Gdzie mieszka świadomość? (cz.2)

Obrazek użytkownika Romek M
Blog

Może postawmy na początek, mniej intrygujące, pytanie. Czy umysł to jest to samo co świadomość?

Świadomość opisują najczęściej, jako „stan psychiczny”, polegający na tym, że zdajemy sobie sprawę zarówno z tego, iż myślimy, oraz z tego co dzieje się wokół nas. A umysł? To „świadomość aktywności mózgu: myślenia, spostrzegania, zapamiętywania, odczuwania emocji, uczenia się, czy regulowania uwagi”.

Jednym słowem, wygląda na to, że umysł i świadomość to synonimy.

Zapytałem o to, aby mieć pewność, że kiedy ktoś mówi o dualizmie mózgu i świadomości to mówi o tym samym co ten, który rozprawia o dychotomii mózgu i umysłu. Bo o drugiej z tych par pisze, bardzo intrygująco, w książce >>Homo deus<< Yuval Noah Harari:

Filozofowie zawarli tę zagadkę w podstępnym pytaniu: co takiego dzieje się w umyśle, co nie działoby się w mózgu? Jeśli w umyśle nie dzieje się nic innego poza tym, co dzieje się w naszej potężnej sieci neuronów - to do czego potrzebny nam umysł? Jeśli w umyśle dzieje się rzeczywiście coś innego oprócz tego co dzieje się w sieci neuronów – to gdzie, u licha, to się dzieje?

Bardzo dobre pytanie. Gdzie może znajdować się nasza świadomość jeśli nie potrafimy odnaleźć jej w mózgu?!

Zastanówmy się - czy jakiejś cząstkowej odpowiedzi, nie udziela na to pytanie doświadczenie, jakie posiadamy w konstruowaniu sztucznej inteligencji? Czy to przypadkiem nie świadomość (umysł) sprawia, że nie jesteśmy automatami? Oczywiście, automatem, bez wątpienia, jest nasz mózg. Ale – że przywołam taką tezę – czy to nie dzięki niemu, nasza świadomość ma także wgląd w świat materialny, do którego on sam należy?

Taką tezę pozwoliłem sobie postawić, na podstawie dwóch, przywołanych już przeze mnie wcześniej relacji, osób badanych przez Adriana Owena: Kate i Juana, a także tych przypadków, które opisał w swoich książkach Raymond Moody.

A więc czy tym - co rozróżniałoby nasz mózg od mózgów elektronicznych - byłaby jakaś niezwykła zdolność wglądu, jaką ma do zawartości naszych czaszek świadomość? Tego przecież A.I nie mają. Sztuczne inteligencje, choć posiadają bowiem możliwość zarówno uczenia się, jak i korygowania swych poczynań, to jednak zawsze działają za przyczyną jakiegoś programu. Tymczasem u człowieka, działanie wydaje się być indukowane przez coś mentalnego, co identyfikujemy z naszym ja, a czego nie potrafimy umiejscowić. Ze świadomością właśnie.

Oczywiście, w pewnym sensie też jesteśmy automatami. I bardzo dobrze. No bo to chyba dobrze, że za pomocą świadomości nie musimy sterować na przykład oddychaniem, trawieniem, regulowaniem temperatury ciała, cykliczną produkcją hormonów itp.? Że robi to sam mózg, właśnie na zasadzie zaprogramowanego automatu. Tyle, że poza utrzymywaniem ciała przy życiu, mózg wydaje się też służyć świadomości nie tylko za „okno na świat”, ale i za „komputer” któremu „zleca” ona różnego rodzaju analizy czy obliczenia, przeprogramowuje go aby zmienił nasze zachowania, reakcje, podejście...

Yuval Noah Harari pisze w tej samej książce: ”Mimo, że zgromadziliśmy ogromną wiedzę z dziedziny matematyki i informatyki, żaden ze stworzonych przez nas systemów przetwarzania danych nie potrzebuje subiektywnych doświadczeń, aby funkcjonować, żaden nie czuje bólu, przyjemności, gniewu, ani miłości”.

Właśnie – „nie czuje”. To – moim zdaniem – bardzo trafne, i nie wiem czy nie kluczowe, spostrzeżenie. Emocje należą przecież do cech świadomości (umysłu). Nie są właściwościami mózgu. Jego systemem są bowiem zmysły.

I chociaż można nauczyć sztuczny system (A.I) rozpoznawania i reakcji na jakieś bodźce, a nawet korygowania działań i dostosowywania się do zmieniającej sytuacji, to przecież nie potrafimy sprawić, aby odczuwał on emocje. Przypomina on człowieka bez umysłu. Człeka bez emocjonalnej pamięci, a więc nie wiedzącego kim jest; bez uczuć, a więc pragnącego zaspokoić tylko podstawowe potrzeby życiowe – zjeść, napić się, pokopulować i zasnąć. Ewentualnie wykonać jeszcze takie działania, które się mu zleci (na jakie się go zaprogramuje). I to byłoby tyle. Człowieka? Chyba raczej zombie. (Pierwszym, który zaproponował eksperyment logiczny zakładający teoretyczną możliwości istnienia zombie jako "człowieka bez świadomości" był Todd Moody, a jego koncepcję rozwinął David Chalmers w książce >>Świadomy umysł<<.)

Zastanawiam się, czy całe dzisiejszy system szkolnictwa, informacji, nauki i kultury nie zainspirował się tą ideą i nie jest nastawiony na hodowlę takiego właśnie osobnika. Sprowadzenia go do ciała i mózgu, skierowania całego jego strumienia świadomości na to co materialne. Zaprogramowania go na wykreowany sztucznie świat, z plastycznie dającymi się kształtować i zmieniać zasadami i zagadnieniami.

Dalej Harari pisze: „(...) nie rozumiemy umysłu. Nie wiemy jak powstaje umysł, ani jaką ma funkcję. Metodą prób i błędów uczymy się konstruować stany psychiczne, ale rzadko rozumiemy pełne konsekwencje takich manipulacji. Co gorsza, ponieważ nie znamy pełnego spektrum stanów psychicznych, nie wiemy, jakie cele w tym zakresie sobie stawiać.”

Ten fragment napisany przez żydowskiego naukowca i pisarza, a przy tym zadeklarowanego ateistę – zdaje się potwierdzać, że mózg jest tylko (i aż!) narzędziem, pozwalającym naszej świadomości (umysłowi) na wgląd w nasz mózg, a pośrednio na zarządzanie naszym ciałem, a poprzez nie - jego otoczeniem, czyli  światem materialnym. Więc pośrednio, oczywiście także, kontaktować się z innymi świadomościami.

Odłóżmy na razie tę kwestię na bok, i przyjrzyjmy się pewnemu niewyjaśnionemu zjawisku.

Deepak Chopra. Rudolph. E. Tanzi w książce >>Twój supermózg<< piszą: „W jednym z eksperymentów szybko pokazywano uczestnikom serię fotografii. Niektóre z nich przedstawiały przerażający obraz straszliwych wypadków drogowych albo krwawych ofiar wojennych. Badani byli podłączeni do czujników wykrywających objawy reakcji na stres, tak jak szybsze bicie serca, wzrost ciśnienia krwi i pocenie się. Na widok przerażających obrazów organizm badanych niezmiennie uruchamiał reakcją na stres. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Ich ciała zacząć wykazywać reakcję na stres, zanim pokazano im kolejne szokujące obraz. Chociaż fotografie pokazywano losowo, badani reagowali w taki sposób, jakby spodziewali się, że za chwilę przeżyją szok. Nie reagowali natomiast w ten sposób, kiedy spodziewali się niewinnych obrazów. Oznacza to, że ich ciała przewidywały przyszłość albo, aby ująć to bardziej precyzyjnie, ich mózgi przewidywały (…)

Czy na pewno mózgi? Czy sam mózg, jako rzecz materialna jest zdolny przekroczyć rzeczywistość, czyli czasoprzestrzeń?

Powstaje jednak - gwoli uczciwości - jeszcze pytanie: jak pokazywano te fotografie – czy pokazywał je człowiek, który wcześniej je widział, czy automat? Chodzi mi o to, czy badani nie mogli przypadkiem pozawerbalnie (intuicyjnie) odbierać sygnałów od prezentera. Tę sprawę należałoby wyjaśnić i w przypadku gdy zdjęć nie pokazywał automat, przeprowadzić eksperyment jeszcze raz.

Gdyby jednak okazało się, że fotografie te pokazywał automat, to można by wówczas pokusić się o sformułowanie tezy, że nasza świadomość egzystuje poza czasoprzestrzenią, a w świecie materialnym obecna jest tylko poprzez sprzężony z nią mózg. A właściwie – dzięki niemu. Uprawdopodabniałby tę tezę fakt, że fotografie oddziaływały na emocje, które są cechą świadomości, nie mózgu.

Inny przykład.

Oto historia, którą opisał w swej książce >>Moje widzenie świata<< o. Andrzej Klimuszko:

"Było lato 1940 r. Któregoś poranka do wsi wtargnął oddział Niemców z zamiarem ukarania mieszkańców za niedostarczony kontyngent drewna. Wszystkich mężczyzn - łącznie z o. Klimuszką - spędzono na rynek. Tam kolejno ich chłostano i kłuto bagnetami. Klimuszce, jako księdzu, kazano się temu przypatrywać. Na koniec hitlerowcy postanowili zrobić sobie widowisko: kazali franciszkaninowi pozować do zdjęć przy ofiarach. Gdy odmówił, zmuszano go, by biegał wokół rynku. Gdy i tego nie chciał zrobić, bito go, kopano i kłuto. To było dla niego doświadczenie graniczne, w dosłownym rozumieniu. Właśnie wtedy po raz pierwszy przekroczył granice swojej świadomości: >>Świadomość doznanej krzywdy oraz widok wynaturzenia człowieka z trupią główką na czapce, cały ten splot wypadków wywołał w mojej jaźni silny wstrząs, który z kolei wyzwolił we mnie drzemiące nieznane siły psychiczne, poruszył jakiś mechanizm w ośrodkach mózgu, obudził nadświadomość, dzięki której zacząłem przenikać psychofizyczną strukturę człowieka. Zacząłem dostrzegać w pewnych momentach za niektórymi ludźmi ciągnący się jakby film ze scenami ich przeżyć i przeszłości. Czułem wyraźnie, że w mojej sferze psychicznej nastąpił jakiś przełom, zaistniało coś, i to coś nie jest anormalne, lecz raczej ponadnormalne.<<”

Trzeba dodać, że o. Klimuszko posiadał też para-zdolności, które jako żywo, przypominały te z eksperymentu z fotografiami wypadków, a polegały one na „widzeniu przyszłości”. Niemniej już i sam ten „film ze scenami z przeżyć” ciągnącymi się za ludźmi, o których pisze autor, to przecież nic innego jak wgląd w czyjąś pamięć. Czyjąś świadomość! I to wgląd stricte mentalny.

Wszystko to skłania mnie ku opinii, którą wyraził w przywoływanym już przeze mnie wstępie do książki Raymonda Moody'ego >>Życie po życiu<< (wyd. z 2014) dr. Eben Alexander, pisząc: „A ja, podobnie jak doktor Moody, uważam, że przesłanka tego pytania: „Jak mózg tworzy świadomość?”, jest fundamentalnie błędna. Świadomość jest podstawowa — jest w naszym wszechświecie pierwotna.

Świadomość jest podstawowa... Czy to znaczy, że nie należy ona do świata materialnego, a więc że nie podlega biologicznemu unicestwieniu jak ciało, oraz że tylko dzięki niemu (oraz mózgowi, który jest jego częścią) może funkcjonować w czasoprzestrzeni? Utożsamiając się z nimi (ciałem, mózgiem) być tu i teraz.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

#1642709

Nie czytałem. Bardzo Ci dziękuję, zaintrygowała mnie ta książka, już po spisie treści :)

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1642711

chociaż książeczkę można pochłonąć w dwie godziny.

A potem polecam Ruperta Sheldrake'a. Koncepcja pola morfogenetycznego stanowiąca uzupełnienie DNA. Ale nie tylko....

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1642712

...godziny nie przeczytam :). Muszę się nad niemal każdym zdaniem zastanawiać. Nie jest to Trylogia Sienkiewicza :)

Ale kupiłem  już sobie pdf.  

Jazgdyni też mi pod częścią pierwszą powrzucał trochę materiału o nadświadomości i skupieniu (polu, strumieniu) uwagi etc. Muszę sobie to też poprzypominać i odszukać w notatkach i materiałach, bo także o tym kiedyś tam czytałem, a teraz już nie pamiętam do końca czym to się je i czy zwróciłem na to wówczas odpowiednią uwagę.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1642715

Ponudzę się trochę z Tobą...ale tylko trochę :-)

Umysł...to niejako synonim mózgu. Jednak mózg to nazwa biologiczno-materialna tego zbioru komórek.
Natomiast umysł to pojęcie psychiczno-duchowe, który obejmuje zarówno emocje ,uczucia , wrażenia (psychikę) jak i rozumienie (procesy myślowe, świadomość,pamięć ...i Bóg wie co jeszcze...być może tam znajduje się wola, wolna wola człowieka czyli dar Boga.

Człowiek do istota fizyczno-psychiczno –duchowa.
Całość...dlatego gdy coś nie domaga...to zawsze choruje cały organizm powiązany ze sobą nie tylko siecią neuronów...ale innych, różnych czynników, hormonów itp.
Wielka to tajemnica.
Tymbardziej ,że do dzisiaj, najmniejsza komórka ludzka nie jest do końca zbadana i wyjaśniona.
Dlatego śmieszą mnie naukowcy i przerażają, lekarze czy psycholodzy, każdy specjalista w swojej dziedzinie, którzy nie widzą organizmu ludzkiego jako całość.
Są tym samym bardzo niebezpieczni.

https://dzienniknarodowy.pl/smierc-mozgu-istnieje-organy-pobiera-sie-zywych-ludzi-wideo/

https://www.hildegarda.pl/

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1642719

Cześć,

najpierw zacznę od cytatu, który mnie przedwczoraj zaintrygował. Z Księgi Jeremiasza: (Jer. 29,12-13) "Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie." Dlaczego tak bardzo mnie to zafascynowało? Bo to znaczy, że każdy kto szuka Boga, z całego serca, to go odnajdzie. Niezależnie gdzie by się urodził i w jakiej wierze. To jest dowód na Wielką Sprawiedliwość Boga.

Mózg tylko w potocznym tego słowa znaczeniu jest synonimem mózgu. Podstawowa różnica - mózg jest materialny, umysł -nie. Dobrze piszesz, że "umysł to pojęcie (...) które obejmuje zarówno emocje ,uczucia , wrażenia (psychikę) jak i rozumienie (procesy myślowe, świadomość,pamięć ...i Bóg wie co jeszcze...być może tam znajduje się wola, wolna wola człowieka czyli dar Boga". Jak wszystko co niematerialne jest tajemnicą. A że jest dziełem Boga, więc nie jest niczym złym szukać Stwórcy w Jego Dziele. Tym bardziej, że jak powiedział Jezus (w sumie to samo mówił Jeremiasz): "Szukajcie, a znajdziecie".

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1642720

rodzaju anteny biologiczne, sprzęgające Organizm z polem morfogenetycznym, a mózg z wyższym Ja. Na marginesie sygnalizuję, że hipoteza była popularna w latach 1970-tych wśród kryminologów. Potem jakby przycichło o niej, albo ja już nic nie słyszałem?

A głośno było do tego stopnia, że najlepszy tygodnik PRL lat 1970-tych Przegląd techniczny opublikował kilkuodcinkowy art na ten temat.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1642758

Naukowe spojrzenie na pojęcie świadomości mnie przerasta, dlatego też nie odważę się w tym obszarze zabierać głosu.

Chciałbym jednak odnieść się do przytoczonej przez Ciebie postaci o. Klimuszko.

W jednym z niewielu udzielonych przez siebie wywiadów powiedział, że rozważanie Pisma Św. bez rozważania tajemnicy śmierci nie ma nic wspólnego z rozwojem duchowym. Takie rozważanie jest tylko zaspokojeniem swojej ciekawości.

Każdy lęk, mniej lub bardziej, paraliżuje. Ogranicza kontakt z rzeczywistością.

Lęk przed śmiercią paraliżuje najbardziej.

Rozwój duchowy pozwala człowiekowi z tym lękiem się oswoić. A co za tym idzie, pozwala człowiekowi otworzyć się na szersze horyzonty poznania.

---

Czytając klepsydry pogrzebowe, wydaje nam się często, że nas ten problem nie dotyczy. "Ten to miał już swój wiek…". "Tamten to się źle prowadził…". "Ta biedaczka w końcu przestała cierpieć…".

Uciekamy od refleksji na temat śmierci, bo takie myśli zepsułyby nam zabawę "w życie".

---

Tak sobie przy okazji myślę, że gdyby naukowcy częściej oddawali się refleksjom na temat życia i śmierci, może byłoby im łatwiej…

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1642765

Napisałeś, moim zdaniem bardzo słusznie, że: "Rozwój duchowy pozwala człowiekowi z tym lękiem się oswoić."

Ja mam nadzieję, że nie tylko oswoić, ale całkowicie go przezwyciężyć :)

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1643005

...oswajania się z tym lękiem, pewnie dlatego tak to ująłem.

Niemniej podobnie jak Ty uważam, że lęk ten można przezwyciężyć.

Mistycy na drodze własnego krzyża wręcz zaczynają tęsknić za uwolnieniem się od cielesnej powłoki, by w wieczności sycić się Miłosierną Miłością.

Bywają też różne drogi na skróty. Bez czerpania z wzorca Chrystusowego Krzyża. Drogi niebezpieczne.

Pragnienie spotkania po tamtej stronie życia gromadki dziewic, swoją mocą potrafi połknąć instynktowny lęk przed śmiercią. Z tragicznym skutkiem dla otoczenia.

---

Mała dygresja.

Swego czasu wpadła mi w ręce książka prezesa stowarzyszenia amerykańskich psychiatrów (nazwiska i tytułu nie pamiętam), która, choć była dla mnie w całości za trudna, w kilku miejscach mnie zaciekawiła. Tenże profesor w rozdziale o uzależnieniach ruch Anonimowych Alkoholików nazwał sektą. I pewnie z naukowego punktu widzenia miał rację, nie znaczy to jednak dla mnie, że ogłosił on prawdę ostateczną.

Program duchowy AA setkom tysięcy ludzi na całym świecie, jeśli nie milionom, pomógł powrócić pośród żyjących, oczekiwałbym więc od tegoż profesora autorytatywnej wypowiedzi, że sekciarstwo jest wartością, którą należy promować.

dratwa3

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1643056

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1643057

Pobieżnie zerknąłem. Później się "wczytam".

Dziękuję.

Tak na wszelki wypadek... Nie celuję w swoich komentarzach w promowaniu reinkarnacji.

Dotykam raczej pewnego mechanizmu.

Wiara w życie wieczne z pominięciem refleksji na temat śmierci.

Podobnie jak u protestantów: "Dziecię Boże Zmartwychwstało" z ignorowaniem Drogi Krzyża.

Pozdrawiam.
dratwa3

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1643066

Zdolności które przejawiał Klimuszko to były zdolności mediumiczne. One nie tylko nie maja nic wspólnego z chrześcijaństwem, ale i są mu obce. Takie zdolności może mieć każdy okultysta. Ludzie myślą, że on miał takie zdolności, bo był kapłanem. To jest nieporozumienie. Nie osądzając jego osoby, mówię z perspektywy nauki Kościoła, że ona nie dopuszcza medium. Czytanie z fotografii, jasnowidzenie jest niezgodne z naszą tradycją. Czerpanie wiedzy z takiego „źródła” traktujemy bardzo podejrzanie.

https://www.fronda.pl/a/o-posacki-chrzescijanin-musi-odroznic-zjawiska-paranormalne-od-mistycznych,17910.html

Co do AA...to niebezpieczna sekta.
https://gloria.tv/post/3hL8Qg1NPEUaCukGP1YDWB4GX

Natomiast wszelkie lęki jak i słabości, nałogi najlepiej leczy wiara, która jest punktem wyjścia, programem kształtującym wszelkie decyzje, myślenie i postępowanie.

Psychiatrów i psychologów należy unikać jak ognia.
Ludzie najbardziej boją się prawdy...nie śmierci.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1643058

Nie poruszałem w swoim komentarzu "zdolności które przejawiał Klimuszko".

Choć w cytowanej przez Ciebie wypowiedzi o. Posadzkiego dostrzegam ostrożność: "Nie osądzając jego osoby...", czy "Czerpanie wiedzy z takiego "źródła" traktujemy bardzo podejrzanie".

"Co do AA...to niebezpieczna sekta."

Temat ocean.

Kilka lat temu gościłem u siebie przez kilka godzin o. franciszkanina z Zakroczymia, który również nazwał ruch AA sektą. Zapytałem go wówczas, co to za ludzie szturmują sanktuarium w Zakroczymiu, by przejść przez rekolekcje trzeźwościowe. Okazało się, że głównie są to Anonimowi Alkoholicy.

Uważam, że AA jest przedsionkiem dla wszystkich tych, którzy na początku swej abstynencji nie mają jeszcze odwagi spotkać się z Chrystusem w świątyni.

I choć AA nie utożsamia się z żadną religią, bazuje na katolickich Pięciu Warunkach Sakramentu Pokuty.

W AA nie ma przy tym żadnego guru.

Negatywny osąd o AA wydają z reguły ci, którzy nie zanurzyli się w ten program, bazując jedynie na obserwacji pojedynczych, lokalnych wspólnot, których funkcjonowanie faktycznie bywa czasami kontrowersyjne.

Ostatnio słyszałem też, że pojawiły się jakieś ręce, które próbują poprawić to, co przez dziesiątki lat uważano w AA za dobre.

dratwa3

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://ratujlasy.niepoprawni.pl/

#1643065