Master. 24

Obrazek użytkownika Leszek Smyrski
Idee

Chen patrzył na trupa Ezaha bez emocji, wiedział, że one przyjdą później. Teraz ważne było wydostać dziewczęta z pułapki. Zbliżył twarz do twarzy Gi i powiedział, tak, że słyszał jeszcze Bill.
Popełniłem błąd, nie powinienem być w Brukseli, ale to się stało. Wy popełniliście gorszy błąd. Zaatakowaliście mnie, wasz człowiek nie żyje. Wiem, że to on był wykonawcą waszej woli. Wy dwaj możecie umrzeć w każdej chwili, jeśli będą problemy, przeżyje tylko tamten, ma najniższą rangę, więc go oszczędzę. Proponuję wam jednak życie. Po prostu wyjdziemy stąd i się rozstaniemy. Nie będziecie szukać mnie, ani dziewczyn. Jeśli zaczniecie to robić, wasza organizacja nie przetrwa do jutra.
Nagle drzwi się otworzyły, do pokoju weszły porwane dziewczyny. Jedna z nich widząc leżącego Ezaha, roześmiała się histerycznie, druga napluła na trupa. Chen musiał głośno krzyknąć, aby się uspokoiły. Gi był wściekły, ale panował nad sobą. Zdawał sobie sprawę, że wszystko poszło źle. Bill rozumiał więcej, dlatego cały czas mówił do Chena – wszystko będzie, jak chcesz. Wiedział, że Chen nie jest samotnym wojownikiem. Wiedział że organizacja istnieje dzięki protekcji mrocznego Pana. Gdy protekcja wygaśnie, wszyscy będą zgubieni. Dlatego muszą odprawiać rytuały, zabijać i torturować w imię trwania małego świata, w którym byli władcami. Teraz się pomylili, muszą odwrócić sytuację, naprawić błąd. Kiedy Chen odejdzie, wszystko wróci do stanu sprzed porwania. Ezah jest wysoką ceną, ale trzeba się pogodzić z tą stratą. Jest cała masa brutalnych zabójców, ale inteligencja się wśród nich nie pleni. Gdyby mieli takiego jak Chen....
Zaraz! Przecież on mówił, że jego przyjaciel chce do nich przystąpić. Tamten facet na pewno jest sprytny, nie ma powodu być frajerem. Zorientował się, że w tych kooperatywach nie zarobi poważnych pieniędzy. Do Chena zresztą też podeszli po partacku. Zamiast wysyłać zabójców, powinni wysłać mu kilka milionów na konto. Chyba że jest tradycjonalistą, wtedy gotówka, trochę sztabek złota, woreczek dużych brylantów i Ferrari albo Rolls.
Za trzy dni będzie gala, wieczorem zostaną złożone ofiary, więc nasz Pan uzyska najwyższy poziom mocy. Musimy przygotować kilkadziesiąt milionów. Pozyskanie takich ludzi jak Chen to priorytet.

Pójdziecie na przedzie, ja będę zaraz za wami, za mną pójdą dziewczyny, na końcu ten wasz najmniej ważny. Gi powoli skinął głową. Strzelcy pozostali w pomieszczeniu, z trupem. Reszta grupy wyszła na korytarz. Szli spokojnie, niezbyt szybko. Gi prowadził, czuł na karku rękę Chena. Na karku Billa spoczywała jego druga ręka. Czuli jakby za nimi kroczyła śmierć. Dziewczyny szły tuż za Chenem, na końcu szedł Michael. Korytarze były puste, kamery śledziły ich kroki, ale nic się nie poruszało.
Gi kipiał gniewem, nie rozumiał, dlaczego Bill jest zadowolony. Do tej pory myślał, że oświeceni są prawdziwymi panami świata. Nagle przyszedł jeden Chińczyk i podeptał jego przekonania. Co więcej, on sam jest we władzy tego człowieka i w każdej chwili może umrzeć. Nie mogą użyć siły, bo nie wiadomo jak by się to skończyło. Dziwne przeczucie mówiło Gi, że na pewno źle dla niego. W myślach torturował niewolników, żeby stłumić napięcie. Chciał, żeby już było po wszystkim.
Szli już długo, chyba sporo ponad kilometr. Korytarze rozwidlały się. W końcu doszli do schodów, jakąś klatką doszli do drzwi, które wypuściły ich na ulicę. Dziewczęta wybiegły i zaczęły szczebiotać, odreagowując traumę. Chen powiedział do Billa – zostawię was tutaj, ale zabiorę tego trzeciego, jako gwarancję. Przed wejściem stała furgonetka, która przywiozła Chena. Dziewczęta zapakowały się, ciągle szczebiocąc, Michel usiadł za kierownicą, kiedy odjechali spod biura, Gi spytał Billa – dlaczego pozwoliliśmy im odejść?
Bill spojrzał mu w oczy – naprawiliśmy w ten sposób błąd, którym było podjęcie działań wymierzonych w tych skurwysynów. Nasz Pan jest słaby, po gali będzie nasycony i mocny. Wtedy ich pokonamy. Na tego Chińczyka mam lepszy sposób. Po prostu go kupię. Jest dużo więcej wart, niż Ezah. Gi na swój sposób lubił Ezaha, więc jego śmierć nim wstrząsnęła. Nie podzielał entuzjazmu Billa, ale zdobył się na wymuszony uśmiech. To nie był dla nich dobry dzień, kiedy wrócili do pokoju sztabowego, czekała na nich wiadomość o śmierci Kunciore. Dla Billa był przyjacielem.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)