Nagły przedsąd w sprawie odszkodowania dla ofiary byłego zakonnika — pedofila

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

26 sierpnia w  Sądzie Najwyższym  skierowano na posiedzenie niejawne w dniu 4 września br. skargę kasacyjną Zakonu Chrystusowców od wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 2.10.2018 r. Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego, w którym na rzecz powódki Ż.K. zasądzono   od Zakonu zadośćuczynienie za krzywdę w  kwocie 1 mln złotych z odsetkami  oraz comiesięczną rentę w wysokości 800 zł.

 

Kwoty te powódka ma otrzymać za szkody psychologiczne (uszczerbek na zdrowiu  w wysokości 10%) powstałe w efekcie czynów pedofilnych, których dopuścił się wobec niej w okresie od czerwca 2006 r. do początku lipca 2007 r.  były już zakonnik Chrystusowców Roman B. Renta została przyznana na koszty comiesięcznej terapii psychologicznej. Powódka w czerwcu 2006 roku miała 13 lat.

Kwoty zasądzono od zakonu pomimo tego, że sądy obu instancji uznały, że Chrystusowcy nie mieli wiedzy  odnośnie nagannego procederu księdza Romana B., a  stosowne informacje uzyskali dopiero w momencie jego aresztowania (odbył on potem karę 4 lat więzienia). Sądy wywiodły z powyższego, że z tych względów brak jest podstaw dla przypisania odpowiedzialności Chrystusowców na podstawie art. 416 k.c. Jako podstawę prawną wyroku przyjęto art. 430 k.c., twierdząc, iż „odpowiedzialność kościelnej osoby prawnej nie różni się od odpowiedzialności innych osób prawnych, w tym Skarbu Państwa”.

Skarga kasacyjna Zakonu wpłynęła do Sądu Najwyższego w dniu 11 marca 2019 roku. Jej treść nie została upubliczniona. 4 września odbędzie się w SN posiedzenie niejawne w sprawie  przyjęcia lub odmowy przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania. Jednoosobowo orzekać będzie sędzia Krzysztof Strzelczyk.

Termin jest dość nagły, zwłaszcza dlatego, iż 12 września Sejm RP ma rozpocząć procedowanie nad projektem ustawy, przewidującym rezygnację ze wstępnej kontroli skarg kasacyjnych w Sądzie Najwyższym.

Sprawa odszkodowania dla Ż.K. budzi duże zainteresowanie, gdyż po raz pierwszy w Polsce orzeczono o odpowiedzialności kościelnej osoby prawnej na podstawie art. 430 kc.

Okoliczności sprawy są wysoce kontrowersyjne, gdyż powódka Ż.K. jest reprezentowana przez adwokata lewackiej fundacji „Nie lękajcie się” (jego honorarium to 30% prowizja od wygranej). Fundacja zasłynęła ostatnio m.in. tym, że jej szef publicznie przedstawiał się jako ofiara pedofilii, co okazało się fałszem. Kłamstwo to przybrało formę wyjątkowego skandalu, gdyż człowiek ten nie tylko oszukał papieża Franciszka (przyjął on Lisickiego w Watykanie i nawet pocałował go jako rzekomą ofiarę w rękę), ale pod pretekstem ciężkiej choroby wyłudził też pieniądze od ofiary księdza pedofila - Ż.K. i domagał się pieniędzy od braci Sekielskich, autorów filmu "Tylko nie mów nikomu".

Powódka Ż.K. jest objęta szczególną opieką medialną „Gazety Wyborczej”. Jako pierwsza pisała o niej reportażystka Kopińska, a potem inne autorki. Informacje podawane przez te osoby są daleko nieścisłe. Kolportuje się na przykład informacje, że Ż.K. była przez zakonnika więziona, bita i gwałcona. Ustalenia prokuratury i sądów nie potwierdzają tych rewelacji. Sądy stwierdzały uzależnienie ofiary od zakonnika (ewentualną przemoc psychiczną), a rzekome „więzienie” to tylko perfidna figura stylistyczna. Pierwszy kontakt erotyczny między pokrzywdzoną a Romanem B. nastąpił w czerwcu 2006 r. Ż.K. była w tamtym okresie dwukrotnie całowana i dotykana przez zakonnika podczas korepetycji, których jej udzielał, ale w czasie wakacji przebywała w domu rodzinnym. Po rozpoczęciu roku szkolnego (w gimnazjum katolickim, do którego przyjęcie załatwił jej Roman B.)  przez 3 tygodnie mieszkała u państwa M. Potem mieszkała w Domu w S.D., gdzie chrystusowiec ją odwiedzał. Na początku 2007 roku zamieszkała w mieszkaniu matki zakonnika, która przebywała wówczas w USA. Początkowo małoletnia korzystała z pokoju wspólnie z drugą lokatorką J. H. Po jakimś czasie zakonnik wypowiedział J.H.  umowę najmu. Następnie od marca do czerwca 2007 roku z pokoju Ż.K. korzystała też studentka A. W.  W tym to czasie – podczas nieobecności innych osób - dochodziło do zbliżeń między Ż. K. a Romanem B. Potem, z powodu kłopotów w nauce, powódka została przeniesiona do szkoły w B. (był to warunek zaliczenia klasy w gimnazjum). W efekcie powódka ponownie trafiła do domu rodzinnego. Od tego czasu nie spotykała się już z Romanem B. A zatem nigdy nie miało miejsce jakieś „więzienie”. Powódka w każdej chwili mogła zerwać intymne kontakty z zakonnikiem B.

Wokół tej sprawy nadal rozpowszechniane są fałszywe narracje o czasie trwania przestępstwa (który podawany jest o połowę dłuższy) , rzekomym więzieniu i biciu. Twierdzi się nawet wbrew faktom i treści pozwu, że powódka w czasie czynów pedofilnych miała mieć 12, a nie 13 lat i być poddana w tym okresie aborcji.  To wierutne kłamstwa. Sądy bez wątpliwości  ustaliły wiek ofiary (13-14 lat), czas przestępstw i ich zakres. Żadnej aborcji nie było. Obcowanie intymne z małoletnią jest oczywiście czynem haniebnym, ale dodatkowe dramatyzowanie okoliczności czynu jest podejrzane. Tym bardziej, że na podstawie tych kłamstw organizowane są różne akcje publiczne. Ostatnio kolportowano petycję do Chrystusowców, domagając się od nich wycofania kasacji, a także zarzucano kłamstwa i brak empatii rzecznikowi prasowemu zakonu, który odmówił podania tajnych informacji z procesu kanonicznego (w jego efekcie usunięto Romana B. z zakonu) oraz nie ujawnił szczegółów na temat pomocy, której zakon chciał udzielić powódce dobrowolnie.

Zakon zachowuje się w tej sprawie z wyczuciem i dyskretnie, nie naruszając dóbr osobistych powódki, a jej obrońcy medialni ustawicznie oczerniają władze Chrystusowców  i fałszywie przedstawiają stan faktyczny sprawy. W interesie powódki jest też prowadzony na FB blog, w którym w niezwykle sugestywny i  fachowy sposób (w języku pojęć psychologicznych) są przedstawiane przeżycia i emocje ofiary. Blog ma rzekomo prowadzić sama pokrzywdzona z wykształceniem gimnazjalnym. Sugeruje się, że cierpienie jest cały czas tak samo intensywne, a powódka nie jest w stanie prowadzić normalnego życia.  Z akt sprawy wynika jednak, że najcięższy okres traumy Ż. K. ma już za sobą. Po przedostaniu się do wiadomości publicznej informacji o jej rocznym molestowaniu seksualnym przez zakonnika, powódka spotkała się z silnym ostracyzmem ze strony otoczenia,  załamała się i kilkukrotnie była leczona w szpitalu psychiatrycznym. Ostatni pobyt w szpitalu miał miejsce w październiku 2010 r. Od tego czasu pokrzywdzona dobrze sobie radzi, potrafi skutecznie zabiegać o swoje interesy i korzystać z rozmaitych świadczeń.

Fałszywa narracja wokół sprawy  wygląda na przemyślaną lewacką ustawkę w celu zbudowania w Polsce precedensu sądowego do wypłacania ofiarom „kościelnej” pedofillii bardzo wysokich odszkodowań.

Co zrobi Sąd Najwyższy? Przekonamy się w środę.

 

Poprzednie teksty:

https://niepoprawni.pl/blog/rebeliantka/lewactwo-w-amoku-a-w-sprawie-kasi-byla-ustawka

https://niepoprawni.pl/blog/rebeliantka/sady-w-poznaniu-na-pasku-wyborczej

https://niepoprawni.pl/blog/rebeliantka/sedziowie-z-poznania-osadza-zakon

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.7 (głosów:13)

Komentarze

 To jest właśnie "nasz" (a w rzeczywistości ich - nadzwyczajnej kasty) chory system prawny w którym mogą kreować wyroki według własnego widzimisię choćby najbardziej absurdalne! 

 Już widzę jak rodzice dzieci, które padły ofiarą pedofilii nauczycielskiej w szkole żądają odszkodowania od tych szkół w których ci nauczyciele są zatrudnieni i to w milionowych wysokościach, ofiary aktów przemocy seksualnej lekarzy - od szpitali i przychodni w których byli zatrudnieni, ofiary środowiska "artystycznego" (np.sprawa Polańskiego) od teatrów i ministerstwa kultury, ofiary molestowania w czasie zajęć sportowych od ministerstwa sportu i turystyki itd...

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#1601102

Do tego trzeba dodać, że lewactwo jest świetnie zorganizowane.

Cały czas urabia opinię publiczną na podstawie nieprawdziwych informacji, sprzecznych zresztą z ustaleniami prokuratury i kilku składów sędziowskich.

Słyszałam, że zamierzają pikietować pod domem Chrystusowców w Poznaniu. Zaproszą media i będą emitować organizowany przez nich "głos ludu".

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1
#1601106

robiła przez te wszystkie lata? Stressowała się ? A może, co moim zdaniem prawdoopdobne, dowiedziała się w końcu że można na tym w sumie tragicznym zdarzeniu zarobić pieniądze? Pozostaje tylko jeden problem: jak nazywa się osoba która czerpie korzyści ze zdarzeń seksualnych które przez wiele lat nie były podstawą jakichkolwiek działań prawnych?

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1601214

Dobre pytania. Odpowiadam na podstawie akt:

Na początku lipca 2007 Ż.K. wróciła do domu rodzinnego. Zaczęła uczęszczać do świetlicy środowiskowej w S. Po jakimś czasie zwierzyła się nauczycielce M.Z, pedagog szkolnej H.B. i nauczycielowi w-f o swoich kłopotach, sygnalizowała chęć popełnienia samobójstwa, opowiedziała tez o nadużyciach seksualnych księdza B. wobec niej. W tej sytuacji dyrektorka Zespołu Szkół w B. M. W. pismem z dnia 13 maja 2008 roku zawiadomiła policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa seksualnego wykorzystania nieletniej.  Wszczęto śledztwo.

Równolegle podjęto z urzędu postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom pokrzywdzonej. W dniu 12.06.2008 r. Ż.K. i jej brat zostali umieszczeni w domu dziecka. Ż. poczuła się zdradzona przez dorosłych, gdyż nie chciała, aby jej relacja z księdzem R.B. została ujawniona.

21.06.2008 r. zatrzymano księdza, a 2 dni później został aresztowany.W dniu 24 czerwca 2008 roku Wikariusz Generalny Zakonu złożył wizytę u R. B. w Areszcie Śledczym  i nałożył na niego suspensę zabraniającą wykonywania wszelkich aktów władzy, święceń i noszenia stroju duchownego. W czasie tego spotkania podejrzany przyznał się do popełnienia przestępstwa na szkodę Ż.K. O sprawie powiadomiono Kongregację Nauki Wiary. 26.11.2008 biegli potwierdzili u oskarżonego skłonności pedofilne oraz ograniczoną w stopniu znacznym zdolność kierowania swoim postępowaniem, zatem zaistniały przesłanki z art. 31 § 2 k.k..

Podczas pobytu w domu dziecka jedna z wychowawczyń próbowała nakłonić pokrzywdzoną do wycofania zeznań przeciwko księdzu. Zeznawała ona dwukrotnie – przed Prokuratorem w dniu 20 czerwca 2008 roku oraz przed Sądem w dniu 29 grudnia 2008 roku, w obecności psychologa. Więcej razy nie zeznawała ponieważ kilkukrotnie przebywała w szpitalu psychiatrycznym z powodu podejmowanych prób samobójczych. Były to pobyty w następujących okresach:   od 23 lutego 2009 roku do 23 lipca 2009 roku ( chciała wyskoczyć z okna w Domu Dziecka), od 29 lipca 2009 roku do 17 sierpnia 2009 roku, od 20 kwietnia 2010 roku do 15 czerwca 2010 roku. W konsekwencji pokrzywdzona nie była w stanie brać udziału w postępowaniu w charakterze świadka z uwagi na ryzyko nasilenia się objawów stresu pourazowego.

Wyrokiem z dnia 10 lutego 2009 roku Sąd uznał oskarżonego R. B. za winnego tego, że w okresie od roku 2006 do początku lipca 2007r. obcował płciowo z małoletnią Ż. K., wówczas wieku pomiędzy 13-14 lat i wymierzył mu karę 8 lat pozbawienia wolności. Nadto na podstawie art. 95 § 1 k.k. orzekł umieszczenie sprawcy w zakładzie karnym, który stosuje się szczególne środki lecznicze zaburzeń preferencji seksualnych, a na podstawie art. 41 § 1 k.k. orzekł wobec oskarżonego zakaz wykonywania zawodów związanych z nauczaniem małoletnich na okres 5 lat. Po uchyleniu wyroku przez Sąd Okręgowy, ponownym wyrokiem Sąd Rejonowy obniżył karę do 4 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. W trakcie kolejnej apelacji wyrok w dniu 23 lipca 2010 r. zmieniono i ostatecznie zasądzono karę 4 lat więzienia.

Nie dano wiary pokrzywdzonej, że sprawca stosował wobec niej przemoc fizyczną, przymus psychiczny i kontrolował każdy jej krok. Z opisu czynu wyeliminowano też nadużycie przez zakonnika zaufania pokrzywdzonej. Zakonnik opuścił zakład karny w dniu 21.06.2012 r, a zatem odbył zasądzony wyrok w całości.

Postanowieniem z dnia 29 grudnia 2009 roku Sąd zadecydował, że Ż.K. na stałe wróci pod opiekę rodziców, którym jedynie ograniczył władzę rodzicielską poprzez nadzór kuratora sądowego.

Po ukończeniu gimnazjum (przy czym w trakcie nauki została przeniesiona ze szkoły w B. do szkoły w P.) Ż.K. rozpoczęła edukację w Centrum (...) w klasie gastronomicznej. Edukację zakończyła po pierwszym semestrze, miała problemy z nauką, jej stan zdrowia nadal nie był stabilny. W dniu 30 października 2010 roku  po raz czwarty trafiła do szpitala psychiatrycznego w związku z kolejnym samookaleczeniem i myślami samobójczymi. Przebywała tam do dnia 29 listopada 2010 r. W przerwach pomiędzy pobytami w szpitalu psychiatrycznym małoletnia pozostawała pod opieką poradni zdrowia psychicznego, miała przepisywane leki.Decyzją z dnia 12 października 2009 roku ustalono u niej umiarkowany stopień niepełnosprawności do dnia 12 października 2010 roku. Następnie orzeczeniem z dnia 6 grudnia 2010 r. Ż.K. ponownie została zaliczona do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, tym razem do dnia 6 grudnia 2012 roku. Z kolei orzeczeniem lekarza orzecznika (...) z dnia 5 maja 2011 roku ustalono całkowitą niezdolność Ż.K. do pracy do dnia 31 maja 2013 roku, przy czym całkowita niezdolności do pracy pozostawała w związku z naruszeniem sprawności organizmu powstałym przed ukończeniem 18. roku życia. W efekcie została jej przyznana renta socjalna w kwocie 540,62 zł netto.

Po osiągnięciu pełnoletności (dom. 2011 r.) Fundusz Zdrowia odmówił finansowania terapii pokrzywdzonej.

Ż.K. skontaktowała się z Fundacją "Nie lękajcie się”. Anonimowy darczyńca podjął się finansowania jej terapii. Od lutego 2016 roku powódka uczestniczyła w terapii prowadzonej przez psychologów. Do lutego 2017 roku pracowała w firmie, gdzie zajmowała się skanowaniem zwrotu gazet. Otrzymywała najniższe dopuszczalne wynagrodzenie. Zrezygnowała z pracy po uzyskaniu środków finansowych w wyniku zbiórki publicznej zorganizowanej przez dziennikarkę Gazety, chciała skoncentrować się na leczeniu.

Zdaniem sądów stan zdrowia powódki i potencjał intelektualny nie stanowią przeciwwskazań do podjęcia nauki. Obecny stan zdrowia psychicznego powódki nie stanowi przeciwwskazania do kontynuacji pracy zarobkowej z zastrzeżeniem, że powódka z uwagi na konieczność leczenia winna być zatrudniona w zakładzie pracy chronionej. Winna mieć możliwość dostosowania godzin pracy do wyznaczonych wizyt u psychoterapeuty.Uszczerbek na zdrowiu powódki według tabeli (...) wynosi 10%.

Powódka wezwała Zakon pismami z dnia 5 kwietnia 2016 r. o zapłatę zadośćuczynienia w wysokości 3 000 000 zł i przeproszenie zakreślając siedmiodniowy termin spełnienia świadczenia. 10 maja 2016 r. wniosła pozew.

6 stycznia 2017 r. (a więc przed wydaniem wyroku przez sąd pierwszej instancji) ukazał się w Dużym Formacie „Wyborczej” reportaż Justyny Kopińskiej zatytułowany „Pedofilia w Kościele. Ksiądz gwałcił 13-latkę. Nadal odprawia msze”. Większość informacji w tym tekście była nieprawdziwa lub zmanipulowana.

W tym czasie toczył się jeszcze proces kanoniczny Romana B., który po powrocie z więzienia - wbrew twierdzeniom reportażystki - był odsunięty od publicznej działalności duszpasterskiej. Posługiwał w domu dla księży emerytów i miał prawo odprawiać Mszę Św. tylko w zamkniętej kaplicy. Ostatecznie został wydalony ze stanu duchownego  dekretem z dnia 19 grudnia 2017 r

---------------------------

To smutna historia, tylko że zakon nie miał nic wspólnego z ohydnymi czynami Romana B.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1601235

na zarabianie pieniędzy. Podobno w USA i Europie Zachodniej oskarżano księży (wyłącznie katolickich) o przestępstwa seksualne wobec nieletnich. Okazywało się później, że sądy amerykańskie zasądzały takie odszkodowania, że parafie nie mogły tego przetrzymać. Nie wypowiadam się, czy takie przestępstwa mogły mieć miejsce czy nie. Ale skoro "człowiekiem jestem i nic co ludzkie..." wyobrażam sobie, że łatwo jest zaskarżyć instytucję kościelną o odszkodowanie za czyny których popełnienie opiera się właściwie tylko na zeznaniu, bo dowodów zapewne nie ma. Z tego co wiem, zbyt często ofiarom "przypominało się" o przestępstwach które zaszły nawet tak dawno, że sprawcy już nie żyją.

Poruszany problem ma jak widzę dwa aspekty: po pierwsze, rzeczywiste przestępstwo i kara za nie w majestacie prawa.
Po drugie, możliwość nadużycia (wyłudzenia) odszkodowania za czy zaistniałe dawniej przestępstwa (czyli przeliczenie krzywdy na pieniądze) czy nawet za nie mające miejsca czyny imputowane oskarżonym. Na zasadzie, że skoro ktoś zeznał, ktoś jest winien.

Być może jest potrzebne pewne przeformowanie prawa, aby surowo karano sprawców (nie "ofiary", ale raczej promotorów działań) w sytuacjach gdy imputowanych przestępstw nie udało się im udowodnić. Mam domniemanie, iż "doradcy" rzekomo opiekujący się ofiarą katolickiego księdza (ta kategoria jest oskarżana najczęściej) mogą próbować zdobywać tą metodą spore pieniądze na podobnej zasadzie jak "zieloni" oprotestowujący każdą inwestycję, dopóki nie zostaną odpowiednio opłaceni.

"

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1601384