałbym Was – Polaków".
— Harold Alexander

Polskie walki o masyw Monte Cassino i Piedimonte trwały 13 dni i 20 godzin i były niezwykle krwawe. W natarciu zginęło 923 żołnierzy, 2931 zostało rannych, a za zaginionych uznano 345, z których 251 powróciło do oddziałów po zakończeniu walk. Jednak już w czerwcu 2 Korpus Polski ponownie wkroczył do akcji, wyzwalając w lipcu 1944 roku Loreto i Ankonę. Wygrana bitwa o Ankonę, ważne miasto portowe, ułatwiła przełamanie niemieckiego systemu umocnień o znaczeniu strategicznym tzw. Linii Gotów.

Ppor.Witold Domański napisał po bitwie:
"Jeszcze dziś,18 maja,świat dowie się,że Monte Cassino jest w rękach Polaków.Trzeba,żeby wiedzieli potomni,że dla nas ta góra była najbardziej niedostępnym szczytem świata,trudniejszym do zdobycia niż Mount Everest,niż Nanga Parbat.Lecz tędy prowadziła droga do Polski".

Wieczna Chwała Polskim Bohaterom.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

przedstawiamy Państwu tablicę pamięci Żołnierzy Rzeczypospolitej spoczywających na cmentarzu Monte Cassino.
Po wybraniu Poległego znajdą Państwo informacje o grobie oraz jego lokalizację.

http://cmpi.fondazionemm2c.org/pl/pochowani-na-monte-cassino/carts/1.html

SOLI Deo -

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0


,,żeby głosić kłamstwo, trzeba całego systemu, żeby głosić prawdę, wystarczy jeden człowiek”.

#1630102

Jestem naprawdę dumny bo mojego ojca brat walczył pod Monte Casino. Ja jako młody chłopak słuchałem opowieści od zwykłego bohatera który umiał mi przekazać potworność zdarzeń. Chociaż był wstrzemięźliwy pokazał mi mundur-kombinezon napis Poland na rękawie?, garść monet ze wszystkich krajów które przeszedł i pocztówki. Dostane na pewno minusy bo powiem prawdę co mi opowiadał Stryjek, wszyscy pili bo inaczej nie mogli by zdobyć Monte Casino. Nieszczęśliwie miałem tylko dwa spotkania ze Stryjkiem/prl/ później moje losy potoczyły się jak w filmie. Niech Bóg ma w opiece BOHATERÓW.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1630127

Napisałeś Tezeuszu o Bitwie pod Monte Cassino. Rocznica Tamtej Viktorii za tydzień 18 Maja. Ja przypomnę historię Wielkiego Bohatera Niezwykłego żołnierza Armii Gen Andersa. Wiszą tu na naszych Niepoprawnych wszystkie te moje wpisy o Wojtku, no ale o TAKIM BOHATERZE wspomnień nigdy za wiele.

 Dramat Polskiego ŻOŁNIERZA. Niezwykłego Żołnierza, który swą obecnością TAM, pod tym wzgórzem Monte Cassino, był z pewnością inspiracją do walki dla Polskich Żołnierzy, którym rosło serce, jak widzieli zwierzaka noszącego pod górę ciężkie skrzynie z amunicją. Noszącego bez żadnego wysiłku. Bo przecież to był wielki i silny niedźwiedź, ważący 250 kg. A skrzynki były ciężkie owszem, dla jego przyjaciół żołnierzy, których musiało być dwóch do takiej jednej skrzynki. A on sam, i biegiem pod górę. 

55 tysięcy żołnierzy alianckich poległo od Stycznia do Maja. A poźniej przyszli Polacy z Wojtkiem. 3 dni i Wielka Viktoria. Wielkie Zwycięstwo.

Na Cmentarzu w Doylestown setki grobów Żołnierzy, Weteranów Polskich,  a nawet śladu po Naszym Wspaniałym Wojtku - KAPRALU, ŻOŁNIERZU ARMII GENERAŁA WŁADYSŁAWA ANDERSA.

Nic!

Pora Postawić Pomnik Pamięci, który byłby jednocześnie przeproszeniem Żołnierza za TO co uczynili jemu Przyjaciele - Żołnierze JAK I ON.  

BYŁ PRZECIEŻ JEDNYM Z NICH.

Oni rozjechali się po świecie, piersi pełne dziś orderów mają, a on dogorywał za kratami ZOO w Edynburgu

: http://niepoprawni.pl/comment/1559824#comment-1559824

&

wiersze o Wojtku,

a pierwszy ten, który przeczytałem i chciałbym, by on otwierał broszurkę, którą planuję wydać jako prezent dla Dzieciaków Polskich za ich zaangażowanie 

(myślę, że będzie)

w zbiórkę grosików na wojtkowy pomnik

:

 "Grosiki dla Wojtka"

 Nazbieramy dla Ciebie Wojtku grosików, 

centusiów.

Postawimy Wojtku pomnik dla Ciebie.

Ty cieszyłeś się miłością Dziadusiów.

Byłeś z nimi, gdy Polska Była w 

potrzebie.

 

Wychowali Cię od maleńkiego.

Podawali Ci mleko w butelce.

Miłość miałeś Polskich Żołnierzy.

Miałeś Wojtku Żołnierzy Naszych 

Serce......

 

Nazbieramy Wojtku grosików  dla 

Ciebie.

Postawimy Ci Wojtusiu Pomnik.

Zasłużyłeś sobie na niego.

TY, Bohater, TY Żołnierz 

Niezłomny......

 

Chociaż byłeś tylko misiaczkiem.

Jednak żyłeś od dzieciństwa jak 

Człowiek.

No i rosłeś szybko jak na 

drożdżach.

Kto Cię znał, o tym innym opowie.

 

O TYM Twoim bojowym szlaku.

O wędrówce z Żołnierzami 

Andersa.

Gdzieś z Gór Taurus, dalekiego Iraku,

Aż do Wzgórza Monte Cassino,

Gdzie był Wojtek, Żołnierz Bohater.

W Wielkiej Bitwie - Wojtek

Zwycięzca !

 

Nazbieramy pieniążków dla Ciebie.

Postawimy Ci Wojtku 

Pomnik.

Stanie TAM - W Polskiej Częstochowie.

Gdzie są Twoich Przyjaciół 

Groby......

 http://old.niepoprawni.pl/blog/1601/antos-i-niedzwiedz-pod-monte-cassino

 http://niepoprawni.pl/blog/poeta/epitafium-bohatera-czyli-o-wojtku-w-rocznice-dnia-jego-smierci-2-grudnia-1963-w

 http://niepoprawni.pl/blog/poeta/milosc-niejedno-imie-ma-wojtek

 https://results.searchlock.com/search/?q=wojtek+the+soldier+bear&tbm=isch

 https://results.searchlock. com/search/?q=wojtek+the+ soldier+bear&tbm=isch

 

P.S.

 Jedna uwaga mi sie nasunęła gdy tak czytałem raz jeszcze to wszystko co o Wojtku napisałem i to co o nim opowiadali Ci co go znali.

 Otóż Wojtek nie nosił pojedyńczych pocisków jak to jest pokazane symbolicznie na tym logo.

W rzeczywistości Wojtek nosił ciężkie skrzynie z amunicją ważące po 45 kg:

 

Żołnierze wspominają, że Wojtek uwielbiał jazdę wojskowymi ciężarówkami(link is external) – w szoferce, a czasami na pace, czym wzbudzał sporą sensację na drodze. Lubił też zapasy z żołnierzami, które na ogół kończyły się jego zwycięstwem: pokonany leżał „na łopatkach” a niedźwiedź lizał go po twarzy. Pośród opowieści o Wojtku jest również taka, jak to podczas działań pod Monte Cassino(link is external) kapral Wojtek pomagał pozostałym żołnierzom w noszeniu ciężkich skrzyń z amunicją artyleryjską(link is external) i nigdy nie zdarzyło mu się żadnej upuścić. Od tamtej pory symbolem 22 Kompanii stał się niedźwiedź z pociskiem w łapach. Odznaka(link is external) taka pojawiła się na samochodach wojskowych, proporczykach(link is external) i mundurach(link is external) żołnierzy.

 Wojtek....Taki był !

 ......Jeden z polskich weteranów bitwy pod Monte Cassino, dumny posiadacz odznaki Wojtka, stworzonej dla uczczenia

męstwa niedźwiedzia, tak wspomina te wydarzenia sprzed 65 lat:

 

„Po dotarciu na pozycje naszej artylerii,

pospiesznie rozładowywaliśmy pociski i zapalniki, a następnie po krótkim odpoczynku, wracaliśmy możliwie jak

najszybciej po kolejny ładunek. Pomimo podejmowania przez nas wszelkich środków ostrożności, dochodziło

do wielu wypadków, w których ginęli liczni kierowcy ciężarówek, staczających się z wąskich dróg w przepastne

czeluście stromych jarów”.

Wojtek został wciągnięty w wir opisywanych zdarzeń, stawiając czoła tym samym niebezpieczeństwom, z którymi

musieli się zmierzyć otaczający go ludzie. Dla niedźwiedzia był to obcy, niebezpieczny i przerażający świat.

Jednak Wojtek szybko się doń przystosował. Znalazłszy się w nowej sytuacji początkowo domagał się uwagi i

opieki, odmawiając opuszczenia kwatery z powodu hałasu wybuchających pocisków. Wkrótce jednak pozbył

się lęku przed nowymi dlań zjawiskami. Rządny nowych wrażeń, wspinał się na odsłonięte drzewo, które stało

nieopodal obozu 22 Kompanii. Z poziomu jego konarów, niedźwiedź wsłuchiwał się w huk wybuchów i spokojnie

obserwował tajemnicze błyski eksplozji, pojawiających się na zajmowanym przez Niemców obszarze, który

był bombardowany i ostrzeliwany przez ciężką artylerię.

 

 

W takich właśnie okolicznościach Wojtek zasłużył sobie na status legendarnego bohatera. Niedźwiedź

obserwując swych towarzyszy, którzy w bitewnym zgiełku uwijali się pospiesznie rozładowując skrzynki z

amunicją artyleryjską, postanowił dołączyć do nich i rozłożywszy na boki swe potężne łapy, dał do zrozumienia

krzątającym się wokół żołnierzom, że chce im pomóc w ich wyczerpującej pracy. Wojtek nigdy nie był

szkolony do przenoszenia czterdziestopięciokilogramowych skrzyń, w których znajdowały się pociski do

dwudziestopięciofuntowych dział, zapalniki do pocisków oraz inne zaopatrzenie artyleryjskie. Rutynowego

postępowania z zasobnikami amunicyjnymi nauczył się obserwując krzątających się wokół niego żołnierzy,

którym postanowił pomóc z własnej woli, bez słowa zachęty z ich strony. Stojąc na tylnych łapach, rozkładał

swe potężne ramiona, w które żołnierze składali ciężkie skrzynie z amunicją, po czym bez wysiłku przenosił

je do podręcznych składów amunicyjnych, zlokalizowanych w pobliżu stanowisk ogniowych. Po dostarczeniu

ładunku do gniazd artylerii, niedźwiedź wracał do ciężarówki po kolejny ładunek śmiercionośnego zaopatrzenia.

Wojtek nigdy nie upuścił ani jednego pocisku, z czego dumna była cała jego kompania. Zaznaczyć jednak

należy, że pomagając przy wyładunku amunicji, niedźwiedź czynił to na swych własnych warunkach. Całkowicie

samodzielnie decydował o tym kiedy i jak długo ma pracować. Czasami konieczne było zachęcenie go do pomocy.

Jeśli niedźwiedź zdecydował się na zrobienie przerwy, aby sobie przez chwilkę poleżeć, zachęcenie go do

ponownego włączenia się w wysiłek wojenny wymagało poczęstowania go jednym lub dwoma smakowitymi

kąskami. Nagradzano go jedzeniem w chwili wręczenia mu skrzynki lub w chwili gdy odstawiał ją po doniesieniu

we właściwe miejsce. Podczas bitwy pod Monte Cassino, kompania Wojtka przewiozła dla wojsk polskich i

brytyjskich około 17 300 ton amunicji, 1200 ton paliwa i 1100 ton żywności.

11 maja 1944 r. rozpoczęła się ostatnia bitwa o Monte Cassino. Zanim natarcie ruszyło do natarcia, generał Anders

zwrócił się do swych żołnierzy z emocjonalnym apelem: „Na czas tej akcji niech w wasze serca wstąpi duch lwa,

zachowajcie w nich jednak także miejsce na Boga, honor i Polskę – waszą Ojczyznę”. Generał w swej odezwie

nakazywał żołnierzom, aby pomścili wszystkie cierpienia, jakich podczas wojny zaznał naród polski, a także

żeby wzięli rewanż za wszystko to, co oni sami wycierpieli w ciągu lat spędzonych w Rosji oraz w okresie długiej

rozłąki ze swoimi rodzinami.

O godzinie H, czyli o 23.00, ogień otworzyło około 1200 alianckich dział, które rozpoczęły przygotowanie

artyleryjskie do natarcia. Skoordynowany ogień artylerii był tak gęsty, że panujące ciemności musiały ustąpić

przed jasnością wystrzałów dział i eksplozji pocisków, które noc zamieniły w upiorny dzień. Nawała artyleryjska,

mająca wstrząsnąć przeciwnikiem i pozbawić go woli walki, dosłownie wywołała trzęsienie ziemi. Wojtek i jego

towarzysze byli jednak niewzruszeni, bez przerwy pracując na rzecz zapewnienia stałych dostaw amunicji na

stanowiska artylerii...

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/1644/wojtekbohater-spod-monte-cassino

Nie zapomnimy NIGDY o Tobie Wojtku, Wspaniały Polski Żołnierzu.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1630145

13 maja 1901 roku, dzień narodzin Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1630183

Dziwne te nasze relacje i wspomnienia z bitwy. Słuchałem niedawno dwóch zachodnich opracowań o tej bitwie. Jedna amerykańska druga angielska. Szkoda że nie zapisałem źródeł by bym je tu zamieścił.
Obie, bardzo długie (prawie godzinne) opracowania NIE WSPOMINAJĄ NAWET O POLAKACH.
Jesteście w stanie w to uwierzyć? Chyby jednym zdaniem jeden z nich wspomniał dosłownie: Polska jednostka zabezpieczyła opuszczony klasztor. Jakby kilka dni szturmów i kilka tysięcy zabitych niczego tutaj nie wnosiły.
I nawet nie chodzi o pomniejszanie naszego udziału, tylko o przedstawienie całości zmagań wraz z konsekwencjami każdego kroku i każdej akcji w zupełnie innym świetle. Okazuje się że
anglosasi widzą tą bitwę kompletnie inaczej niż my a nasz udział w końcowej fazie za zupełnie bez znaczenia. Za powód wycofania się Niemców podają ruchy innych jednostek które właśnie odcinały odwrót Niemcom, w tym chyba zajęcie sąsiedniego strategicznego wzgórza, co nie zostawiało Niemcom innej alternatywy niż wycofanie się. Gdyby nie to, to Niemcy kosili by naszych aż brakło by im amunicji albo... brakło naszych?

Czy jest możliwe by były aż tak diametralnie różne spojrzenie na tę bitwę?

Jeśli tak było w rzeczywistości, to czy nie należało by spojrzeć inaczej na słowa generała Andersa: "Zdawałem sobie sprawę, że w razie niepowodzenia cała odpowiedzialność spadnie na mnie. Gdy przegramy tę bitwę, myślałem, to będzie moja osobista przegrana..." ?

I czy po raz kolejny (co pozostało nam do dzisiaj) bardziej martwiliśmy się tym "a co na to powie zachód"?

Mam nadzieję ze ktoś dogłębnie zna tę kampanię wraz z jej kulisami i spróbuje nam to obiektywnie wyjaśnić.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1630415

Oprócz minusów miałem nadzieję na merytoryczne odpowiedzi tych którzy dogłębnie znają temat.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1630508

Widzę że nikt tutaj nie ma szerszego spojrzenia na tę kampanię a wszyscy koncentrują się na małym wycinku którym było wejście polskiej brygady do zdobywania Monte Cassino. Mimo to ludzie oceniają, biją brawa (albo minusują jak jest w moim przypadku), a merytoryki żadnej.
Szkoda bo widzę że znów muszę udać się do angielskich źródeł.

Nie jestem ekspertem, ale mogę podzielić się informacjami które niedawno zdobyłem. Otóż polski udział nazywa się "czwartym atakiem" co jest powszechnie znane. W tych poprzednich, bez udziału Polaków, popełniono masę karygodnych błędów. Zresztą w czwartm również. Podstawowy błąd to każdorazowo użycie zbyt małych sił. Zamiast zdusić Niemców skoordynowanym atakiem wielkich sił i środków, którymi alianci dysponowali, to rzucano do tego zadania za każdym razem o wiele, wiele za małe siły. Polska brygada była największą ze wszystkich poprzednich, ale też zbyt mała by zdominować i zdusić obronę niemiecką. Stąd tak rozwlekła w czasie akcja i ogromna ilość ofiar.

Inne wcześniejsze błędy które nie dawały aliantom żadnej szansy na zdobycie Monte Cassino to na przykład użycie w zimie wojsk z Austalii/Nowej Zelandii które w życiu nie jadły lodów a co dopiero widziały 20-stopniowe mrozy. Podobno również wojska amerykańskie użyte w pierwszych atakach nie miały nawet rękawiczek i zimowego wyposażenia a przecież był to styczeń i góry.

To wszystko blednie jednak przy dwu innych rzeczach. Jak mówi historyk Peter Caddick-Adams, generał Anders został zapytany czy chciałby użyć polską brygadę do walk o Monte Cassino. Bez żadnej analizy sytuacji i możliwości własnych wojsk natychmiast odpowiedział że tak. Nie był do tej decyzji w żaden sposób przymuszany a zdawał sobie sprawę jak tragicznie i jakimi ofiarami zakończyły się poprzednie próby. Daje to trochę do myślenia... Mógł zamiast tego, jak Francuzi, wziąć udział w zdobywaniu i triumfalnym wkroczeniu do Rzymu.

No i rzecz o wiele poważniejsza: w kampani włoskiej brały udział 23 państwa. Jak podkreśla Peter Caddick-Adams, była to koalicja partnerów a nie alianci. Partnerzy nie podpisali żadnego porozumienia co do wspólnego celu. Po prostu była to kolaicja ad-hock która wspólnie walczyła ze wspólnym wrogiem.
I tutaj jest całe sedno, tragedia i ignorancja Polaków. Polacy zawsze myślą że jeśli będą umierać za innych to inni im pomogą. A anglosasi patrzą jaki podpisali dokument i jak się z niego ewentulanie wykręcić.
Jak widać z anglosasami najpierw należy podpisać szczegułowe umowy, monitorować czy są one przestrzegane i jedynie wtedy realizować zobowiązania lub zaprzestać ich realizacji. Niestey tę wiedzę powinny posiadać polskie władze. Szkoda że nasi żołnierze na darmo umierali. Mogli przecież jak Francuzi siedzieć w angielskich pubach i czekać na skończenie wojny przy szklaneczce wina czy whyskey. Podnieść dupę ze stołków dopiero wtedy gdyby odpowiednie umowy zostały przez wszystkich podpisane.
Tak ja to widzę gdy po raz kolejny słucham godzinnego wykładu na Youtube w którym polski wkład w walki o Monte Cassino zajmuje mniej niż 30 sekund.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1630555

Wieczna Chwała Polskim Bohaterom.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1630557

Jak mówią Anglicy: this goes without saying.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1630559

Zapomniałem o najważniejszym. Peter Caddick-Adams z jednej strony podziwia Polaków a z drugiej dziwi się że Polacy wyrazili zgodę na zdybywanie Monte Cassino (i wogóle kontynuowali swój udział we wspólnej walce) kiedy było już wiadomym że Polska nie otrzyma niepodległości i trafi w ręca swojego największego wroga. Że "alianici" podpisali już kontrakt ze Stalinem.
Daje on do zrozumienia że oni (Anglicy) w życiu by tego nie zrobili.
Nie wiem czy ma nas tym samym za frajerów, ale tego się już od niego nie dowiemy.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1630558

Zadaniem II Korpusu Polskiego, biorącego udział w czwartym natarciu Aliantów, złożonego z dywizji Karpackiej i Kresowej było zajęcie wzgórz 593, 569, masywu Albanety, zajęcie wzgórza Widmo i S. Angelo, przecięcie drogi nr 6, przełamanie grzbietu linii Gustawa, której ważne ogniwo stanowił Klasztor. Drugą fazę ataku stanowił sam Klasztor, co nie okazało się konieczne (Niemcy wycofali się z ruin, zostawiając rannych i zasypane załogi bunkrów). Najcięższe walki Korpus stoczył zgodnie z Dyrektywą na krwawych wzgórzach 593, 569 (tam walka toczyła się na odległościach rzędu 10,20,30 metrów, często tylko na granaty, bagnety, saperki, zęby i pięści). Pas natarcia polskiego Korpusu leżał po wschodniej stronie Klasztoru, który zresztą, jako górujący nad całą okolicą  miał wszystkie te punkty w swoim polu ostrzału (możdzierze, nebelwerfery, broń maszynowa).
Na ruinach klasztoru flagę polską (ułański proporczyk) zatknął patrol ułański pochodzącego z Przemyśla ppor. Gurbiela, zm. w 1992. Podporucznik zaprzyjaźnił się ze spadochroniarzem niemieckim wziętym przez Niego do niewoli w Klasztorze. W latach osiemdziesiątych głośna była sprawa, gdy pewne środowiska niemieckie oskarżyły Polaków o wymordowanie niemieckich jeńców w klasztorze. Wówczas ten Niemiec rozwiał wszelkie wątpliwości. Po zdobyciu klasztoru Korpus brał udział w ciężkich walkach o miasteczko Piedimonte - kolejny ważny punkt linii obronnych. https://twojahistoria.pl/encyklopedia/leksykon-bitew/bitwa-o-piedimonte-san-germano-20-25-maja-1944/
Cała kampania włoska ma złą sławę. Operacje przełamania linii Gustawa i Hitlera były fatalnie zaplanowane i kierowane przez dowództwo alianckie. Zaliczają się do najbardziej krwawych, przypominających raczej wojnę pozycyjną I W.Ś.

Polecam bardzo dobrą monografię bitwy: "Monte Cassino", młodego brytyjskiego historyka, Matthew Parkera, która każdemu z walczących oddaje należny honor.

http://www.matthewparker.co.uk/books/Monte_Cassino.php

Na jednym ze spotkań z autorem było dwóch polskich weteranów samej bitwy, dwóch wspaniałych, pogodnych osiemdziesięciolatków o zaskakująco trzeźwych umysłach Wyrazili opinię, żeby nie słuchać niektórych z ich kolegów, którzy, jako staruszkowie, mają tendencje do tworzenia własnych wersji wydarzeń, cyt. "konfabulantów i sklerotyków". Podziękowali autorowi za książkę stwierdzając, że podaje ona prawdziwą wersję wydarzeń - co dla mnie stanowi najlepszą recenzję. Na koniec jeden wstał i po upływie 60 lat nadal świetną angielszczyzną stwierdził "An excellent part of reading, mr Parker"- a kto, jeżeli nie sami zaangażowani mają największe prawo do oceny, co jest kłamstwem, a co nie.

PS

https://twojahistoria.pl/encyklopedia/leksykon-bitew/bitwa-o-monte-cassino-11-18-maja-1944/

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

casium

#1630565

Ciekawy wpis. Spodobali mi się ci starsi panowie. Chciało by się powiedzieć... im jesteśmy starsi tym lepiej pamiętamy rzeczy które nigdy się nie wydarzyły :)

Tak, znamy opisy samej walki Polaków, ich cele itd. Mi jednak chodzi bardziej o coś innego. Czy po zdobyciu przez "aliantów" sąsiednich wzgórz, otwarciu jednak drogi na Rzym i zamykaniu kotła wokół Niemców na Cassino, to czy kontynuowanie krawej jatki na samym Monte miało jeszcze jakikolwiek sens?
Czy nie była to już bardziej sprawa ambicji dowódców, w tym przypadku chyba polskich? Sprawa źle pojętego honoru? Przywołam tu słowa samego Andersa cytowane wcześniej.
Nie chcę deprecjonować jego dokonań, ale zaczynam wierzyć że my Polacy od dawna jesteśmy ofiarami własnej naiwności i źle rozgrywanej polityki. Straszliwie boimy sie utraty twarzy, zwłaszcza w stosunku do zachodu. A wystarczy popatrzyć na Amerykanów i Anglików - oni mają gdzieś co ktokolwiek o nich myśli i mówi. Dla nich liczy się ostateczny efekt.

Do tych refleksji skłoniły mnie właśnie te dwa długie wykłady o kampani włoskiej w których Polakom nie poświęcono nawet jednego słowa. Jakby ostateczne zdobycie Monte Cassino, które dla nas jest świętością, w rzeczywistości stało się nieistotne. A raczej - już nieistotne. Bo o pierwszych miesiącach walk rozwodzili się ogromnie, oraz o fakcie jak bardzo i dlaczego zostało to spartolone. A później... zmiana planu, załatwiliśmy to inaczej. Oh... Polacy go zdobywają? Good for you boys!
But you know you are not getting your Poland back, right?
Then OK, have fun out there.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1630579