Lizbona

Obrazek użytkownika Maciej Krogulski
Kraj

 

 

 

 

Czy w ogóle miała

miejsce Lizbona?

Ależ miała miejsce,

jak najbardziej.

Po kolei.

 

W 2001 roku podpisany został Traktat z Nicei,

jako porozumie międzynarodowe 15 państw,

pod szumną nazwą Unii Europejskiej. Traktat z Nicei

przewidywał m.in. systemem głosów ważonych oraz

"potrójną większość". Odnośnie głosów ważonych

(wagi proporcjonalne do pierwiastka kwadratowego

z liczby ludności), podobny system dygresywny był

już stosowany przez Bundesrat przy ustalaniu liczby

przedstawicieli danego landu.

 

W 2004 roku odbyło się w Polsce referendum

akcesyjne w sprawie przystąpienia do porozumienia

międzynarodowego pod szumną nazwą Unii

Europejskiej. Zakładało ono nasze przystąpienie do

UE na korzystnych dla nas zasadach Traktatu z Nicei.

Jeszcze przed ostatecznymi negocjacjami, po polskiej

stronie istniała powszechna zgoda co do zasady:

"Nicea, albo śmierć".

 

 

Po dwóch latach, IV Rzesza zarządała rewizji Traktatu

z Nicei, w konsekwencji czego w 2007 roku doszło do

rozmów na szczycie Rady UE w Lizbonie.

 

Mógł rząd Jarosława zignorować dyktat, a nawet

zgłosić takie zachowanie do właściwych prokuratur

w Brukseli i w Berlinie.

 

Nie tak się stało. Rząd Jarosława ugiął się pod presją

i przystąpił do rozmów. Na szczyt Rady UE do Lizbony

wyekspediowani zostali śp. prezydent Lech Kaczyński

oraz minister Fotyga. Sam premier Jarosław pozostał

w Warszawie, nie odkładając telefonu komórkowego

przez cały czas negocjacji.

 

Mogli zjawić się tam na godzinę i wyjść po angielsku.

 

Nie tak się stało. Prezydent i pani minister, presję

potraktowali bardzo poważnie, godząc się na kolejne

ustępstwa. Rezultat był koszmarny. Oddawaliśmy

sporo z Traktatu z Nicei zupełnie za nic.

 

Mógł prezydent zgłosić weto. Niby co by się stało?

 

Nie tak się stało. Lech Kaczyński,

pomimo wcześniejszej zgody na zasadę

"Nicea, albo śmierć", weta nie zgłosił.

Traktat lizboński podpisał 13 grudnia 2007.

 

Mogli następnie wszyscy tłumaczyć się pomyłką

i rozpisać referendum ratyfikacyjne, opowiadając się

w tym referendum za odrzuceniem umowy.

 

Nie tak się stało. Naród został pominięty.

Referendum nie zostało rozpisane.

 

Mogli następnie wszyscy tłumaczyć się pomyłką i nie

ratyfikować umowy.

 

Nie tak się stało. Traktat lizboński ratyfikował już

sejm kolejnej kadencji.

 

Mógł jeszcze prezydent zgłosić weto do decyzji sejmu.

 

Nie tak się stało. Lech Kaczyński podpisał traktat.

 

 

Jednym słowem istny POPiS w temacie Niepodległości.

Déjà-vu? Na fotografii widoczna jest ówczesna grupa

rekonstrukcyjna Targowicy.

 

 

 

"Krajobraz po uczcie", Jacek Kaczmarski, 1977

 

https://www.youtube.com/watch?v=5wjrFwnYuKg

 

 

 

Czytaj też:

 

 

https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/opcja

 


https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/pluszak

 

 

https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/coup-detat

 

 

https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/veto

 


https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/100-dni

 


https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/blitz

 


https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/fundusz-odbudowy

 


https://niepoprawni.pl/blog/maciej-krogulski/polexit-teraz

 


https://niepoprawni.pl/blog/janksero/krzysztof-bosak-vs-daniel-obajtek-groteska

 

 

 

PRZEŚLIJ DALEJ, KOMU ZDOŁASZ

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 1.9 (głosów:8)

Komentarze

Pytam, gdyż wydaje mi się, iż widzi Pan tylko jedną stronę, albo inaczej, tylko jedną osobę owego dramatu. A ja niestety pamiętam tamten czas i nie do opisania napór tej proniemieckiej swołoczy na każdym kroku. Wszystkie media w Polsce były ich, a jazgot trwał przez całą dobę.

Fajnie jest sobie dzisiaj usiąść i rozdawać przemyślenia, czy w roku 2007 także Pan głosił tak zdecydowanie swoje przekonania?

A jeśli już tak gadamy "pa duszam" podpowiem Panu moje przemyślenia. W zasadzie należy wrócić do czasu akcesu Polski do UE. Gdyż to w istocie był początek polskiej drogi ku ... no właśnie.

Głosowanie nad akcesem było dokładnie w dniach gdy Pan A. Macierewicz dostał polecenie opublikować tzw., "Listę Macierewicza", czyli Polska oddała swój rynek "za nic"gdy "rządziła prawica". Tak jak teraz i tak gdy negocjowano Niceę. W tym szaleństwie jest metoda. Warto się nad tym zastanowić, nad takim dziwnym zbiegiem okoliczności.

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Apoloniusz

#1654933

Poruszył Pan dwa niezależne wątki.

 

Pierwszy to wątek ad personam, czyli Pana expressis verbis wyrażone

pytanie, o stałość mojej postawy w kwestii suwerenności. Pytanie mi się

podoba. Uważam, że zawsze na wstępie warto takie pytanie zadać.

Odpowiedź jednak dotyczy trzech odległych momentów czasowych.

 

Lato 1991. To było jeszcze przed taktatem z Maastricht (1992).

W ramach kampanii parlamentarnej, w studiu wyborczym TVP1, wyraźnie

i jednoznacznie tłumaczyłem, dlaczego Polska za nic nie może

przystępować do EWG.

Ostrzegałem przed lansowanym wówczas pomysłem regionalizacji Europy.

Ostrzegałem przed planem Stolpe'go.

Ostrzegałem przed degradacją Polski do roli i granic Generalej Guberni.

 

Jesień 2007. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że Kaczyńscy

nie oddadzą ani guzika. Negocjacje obserwowałem po całych dniach.

Kiedy nagle dotarło do mnie, co w istocie się stało, w piękny, słoneczny

dzień zrobiło mi się ciemno przed oczyma i cudem nie stałem się

ofiarą wypadku drogowego.

 

Jesień 2020. Od lat nie mam najmniejszych złudzeń, kim są Mateuszek

et consortes. Nie mniej chapeau bas! Potrafić tak trzymać

ciemny lud w niepewności do ostatniej chwili?

Jednak tym razem mogę bezpiecznie uczestniczyć w ruchu drogowym :))

 

Drugi wątek dotyczy Pana przemyśleń. Proszę mi pomóc. Nie potrafię

rozszyfrować zdania "W tym szaleństwie jest metoda"?

Jaka to metoda? Jaki cel lub intencja?

 

Nie zrozumiałem również nad jakim dziwnym zbiegiem okoliczności

warto się zastanowić?

 

Pozdrawiam serdecznie,

Maciej Krogulski

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1654960

Otóż, za każdym razem gdyż Polska ma podjąć i podejmuje decyzje mające wpływ na integrację z UE odbywały się rękami prawicowymi. Nie znaczy to, iż gdyby przy władzy była "lewicy" stałoby się inaczej, ale fakt jest faktem i gdy dochodzi do "wypominek" to przypominany jest fakt, że to Prezydent Lech Kaczyński podpisał. Dochodzę do wniosku, iż "tak powinno być" . Nie wypominając, Pan także stosuje ową retorykę.

Nie głosowałem za wstępem naszego kraju do UE, ale gdy na dzisiaj patrzę nie stać nas na luksus bycia Szwajcarią.

To czy jak pan pisze "Mateuszek" jest be, czy cacy to się dopiero okaże.

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Apoloniusz

#1654991

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Maciej Krogulski nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Nadal nie rozumiem tej Pana cinkiej aluzji historycznej.

W 2004 roku, kiedy wstępowaliśmy do UE na zasadach

Traktatu z Nicei, prezydentem był Kwas, a "kanclerzem" Miller.

Zresztą, co za różnica – lewica, czy prawica? PiS, PO – jedno zło!

Że o S... pi–pi–pi, U... pi–pi–pi, P... pi–pi–pi, tutaj już nie wspomnę.

 

My w Polsce nie znamy pojęcia klimatu za wszelką cenę!

 

Na całe szczęście, jesteśmy Polską, a nie Szwajcarią.

Proszę sobie wyobrazić, że pojechał Pan np. na Węgry.

Pytają tam Pana kim Pan jest. A Pan z uniesioną głową,

dumnie odpowiada: "Szwajcarem!" Istna komedia :))

 

Ale skoro "nie stać nas na luksus bycia Szwajcarią",

to może stać nas na luksus bycia Wielką Brytanią,

w sensie pozostawania choć formalnie poza IV Rzeszą?

 

PiS zamknął KWK "Wujek".

Pacyfikuje pozostałe kopalnie.

Czy na taki luksus jednak nas stać?

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#1655048