Gwiezdnowojenne zaufanie

Obrazek użytkownika Smok Eustachy
Kultura

Finałowy odcinek drugiego sezonu Mandalorianina odwraca trendy. 44 minuty  jak u Mickiewicza. Coś ten Mickiewicz musiał kojarzyć jednak. Trzyminutowe tzw "cameo" odbudowało zaufanie do marki.

Gwiezdne Wojny, doprowadzone na skraj przepaści polityką Disneja, mają szansę na restytucję. Trylogia sekłelozy została przyjęta chłodno i nie daje fundamentu pod kontynuację opowieści. Kolejna rezurekcja Imperatora Palpatine nie wchodzi w grę. Nie potrzebowałby on bowiem kolejnej Gwiazdy Śmierci tylko sam by rozwalał planety tymi swoimi piorunami. A ci by go musieli rozjechać walcem i na szatkownicę. I tak by to nie pomogło, bo by się sklejał po pewnym czasie. Nie ma tu żadnej przyszłości dlatego nie ma w ogóle tematu kontynuacji sekłeli. Gdzie są w ogóle moi psychofani? Ile to miało do powiedzenia, jak się mądrzyło, jak objaśniało, jak to, jak sio. I się skończyło, w Disneju zaszły bowiem tzw zmiany personalne i ktoś się musiał puknąć w główkę z przyczyn następujących: wojna z fanami, ideologicznie słuszna, powoduje jednak poważne straty finansowe idące w miliardy. Lewaki mają problem z uświadomieniem sobie istnienia ludzi o normalnych poglądach ale w Disneju biznesmeni są i musieli dojść do wniosku, że robienie filmów dla pięciu widzów (a pięć milionów niech się męczy) jest bez sensu.

 

Lepiej zrobić film dla pięciu milionów a niech piątka się męczy. I tak powstał serial Mandalorianin, o którego kreacji krążą legendy: a to Kennedy dostał szlaban i zakaz dzwonienia do Favreau z czymkolwiek, a to miotała się żądając, żeby Grogu był dziewczynką itp. A to wspomniany Jon Favreau dostał wolną rękę i kompletnie wyautowali Kennedy. Nie wiem jak było ale faktycznie powstał twór otwarty na fanów. Pogląd, że pierwszy sezon to był taki balon próbny znajduję słusznym. Nie wiadomo było, czy po niekwestionowanym sukcesie sekłeli jest sens w ogóle tykać Star Warsów. Czy może poczekać trzeba 5-1- lat aż wyrośnie nowe pokolenie widzów. Mieliśmy tam kompletnie poboczną historią i dało się to skasować bez żadnego problemu. Gdyby nie chwycił serial. Okazało się jednak, że chwycił i w drugim sezonie mamy niestety już fabułę nawiązującą do główniejszych opowieści. Moje wnioski fabularne sformułowałem tutaj:

https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1098817,mandalorian-vs-discovery-dwa-oblicza-kultury-popularnej

dlatego daruję sobie teraz znaczną część dygresji. W drugim sezonie szukali Jedi, który zajmie się szkoleniem Baby Yody, który ma na imię Grogu. A kto był jedynym takim Jedi w owym okresie? Ano Luke Skywalker. Czyli szukali Luka, chociaż nie wiedzieli że akurat jego szukają. Podobnie fabuła Przebudzenia Mocy oparta była na szukaniu Luka. Przypadek? Nie sądzę.

 

Wygląda to tak, jakby Filoni i Favreau nie tracili czasu na jakieś jałowe debaty, tylko postanowili pokazać, jak kontynuacja Powrotu Jedi powinna wyglądać. Powinna spełnić kilka warunków, które stawiałem na moim blogu od lat: nie da się stosować metody "wincyj": większe Gwiazdy Śmierci, większe Imperium, większy Imperator. Trzeba zrobić reset i zacząć od mniejszej, kameralnej historii. I zrobili mniejsza kameralną historię z dobrze zbudowanym czarnym charakterem czyli Moffem Gideonem. Wydarzenia rozgrywające się na ekranie są zrozumiałe dla widza. Roboty nie powinny gadać ze sobą bo jest WiFi. I te małe mechagodzille (mroczni szturmowcy) nie gadają. Może przez Gogle Translatora się zapoznawali? Czuję się usatysfakcjonowany zastosowanymi rozwiązaniami fabularnymi.

 

Z sekłalami był zaś taki problem, że odbiór kolejnych części był coraz gorszy. Nawet jeśli ktoś dawał ocenę dodatnią na plus to Przebudzenie dostawało osiem na dziesięć, Ostatni Jedi zaś już tylko 6/10 a Odrodzenie to ogólna katastrofa. Patrząc na wszystkie 5 filmów to Solo wypadł słabo a Skywalker to katastrofa. Serial pokazał, że dobry film przyciągnie widza, który będzie zadowolony. A końcówka, ostatni odcinek to atomowe uderzenie które na IMDB miało ocenę 9,9/10 co oznacza, że praktycznie każdy oceniający dawał ocenę 9 albo 10. Niesamowity entuzjazm zapanował zatem. Teraz ma 9,8/10 ale co to zmienia? Szok. Sukces osiągnięty dzięki polemice z założeniami sekłeli. Tak, jakby chcieli je zelżyć do reszty i pokazać, jak to powinno być zrobione na różnych płaszczyznach twórczych. I tak:

Toksyczni fani

Problem toksycznych fanów został rozwiązany. Nie ma toksycznych fanów, podobnie zniknęła ksenofobia i wszelaki rasizm. Lewaki tak tu biadały a wystarczyło dobry film zrobić i już.

 

Kobiety decyzyjne

Przy okazji Ostatniego Jedi mieliśmy do czynienia z typowo lewicowym dyskursem wykluczenia: jak ktoś zauważył, że słabo napisane postacie, kiepski scenariusz, boleść scenarzysty itp. to było, że boi się silnych kobiet  w roli decyzyjnej, że incel, ze patriarchalizm, że simp (?!?). Czemu Jyn Erso nie jest uznana za Mary Sue - tego już dialektyką podlane intelekty wytłumaczyć nie potrafią.

 

A kobiety w rolach decyzyjnych i silne charaktery? Bo-Katan dowodzi akcją i ni ma pretensji o to, bo nie bredzi od rzeczy jak Holdo. Cara Dunn bije wszystkich i jest uważana za fajną babkę, bo jest fajną babką. Ogólnie zespół uderzeniowy składa się w czterech piątych z kobitek i szafa gra.

Luke

Dalej mamy Luka Skywalkera, który został zeszmacony bo jedynym mistrzem Jedi, wybrańcem i w ogóle może być nasza Mary Sue Rey. Teraz został odszmacony i widać, czego oczekiwał kolektyw. Ludzie płaczą, powiedzmy youtuberzy mogą się atencjonować ale setki i tysiące komentarzy normników identyfikujących się pokazuje siłę społecznego wzruszenia. Nie dało się tak od razu? No nie dało się.

Fabuła

Fabuła jest tu schematyczna i prosta. Mamy plan, który jednak się sypie. Jak zawsze. Mamy kontrplan czarnego charakteru, mamy przybycie kawalerii. Setki razy coś takiego widziałem (Drużyna A!), ale to jest schemat, który się nie nudzi. Wprowadzenie Luka Skywalkera jest zrobione mistrzowsko: przylatuje myśliwiec, widzimy Jedi, ale może być to Ashoka, potem zielony miecz, rękawica itp. I na końcu zdjęcie kaptura. Podobnie jak w Oryginalnej Trylogii starcie jest pretekstem do poszerzenia wiedzy o bohaterach, ich motywacjach i przeżyciach. Mamy tu traumę Alderaanu i pochodzenia Boby. Jakbyście se oglądnęli Plinketta to może byście załapali o co chodzi.

 

Publika jest w stanie przymknąć oko na wiele niedociągnięć jeśli dostaje ciekawą opowieść z bohaterami, których lubi. Z Lukiem sprawa jest bardziej złożona: z jednej strony jego pojawienie się było bardzo prawdopodobne. I tu są przyczyny wewnątrz świata przedstawionego. Z drugiej strony techniczne problemy z pokazaniem bohatera: konieczność zastosowania animacji komputerowej, wiek Marka Hamilla itp. To są przyczyny na zewnątrz uniwersum. Czyli u nas, po drugiej stronie 4 ściany. Ale mamy tu tez problemy ideowe: pojawienie się czerwonej piątki dla mnie było przybyciem Luka i oczywistym wstępem do dekanonizacji sekłeli. Przyczyn jest tu kilka:

Ludzie chcą oglądać fajne historie a nie jakieś badziewne. Mamy bowiem takie alternatywy:

Pierwsza: utrzymujemy zgodność z sekłalami czyli jesteśmy w sytuacji takiej jak Lucas z prekłelami: wiadomo, że się wszystko zawali i się męczymy z tym. Przeciw temu rozwiązaniu przemawiają nastroje publiki. Dodatkowo to bez sensu jest: wykończenie uczniów, zniszczenie szkoły Jedi. Wszechmocny zmarły Imperator, naparzający piorunami w ową świątynię i nasyłający głosy na Bena Solo. Snołk, który tu nie pasuje z żadnej strony. Nie było dla niego miejsca nigdy. A czemu Luke nie może nasyłać głosów na Palpusia?

 

Dzieje upadku Bena Solo będące kalką prekłeli? To się nie sprzeda.

Alternatywa była postulowana przeze mnie od lat: niech jakoś idzie. Powoli ale do przodu. Niech tam imperialni knują, nasi niech krzyżują im szyki. Niech będą problemy. Niech będzie ciężko. I tzw Legendy nie są tu dobrym wzorcem. Za tą wersją przemawiają względy kreatywne: da się ciekawe opowieści przeprowadzać. Dodatkowo unikamy wielu absurdów, które musieli wprowadzić, żeby sprowadzić fabułę Przebudzenia Mocy do analogu Nowej Nadziei. Przytoczę je pokrótce: wydzielenie Rebelii z Nowej Republiki jest konieczne bo garstka musi być. Ale aby wydzielać to Nowa Republika musi być przedstawiona jako idioci. Dodatkowo połowa senatu to zwolennicy Imperium. Skoro Imperium ma takie poparcie to po co było te Gwiazdy Śmierci wysadzać? Odpowiadały ludziom widocznie. Przecież musieli wyciąć politykę z Przebudzenia Mocy, bo była zbyt głupia nawet jak na niskie standardy sekłeli.

 

Dalej: nie wiemy nawet, czy Kylo Ren wiedział, że Vader wykończył Palpusia, dlatego nie rozumiemy sensu jego wynurzeń (Kylo Rena a nie Vadera). Nie wiemy dlaczego nie pojawił się duch mocy Anakina i nie przylał Benowi, co przywróciłoby myślenie wnuka z zadka do głowy. Nie wiemy, czemu Luke zwlekał ze szkoleniem uczniów. Tzn wiemy: żeby chronologia rozpirzenia akademii się zgodziła scenarzystom. Ale czy naprawdę ktoś chce, żeby się zgodziła? Ja nie. W końcu pojawił się Grogu, który czyni załamanie Luka nieprawdopodobnym. Bombelek zdobył grono oddanych przyjaciół, którzy rzucą wszystko aby ruszyć mu na pomoc. W tej sytuacji morskie opowieści sekłelowe są coraz mniej prawdopodobne. Przecież zdobyli tego gościa od klonowań i moffa.

 

Żebym był dobrze zrozumiany: scenarzysta może sobie wymyślić co tam chce. Ale publika ma granice wytrzymałości i lepiej by było gdyby Disnej przestał je przekraczać. To tak, jakby ktoś zrobił kontynuację Potopu i zeszmacił tam Kmicica. Naród tego nie wytrzymie. Wprowadzenie fikołków mentalnych żeby się coś tam zgodziło jest bez sensu.

Co zrobią?

Teraz czeka nas szara strefa. Wydarzenia z następnych sezonów Mandalorianiana i z zapowiedzianej Księgi Boba Fetta nie będą wprost przeczyć linii fabularnej sekłeli. Będą niejako obok i za parę lat zapadnie decyzja co zrobić? Czy porzucić Bombelka i tą epokę, czy zdołować opowieść aby zachować zgodność ze zdegenerowaną sekłelozą? Czy odstawić sekłele na bok i iść swoją drogą. Zwolennicy sekłelozy udają, że nie rozumieją poważnego narzutu jaki mamy tu wprowadzony: sekłele zarysowują przebieg wydarzeń przez te wszystkie lata od Powrotu Jedi i jest to przebieg kiepski. Ja jestem zdania, żeby ten badziew porzucić na rzecz fajności fabularnej.

 

Nie po to oglądałem 2 sezony Mandusia żeby Grogu miał zginąć w owej akademii. Irytują mnie rozkminy na ten temat. Do tego czasu powinno pojawić się pierwsze pokolenie nowych Jedi.

Podsumowując:

W ostatnim odcinku drugiego sezonu pojawia się Luke Skywalker, który przedstawiony jest jako kompetentny Jedi, który przechodzi przez te małe mechagodzille jak kombajn przez zboże. Widać, że taka wizja trafiła do publiki. Ludzie płaczą w tym momencie. I przy pożegnaniu Grogu z Mando. Obserwując ich perypetie polubiliśmy ich, bo są sympatyczni. W każdym odcinku było coś ciekawego. w siódmym, kompletnie bezsensownym mieliśmy ciekawe dialogi miedzy Mando a Mayfeldem, mieliśmy scenę w kantynie. Wydobyli lepsza stronę z Mayfelda. Scena w kantynie pokazująca poświęcenie Mando. Aby ratować Grogu zdjął kask i widać było, ile go to kosztowało. Był kompletnie zdezorientowany. Wkręcałem was trochę, bo moje uwagi krytyczne (link na górze)to była prawda, ale nie cała. Ludzie są skłonni przymknąć oko na te wszystkie niedociągnięcia, jeśli dostaną jakikolwiek powód. A tu dostali. Porównajcie sobie odbiór pożegnania Grogu z zakopywaniem mieczy przez Rey. Tamta scena miała nas wzruszyć pewnie ale wywołała ogólną konfuzję poprzez swoją niezrozumiałość i bezsensowność.

 

PS: Jeszcze na koniec kwestia techniczna: Pojawienie się Luka wygląda jak wygląda w wyniku ograniczeń technicznych w modelowaniu twarzy. Dlatego jest też tak statyczna. Ale z punktu widzenia fabuły chcieli osiągnąć efekt dramatyczny. Gdyby towarzych poszło do mesy na pizzę, ucięło se pogawędkę i wymieniło adresami i telefonami to efekt nie został by osiągnięty. Przecież mają tam statki kosmiczne i mogą się odwiedzać. Wkręcają nas tu emocjonalnie podobnie jak w Powrocie Jedi. Tam to walka Luka z Vaderem była bez sensu bo o wyniku starcia decydowało wysadzenie generatora (warunek konieczny acz niewystarczający) i wysadzenie drugiej Gwiazdy Śmierci (warunek konieczny i wystarczający). Ciekawe, prawda? O ile Luke nie bardzo mógł zabić ojca to Imperatora bez jakiś problemów? Przecież wykończył wcześniej wielu szturmowców i nie ściągnęło go to na ciemną stronę? W czym są oni gorsi od Imperatora? I czemu Yoda nie nauczył Luka sztuki blokowania błyskawic?

PS2: A teraz wyobraźcie sobie, że zamiast Luka pojawia się Holdo.

PS3: Ahsoka też jest silną postacią kobiecą decyzyjną i nikt* jej nie hejtuje. Ciekawe dlaczego?

PS4: Tak wkręcam was w czytanie mojego bloga przez Favreau. Możecie wydać z siebie gulg w związku z tym.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:6)

Komentarze

Bardziej tylko przeraża to:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Brian

#1659209