Szczepić się czy nie szczepić?

Obrazek użytkownika Romek M
Świat

Wydawałoby się – rzecz oczywista. Nie jest oczywista. Dzielimy się na tych którzy odpowiedzą: „Oczywiście, że się szczepić”; na tych którzy stwierdzą: „Oczywiście, że nie”, oraz na tych, którzy mieli lub mają różnego rodzaju wątpliwości. Sądzę, że tych ostatnich jest najwięcej. I ja do nich należę. Odpowiedź bowiem wcale nie jest prosta. I nie zależy ona od tego jak ktoś jest wykształcony, czy jaką ma wrodzoną inteligencję, ale od życiowych doświadczeń i od... naszej wiary. W to, komu wierzymy. Kto nas mocniej przekona do swoich racji.

I nie chodzi wcale o argumenty naukowe, bo tych zarówno za, jak i przeciw, jest prawdopodobnie tyle samo, ale o to czy wierzymy naszej klasie politycznej. I tu do razu riposta: „Czy jest coś takiego jak klasa polityczna?” I to także jest pytanie bardziej dotyczące tego w co wierzymy, niż tego co faktycznie o mechanizmach świata wiemy. Ja mówię o „klasie politycznej”, kierując się prostym spostrzeżeniem, że niemal wszędzie na świecie, niemal w każdym państwie, ci którzy sprawują władzę, niezależnie do jakiej formacji należą, są za szczepieniami. Czy wiedzą oni więcej niż my? Być może tak, skoro z tak wielką determinacją poświęcają się tej sprawie. Skoro ma ona według nich tak wielkie znaczenie. Priorytetowe. Czy faktycznie nie dzielą się oni z nami swoją pełną wiedzą?

O czym takim mogliby wiedzieć, o czym my nie wiemy?

Układ odpornościowy człowieka bronił go skutecznie przed chorobami od czasu kiedy powstała ludzkość. Nieraz choroby redukowały naszą populację do tak zwanej „reszty”, która nabywała jednak w końcu „odporność stadną” i nie wyginęliśmy do końca. Czy grozi nam teraz, podobna tamtym, wielka redukcja? Raczej nie. Wskaźnik śmiertelności na Covid-19 nie jest wysoki (0,04 gdyż zmarło ponad 3mln z prawie 8 mld ludności) jeśli porówna się go choćby do pandemii grypy szalejącej w latach 1918 – 1920 (wskaźnik 2,5 – 50 mln. zmarłych z ok. 2mld. populacji). Siła niszczycielska tamtej była więc ponad 60-krotnie większa! Nawet przy grypie azjatyckiej panującej w latach 1957-1958 (0,07) wskaźnik „siły” dla Covid jest niemal dwukrotnie niższy. Identyczny jest on zaś z tym, jaki miała pandemia grypy Hong-Kong w latach 1968-1969.

Bynajmniej nie bagatelizuję Covid-19, ale uważam, że nie należy siły obecnej pandemii demonizować.

Jeśli zatem nie o śmiertelność chodzi, to może rządzący mając świadomość, że ten koronawirus został stworzony przez człowieka uważają, że skutecznie przeciwstawić mu się może też tylko taki system obronny, który tenże sam człowiek spreparuje? Może uważają oni, że większe szanse na przeżycie może mieć tylko człowiek ze zmodyfikowanym przez samego siebie systemem obronnym? Z drugiej jednak strony, znaczyłoby to, że nasz gatunek wymyślił coś, przed czym nie jest w stanie obronić go system immunologiczny stworzony i modyfikujący się od co najmniej kilku setek tysięcy lat! A może człowiekowi tylko wydaje, że stworzył coś takiego przed czym tylko on sam jest w stanie się obronić?

W końcu być może też tak, że rządzący wcale nie mają więcej informacji niż szarzy obywatele i z jednej strony ulegają naciskowi własnych wyborców, chcąc pokazać iż wiedzą co robią i doskonale, oraz konsekwentnie radzą sobie z wyzwaniem jakim jest ochrona zdrowotna mieszkańców, a z drugiej pozostają pod presją innych społeczności międzynarodowych (sytuacja analogiczna do presji społecznej, której doświadcza każdy z nas).

To dobry moment na przerwanie tych dywagacji. W przeciwnym razie pytania i przypuszczenia będą się mnożyć, a w braku wiarygodnej i pełnej informacji na temat genezy i natury wirusa, tworzyć będę myśli na coraz bardziej abstrakcyjnym poziomie i o coraz mniejszej przestrzeni prawdopodobieństwa. Dlatego dalsze rozwijanie tematu nie ma – moim zdaniem - sensu.

Co pozostaje? Wydaje mi się, że chcąc nie chcąc musimy pozostać w sferze wiary i zaufać sobie. „Zaufaj swojemu wewnętrznemu głosowi” taka jest moja konkluzja na zadane w tytule pytanie. Wierzę, że każdemu podpowie on dobrze. A jeśli posłuchamy racji każdej ze stron sporu o to czy szczepić się czy nie i potem zadamy sobie samym to pytanie, pozostawiając intuicji czas, aby mogła dojść do głosu, to przynajmniej nigdy nie powinniśmy się obwiniać, że podjęliśmy w tej sprawie niewłaściwą decyzję.

 

To co poniżej, to mój dialog wewnętrzny. Właśnie ta rozmowa z samym sobą na temat tego czy szczepić się czy nie, do której zachęcam każdego. Rozmowa, którą każdy może i powinien przeprowadzić ze sobą sam. Posłuchać, co podpowiada mu umysł. Jakich używa argumentów za, jakich przeciw. Bo to ważna decyzja.

Mnie, w pierwszej kolejności przyszło do głowy, że dobrze by było zapytać - o tym co sądzi o Covid i na temat szczepienia - kogoś obiektywnego, znającego się na rzeczy. Oczywiście najlepszy byłby ktoś spoza dzisiejszych czasów, niezaangażowany w nasze współczesne spory, ale równocześnie ktoś taki, kto wie o czym mówi i zna dzisiejsze realia. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że znalezienie kogoś takiego jest rzeczą zupełnie nierealną. A jednak, kilka dni temu, wpadła mi do ręki książka Josepha Murphego, irlandzkiego filozofa i pisarza, zmarłego prawie 40 lat przed Covidem (to brzmi niemal jak „przed Chrystusem”). I nawet jeśli była ona „zredagowana i uaktualniona już po jego śmierci”, to i tak została wydana wystarczająco na obiektywizm wcześnie, bo aż piętnaście lat przed kowidem, w 2005 roku. Tytuł jej: „Wykorzystaj swój potencjał przez potęgę podświadomości. Zdobądź pewność siebie i poczucie własnej wartości”. Murphy pisze tak: ”Wiele osób twierdzi, że gdy nadchodzi zima, zapadają na reumatyzm i podagrę. Dzieje się tak, bo takie są ich oczekiwania, lęki i przekonania. Hiob powiedział: „Spada na mnie to, czego lękam się najbardziej”. To prawo psychologii. (…) Miliony ludzi nie chorują na reumatyzm, nerwobóle czy grypę, kiedy zmieni się pogoda. Nie jest to zatem prawo uniwersalne. Gdyby tak było, wszyscy ludzie by chorowali po zmianie pogody. Ma to więc oczywisty związek z ich umysłowym i emocjonalnym stanem. Musisz pamiętać, że zdrowie i spokój ducha pochodzą od Boga – tak samo wczoraj jak dziś i zawsze. (…) Jaki sens ma wytwarzanie w sobie umysłowej trucizny żalu, smutku, wrogości i przygnębienia, wysyłanie toksycznych fluidów do masowego umysłu, który i tak jest już dostatecznie zatruty? Nie pozwalaj, by inni manipulowali tobą dla swoich ukrytych celów”.

Moja sceptyczna część, po przeczytaniu tego zapytała natychmiast: ale gdzie tu jest mowa o Covid-19 i jego specyfice? Nie ma. Pomijam także to, że zdanie Murphiego na temat chorób, może być odebrane jako bardzo „kwietystyczne”, nie korelujące z naukową wiedzą na temat chorób. Ale pomijając wszystko to, nie da się jednak nie zauważyć, że porusza on bardzo ważną kwestię dotyczącą nastawienia do każdej infekcji – niezależnie od tego czy jest nią kowid czy grypa. Nasuwa się zatem pytanie - dlaczego media, od początku zatruwały nasz – jak to Murphy nazywa – „zbiorowy umysł”? Po co wzbudzały (robią to nadal) lęk? Logika podpowiada, że należy postępować wręcz odwrotnie – wysyłać pozytywne sygnały, przeciwdziałać panice i przygnębieniu, które osłabiają reakcje obronne naszych organizmów. Każdy z nas przecież wie, że stres nie pomaga i nie wzmacnia naszych ciał w walce z wirusem czy bakterią. Wręcz przeciwnie.

Skoro zaś już mowa o reakcji obronnej organizmu, to moją pierwszą reakcją na wieść o Covid-19, była myśl, że należy zadbać o odporność. Dostarczyć organizmowi potrzebnych witamin i minerałów, tlenu i ruchu, aby go wzmocnić. Dziś zastanawiam się dlaczego nie stało się to podstawowym instrumentem walki z wirusem? Przecież każdy lekarz to powie – bo jest to wiedza podstawowa - że czynniki ryzyka przy Covid-19 są takie same jak przy innych chorobach infekcyjnych. Podstawowym z tych czynników jest zaś zbyt słaba odporność. Nie tylko ja się nad tym zastanawiam. Dr n. medycznych Zbigniew Martyka w udzielonym 11 maja 2021 dla „Naszego Dziennika” wywiadzie mówi, iż układ odpornościowy naszego organizmu działa w ten sposób, że człowiek >> spotykając się z różnymi patogenami – żyjemy dosłownie w oceanie bakterii i wirusów – nabywa odporności właśnie w kontakcie z nimi. (...) Na odporność wpływa też aktywność fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu, na słońcu, dobre dotlenienie organizmu. <<

Dlaczego nie skoncentrowano się więc na wzmocnieniu odporności, a zamiast tego straszono nas, jednocześnie wprowadzając zasadę obowiązującą do dziś, czyli DDMS (dystans, dezynfekcja, maseczka, szczepienie)?

Jeśli chodzi o maseczki, to Główny Inspektor Sanitarny – Jarosław Pinkas, na jednej z konferencji prasowych oświadczył przecież, że ich głównym zadaniem wcale nie jest ochrona przed zagrożeniem infekcją, bo one tak naprawdę nie do końca przed nią chronią, ale powinny być noszone głównie w tym celu, aby przypominać o pandemii. Jeśli doda się do tego inne jego stwierdzenie: „Wykreujemy takie emocjonalne zapotrzebowanie na szczepienia, że ludzie będą się chcieli szczepić”, to można dojść do wniosku, że mamy tu do czynienia nie tyle z prewencją i zamiarem osłabienia dynamiki choroby, a z działaniami stricte socjotechnicznymi. Czy gdyby ludzie widzieli i odczuwali poziom zagrożenia infekcją jako wysoki, to czy potrzebne byłyby tego rodzaju manipulacje?

A może to nie są żadne manipulacje, tylko strategiczne zarządzanie społecznościami? Może właśnie dobrze robią media głównego nurtu i słusznie działają rządzący – wzmacniając nasze lęki i nieustannie przypominając nam o pandemii, abyśmy nie bagatelizowali zagrożenia, które tylko może wydawać się niewielkie, gdy tymczasem jest ogromne?

Słowa „niewielki” i „ogromny” użyłem przed chwilą celowo, aby zaznaczyć jak mało na temat choroby wiemy. Są to terminy subiektywne i bez punktu odniesienia nic nie znaczą. Dlatego postanowiłem spróbować zobiektywizować zagrożenie Covidem dla ludzkiego życia (w porównaniu do innych infekcji okresowych z XX wieku zrobiłem to powyżej), ale teraz zestawiłem je z innymi – już nie zamierzchłymi – ale współistniejącymi obecnie zagrożeniami chorobowymi.

W ubiegłym roku wskaźnik zgonów z powodu Covid-19 i chorób współistniejących (choć można to określenie rozumieć również na odwrót – że to Covid współistnieje z innymi chorobami, czyli jest dodatkowym, a nie podstawowym powodem zgonów) wyniósł w Polsce 0,075% ogółu społeczeństwa (28,7 tys na 37 970 tys. obywateli). Dla chorób układu krążenia wskaźnik tej wynosi 0,45% (jest sześć razy wyższy!), a dla chorób nowotworowych 0,28% (prawie 4 razy więcej osób niż na Covid.

Powtórzę, że przez „Covid” rozumiemy tu nie tylko samą dolegliwość wywołaną wyłącznie koronawirusem SARS-CoV-2, ale również tenże COVID-19 plus „choroby współistniejące”, do których się zalicza choroby układu krążenia, układu pokarmowego, nowotwory, demencję, czy cukrzycę).

To był tamten rok. W tym wskaźniki te będą wyższe, bowiem szpitalnictwo zostało spętane przez 1% (słownie: jeden procent) wszystkich hospitalizowanych. Bo chorzy na Covid w 2020 stanowili właśnie 1% wszystkich pacjentów przyjmowanych do szpitali w 2019 (102 tys. na 9 251 tysięcy pacjentów przyjętych roku poprzedzającym pandemię). Dr Martyka powiedział, w cytowanym już przeze mnie wywiadzie iż „jest takie powiedzenie, że lekarstwo nie może być gorsze od samej choroby. W tym przypadku wprowadzone restrykcje skutkujące znacznym utrudnieniem i opóźnieniem w otrzymaniu właściwej pomocy medycznej spowodowały nadzwyczajny wzrost zgonów w wyniku innych chorób, których nie leczono właściwie i we właściwym czasie. Do tej pory (maj 2020 - RM) zmarło z tego powodu ponad 100 tys. Osób. Osób, którym nie zapewniono właściwej opieki, którym odmówiono leczenia.

Dobrze. Wiem więc, że zagrożenie jest jak najbardziej realne i znam mniej więcej jego skalę.

Teraz czas aby odpowiedzieć co przemawia za szczepieniem? Wchodzę na stronę rządową. Punkt 1 mówi, że szczepienie uchroni mnie przed zarażeniem, a prawdopodobieństwo, że nie zachoruję wyniesie, nawet 95 procent. W realnych warunkach (Izrael) skuteczność szczepionki Pfizer określona została na 92 procent. Astra Zeneca chwali się skutecznością w granicach 63-88% i tylko J&J podaje szczegółowo, że skuteczność ich szczepionki to ok. 66% w zapobieganiu objawowemu zakażeniu, a 85% w zapobieganiu chorobie o ciężkim przebiegu. To znaczy, że po szczepionce może zachorować 34% zakażonych, ale aż u 15% przebieg infekcji może być ciężki.

A co jeśli się nie zaszczepię? Na stronie medonet czytam: „Zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 w prawie połowie przypadków przebiega bezobjawowo. U objawowych pacjentów zaś w 20 proc. przypadków rozwija się ciężka lub krytyczna postać infekcji.” Czyli u 20% procent z połowy przypadków stwierdzenia wirusa to jest u 10% zainfekowanych Covid-19 ma przebieg ciężki lub krytyczny. Różnica, jeśli chodzi o zmniejszenie ryzyka zachorowania, oraz ciężkiego przebiegu infekcji pomiędzy osobą zaszczepioną, a niezaszczepioną więc istnieje i jest ona na korzyść osób zaszczepionych, a w przypadku J&J, który podał najbardziej szczegółowe dane, różnice są następujące: zachorowalność 50% (nieszczepieni) i 34% (szczepieni) i 10% versus 5% - ciężkie przypadki. Z tej perspektywy – warto się więc zaszczepić. Ale - nie zapominajmy, że jest to perspektywa krótkoterminowa (szczepienia zaczęto dopiero 6 miesięcy temu). Jakie będą dalekosiężne skutki zarówno szczepienia, jak i powikłań pochorobowych w przypadku nie zaszczepiania się - nie wie nikt.

Co jeszcze przemawia za zaszczepieniem się? Odpowiedzialność za innych ludzi. To, że mogę zarazić kogoś i być bezpośrednim sprawcą jego śmierci, nie mając nawet świadomości tego, że go zakaziłem. Mogę być cichym zabójcą. Szczepionka zaś powoduje, że wszyscy stajemy się bardziej odporni na Covid-19 i dzięki temu możemy wrócić do normalności.

Ale przecież mówi się, że i zaszczepieni muszą nosić maseczki, muszą zachować dystans i inne środki ostrożności, bo „szczepionka jedynie łagodzi przebieg choroby, natomiast nie zabezpiecza przed transmisją wirusa.” Jak więc fakt naszego zaszczepienia pozwala ochronić przed zakażeniem i śmiercią innych? >>Skoro szczepionka nie hamuje transmisji, to w jaki sposób ma być sposobem powstrzymania pandemii? Jaki sens mają „paszporty szczepionkowe”, skoro szczepionka nie powstrzymuje transmisji, więc nie ma żadnego wpływu na rozprzestrzeniania się wirusa? Dlaczego zaszczepieni są zwolnieni z kwarantanny, skoro tak samo, jak niezaszczepieni, mogą zarażać?<< pyta ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego doktor n. med. Zbigniew Martyka. I trudno nie przyznać mu racji.

W mediach jak mantra przewija się także stwierdzenie, że: „szczepimy się, bo jak wszyscy zostaną zaszczepieni to powróci normalność”. To dosyć ryzykowna teza, bo przecież, jak to stwierdzono już w 2020, koronawirus przenosi się także pomiędzy gatunkami (ludzie, psy, norki). Larry Brilliant, Lisa Danzig, Karen Oppenheimer, Agastya Mondal, Rick Bright i W. Ian Lipkin - medycy ze specjalistycznego pisma "Foreign Affairs" w artykule pt.„The forever virus” choć postulują jak najszybsze wyszczepienie jak największej populacji świata, to równocześnie twierdzą, że nie ma to sensu, bo "nawet, gdyby jakimś cudem wszyscy się zaszczepili, to i tak koronawirus będzie siał spustoszenie. Dlaczego? Przeniesie się ze zwierząt na ludzi: z małp, kotów, jeleni, norek itp." I choć, autorzy sami przyznają, że „nie ma jeszcze dowodów na trwałą transmisję z ludzi na zwierzęta, a następnie z powrotem na ludzi”, to jednak ich zdaniem odkrycie SARS-CoV-2 u wielu gatunków oznacza, że „jest to nie tylko nieprawdopodobne, ale wręcz prawdopodobne”.

Aby więc wyeliminować możliwość transmisji wirusa, należałoby zaszczepić nie tylko ludzi, ale również wszystkie istoty żywe na planecie. To – moim zdaniem – nie jest realne. Poza tym, jeśli osoby zaszczepione także zarażają (a tylko same przechodzą chorobę łagodniej) to i tak nie ma to sensu.

Co wobec tego przemawia przeciwko szczepieniom? Pamiętam, że kiedy w marcu 2020 prognozowano rozwój pandemii twierdzono, że szczepionka na Covid-19 nie może pojawić się wcześniej niż pod koniec 2023 roku, bo trzeba nie tylko ją wynaleźć, ale i skutecznie przetestować. Nie tylko pod kątem tego czy nie będzie powodowała bezpośrednich skutków ubocznych, ale również i tych długofalowych. Testowanie szczepionki obejmuje bowiem trzy fazy. „Faza I może trwać nawet 24 miesiące i zwykle obejmuje grupę od 20 do 100 ochotników. W tej fazie zbiera się dane na temat bezpieczeństwa szczepionki, ze szczególnym zwróceniem uwagi na ewentualne skutki uboczne.” Nie da się ukryć, że tych którzy szczepią się od grudnia ubiegłego roku, powinno się nazywać „ochotnikami pierwszej fazy”. Ale to nie wszystko, bowiem jest jeszcze druga faza. „Może trwać dłużej niż dwa lata i zwykle obejmuje od 100 do 300 ochotników. Na tym etapie zbiera się informacje na temat bezpieczeństwa stosowania eksperymentalnej szczepionki i immunogenności”. Wniosek? Dopiero po czterech latach, czyli w grudniu 2024 będzie można z dosyć dużym prawdopodobieństwem stwierdzić czy szczepionka jest bezpieczna. Na tyle dużym, że można będzie... przetestować ją na większej populacji. Terminy testowania nie powinny zaś w przypadku tego wirusa być skracane, z uwagi na to, że nie jest to taka szczepionka, jakie stosowano do tej pory. Jest innowacyjna, więc należałoby zachować większe środki bezpieczeństwa.

Im dłuższy okres czasu minie od pierwszych zaszczepień, tym więcej będzie wiadomo, czy i jakie skutki uboczne spowoduje ten zabieg. Już teraz, pół roku od początku „operacji szczepiennej” Norweski Instytut Zdrowia Publicznego uznał, iż wyższe jest ryzyko związane z przyjęciem szczepionki Astra Zeneca, niż z chorobą Covid-19. Także zespół utworzony w Japonii, przez samego producenta szczepionek grupę Pfizer, po to aby umożliwić wejście szczepionki na rynek kraju kwitnącej wiśni, opublikował wyniki badań, które według Byrama W. Bridle'a, profesora nadzwyczajnego, University of Guelph świadczą, że „kolec białkowy (spike-protein) dostaje się do krwi i krąży tam przez kilka dni po szczepieniu. Gromadzi się w wielu tkankach, m.in. śledzionie, szpiku kostnym, wątrobie, nadnerczach i, co mnie szczególnie niepokoi, kumuluje się w dość wysokich stężeniach w jajnikach. (…) Dotąd nigdy nie podejrzewaliśmy, że samo białko kolca jest toksyczne.(30.05.21)" Jak podaje report24.news :„kilka tygodni przed nim prof. Roger Hodkinson z Kanady , a kilka miesięcy przed nimi amerykańska mikrobiolog dr. Judy Mikovits ostrzegali, że toksyczny kolec proteinowy może wywołać bezpłodność obojga płci.

To bardzo znamienne odkrycia. A wiemy przecież, że to dopiero pół roku testowania.

W związku z tym jednak, że fazę I i drugą skrócono z kilku lat do kilku tygodni znajdujemy się – jak nam mówią – już w fazie III testu. „Do tej fazy kwalifikowane są najbardziej obiecujące szczepionki. Badanie zaprojektowane jest z udziałem 10 000 lub więcej ochotników i może trwać do 4 lat. Dzięki tym badaniom można zebrać wystarczającą ilość danych na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepionki, w celu uzyskania akceptacji organów rejestrujących i nadzorczych.” 

Dlaczego są trzy fazy bezpieczeństwa? Aby niepotrzebnie nie ryzykować życiem większych grup ludzi. Będąc obecnie w III fazie testu, bierzemy jednak udział w eksperymencie, który ma objąć nie 10 000 uczestników, ale znacznie większą ich liczbę Niemal całą ludzkość. Tyle, że to powszechne szczepienie wcale nie nazywa się testem, ani eksperymentem, choć de facto jest zarówno jednym jak i drugim.

Głosy ekspertów optujących za powszechnym szczepieniem są podstawowym materiałem wszystkich programów informacyjnych w mediach głównego nurtu. Dlatego dobrze zapoznać się też ze zdaniem naukowców przeciwnych szczepieniom, których głos się nie przebija, a których opinie – moim zdaniem – też warto znać.

Lekarze ds. Etyki COVID-19 to grupa założona przez byłego wiceprezesa firmy Pfizer (tej produkującej ponoć najbardziej skuteczne szczepionki) i głównego naukowca tej firmy ds. alergii i układu oddechowego, Michaela Yeadona.. Liczy ponad 160 ekspertów medycznych z całego świata, a wśród jej członków znajdują się prof Sugar Bhakdi, były przewodniczący Instytutu Mikrobiologii Medycznej i Higieny na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji, czy Dr. Wolfgang Wodarg, były przewodniczącego komisji zdrowia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

17 maja 2021 w liście otwartym >> wskazali na ryzyko „śmiertelnych i nieśmiercionośnych zakłóceń krzepnięcia krwi, w tym zaburzeń krzepnięcia, zakrzepicy mózgu, udaru i zawału serca”, reakcji autoimmunologicznych i potencjalnych skutków „zanieczyszczeń szczepionkowych” z powodu pośpiechu ze względu na produkcję i nieuregulowane standardy produkcji. (…) W przeciwieństwie do twierdzeń, że zaburzenia krwi po szczepieniu są rzadkie, wiele powszechnych skutków ubocznych szczepionek (ból głowy, nudności, wymioty i krwiakopodobna „wysypka” na ciele) może wskazywać na zakrzepicę i inne poważne nieprawidłowości” - stwierdzili eksperci. Wydarzenia związane z krzepnięciem, które obecnie przyciągają uwagę mediów, to prawdopodobnie tylko wierzchołek ogromnej góry lodowej”.<<

Reasumując napisali oni, że:

>>„Dostępne dowody i nauka wskazują, że szczepionki COVID-19 są niepotrzebne, nieskuteczne i niebezpieczne. Podmioty autoryzujące, wymuszające lub zajmujące się podawaniem eksperymentalnych szczepień na COVID 19 narażają pacjentów na poważne, niepotrzebne i nieuzasadnione ryzyko medyczne”.<<

Grupa ta podkreśliła, że „Szczepionki są z definicji eksperymentalne. Pozostaną w fazie 3 próbnej do 2023 roku.” W związku z tym nie ma żadnego obowiązku podawania się im. Zgoda na zaszczepienie musi być świadoma na mocy >> rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nr 2361 oraz warunków zezwolenia na stosowanie w sytuacjach nadzwyczajnych FDA. <<

Więc choć – według Lekarzy ds. Etyki COV-19 - dopiero w 2023 będzie można z dosyć dużym prawdopodobieństwem stwierdzić czy szczepionka jest bezpieczna, to kiedy kończę pisać ten artykuł, dowiaduję się, że „Brytyjski premier Boris Johnson wezwał wieczorem 5 czerwca 2021 roku pozostałych przywódców państw grupy G7, by podczas przyszłotygodniowego szczytu zobowiązali się do zaszczepienia przeciw COVID-19 całą populację świata. I to już do końca 2022 r.”

Podsumowując: Czy waga jaką przykłada się do Covid-19 nie jest przesadzona? Mamy tu przecież do czynienia z nie najmocniejszą infekcją. Jej śmiertelność jest sześćdziesięciokrotne słabsza niż najmocniejsza infekcja wirusowa XX wieku i co najmniej sześciokrotnie mniejsza niż w przypadku chorób układu krążenia. Przy tym śmiertelność ta liczona jest tak, jakby to inne choroby towarzyszyły COVID-19. A przecież jest odwrotnie. To Covid jest dodatkowym czynnikiem zwiększającym śmiertelność przy chorobach układu krążenia, układu pokarmowego, nowotworach, demencji cukrzycy i td. To Cowid jest chorobą towarzyszącą innym śmiertelnym chorobom, wzmacnia ich moc, bo powoduje dodatkowe osłabienie organizmu. Osłabienie z którym się nie walczy poprzez zmniejszenie poziomu stresu, czy ruch na świeżym powietrzu, ale przez nakaz noszenia maseczek, który ma na każdym kroku przypominać nam o „pandemii” i zmniejsza dopływ tlenu do mózgu (i innych organów). Któremu się nie zapobiega za pomocą suplementacji brakujących organizmowi witamin i minerałów, ale za pomocą szczepionek, które wprawdzie osłabiają nieco samą zapadalność i ilość ciężkich przypadków COVID, ale ich przyszłe, dalekosiężne oddziaływanie może wielokrotnie przebić dzisiejsze złe skutki jakie niesie ze sobą sam koronawirus. Szczepionki nie mają też sensu z tego powodu, że koronawirus jest obecny u wielu gatunków żyjących na planecie. Jest powszechny. Każda następna jego wersja powinna być więc coraz słabsza i coraz bardziej globalna, aż stanie się on tak codzienny i tak "silny" jak zwykły katar.   

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:12)

Komentarze

BŁEEE....pomyślałam sobie widząc  kolejny, tysiąc pierwszy wpis o tych  szczepieniach na niepoprawnych.pl. Znowu albo propaganda prorządowa i agresja z pogardą, którą uprawiają pro-szczepionkowcy, albo kolejny wpis z serii "obronnych", produkowanych także przeze mnie. BŁEEE,  przecież dopiero co  wysmażyłam kilka  komentarzy na ten temat  pod notką janaksero, a teraz znowu  RomekM się produkuje.... BŁEEE.... ale zaczęłam czytać. 

Zaczęłam czytać...i okazało się, że można napisać na ten oklepany, wyklepany i przeżuty  już temat ciekawie podchodząc  z nieco innej perspektywy, kompleksowo, profesjonalnie, a jednocześnie prosto  i zrozumiale.  Zrobić takie kompendium, które można zalinkować i wysłać także osobie zupełnie zielonej w temacie do przemyślenia. 

A może  nawet wydrukować w gazecie -  Rebeliantko, przy całym szacunku dla Twojej pracy w tym zakresie- a może by gdzieś szepnąć i zasugerować opublikowanie tego wpisu Romka? Bo, moim zdaniem,  zdecydowanie wart  nie tylko maksymalnej oceny na "naszym" portalu, ale  i szerszego udostępnienia.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1672681

Brawo!

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1672682

Brakuje mi w nim na zakończenie odpowiedzi autora na zadane sobie i nam wszystkim tytułowe pytanie: Szczepić się czy nie szczepić? Ale co tam, odpowiedź znajduje się w treści opracowania.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1672687

Odpowiedź jest tu: 

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=31334&Itemid=47 

- odpowiedź jednoznaczna i przerażająca. Mnie też przeraża, bo wielu moich znajomych i przyjaciół poddało się szczepieniu. A przecież co to za życie bez przyjaciół? 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1672693

Uczciwe i niepomijające chyba żadnego aspektu sprawy. Gratuluję. TEN TEKST POWINIEN BYĆ PRZYPIĘTY NA TOPIE STRONY, a nie żenujący, propagandowy paszkwil na Pospieszalskiego autorstwa niewidomego demokraty.

Trzeba to przypominać, żeby za kilka miesięcy znowu nie rozpętali kolejnej fali strachu pana-demonicznego.

A jako uzupełnienie mój tekst sprzed 9. miesięcy: ANTY kontra ...OWCY

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1672735

....„kolec białkowy (spike-protein) dostaje się do krwi i krąży tam przez kilka dni po szczepieniu. Gromadzi się w wielu tkankach, m.in. śledzionie, szpiku kostnym, wątrobie, nadnerczach i, co mnie szczególnie niepokoi, kumuluje się w dość wysokich stężeniach w jajnikach"....
 

Noworodki poszczepienne covidowe pojawią się w Polsce najwcześniej pod koniec tego roku i na początku przyszłego, bo szczepienia kobiet w wieku rozrodczym zaczęły się gdzieś w marcu/kwietniu. O ile oczywiście się pojawią. To też pewnie będzie uważnie monitorowane przez hodowców ludzi z WHO i NWO.

Nie pozostaje nam nic innego jak czekać, z nadzieją, że "kolec białkowy" nie przejdzie do komórek rozrodczych i nie spowoduje masowego pojawienia się współczesnych frankensztajnów.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1672745

Tego się czytać nie da komentować tym bardziej.Ja rozumiem,ze kobieto jesteś przy nadziei  nawet przy stężeniach w jajnikach ! ( miejmy nadzieję,że tylko w jajnikach ) ale poszczepienne noworodki covidowe to już NOBEL !!!!Rozumiem,ze bez tego " kolca białkowego" ciąży by nie było nawet tej przed lub po Covidowej ! Obłęd jakiś !

Wysłalem ten tekst znajomemu lekarzowi 10 min temu i jeszcze się śmieje !

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-5

Tezeusz

#1672747

Z czego się śmiejecie?

- Sami z siebie! A konkretnie z własnej głupoty

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1672750

z " Kolca białego" chyba po...umyciu ! ba szorowaniu wybielaczem. HAHAHHAHAHAHA. nie wspominam już o jajnikach covidowych przed w czasie i po ...kolcu ! Co za ubaw.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-5

Tezeusz

#1672751

Ty już masz jeden kolec i wszczepiłeś sobie kolce do mózgu i wszędzie indziej. 

Dlatego życzę ci zdrowia ....

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1672756

Ignorancja jest żałosna, a temat dość szczegółowo  opisuje notka Wawela

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1672825

Kłamali i dalej bezczelnie kłamią! Jeśli jeszcze nie wiesz, to się dowiedz.

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=31342&Itemid=100 

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1672749

globalny reset - ktorego czescia jest falszywa pandemia i falszyw "szczepionka" - jest wazny. 

 

staram sie nie pisac co mysle o osobach promujacych "szczepionke" czy srandemie, ale przychodzi mi to z trudem.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1672949