Czy Polski emeryt będzie jadł ze śmietnika a emigrant będzie opływał w luksusach

Obrazek użytkownika Tezeusz
Gospodarka

Ta historia wydarzyła się naprawdę i miała miejsce rok temu. Przypominam ją gdyż problem wyrzucania oraz marnowania żywności nie został prawnie załatwiony. Miejmy nadzieję,że w Polsce biedy już nie ma choć media pokazują iż jest ale ukryta.

Na śniadanie trzy jogurty z truskawkami oraz ciasto drożdżowe z kremem czekoladowym, na drugie śniadanie: winogrona, banany lub jabłka do wyboru. W południe kanapki z wędzonym serem, przybrane papryką, sałatą i odrobiną rzodkiewki. Oto przykładowy posiłek z… kontenera.

Od pewnego czasu wokół kontenera na śmieci, usytuowanego na osiedlu gdzie mieszkam, pojawiał się czysto i schludnie ubrany pan w średnim wieku, prosząc o otwarcie (wejście do śmietnika jest zamykane na klucz). Otworzyłem i zadałem pytanie:

– Czego tutaj szukasz: butelek, puszek?

– Dobrego śniadanka – odpowiedział.

– Jak to śniadanka? – zapytałem. – Tutaj w śmietniku? W tych kontenerach?

Odpowiedź była zaskakująca. Roman – tak ma na imię mój rozmówca, twierdzi, że w kontenerach jest tyle żywności, iż sam nie jest w stanie jej przejeść. Rano owsianka bez cukru, jogurty, ciasto ze śliwkami lub sernik, banany, mango lub jabłka, i to te nie pryskane, świeże mleczko lub kanapki z serkiem i szyneczką, to dieta jaką codziennie spożywa mój rozmówca.

Obiad to przeważnie pulpety z puszki w sosie pomidorowym, oczywiście dużo warzyw ze świeżą sałatą i ogórkiem oraz pomidorami, świeży chleb lub bułeczki, pieczywko białe lub ciemne do woli, popijamy to colą, fantą lub wodą mineralną. Warzywa są przeważnie fabrycznie zapakowane w folii, podobnie jak i gotowe kanapki.

– Przepraszam, a takie pyszności to dają gdzie?

– W kontenerze odpowiada mój rozmówca.

– Jak to w kontenerze, nie rozumiem – odpowiadam zaskoczony.

– To proste – od zaplecza przy każdym markecie czy sklepie stoją kontenery, gdzie wyrzuca się przeterminowaną żywność, to przeterminowanie wynosi 2-3 dni maksymalnie. Jedzenia tam „na tony” twierdzi mój rozmówca.

– Zobacz pan w tym śmietniku, w reklamówkach gotowe świeże kanapki – pokazuje, faktycznie są – a tutaj pomidory w nietkniętym opakowaniu, a tutaj widzi pan chleb, dotknij pan świeży czy czerstwy?

– Świeży – stwierdzam. SZOK!

– Panie ja przejechałem w lecie 2017 r. pół Europy – Hiszpania, Włochy, Austria, Szwecja za darmochę przytyłem przy tym ponad 5 kilo. Żywiłem się z kontenerów jak tutaj, a podróżowałem stopem. Tylko trzeba być schludnie ubranym. Każdy kierowca weźmie. Z kontenerów mam ponadto 3 nowiutkie garnitury i to jakiej marki, a reszta, a jakie buciki. Ciuchy były lekko np. podprute, to je naprawiłem i są jak nowe, a buty szewc mi zrobił – naprawił za darmo i dostał ode mnie za tą pracę scyzoryk dobrej marki (szwajcarski) z kontenera oczywiście.

Faktycznie mój rozmówca na zabiedzonego nie wygląda.

– Powiem panu więcej – zwierza się mój rozmówca. – Nie piję i nie palę, jestem abstynentem, nie jestem menelem czy żulem, ot proza życia.

– Co się zatem stało? – pytam z zaciekawieniem pana Romana.

– Jeden dzień zmienił moje życie – opowiada. – Byłem, jestem nauczycielem chemii, kilka lat temu żona z córką wracała od teściowej do domu, była zima, ślisko – ja leżałem chory. Powiadomiła mnie policja, że nie żyją i od tego czasu tak żyję, z pokorą żyję.

– A gdzie pan mieszka?

– Różnie – odpowiada – na pewno nie w melinach, mam pieniądze zarobione z kontenerów. Sprzedaję elektronikę – laptopy i wyrzucone na śmieci różne inne rzeczy AGD itp. mam odbiorów stałych w różnych miastach.

– Kontener to nie śmietnik. Tutaj masz – opowiada mój rozmówca – posegregowane odpadki, a jedzenie jest wieszane w siatkach lub koszach – jak w Niemczech. Wielokrotnie wyrzucana jest dobra żywność w firmowych opakowaniach z etykietami i cenami.

– Najsmaczniejsze posiłki jadłem z kontenera w Poznaniu, a był to jak pamiętam wyrzucony, oryginalnie zapakowany duży sernik z pysznymi truskawkami – pycha, zajadałem się tym cały dzień. Na Śląsku były to usmażone kluski ze skwarkami – pycha. W Austrii jadłem cudowny strudel z jabłkami.

– Ludzie pytają mnie czy jestem freeganinem czyli taką osobą, która nie kupuje pożywienia i odwraca się od konsumpcji i całego tego kupowania by żyć, bo to szacunek dla środowiska, cudzej pracy i niechęć do marnowania żywności, zważywszy iż miliard ludzi chodzi głodnych, ale ja nie jestem wegetarianinem, więc nie jestem freeganinem. Słyszał pan o tym? – pyta mnie mój nieznajomy. Nie słyszałem.

 "Za to jak przyjadą emigranci z Syrii to dostaną mieszkania za darmo, jedzenie i jeszcze kieszonkowe a ja pracowałem ciężko dla Polski przez całe życie i jem na śmietniku. Szok Panie szok i niedowierzanie jak Polska mogła nas biednych z nie swojej winy tak poniżyć...." – za co pytam się za co – prawie krzyczał mój rozmówca.

– A jutro gdzie pan będzie? – pytam nieznajomego.

Popatrzył na mnie i posmutniał i cicho odpowiedział – jutro mija rocznica śmierci mojej córki i żony, i jest to rocznica mojej śmierci.

Długo w milczeniu obserwowałem, jak mój rozmówca odchodził przygarbiony życiem, gdzieś daleko do swego nowego świata zapomnienia. Zakończenia i podsumowania artykułu nie będzie, pozostanie pokora nad trudami i bólem życia.

Ocena wpisu: 
Brak głosów