Wspomnienie o prof. Annie Pawełczyńskiej

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Kultura

 

Twierdzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych „pachnie” komuną. Nie tylko brak jednego człowieka może spowodować wyrwę w systemie, organizacji, rodzinie, ale taki sam skutek w dziejach narodu lub państwa może wywołać brak kontaktu z doświadczeniem pokolenia, które odeszło. Przychodzi moment, że trzeba o coś zapytać, coś skonfrontować, ocenić, i nie ma kogo i nie ma z kim. Pozostaje głucha pustka i niepełna odpowiedź. Dopiero wówczas zdajemy sobie sprawę z własnych ograniczeń, z braku doświadczenia i niewystarczającej wiedzy. Ważne pytania, które kiedyś znajdywały odpowiedź, dziś pozostają w zawieszeniu i próżni. Zostajemy sami, zdani na swoją wyobraźnię i zasób wiedzy. Takim człowiekiem niezastąpionym jest prof. Anna Pawełczyńska. Kobieta mądra, która żyła polską kulturą i można powiedzieć dla Polski. Odeszła w pierwszy dzień lata 21.06.2014 r., a więc dla żyjących w najbardziej niewłaściwym momencie. Miała 92 lata i była socjologiem polskiej kultury.

Jak poznałem panią Profesor? Zaczęło się od fascynacji jej dwoma książkami: Wartości a przemoc i Głowy hydry. Obydwie wydane zostały w 2004 r. Pierwsza, w literaturze, nazywa się reportażem uczestniczącym i dotyczy pobytu Autorki w Auschwitz, ale faktycznie było to opracowanie naukowe podane w zrozumiały sposób publicystyczny. Tę książkę można czytać na dwa sposoby: ze zrozumieniem, i wówczas zaczynamy rozumieć mechanizmy, które mają swoją kontynuację dzisiaj, oraz na wzór sensacyjny, który zamyka problem wraz z zamknięciem ostatniej strony. Druga, Głowy hydry, jest rozwiniętą kontynuacją pierwszej i odpowiedzią na pytanie, jak będzie dalej. I zapewniam Państwa, posiadanie takiej wiedzy odsłania mechanizmy współczesnego świata, a znajomość tych mechanizmów pozwala na jasne określenie kierunków ich rozwoju i sposobu działania. Taki dar w warunkach ziemskich nazywa się mądrością. Niewielu ludziom dane jest coś takiego posiąść. A skoro „niewielu”, to ich istnienie jest bezcenne, a brak niepowetowaną stratą.

Gdy po wielu staraniach udało mi się dostać prywatny telefon do pani Profesor, nie zadzwoniłem od razu, lecz „rozpędzałem” się przez kilka dni. Gdy nabrałem już wystarczającej mocy, wystukałem w słuchawce numer. Odezwał się głos stanowczy, świadczący o tym, że w każdej chwili mogę zostać pożegnany. Mówiłem dość długo, bez reakcji drugiej strony. Byłem badany, wyczuwany i oceniany. Wreszcie ów głos odezwał się, był już bardziej otwarty, a nawet przyjazny. Zostałem zaproszony do prywatnego domu w Warszawie. Pojechałem. Spodziewałem się zobaczyć kobietę ze spiżu, potężną i nieprzeciętną. Zobaczyłem niedużą, osiemdziesięciodwuletnią osobę, ale pełną energii, z odważnym wzrokiem i stanowczym sposobem bycia. Teraz ja zacząłem się przyglądać, badać, nasłuchiwać. Jako dziennikarz musiałem nauczyć się oceniać ludzi na „pierwszy rzut oka”. Zwracałem więc uwagę na ruchy i postawę ciała, barwę głosu, słownictwo, ogólne obycie. W oczy rzucały się dominacja mózgu i jakaś głębia wewnętrzna, która jakby domagała się partnerstwa. Fascynacja książkowa zaczynała przeradzać się w fascynację osobowością. Z czasem Pawełczyńska stała się dla mnie uosobieniem II RP, a więc całym dobrem, którego nie doceniamy i które, jako naród, bezpowrotnie straciliśmy; dobrem, które dodatkowo zostało „skalibrowane” przez doświadczenie wojenne, naukę i zapisy w niezwykłych książkach. W tej niewielkiej postaci żyło całe doświadczenie polskości, umiejętność odróżniania dobra od zła, żyła pamięć o przeszłości i wyobraźnia przyszłości. Jej rady i wizje były precyzyjne i, z tego co wiem, zawsze się sprawdzały.

Prof. Anna Pawełczyńska była reprezentantką pokolenia, które posiadało dość dużą ilość osób na poziomie męża stanu. Umierali bezgłośnie i anonimowo, dobijani dodatkowo przez czas, który preferował najpierw bolszewickie zachowania, a potem kult pieniądza, który kończy nasze trzydziestokilkuletnie marzenia i sen o niepodległości. Nie zauważyliśmy, że wychodząc z systemu, który walczył z Bogiem, wchodzimy w zupełnie odmienny, który ubóstwił mamonę. Jakże dziś brakuje nam mądrej, tradycyjnej rady, pani Profesor. Ale nadchodzi ciężki czas refleksji i żalu za grzechy, przywraca on racjonalne myślenie i pamięć o polskiej prawdzie. Od dwunastu lat namawiam Czytelników: czytajcie Pawełczyńską, a świat w którym żyjemy stanie się bardziej zrozumiały. W jej książkach nie ma blichtru, blagi, ani fałszu.

Proszę spoczywać w spokoju, a pamięć o Pani i Pani książkach niech żyje wiecznie.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.8 (7 głosów)

Komentarze

Minęło 12 lat, odkąd prof. Hania odeszła, a my wciąż ją wspominamy, jej mądrość, rady, sylwetkę i zrozumienie świata.

 

Vote up!
2
Vote down!
0

Teresa Bochwic

#1675256

@ewadebek4797

1 year ago

Dziękuję Panu Surmaczowi,bo to dzięki niemu trafiłem na Annę Pawełczyńską.I na jej książki.W dalszej kolejności trafiłem na ks prof Zielińskiego,którego felietony czytam co tydzień na Niepoprawnych.Przeraża mnie tylko,że opuszczona przez Kościół i przez polską naukę młodzież,podsunięty im ten piękny reportaż wyłączy już po pierwszej minucie.A tracąc młodzież tracimy Polskę. /YouTube/

 

Vote up!
1
Vote down!
0

AgnieszkaS

#1675258

@ AS

Dziękuję. Ale pani Agnieszko, może to zabrzmi nietaktownie, ale jeżeli młodzież po minucie wyłączy, to już nie mój problem. Wróci do niego za rok, lub dwa. Bo czas, który nadchodzi zmienia nie tylko sposób myślenia, ale też racjonalizuje zachowania. Żyjemy w czasie nienaturalnym. W podtytule jednej ze swoich książek zamieściłem dopisek: "dla przyszłego pokolenia".

Pani Profesor bardzo lubiła młodzież. Pisząc scenariusz zastanawiałem się nad formą przekazu. Gdybym napisał pod młodzież, byłoby, to proszę mi wierzyć, pomniejszeniem Pawełczyńskiej. Czy wyobraża Pani sobie np. film o Piłsudskim na styl młodzieżowy? 

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
0

Ryszard Surmacz

#1675261

Nie, nie wyobrażam sobie filmu w stylu młodzieżowym o Piłsudskim. Jednak, tym co łączy Piłsudskiego i młodzież jest idealizm. Pomimo, że ten młodzieżowy idealizm i idealizm Piłsudskiego wydają się mieć ten sam rdzeń, to jednak są inne. Młodzież niesie spontaniczność marzeń, Piłsudski niesie tragizm ich ceny.

 

Pozdrawiam,

Vote up!
1
Vote down!
0

AgnieszkaS

#1675277

@ AS

Oczywiście, ale jedno bez drugiego nie ma sensu. To jedność. Dzieli je tylko i aż tylko młodość. Jest romantyzm i jest prawda. To od pewnego wieku podpowiada doświadczenie..

Vote up!
1
Vote down!
0

Ryszard Surmacz

#1675279