Master. 59

Obrazek użytkownika Leszek Smyrski
Idee

Nigger otrzymał cios w twarz, poruszył lekko głową i zamiast w nos, pięść napastnika trafiła w policzek. Ból był średni, więc powtórzył głośno i wyraźnie, jakby nic nie zaszło – nie należy bić kobiet. Nie należy bić ludzi.
Andreas był wściekły i jednocześnie zdumiony. Jedna z dziwek chciała go okraść. Powinna dziś zarobić czterysta euro a dała mu tylko dwieście. Znał te ich sztuczki, więc sprawdził w majtkach, ale nie było. Tłumaczyła się, że nie znalazła klientów, ale nie po to ją karmi, żeby się leniła. Zaczął ją bić od razu na ulicy. Przechodnie jak zwykle odwracali wzrok i nagle jakaś czarna łachudra ośmieliła się wtrącić. Uderzył jeszcze raz, tamten lekko odbił głowę i znowu powtórzył – nie należy bić ludzi.
Ta dziwka mnie okradła!
Jesteś sutenerem? – zapytał bezczelny intruz – to przestępstwo i grzech, trafisz do więzienia albo do piekła.
Andreas wpadł w szał, bił i kopał stojącego czarnoskorego mężczyznę. Ten delikatnymi ruchami odwracał się, gdy pięść albo but mogły trafić w zbyt wrażliwe miejsca. Agresor zaczął się męczyć, więc Nigger powtórzył – nie należy bić kobiet.
Tego było za wiele, Alfons sięgnął po nóż i zamachnął się, by trafić w szyję, Nigger odchylił się i kopnął dłoń, nóż wypadł i odleciał na kilka metrów. Stali naprzeciw siebie, Andreas wściekły, Nigger spokojny, mimo sączącej się z ust krwawi. Powtórzył jeszcze raz – nie należy bić ludzi.
Andreas stał bezradnie, gdy podeszło do niego kilku innych sutenerów i jakiś raper z nożem. Na razie nikt nie wyjął pistoletu. To twój koniec pieprzony czarnuchu-krzyknął któryś z nich.
Nigger był pacyfistą, ćwiczył się w umartwianiu ciała, ale był też normalny, gdy zobaczył nóż zmienił taktykę. Dwóch nadchodzących od boków zneutralizował silnymi kopnięciami, rapera kopnął w szczękę, łamiąc ją. Wyjął skomlącemu z ręki nóż, nacisnął mocno na asfalt aż ostrze z trzaskiem pękło, wziął pobitą dziewczynę za rękę i odszedł powoli, zostawiając wściekłego Andreasa, który jednak zrozumiał, że lepiej zaakceptować porażkę niż trafić do szpitala, albo w gorsze miejsce. Stłumił wściekłość i zadzwonił do Gi.

Adam spotkał się z Alicją, było dziwnie. W tamtym świecie on był prawie wszechwładny, ona zdana na jego łaskę. Tutaj ona wiedziała więcej. Za nic na świecie nie chciała wrócić do tego, co było, kiedy zobaczyła Adama, pomyślała że koszmar się skończył. Wtuliła się i poczuła błogie spełnienie. Zaczęła opowiadać o Marii i Helenie, które zajęły się nią, gdy tylko tu dotarła. Wiedziała, że tutaj jest zupełnie bezpieczna, ale i tak chce opuścić Brukselę i zaszyć się na odludziu, żeby dojść do siebie.
Jedźmy razem kochany – wyszeptała nieśmiało.
Chcę spędzić z tobą resztę życia, ale dałem słowo Beriezowowi, ze z nim wrócę.
Zadrżała na całym ciele, przytulił ją mocniej. Spadła z poziomu szczęśliwości do rozpaczy. Zobaczyła Bierezowa rozmawiającego z Chenem, wysunęła się z ramion Adama i rzuciła się na kolana przed panem KGB. Proszę cię Panie, nie odbieraj mi mojej miłości, nie zabieraj Adama z powrotem. Wszyscy obecni patrzyli zaskoczeni, Beriezow czuł się panem sytuacji. Przed chwilą kupił zarząd linii balonowych, teraz korzą się zbiegowie. Duma z samego siebie zawsze napawała go radością. Lubił też surowo karać żebrzących.
O! Uciekinierka. Teraz wrócę do firmy i zabieram was oboje.
Nie!!! Nigdy tam nie wrócę.
Beriezow czuł pełnię władzy, więc powiedział. Pójdziesz ze mną albo zaraz po powrocie zostanie zabitych dziesięć twoich koleżanek.
Alicja zbladła jak ściana. Rozpacz, w którą wpadła wcześniej okazała się być jeszcze głębsza. Spojrzała rozpaczliwie na otaczających ją mężczyzn.
Koniec tej komedii! Powiedział Chen.
Wiktorze Beriezow, jesteś aresztowany na czterdzieści osiem godzin.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)