Mit 10 (20) milionowej Polonii

Obrazek użytkownika Tadeusz Korzeniewski
Idee

Wiki: Ocenia się, że poza Polską żyje 18-20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia. Jedna trzecia z tej grupy to Polacy urodzeni i ukształtowani w Polsce, reszta to osoby polskiego pochodzenia o różnym stopniu więzi z polskością. Polonia i Polacy za granicą plasują się na szóstym miejscu w świecie pod względem liczebności w stosunku do ludności kraju ojczystego.

**

PolskieRadio.com: W całych Stanach Zjednoczonych w głosowaniu [do Sejmu 2019] wzięło udział 29,5 tysiąca osób, czyli o 5 tysięcy więcej niż w poprzednich wyborach parlamentarnych.

Zawieśmy tu kwestię czy Polacy nie mieszkający na ziemiach wokół Wisły i nie płacący państwu polskiemu podatków mają prawo w takich wyborach głosować, elektoralnie decydować. Ale nawet gdybyśmy uznali ten "protest wyborczy", to w bieżącej przed-"protestowej" sytuacji liczba 30 tys. głosujących Polaków w USA (300 tys. w 90 krajach) jest przerażająca jeśli chodzi o pieśń o odpływie polskich genów.

**

Tekst publikowany w polskiej blogosferze w 2009. Wszedł do książki Do Wyoming (2013):

Nie wierzę w "podwójne" obywatelstwa. Ludzie jak to ludzie, kombinują jak by tu najłatwiej w życiu. Zwłaszcza kiedy kraj rodzinny im się nienajmiłośniej udał. Więc wielu ma po dwa. Można powiedzieć "żyją w dwóch". Albo przyjmują obywatelstwo kraju nowego bez większych rozterek odrzucając obywatelstwo kraju urodzenia, bo to "praktyczniejsze". Albo, niestety, przyjmują nowe z satysfakcją, bo to taki "lepszy" kraj, np. USA. Albo Anglia. Australia. Nawet, miej Boże litość, Niemcy.

Zacząłem pierwszy rok elektroniki na Politechnice Gdańskiej, kiedy ojciec i matka weszli w stan separacji. Wprowadzili dzieciaka na studia, dopiął się potężny cykl, dużo z tego czym wpierali się nawzajem w siebie, zeszło z linii.

Ojciec wyprowadził się z domu, wynajął kąt u znajomego robotnika z zakładu, z siennikiem na podłodze. W dzień wypłaty robotnik przynosił do domu pieniądze, kładł na stół. Jeździłem do ojca, paliłem z nim papierosy, kapały łzy, jemu na końcu też. Na dworcu przed moim odjazdem do Gdańska wypijaliśmy po kuflu piwa, on częstował papierosem ze swojej paczki. Tydzień za tygodniem, nie ustępowałem. Po prostu: nie.

I co? Po pół roku „zeszlisja”, jak się u nas północno–kresowo melodiowało. I prawdę chyba powiem, były to najzgodniejsze lata ich życia odtąd. Aż do dopełnienia.

Sprawa obywatelstwa nie odbiega zasadniczo dla mnie od sprawy monogamicznego małżeństwa. Weźmy dzieci rozwodników. Jakie dziecko chce, żeby obszar dzieciństwa, wrastania w świat i bycia wrastanym, ta karoseria, a i część siłowni jego ja, rozpękły mu się nagle? A do tego pojawili się intruzi. Tak dogłębne formy międzyludzkiego istnienia, małżeństwo, rodzina, najpełniej spełniają nas kiedy są jednotożsame. To był trend rozwojowy już u zarania naszej europejskiej cywilizacji, wzmożony przejęciem i akulturacją silnie monoteistycznej religii. Trend wsparty szczególnymi realiami biologii, tym, że północne klimaty bardziej forowały wysokoinwestycyjny wychówek mniej licznego potomstwa, niż mrówkopłodność. Sukces ewolucyjny przez jakość, nie ilość. A to wiązało się wprost z ewolucyjną monogamizacją rodziny. A potem doszła z zewnątrz wspierająca oryginalną naturalną tendencję i silnie akulturowana religia.

Sprawę przynależności wspólnotowej widzę podobnie.

W 1989 w Nowym Jorku zbliżał się moment, kiedy po pięciu latach statusu „permanent resident” mogłem wystąpić o obywatelstwo amerykańskie. Odczucie, jakie w związku z tym narastało, nie było spokojne. Było napięcie z tych, jakie, bywa, odczuwa jedno z narzeczonych, lub oboje, w dniach i godzinach przed pójściem do ołtarza. Że może jednak nie do końca dobry wybór. I, bywa, któryś z niedoszłych współmałżonków odpuszcza. Nie ma sakramentu. Ślub odwołany.

Podobnie w Nowym Jorku. Czułem napięcie przed życiem odtąd jako obywatel amerykański. Nie wszystko pasowało, choć świadomość nie potrafiła tego dokładnie rozświetlić. Ale słuchając wewnętrznego głosu – mały cichy głos, tak? – do „ołtarza” nie poszedłem. Nowej przysięgi lojalności nie złożyłem. Nawet nie zapoznałem się z jej tekstem. Przeczytałem dopiero parę lat temu, z ciekawości. I prawda, nie byłbym w porządku wobec kraju urodzenia. Wobec siebie. Dziś dodam – wobec mojego naturalnego narodu etnicznego. Więc w 1989 byłem w kontakcie z najgłębszym sobą. Wybrałem dobrze. Mój instynkt, sens tego co jest moim losem, przeprowadziły mnie.

W XX wieku w toku liberalizacji szeregu norm moralnych i cywilnych, zliberalizował się także powszechny stosunek do posiadania tzw. wielokrotnego obywatelstwa. A ja mówię, że to odejdzie, spłynie jak cienka woda. Że Polacy, którzy nawet pobrali obce obywatelstwa, nawet zrzekli się w tym celu polskiego, że wielu z nich zacznie odczuwać, że to był tylko szary sen. Że zwłaszcza od lat 1970. wyjazdy z Polski na Zachód nie powinny były łączyć się z opuszczaniem Polski w sensie obywatelskim. Że niedługo czas będzie coraz wyraźniej określał, że to w porządku oddać nowopozyskany status obywatelski, wrócić do "starego", polskiego.

To będą Polacy. Reszta się rozmyje. Dobrze, jeśli już, aby wciekli tacy w obszar genetyczny etnosu europejskiego. Bywa gorzej, tysiące lat stylizowanej genetycznej roboty rzuca się na hybrydowy wiatr.


**

Dyskusja na Twitterze: https://twitter.com/JoannaTeglund/status/1190238200486354945?s=20

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:13)

Komentarze

W 2014 w czteroosobowej grupie  prowadziliśmy Warsztaty Polskości w Kazachstanie, we wsiach założonych przez polskich zesłańców w 1936 roku ( Jasna Polana, Zielony Gaj, Wiśniewka). Mieli oni dużo szczęścia, bo więcej niż połowa zdołała przeżyć ( w 3 miesiące, przed zimą wykopali ziemianki). Pochodzili z rejonu Żytomierza.Tych, co zostali, w latach 1937 - 38 po prostu wymordowano w ramach "operacji polskiej". Mieszkańcy tych wsi mają świadomość polskiego pochodzenia, ale są mocno zrusyfikowani (nikt nie mówi po polsku, jednak modlą się po polsku). Generalnie katolicyzm przetrwał w lepszym stanie niż polskość. Polecam film na Youtube "Polacy w stepach Kazachstanu" https://www.youtube.com/watch?v=J6NX7aDkjiA

Jeśli idzie o USA to podam wyniki wyborów w konsulacie w Bostonie. Choć ogólnie w USA wygrał PiS, to w Bostonie wygrała postkomuna, i to do obu izb.
Do Sejmu:
1. PSL = 19 głosów
2. PiS = 163 głosów
3. SLD = 83 głosów
4. Konfederacja = 37 głosów
5. PO = 213 głosów.

Do Senatu:

1. Kasprzak C. (Obywatele RP) = 80 głosów
2. Rudnicki M. (PiS) = 173 głosów
3. Ujazdowski K.M. (PO) = 253 głosów
Zarejestrowało się 580 osób. Głosowały 520 osoby z tego ważnych było do Sejmu 515 głosów a do Senatu 506.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#1608755

Czy niewzięcie obywatelstwa kraju w którym się siedzi ponad 5 lat, pracuje tam, mieszka i funkcjonuje to jakaś deklaracja, czy heroizm? Przymusu nie ma, ale co to ma być za sens, skoro dla polskich władz dalej jest się Polakiem, bo nie można nim przestac być bez zrzeczenia się? Czasem obywatelstwo się przydaje. Łatwość w podróży, praca, nawet uczestnictwo w lokalnym życiu politycznym... Leczenie. Ja przez to przechodziłem. Moja córka w Polsce już była przez lekarzy spisana na straty, chcieli jej obcinać nogę, albo już w ogóle nie leczyć tylko dać umrzeć. Dzięki staremu paszportowi w szufladzie załatwiłem leczenie tam. Zupełnie inny poziom, inna klinika, warunki. Niestety, nowotwór już był zbyt zaawansowany, ale próbowali wszystkiego i walczyli do końca, nawet terapiami, ktore w PL sa po prostu niemożliwe, oraz lekami których nie można nawet tutaj sprowadzic. Więc inaczej to wyglądało, a odeszła w spokoju i we śnie, pożyła trochę dłużej i nikt jej nic nie obcinał. Nie musiałem wydawać milionów na leczenie, bo załatwiłem ubezpieczenie. Nigdy nie wiadomo kiedy się cos przyda, rownież obywatelstwo. Przerost dumy to pycha, a pycha to grzech...  

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1608840

podzialu Polakow na tych prawdziwych i tych ktorych "reszta sie rozmyje".

 Czy na pewno ma racje? Wezmy konkretny przyklad: I wojne swiatowa i Armie Hallera - w sklad, ktorej weszlo ponad 20 tys. Polakow ( w zdecydowanej wiekszosci... obywateli Amerykanskich, pozostali byli obywatelami... Kanady, Niemiec, Austrii a nawt... Rosji). Ci Polacy ( wg autora: nie Polacy) poszli na ochotnika ( za zgoda rzadu USa) do polskiego wojska, przez Francje dotarli do Polski, gdzie walczyli o niepodleglosc z Ukraincami i bolszewikami...

W USA do polskich korzeni przyznaje sie (wg spisu powszechnego) okolo 10 mln obywateli USA - czy nalezy ich przekonac, zeby pozbyli sie polskosci, czy tez wspierac ich polskosc i pamiec skad pochodza? Oczywiscie trudno wymagac, zeby Polacy w trzecim czy czwartym pokoleniu brali udzial w wyborach w Polsce. Trudno nawet wymagac tego od osob, ktore sa poza granicami kilka lat, bo nie kazdy musi sie interesowac polityka. Przeciez nawet w Polsce okolo 40% obywateli uprawnionych nie bierze udaialu w wyborach - moze - zamiast dzielic Polakow na kategorie - czas, zeby zachecic tych zyjacych w Polsce, zeby poczuli , ze zyja we wlasnym kraju i wzieli za ten kraj odpowiedzialnosc.

Nie podejrzewam tez, zeby Polacy z USA zaczeli masowo powracac do rodzinnego kraju, lepiej niech zostana tam, gdzie im dobrze i nie ma sie co obrazac, ze maja obywatelstwa i amerykanskie i polskie.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1608970