Mandaryni

Obrazek użytkownika Marek Jastrząb
Blog

 Ten, co był sprytniejszy w ogłupianiu pozostałych i wykazał się większą przebiegłością, stroi się w kaftan bezpieczeństwa, by przejść do historii jako następne wcielenie Kaliguli.

Tak dzieje się od jaskiniowych początków zaludnienia globu; we współczesnej Polsce modnybył dziadek z Wermachtu i zbieranie haków na konkurenta do michy. Efekt? Przy pomocy klakierów i zbieraniny lojalnych przydupasów, powstaje życzliwy klimat do kacykowania, a ubezwładnione narody bezkrytycznie kierują się w stronę dyktatury.

Kapelmistrzem tej menażerii jest dżentelmen z trochę lepszą dzidą lub maczugą niźli dzida jego konkurenta do michy. Takiego, w myśl tradycyjnej zasady, „dziel i rządź”, obrzuca słownymi fekaliami. Wytyka mu własne wady, posługuje się szantażem, insynuacją i pomówieniami. Wywiera na niego nacisk za pomocą opinii publicznej poprzez intensywne stwarzanie wrażenia, iż mówi prawdę. Przedstawia go w niekorzystnym świetle, za co — mówiąc nawiasem — spotyka się z kwaśnymi wyrazami wdzięczności od podzielonego i zdezorientowanego społeczeństwa.

Lecz nie skupia się tylko i wyłącznie na błędach pojedynczego konkurenta: koncentruje się na hurtowym oczernianiu jego ugrupowania. Tak zresztą nakazuje tradycja. Tradycja wybierania mniejszego zła. Godzenia się na powszechny marazm. Ceremoniał oczekiwania na cudowne uzdrowienie za pomocą trucizny.

*

Za pośrednictwem sfabrykowanych dowodów, przy groźbie użycia straszaka w postaci aresztu i rekwizycji mienia, banda zwolenników bezhołowia, rujnuje wroga, wyklucza go z wpływania na styl rządzenia. Doprowadza do ruiny zawłaszczonego kraju: niby bezwiednie, niby profilaktycznie tłamsi w zarodku wszelki opór i tępi każdy minimalny przejaw buntu wieszczący jego rozszerzenie.

Jednakowoż należy pamiętać, że kacyk nie po to nim jest, by ulec tej części narodu, która ma odmienne zdanie. Nie może pozwolić na przyznanie, że jego metody rządzenia są złe. Nie może zrezygnować z zamordyzmu i odpuścić narodowi niesubordynację; nie jest w stanie przyznać mu racji, a samemu dać nogę; wszak został nim, by się nie poddawać. Bo jego nadrzędnym celem jest utrzymać na stanowisku satrapy.

*

Dyktatorzy prężą demagogiczne muskuły. Pokazują, wbrew faktom, że naród ich kocha i jest gotów przelewać za nich krew. A im bardziej gardłują o wolności czy demokracji, im kłamliwej i z większym zacietrzewieniem plują społeczeństwu w twarz, tym więcej mają zwolenników, popleczników, totumfackich z piekła rodem.

Pozostała część narodu drepcze w miejscu i narzeka na swój podły los. Psioczy, nie zdając sobie sprawy, że tym biernym sposobem przyczynia się do legitymizacji kacyka i jego pretorianów. Uchyla się od myśli, że zamiast wdawać się z nim w dialogowego tenisa, wystarczy nie być mu posłusznym i nie ulegać jego schorowanej woli.

Nie dziwota, że wódz, utwierdzony w przeświadczeniu o skuteczności swoich wypowiedzi, jest przekonany o sensie wygłaszanych bzdur.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.8 (głosów:6)