Master. 11

Obrazek użytkownika Leszek Smyrski
Idee
 
 
Chen obserwował wydarzenia i czuł podniecenie tłumu, umysł jednak miał chłodny. Popołudniowe słońce co chwila wychylało się zza chmur, pogoda była łagodna, ludzie dookoła zdawali się wchodzić w jakieś wyższe rejony świadomości. Szybko jednak zauważył pijanych i naćpanych, byli ożywieni bardziej niż inni i bardziej entuzjastyczni. Instynktownie wyczuł zagrożenie, choć nic jeszcze na to nie wskazywało. Spojrzał na grupkę przywódców, siedzieli zadowoleni i rozmawiali, ale już bez żarliwości. Mówienie męczy tak jak wszystko. Podeszli do nich, gdy zobaczyli, że pewien starszy mężczyzna coś żywo tłumaczy. Mówił, że jest Polakiem, brał udział w strajkach Solidarności i ma sporo zastrzeżeń do sposobu przeprowadzania tej manifestacji. Pierre z butelką piwa w dłoni słuchał go, ale widać było, że jest niezadowolony. Usłyszeli, że przecież odnieśliśmy sukces, ludzie są z nami. Udało się nagłośnić sprawę. Polak powiedział. Myślicie, że zadarliście z potęznymi bandytami, a oni pozwolą wam tak sobie zwyciężyć? Pierre, mając świezo w pamięci sceny morderstwa, zawachał się. Jestem zestresowany, mam prawo się napić.
Masz obowiązek myśleć. Czego chcą nasi wrogowie? Czego?
Chcą, żeby ten tłum zaczął rzucać kamieniami i szabrować sklepy. Nawet nie wiesz jak łatwo to osiągnąć. Tłum wytwarza ogromne emocje, a jego uczestnicy posiadają nadludzką moc. Wierzą, że uda im się wszystkiego dokonać. W takich emocjach gotów jesteś umrzeć, ale nie wierzysz, że umrzesz, bo wszystko wokoło mówi ci, że jesteś nieśmiertelny.
Pierre zwiesił głowę, nagły ciężar zwalił się na niego. Nawet w samochodzie satanistów nie czuł takiej rozpaczy. Tak bardzo pragnął wypić piwo i poczuć choćby chwilową ulgę.
Peter tłumaczył Chenowi rozmowę. Ten położył ręką na ramieniu Pierre'a i powiedział. You are the boss. Ich spojrzenia spotkały się i Pierre odłożył piwo. Wielkie jarzmo zelżało. Pierre – Chen. Podali sobie ręce, patrząc w oczy. Pierre poczuł, że nie jest sam.
 
Gi obserwował ekrany. Widział podniecenie tłumu, czuł aż tutaj, poprzez ekran, potencjał, zdolny obalać trony i burzyć cytadele. Kalkulował zimno, że do zachodu słońca zostało ponad godzinę.
Idziemy na kolację – rzucił. Adam! Niewolnik wyprężył się zadowolony. Podkręcaj atmosferę. Dziewczyny niech pytają o fajne zdjęcia, żeby był dramatyzm. Zorganizuj im muzykę. Wyślij na tę ulicę jakiś samochód z głośnikami, niech trochę potańczą.
Gerard i Tom poszli za Gi, który rozmawiał z Michaelem, też zaproszonym do stolika. Mówili o robotach ziemnych, o wzmacnianiu stropów, o nowych maszynach. Michael pochwalił jego tunel próżniowy, ale opowiedział o swoich modyfikacjach. Poduszki magnetyczne były sprzężone z fotokomórkami, dzięki czemu pobór energii spadał do niezbędnego minimum. Prędkość maksymalna w jego tunelu wzdłuż wschodniego wybrzeża to ponad trzy tysiące kilometrów na godzinę. Gi osiągał dopiero dwa i pół tysiąca.
Rozmawiali pozornie jak przyjaciele, jednak Gi ciągle pamiętał błysk w oku Michaela. Seks jest niebezpieczny, potrafi niszczyć, rozbijać, spalać. On sam zawsze brał sobie najpiękniejsze dziewczęta, ale gdy któraś zaczęła zbytnio mu się podobać, oddawał ją komuś innemu. Wiedział, że są obszary, do których lepiej nie wchodzić. Teraz niejasne przeczucie mówiło mu, że Michael wszedł w taki obszar. Postanowił złapać byka za rogi
Nie masz pretensji?
Michael spojrzał zaskoczony – o co?
O tę dziewczynę?
Daj spokój, już zapomniałem – roześmiał się Michael.
Cieszę się. Chciałbym ci ją dać, ale sam rozumiesz. To kwestia etyki, Kunciore już na nią czeka. Nasza organizacja wiele mu zawdzięcza. Planujemy postawić mu pomnik po śmierci, ale na razie, niech żyje jak najdłużej.
Michael poklepał Gi po przyjacielsku. Daj spokój. Wiemy obaj, kim jesteśmy. Za kilka dni będziemy oficjalnie na ósmym poziomie. Obaj roześmiali się radośnie.
 
Chen usłyszał muzykę już z daleka, zobaczył samochód, który powoli podjeżdżał, coraz bliżej nich. Tłum dookoła robił się coraz gęstszy. Dziewczyny tańczyły, podniecenie rosło. Peter z Chenem i Pierre’em podeszli do kierowcy. Skąd jesteście?
Z klubu Ibiza, dowiedzieliśmy się, że robicie wielkie rzeczy, respekt!!!
Pierre uśmiechał się, podali sobie ręce, kierowca Alan sięgnął po czteropak piwa.
Pierre powiedział – Wiesz stary, to poważna sprawa, chodzi o ludzkie życie, o porywane dzieci, myślisz, że to czas na zabawę?
Wyluzuj chłopie, internet huczy, parę tysięcy ludzi tu jest. Wygraliśmy. Trzeba to uczcić.
Pierre stał nie wiedząc co odpowiedzieć. Spojrzał na Chena i Petera, oni też byli bezradni.
 
W jadalni usiedli przy stole nakrytym na cztery osoby, cztery kelnerki, tym razem ubrane przyjęły zamówienie i poszły po potrawy. Gi spojrzał na Toma, wyglądał na zmęczonego. Wziął sobie dwie dziewczyny na dzisiaj – powiedział do Michaela, obaj się roześmiali, wtórował im Gerard, ale trochę nieśmiało, wiedział, że nie sięga poziomu tamtych. Formalnie wszyscy tu byli na siódmym poziomie, ale dwaj dopiero zaczynali, dwaj przechodzili na poziom ósmy.
Kiedy zjedli, Gi nakazał dziewczynom, iść z nimi. Czwarta kelnerka, blondynka, przypadła Michaelowi, wydawał się zadowolony. Tom nie wykazywał entuzjazmu, Gi powiedział. Wezmę jedną z twoich, ale na drugi raz myśl o tym, co robisz. One nic by nie powiedziały do ciebie, ale rozeszłaby się plotka, że jesteś kiepski. Nigdy sobie nie pozwól na coś takiego. Tom nic nie odpowiedział, ale widać było, że czuł ulgę.
 
Wśród tłumu zaczęli pojawiać się młodzi mężczyźni, bez towarzystwa, ubrani na czarno i z apaszkami. Pili piwo, śmiali się, tańczyli, ale oczy mieli czujne. Na początku przybywali z sąsiednich uliczek. Z obu stron wlewali się w tłum jak aktywna substancja. Zbliżali się do środka, tam skąd dochodziła muzyka. Zbliżali się jak wodór i tlen.
 
Tańczący chłopak potrącił jakiegoś innego, tamten go odepchnął. Wytworzyła się próżnia, nagle dookoła opustoszał placyk, jednak kilka metrów dookoła ustawił się krąg obserwatorów. Pięciu z jednej i pięciu z drugiej stało naprzeciw siebie. Faszyści, bolszewicy, naziści, Żydzi, pedały, bandyci, ciule, skurwiele, kutasy... Słowa padały jak ciosy, chłopcy byli rozgrzani, ręce i nogi naprężone. W kręgu obserwatorów kilkadziesiąt telefonów rejestrowało każdy ruch. Każdy wojownik miał już upatrzonego wroga, w myślach już padały ciosy, analizowano każdy drgnienie przeciwnika. Oczy spotykały się, płonęły nienawiścią i żądzą mordowania. Dwumetrowy dystans stawał się polem śmierci.
Chen wszedł spokojnie pomiędzy walecznych młodzieńców, krzyknął tak, że wszyscy wyraźnie go słyszeli.
Peace and Love. Brothers and Sisters.
Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)