Czy można wygrać z chamem?

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

Kilka refleksji na ten temat bardzo różnych osób.

Z blogu Krajskiego

Jak reagować na chamstwo?

Temat ten wywołał pan Marcin Ch.: „Cała sztuka i etykieta dobrego zachowania jest bardzo atrakcyjna, lecz gdy spotykam się z rzeczywistością, okazuje się, że nieczęsto opłaca się być miłym i kulturalnym.Oczywiście piszę tu o pewnych kręgach, ludzi zwyczajnych, nieobytych, prostych, nierzadko chamskich. A przecież takich jest większość. W konfrontacji z nimi po prostu czuję się jako osoba przegrana, gdyż dzięki mojemu ustępliwemu i dobremu zachowaniu zawsze coś tracę. Im wydaje się, że wszystko, co robią, jest zupełnie normalne.

Przykłady mógłbym mnożyć od wyprzedzania korka lewym pasem, do trąbienia na przejściach, czy wyzywania i pokazywania swojej wyższości. Powyższe zachowania nie są neutralne (jak rozmowa przez telefon w autobusie, która raczej osobiście mnie nie atakuje), lecz są bardzo agresywne w stosunku do mojej osoby.

Jedynym logicznym rozwiązaniem jakie widzę, jest odpowiadanie chamstwem na chamstwo, lub uniemożliwianie zachowań chamskich, co wywołuje jeszcze większą agresję. Co Pan o tym sądzi?”.

Jest to trudny problem. Rozumiem Pana rozterki. Jeśli ktoś musi często przebywać w towarzystwie chamów, trudno mu się pogodzić z sytuacjami, w których coś traci, choćby czas, bo cham, stosując właściwe dla siebie metody, działa na jego szkodę.

Z drugiej jednak strony z chamem można wygrać, stosując tylko jego metody, a to powoduje, że jesteśmy gwałceni, poniżani – wciągnięci w taki czy inny sposób w obszar i perspektywę oraz aksjologię (czy antyaksjologię) chamstwa i zaczynamy się do niego siłą rzeczy, chcąc nie chcąc, upodabniać – równamy w dół, zaprzeczamy swoim wartościom i samym sobie.

Mnie chamstwo bardzo boli i rani. Cierpię z jego powodu. Unikam go więc na tysiące sposobów (gdy np. tylko mogę jadę pociągiem 1 klasą), a gdy się z nim zetknę (gdy np. ktoś wypchnie mnie z kolejki), unikam starcia (niekiedy po prostu się oddalam – uciekam), a więc tracę. Wolę jednak stracić te 10 minut, niż dać się ubłocić konfrontacją z człowiekiem wulgarnym.

Niekiedy staram się pokonać chamstwo kulturą, serdecznością, życzliwością, darem (ustępuję z ochotą i uśmiechem). Czasami daje to piękne efekty – chamstwo zanika.

Przyznaję, że pod tym względem mam luksusową sytuację i z chamstwem stykam się niezmiernie rzadko. Pracuję w domu i w środowiskach, w których chamstwo jest zabronione (być może ukrywa się głęboko). Rzadko pojawiam się tam, gdzie może ono wystąpić.

https://krajski.wordpress.com/2013/04/10/jak-reagowac-na-chamstwo/

Z blogu Wojciecha Zbruka

Od kiedy pamiętam, rodzice wkładali mi do głowy, że jedną z największych w życiu cnót jest szacunek do ludzi. Tego ode mnie wymagali. Tego mnie nauczyli. Traktuję to, jak jedno z przykazań. Tak żyję. Coraz częściej jednak myślę, że zostałem przez nich upośledzony. Chamstwa i prostactwa, które coraz częściej mnie otacza nie umiem wyeliminować i okiełznać. Szukam "złotego środka", ale do tej pory nie znalazłem. Jest jakiś? Im jestem starszy, tym większy mam problem z prawidłową i skuteczną reakcją na brak szacunku wobec innych. Coraz częściej nie potrafię również wykazać się należytą asertywnością wobec chamstwa, prostactwa i cwaniactwa.

A te stają się normą niestety. Na ulicach, w sklepach, na plaży, w pracy, często też w towarzyskich relacjach.
Chamskie zachowania dla wielu stają się skutecznymi sposobami na zaistnienie i zaakcentowanie swojej obecności. Na towarzyski lans. W prowadzeniu biznesu również. Są tacy, którzy robią to bez żenady, a niestety brakuje wobec tej miernoty konstruktywnej krytyki.

O tym, że takie postawy są godne największego potępienia, najlepiej wiedzą ci posiadający tzw. kindersztubę. Dzisiaj jednak łatwiej znaleźć czarną perłę w gnoju, niż tych, którzy wynieśli z domu dobre wychowanie. Oportunistów chcących otwarcie walczyć z prostactwem też ze świecą szukać. Panuje moda na konformizm normatywny niestety.

Myślałem, że w swym postrzeganiu otoczenia jestem odosobniony, wręcz upośledzony. Że należę do grona dinozaurów. Nielicznych osobników, które z tego powodu cierpią i chcą naprawiać. Jednak nie. Może niestety, a może na szczęście.

Kilka dni temu poprosił mnie przyjaciel, żebym mu pomógł w jego trudnych relacjach ze wspólnikiem i może wymyślił jakieś rozwiązanie. On nie daje sobie rady, nie ma pomysłu i siły, żeby walczyć. Ale nie potrafi zaakceptować chamstwa i bezczelności. Oraz faktu, że wspólnik wykorzystuje jego kindersztubę i brak asertywności, nie docenia należycie jego pracy. Nie angażuje się w rozwój biznesu, nie pomaga, a do czegokolwiek się zabierze, to albo nie dokończy albo coś zawali. I mimo braku wiedzy, na czym ich biznes polega, robi z siebie gwiazdę oraz przypisuje sobie wszystkie sukcesy.
Że cham, prostak i cwaniak, mitoman i megaloman, to wtajemniczeni wiedzą. Ale co dalej? Jakie w tej sytuacji znaleźć wyjście? Jak okiełznać takiego typa? Biznes się kręci, szkoda go zmarnować.

Chciałem powiedzieć: „Widziały gały, co brały. Chciałeś mieć chama wspólnika, to teraz zbierasz żniwo".
Tak byłoby najprościej. Jednak przyjaciołom pomocy się nie odmawia i nigdy nie pozostawia w biedzie. To kolejne z moich przykazań.

Chcąc mu doradzić i pomóc, na biegu niestety nie wymyśliłem niczego sensownego, nie znalazłem też "złotego środka" na okiełznanie wspólnika prostaka. Chociaż bardzo się starałem!

Jego problem nadal nie daje mi spokoju. Ciągle szukam "złotego środka". Takiego, żeby w swych przepychankach zachował kindersztubę. Z pewnością coś wymyślę i wesprę przyjaciela w jego walce z prostakiem wspólnikiem.
Bo gardzę blagierami. Bo nie toleruję miernoty i braku szacunku wobec innych.

A Wy? Może macie jakiś „złoty środek“ na stawianie czoła prostactwu i chamstwu? Jak zachowujecie swą asertywność w podobnych sytuacjach? Czy Waszym zdaniem „wyrwanie chwasta z korzeniami“ to dobry pomysł?
Może macie jakiś inny, bardziej skuteczny?

Taki, żeby nie kłócił się z kindersztubą...

https://natemat.pl/blogi/wojtekzbruk/71783,zloty-srodek-na-chamstwo-i-prostactwo-ktos-zna#

Z blogu Czarna eLka

@Senator: "Z chamem nigdy nie wygrasz

@Senator: "Z chamem nigdy nie wygrasz, a już wybranie jego sposobu "walki" to klęska w 100%" Co co drugiej części zdania, to oczywiście się zgadzam. Chamstwo na chamstwo to nie jest sposób na wygraną. Ale co do pierwszej części zdania ("Z chamem nigdy nie wygrasz"), to już mam wątpliwości. Nie wygrasz chamstwem, nie wygrasz ignorowaniem, nie wygrasz banowaniem, nie wygrasz zaprzyjaźnianiem się z chamem. Wygrasz tylko jednym: AUTOironią. Moim zdaniem to jakby podstawa funkcjonowania w miarę zdrowy sposób - zarówno w sieci (czy jako blogger, czy jako użytkownik forów), jak i po prostu sposób funkcjonowania jako człowiek w zwyczajnym życiu. Bez autoironii, będziemy zawsze bronić swoich "jedynych słusznych poglądów", będziemy się czuć obrażeni, jak nas ktoś "obrazi" (obrazi nasze niezautoironizowane ego), więc będziemy w reakcji atakować, bronić się, ignorować, uciekać, walczyć, itd. Piszę to z doświadczenia: jako cham z LN, z którym chciano walczyć, atakować, uciekać, ignorować, itd. A rozbraja mnie zawsze czyjaś autoironia, tu zawsze wymiękam. Polecam tę metodę walki z chamem. Nie tylko w sieci. W życiu ta metoda jest równie świetna.

https://czarna-elka.pl/index.php/component/content/article/17-komentarze2/22502-senator-qz-chamem-nigdy-nie-wygrasz

Z blogu Edyty

Jak reagować na chamstwo?

Niby już nie jesteśmy bandą nieokrzesanych dzikusów, a jednak nie ma dnia, by człowiek się nie zetknął z prostackim zachowaniem. I nie jest to wcale domena tak zwanych nizin społecznych – chamstwo atakuje dosłownie z każdej strony. Również z tej, która teoretycznie powinna wyznaczać wyższe standardy kultury osobistej. Ale nic z tego, grubiaństwo jest jakby na stałe wpisane w ludzką naturę i kiedy tylko może, daje o sobie znać.

Próbuje się z nim walczyć, a jakże, wygląda to jednak na walkę z wiatrakami. Ordynarny sposób bycia razi, a mimo to rzadko spotyka się z krytyczną reakcją. Bo taka właśnie strategia najczęściej obowiązuje – ignoruj chamstwo, bo wejść w dialog z niewychowanym prostakiem to najgorsze co można zrobić. Tylko jeśli to taka cudowna metoda, to dlaczego w ogóle nie działa?

Na bezczela

Stara ludowa prawda stawia sprawę jasno – nie dyskutuj z prostakiem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. To poniżej godności, jak ktoś leży w rynsztoku, to nie ma co się z nim taplać jak świnia, lepiej odwrócić się na pięcie i zająć własnymi sprawami. Reagując na wulgarne zaczepki, pokazujesz, że cię to dotknęło, a dokładnie to jest celem chama. I pod wpływem tych emocji wchodzisz w dialog na cudzych zasadach, przegrywając po raz drugi. Twoje odpowiedzi działają jak płachta na byka, konflikt się zaostrza. No i po co? Lepiej machnąć ręką, nie ma sensu podjudzać do dalszej wymiany ‘uprzejmości’, z których nic dobrego nie wynika.

Czasami to i nie wiadomo jak się zachować, nawet gdyby chciało się zwrócić uwagę i ukrócić paskudne zachowania. Niektóre sytuacje są bardzo kłopotliwe pod tym względem, bo co zrobić, jeśli popis braku kultury daje sędziwa pani z laską? Odpyskować jak rówieśniczce? Większość ma na tyle mocno zaszczepiony szacunek do starszych, że nie potrafi zdobyć się na agresję wobec kogoś w wieku swojej babci. To zresztą nasila problem – uznajemy, że na przykład starszym wolno więcej. Że jak ktoś stoi wyżej, to nie opłaca się wytykać mu braków w wychowaniu, bo nieokrzesany szef zawsze może wręczyć wypowiedzenie, a gburowaty profesor uwali na egzaminie. Nie warto.

I chyba coraz rzadziej się przeciwko temu protestuje, bo chamstwo zaczyna się jawić jako wygodna, krótka droga do życiowego sukcesu. Jak się wybić ponad przeciętność? Trzeba być ponadprzeciętnie zdolnym, ale taki talent ma jeden na milion. A arogancję, butę i buńczuczne zachowanie wyrobić w sobie może prawie każdy. Chama nie przeoczysz. Pewni ludzie zmarszczą brwi, ale znajdzie się i grupa zachwycona specyficzną odwagą i przebojowością. Reszta będzie się obawiać konfrontacji. Efekt? Tych grzecznych i spokojnych ma się za mięczaków, którym da się wejść na głowę i wykorzystać w pracy albo towarzysko, bo ktoś z kindersztubą nie trzaśnie drzwiami, nie przyłoży z pięści, nie rzuci mięsem. Zaciśnie zęby i uda, że nie widzi tych wszystkich okropności.

Ach, ten święty spokój!

W starciu z chamem chodzi głównie o tak zwane zwycięstwo moralne. Cham zdobywa dla siebie teren, lecz to po naszej stronie jest racja moralna. Nie dać się sprowokować znaczy być lepszym, czystszym, szlachetniejszym. Kimś z klasą po prostu. Cham ma swoją chwilę triumfu, no niech się cieszy, mi z tego powodu niczego nie ubędzie, a przynajmniej się nie skalam prymitywnym zachowaniem. Tyle że, niestety, ma to swoje negatywne strony.

Ktoś miły i kulturalny budzi sympatię, ale i uchodzi za frajera. Świat zdobywa się siłą, a nie etykietą, a przykładów na to nie trzeba szukać daleko. Kto pierwszy zaparkuje na zatłoczonym parkingu, ten co się wciska na chama, czy ktoś grzecznie przepuszczający innych kierowców? Kto zajmie wolne miejsce w tramwaju, stateczna staruszka czy babcia z turbodoładowaniem? Dobrze wychowany osobnik ciągle zwraca się uwagę na to, by nie przeszkadzać otoczeniu, cham tylko wzrusza ramionami i robi na co ma ochotę – w autobusie gada głośno przez komórkę, trąbi na przechodniów, żeby przyspieszyli kroku, jedzie jak szaleniec rowerem po chodniku, a ludzie w popłochu przed nim uciekają. Król życia normalnie.

Osoba kulturalna będzie unikała starcia, bo z prostakiem ciężko wygrać inaczej niż wchodząc w jego buty, a to równanie w dół, plugawienie własnych wartości. Więc pocierpi, ale mimo wszystko woli włożyć dodatkowy wysiłek w to, żeby z chamem mieć jak najmniejszą styczność, niż ułatwić sobie życie, konfrontując się z grubiańskim palantem. Poczuje się lepiej, ale też szybko zrozumie, że moralna wyższość generuje liczne straty.

On wcale nie zaczyna milczeć

Ustępując przed chamstwem, często traci się czas, pieniądze, nerwy. Ktoś bez skrupułów zagarnia naszą przestrzeń, jest intruzem i poszerza swoje terytorium, bezwstydnie obsikując ‘słabszych’. Dlatego właśnie nie powinno się go ignorować, bo rozpanoszy się totalnie. Chamstwo to nie jest zwykła niegrzeczność czy brak dobrych manier, jak smarkanie w rękaw. To niebezpieczne zjawisko, podszyte nieuzasadnioną agresją – dla chama jego ofiary to przede wszystkim wrogowie, ludzie gorsi i głupsi, zasługujący na poniżenie.

Zaś w metodzie ‘na ignorowanie’ mylnie się zakłada, że to zbije chama z pantałyku. Czasem pewnie tak się dzieje, ale w wielu przypadkach burak bez skrępowania brnie dalej. Robi swoje, bo niby czemu miałby tak nie robić? Nikt nie oponuje, ustępuje nawet, żeby się nie zbrukać kontaktem z pieniaczem. Owszem, głupie bydlę potrzebuje reklamy i poklasku, ale wcale tak szybko się nie wycofuje. Na pewno nie wskutek milczenia, bo ono raczej zachęca do szukania środków o większej sile rażenia niż zmusza do refleksji nad nieładnym zachowaniem. Można się łudzić, że głupota umrze śmiercią naturalną, lecz bardziej prawdopodobne jest to, że znajdzie kolejnych wyznawców.

Problem chamstwa wydaje się dzisiaj szczególnie dotkliwy, bo mamy internet, a tam wylew pajaców najgorszego sortu. I to działa jak pożar na prerii – jeden czubek coś napisze, drugi zalajkuje, trzeci poda dalej i nie minie godzina, a prymitywne odezwy docierają do dziesiątek obcych ludzi. Co gorsza, wielu godzi się na chamstwo, jeśli jest ono w słusznej sprawie, po myśli czytającego, bo nie wszyscy reagują na zasadzie ‘masz rację, ale nie tymi słowami, to niegrzeczne’. Przeciwnie, większość nie powie nic albo podchwyci temat, dodając coś od siebie, nakręcając wrogość. No i łatwo to wytłumaczyć – z wrogami trzeba ostro, nie ma co się bawić w Wersal, zresztą oni robią to samo i po dobroci się nie da. Poza tym, jakie chamstwo? To zwykła krytyka, zgoda, w mocnych słowach, ale na brzydkie czyny muszą być brzydkie słowa, nie czas na zgrywanie świętoszków. Więc może i oburzeni nie robią prostakowi reklamy rezygnując z cytowania co brutalniejszych kawałków, ale jego przekaz i tak zatacza coraz szersze kręgi.

Zimna krew zwycięża

Skoro ignorowanie się nie sprawdza, trzeba reagować. Tylko jak? Grzecznie zwracając uwagę? Gdyby zawstydzanie tak skutecznie działało, po świecie nie chodziłoby tylu grzeszników. Kulturalne argumenty rzadko kiedy odnoszą pożądany efekt, trudno sobie wyobrazić by po wytknięciu gorszącego zachowania ktoś nagle skruszony przyznał: dzięki, to mi było potrzebne, taki zimny kubeł wody, już więcej tego nie zrobię, przepraszam. Choć pewnie próbować zawsze warto. Pouczyć? To może pomóc przy dziecku, przy dorosłej osobie już niekoniecznie. Czyli co, zostaje pyskówka i próba sił?

Pokonanie chama jego własną bronią brzmi kusząco i wydaje się najłatwiejsze. Kiedy gbur psuje krew i doprowadza do białej gorączki, jest przemożne pragnienie, by odpowiedzieć pięknym za nadobne. Niech bucowi pójdzie w pięty. A jakie to przyjemne uczucie, tak się rozładować, ulżyć sobie! Ale co potem? Jak się nie ma chamstwa we krwi, po podobnym epizodzie zostaje tylko wstyd i zażenowanie, a nie ulga czy poczucie satysfakcji. W dodatku nie rozwiązało się istoty problemu, wręcz utwierdziło się prostaka w słuszności jego postępowania – ćwok starł się ze swoim i nawet jeśli tę utarczkę przegrał, to zobaczył, że to dobra metoda, trzeba tylko popracować nad swoim buractwem. Bo wygrał przecież silniejszy cham, a nie przeciwnik z kulturą osobistą.

W szukaniu złotego środka trzeba przede wszystkim zrozumieć, dlaczego prymitywny buc jest jaki jest. A najczęściej za jego okropnym zachowaniem stoją jakieś kompleksy, nierozwiązane problemy, złe wzorce, przekonanie, że podłość jest receptą na życiowy sukces. Odrzucenie dobrego wychowania to zwykle prowokacja – troglodyta testuje granice czyjejś wytrzymałości. Sprawdza, na ile może sobie pozwolić, próbuje zademonstrować własną siłę, chce poczuć się zwycięzcą. I dopiero rozumiejąc te mechanizmy, jest się w stanie odpowiedzieć chamowi tak, by go faktycznie zatkało albo chociaż zachwiało wiarą w burackie możliwości.

Ale co ja mogę?

Na tym właśnie wiele osób się wykłada, rozmawiając z prostakiem z pozycji wyższości, co od razu wróży klęskę – pieniacz się przecież nagle nie ukorzy i nie przyjmie z pokorą udzielonej właśnie nauki. Drugi błąd to stawianie siebie w roli skrzywdzonej ofiary, która daje się zapędzić do narożnika i stamtąd wyprowadza rozpaczliwe ciosy, gdyż tak to odbiera cham. Najgorsze to dać porwać się emocjom, czy to odpowiadając złością, czy to pokazując swoją krzywdę – dla prostaka to nagroda, on już czuje, że wygrał. Ale gdy prymityw usłyszy jasny komunikat, że ktoś nie toleruje podobnych wyskoków, gdy poczuje stanowczy sprzeciw, taki zupełnie na chłodno, od kogoś, komu głos się nie podniósł nawet o pół tonu – to najprędzej ostudzi zapał do dalszych ataków, bo zupełnie nie takiej reakcji agresor się spodziewał. I teraz to on musi kombinować, jak wyjść z twarzą, co odpowiedzieć.

Traci swoją przewagę, bo niespodziewany opór ‘na zimno’ to już nie jego gra i nie jego reguły. Gdy czyjeś zachowanie daje się mocno we znaki, najprościej jest odwołać się do wyższej instancji – na kłopotliwego pasażera donieść do konduktora, o chamskim widzu w kinie poinformować obsługę, na meneli pod oknem nasłać policję, wulgarne i zawierające nieprawdę wpisy w internecie zgłosić prokuraturze. Jeśli chamstwo narusza nie tylko dobre obyczaje, ale i przepisy prawa, widmo urzędowej kary działa otrzeźwiająco na większość krzykaczy i zniechęca do dalszych głupich zachowań o wiele bardziej niż pełne pogardy milczenie.

Tyle że łatwo powiedzieć, trudniej wprowadzić w życie. Po pierwsze, utrzymać nerwy na wodzy to ogromne wyzwanie. Po drugie, cham nierzadko jest prawdziwym jaskiniowcem budzącym przerażenie. Jak to osobnik strasznie agresywny, rodzi się obawa, że po interwencji będzie chciał się odegrać. Jest strach, że gdy się zareaguje, nikt nas nie poprze, czy to z obawy, czy z wygody. Można to zrozumieć, jednak milczenie odbierane jest jako aprobata dla podobnych zachowań. Dzieci uczą się, że brutalnością da się ugrać więcej. Złe zachowanie staje się normą, czasem jeszcze złości, ale coraz częściej wydaje się po prostu uciążliwym, ale naturalnym elementem krajobrazu, jak kałuże po deszczu. Ale skoro człowiek na innych polach tak chętnie ingeruje w naturę, to może i tutaj warto?

https://kobietapo30.pl/jak-reagowac-na-chamstwo/

Ocena wpisu: 
2
Twoja ocena: Brak Średnio: 2 (głosów:14)

Komentarze

potraktować ten tekst, jako taką sobie teorię o "imponderabiliach", albo okazję do dyskusji, czy musimy się godzić na chamstwo, które zagościło na NP.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-8

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1629043

Znów jątrzysz.Znów kolejny wpis nawołujący do nawalanki.Czego Ty wreszcie chcesz od tego Zawiszy Niebieskiego.
To taki sympatyczny cham.Prostak bo prostak ale daj mu żyć.Jego już bida go wykańcza to teraz jeszcze Ty go dobijasz.
Tak być nie powinno.Gdzie Twoje katolickie miłosierdzie 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-3

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1629049

Bądź zdrów, młody człowieku.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1629081

Nie interesuja mnie jakies byty polityczne

Kto to ?

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1629104