Master. 35

Obrazek użytkownika Leszek Smyrski
Idee

Lewica była groźna, kiedy była prospołeczna – mówił Bill do Gi. Upływ czasu i pewne tendencje społeczne sprawiły, że pojawił się nurt prokopulacyjny, który narastał, aż w końcu pochłonął też nurty prospołeczne. Teraz każdy lewicowy polityk musi wypowiedzieć się na temat seksu.
Wy to przeprowadziliście?
Żaden człowiek ani żadna organizacja nie jest w stanie kontrolować takich rzeczy, możemy jednak szybciej i lepiej przewidywać, a potem zajmować lepszą pozycję, wtedy nasi przeciwnicy nie mają wyjścia i stają w opozycji, ale zawsze na gorszej pozycji. Naszym atutem jest to, że mamy przewagę informacyjną. To my kontrolujemy większość ruchów alternatywnych. Pamiętaj, że nie warto na tym oszczędzać. Nawet jeśli ktoś opowiada coś, co brzmi jak brednie, warto uważnie się w to wsłuchać, bo zawsze jest coś, co porwie tłum.
Słyszałeś o tym pomyśle, żeby zapłodnione komórki nie poddawać aborcji, ale zachować je na przyszłość i zostawić w zawieszeniu?
Nie wiemy kto to promuje, ale to jakaś groźna sekta. Musimy ich znaleźć i zniszczyć.
Dlaczego groźna?
Bill spojrzał na Gi poważnie.
Musisz się jeszcze długo uczyć. Na pilocie, którym sterujemy społecznymi emocjami jest taki ważny guzik z napisem aborcja. Gdyby ludzie znaleźli jakiś punkt poza liniowym kontinuum, napięcie opadnie. To jak pilot z wyczerpaną baterią. Musimy dbać o stan napięcia i pilnować, żeby komunikacja na tej osi nie przeszła w nowy wymiar. Pomyśl, w jakim położeniu bylibyśmy dzisiaj, gdyby przycisk "aborcja" nie zadziałał?
Mamy więcej przycisków na pilocie?
Tak. Mamy przycisk "biedne dzieci z Afryki". Ten działa najlepiej. Jutro na balu charytatywnym w pałacu królewskim Rodshild i Rockefeller ogłoszą ze przeznaczają trzy miliardy dla dzieci w Afryce. Gates ich przebije i da cztery miliardy, reszta drobnicy zbierze razem kolejne siedem miliardów. Nie muszę ci mówić, że te pieniądze zagospodaruje fundacja "Ucho Słonia".
Na twarzy Gi pojawił się uśmiech.
To moja ulubiona fundacja.
Nie tylko Twoja, cała Belgia zrzuca się co roku na uśmiech dziecka. George robi cuda, te jego filmy łapią za serce. Jutro będzie jego wielki dzień, a wieczorne pokazy laserów to będzie wydarzenie roku.
Dlaczego nie może być wśród 666 oświeconych?
Zbyt jest rozpoznawalny, ale jest lojalny wobec organizacji i Master mu błogosławi. Zawsze przysyła najlepsze dzieci z naszych sierocińców.

Hammer stał zaparkowany kilka przecznic od ulicy, na której stało Lamborghini. Dietlaf przespacerował się i stał teraz kilka metrów od samochodu. Tłum kłębił się, ale wokół auta był metr pustej przestrzeni. Dookoła stali mężczyźni i kilka kobiet, około dwudziestu. Były dwie przerwy, jedna z boku, druga przed samochodem. Stawali tam ludzie chcący mieć zdjęcie z legendarną już maszyną. Zrobiła się już spora kolejka. Nikt nie widział diamentów ani złotych sztabek, ale wyobraźnia zrobiła z nich atrakcję większą, niż gdyby leżały na widoku. W internecie pojawiły się już memy. Dietlaf podszedł od tyłu i zaczął przeciskać się między stojącym strażnikiem i dziewczyną. Oboje okazali się bardziej oporni, niż się spodziewał. Natarł mocniej, ważył ponad sto kilogramów samych mięśni, dobrze wytrenowanych. Strażnicy jakby ustępowali, kiedy jednak parł do przodu, czuł coraz większy opór i po chwili znajdował się w punkcie wyjścia.
Chciałbym tylko dotknąć tego samochodu, na szczęście.
Przykro mi, nie wolno się zbliżać.
Ale ja chcę tylko dotknąć
Przykro mi, nie wolno się zbliżać.
Dietlaf zdenerwował się, wiedział jednak ze nie może spalić całej akcji przedwczesnym działaniem. Mogliby zabrać Lamborghini ze skarbem, wtedy nie miałby szans na szybką akcję z bronią. Chciał jednak zbadać na ile może sobie pozwolić i jak dobra jest ochrona. Natarł nagle całym ciałem i już prawie dotknął wymarzonego cudeńka, jednak poczuł na swoim ciele dłonie, które w jakiś sposób stały się dziwnie drżące a jednocześnie mocne. Widział jak dach samochodu oddala się, on sam płynie jakby nad ziemią. W kolejnym mgnieniu oka stał już około pięciu metrów od auta, otoczony tłumem ludzi. Ten sam strażnik, z tym samym wyrazem twarzy powiedział – przykro mi, nie wolno się zbliżać.
Dietlaf był przestraszony i wściekły, ale już wiedział co chciał wiedzieć.
Są dobrze zorganizowani, świetnie wyszkoleni. Jest ich co najmniej dwadzieścia osób.
Nie mają broni palnej.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)