Wybory... Wybory... Rzecz o Wandalach

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Tytuł mojego tekstu jest zaczerpnięty z sentencji na Steli (nie mylić z tatuażem umieszczonym na ciele jakiejś pani o imieniu Stella, ani też ze „Stella Artois”, zwykłym – azaliż w pewnym sensie niezwykłym – piwem z Belgii), którą umieścili tam Wandalowie. To znaczy tę sentencję, nie Stelę (pomnik w formie stojącej czworobocznej płyty kamiennej), bo Stelę kazał postawić władca Babilonu (nie wiadomo, czy tego starożytnego, czy jego wcześniejszej formy, gdyż niektórzy twierdzą, że „babilon” istnieje od początku świata). Badania naukowe nie potwierdziły, czy autorami wzmiankowanej sentencji są członkowie starożytnego plemienia wschodniogermańskich (nie mylić z NRD) Wandalów, czy też Wandalowie Współcześni, czyli WW (nie mylić z ww. - wyżej wymienieni, bo WW nie byli w tym tekście wymienieni, co więcej, nie będą wymieniani, bo nie ma na co, a także za co ich wymienić).

 

Przedstawiciele, lub raczej potomkowie, Wandalów (czyli ww. WW, a właściwie WpW, czyli Wandalowie przedWspółcześni) zajmowali niegdyś (III w. n.e.) tereny Podlasia i Zachodniego Mazowsza. Nie wiem, czy użycie czasu przeszłego nie jest błędem, bowiem istnieje podejrzenie (graniczące z pewnością), że krew Wandalów nadal płynie w żyłach wielu. Bardzo wielu. Właściwie nie wiadomo, czy nie płynie w żyłach każdego, tylko nie u wszystkich badanych została wykryta (podobnie jak obłęd, który nie u wszystkich jest zdiagnozowany). Może to wynikać z faktu niedoskonałości technik badawczych lub też... z prostego faktu, że nie wszyscy poddali się badaniom.

 

Czasem wystarczy jeden rzut oka (jednoocy powinni unikać tej metody), żeby móc łatwo dostrzec to, czego żadne badania nie potwierdzą nigdy: Wandalów ci u nas pod dostatkiem. U nas i u was! Gdyż, ponieważ, bo... za naszą i waszą wolność Wandalów walczylim (w skrócie zniwwWw – jak pierwszy raz to widzisz, to nihuhu). A „walczylim” to ze wzglądu na mnogość rzutów okiem, mnogość lim (nie mylić z oczami wydłubywanymi przez czetników, co wiemy z relacji „naocznych świadków”, choć nie wiemy co w tym wypadku oznacza termin „naoczny świadek”).


 
Wybory... Wybory... Wybory...
Na pałace, czy do obory...

 

Tak właśnie brzmi owa sentencja Wandalów... choć autorstwo – jak wcześniej wyjaśniałem – nie jest potwierdzone. Wiadomo za to na pewno, iż cechą charakterystyczną Wandalów jest to, że... rozpieprzą wszystko w drobny mak. Przepraszam za użycie słowa „rozpieprzą”, ale tylko ono tu pasuje (z tych łagodnych, bo są jeszcze... no, wiadomo), a poza tym generalnie mało pieprzę potrawy (choć z drugiej strony lubię przysolić), więc postanowiłem nadrobić tę ułomność – w końcu bilans musi wyjść na zero (jak śpiewał niegdyś Jan Kaczmarek). W wypadku Wandalów na zero kompletne. I w tym miejscu odsyłam do wiersza pod tytułem Klaudia MWNZ
 

Oczywiście wszelkie podobieństwa są przypadkowe i niezamierzone, a insynuacje jakoby jakaś krew Wandalów gdzieś płynęła to jedynie mowa nienawiści Nienawistników Pełnych Nienawiści Pałłających (NPNP - jak to na NP) żądzą (niekoniecznie mowa o tych, którzy rządzą).

 

Należałoby przez chwilę zatrzymać się przy zwrocie „pałłających”. Pałał. Pauau - to takie święto. W tradycji północnoamerykańskich Indian to zjazd plemienny – Pow-wow, czyli Pauau. Nie wiadomo kiedy i jak Wandalowie dotarli do Ameryki... lub Indianie do Europy, ale więzy krwi są tu wyraźnie widoczne. Zastanawiające, że musiało to nastąpić na długo przed wyprawami Krzysztofa Kolumba. Można by zapytać źródła (lub u źródła), ale źródło wyschło, bo Krzysztof Kolumb leży. Nie tylko leży w grobie, ale także jego pomnik leży na bruku. Nie był ideałem, ale sięgnął bruku. To znaczy pomnik może i był ideałem – sztuki rzeźbiarskiej (nie znam się) – ale... nie miało to najmniejszego znaczenia.

 

Ciekawe, że w tym samym czasie Wandalowie zabrali się za pomnik Tadeusza Kościuszki. Dlaczego ciekawe? Bo tenże Kościuszko – pozostawiając teraz na boku dywagacje do jakich stowarzyszeń należał – walczył o WOLNOŚĆ i RÓWNOŚĆ. W szczególności zaś domagał się... zniesienia niewolnictwa. Co za ironia losu. Wandalowie atakują tego, który o nich – i ich wolność – walczył. Można by zapytać – warto było? Ale nie warto pytać, bo to już chyba mowa nienawiści. W ogóle prawda zaczyna być mową nienawiści. Może to już synonimy? Pewnie profesor Bańko niedługo to potwierdzi. On lubi potwierdzać.

 

Za to Kościuszko nie tyle potwierdzał, co utwierdzał, a właściwie stawiał twierdze. Przez wiele miesięcy fortyfikował różne obozy wojskowe Armii Kontynentalnej (rok 1777). Te trzy siódemki okazały się szczęśliwe, bo „jego prace fortyfikacyjnych przyczyniły się do amerykańskiego zwycięstwa w bitwie pod Saratogą”[1]. Zyskał rozgłos. „Wyrazem uznania dla jego umiejętności inżynierskich było powierzenie mu budowy silnej twierdzy West Point nad rzeką Hudson. Decyzję taką poparł naczelny wódz armii amerykańskiej, Jerzy Waszyngton”[1]. W tym okresie ordynansem Kościuszki był czarnoskóry Agrippa Hull. Agrippa Hull (1759-1848) – Afroamerykanin. No, patrz pan...

 

Agrypa (tak to się czyta po polsku) – nie mylić z epidemią „A” grypy, ani z rzymskim politykiem i dowódcą wojskowym Markiem Wipsaniuszem Agrypą, stronnikiem i przyjacielem cesarza Gajusza Juliusza Oktawiana. To Marek Agrypa położył kres agresji Germanów (niestety nie wiadomo, zachodnio- czy wschodniogermańskich), dwukrotnie pokonał wojska Marka Antoniusza. Wychodził zwycięsko z wielu bitew. Ale zasłużył się także rozbudowując i upiększając Rzym – on ci to na pamiątkę bitwy pod Akcjum zbudował Panteon, a także akwedukty, termy oraz inne budowle publiczne. Niestety, na skutek intryg Liwii i z zazdrości o wpływy Marcellusa (nie mylić z Marsellusem Wallacem – fikcyjną postacią, wymyśloną przez Quentina Tarantino na potrzeby filmu „Pulp Fiction”) ostentacyjne opuścił Rzym, któremu tak się przysłużył[3]. Marek Agrypa zdziałał tyle, że musiał być człowiekiem bardzo zorganizowanym lub... nigdy nie spać. Może dlatego dostał przydomek „Wyspaniusz” – a być może dlatego, że jakiś czas, jako namiestnik Syrii, zarządzał z greckiej wyspy Lesbos (co oczywiście nie kojarzy się dobrze).


 
Wracając do Tadeusza Kościuszki. „W uznaniu zasług uchwałą Kongresu awansowany został 13 października 1783 na generała brygady armii amerykańskiej. Otrzymał też specjalne podziękowanie, nadanie gruntu (około 250 ha) oraz znaczną sumę pieniędzy, która miała być wypłacona w terminie późniejszym”[1]. A w uzyskaniu wypłaty tych pieniędzy pomógł mu ówczesny wiceprezydent USA Thomas Jefferson. Miało to miejsce już po powrocie Kościuszki do Ameryki w 1797 r. (po upadku Insurekcji kościuszkowskiej i zwolnieniu z wiezienia w Rosji). Chodziło o niebagatelną wtedy sumę 20 tysięcy USD. Była wypłacana w miesięcznych ratach (złośliwi mówią, że w „miesięcznicach”). Mimo trudnej sytuacji finansowej Kościuszko natychmiast przeznaczył te pieniądze na wykup i kształcenie czarnoskórych mieszkańców. Nie patrzył na pieniądze, patrzył na człowieka.

 

Jefferson mieszkał w Filadelfii (choć teraz poszedł za Kolumbem - na bruk rzecz jasna) i kiedy przybył tam Kościuszko, szybko się zaprzyjaźnili. To on pomógł Kościuszce w uzyskaniu paszportu pod innym nazwiskiem, aby wiosną 1798 r. mógł potajemnie opuścić USA i udać się do Francji. Kościuszko chciał wrócić do Europy, aby pomóc emigrantom polskim organizować się w walce o niepodległą Polskę[2]. Przed ponownym wyjazdem do Europy - początkowo do Paryża, a potem do Szwajcarii, gdzie mieszkał do końca życia -  Kościuszko powierzył swoje sprawy finansowe Jeffersonowi. W niezwykłym dokumencie, w którym nazwał swego nowego przyjaciela wykonawcą swojej woli, Kościuszko przewidział emancypację amerykańskich niewolników:

 

Ja, Tadeusz Kościuszko, wyjeżdżając obecnie z Ameryki, oświadczam i polecam, aby (...) Niniejszym upoważniam mojego przyjaciela Thomasa Jeffersona do użycia całych moich zasobów na wykup Murzynów spośród jego własnych lub jakichkolwiek innych, dając im wolność w moim imieniu, zapewniając im wykształcenie zawodowe lub inne, oraz pouczenie o ich nowej sytuacji oraz obowiązków moralnych, które mogą uczynić ich dobrymi sąsiadami dobrymi ojcami lub matkami, mężami lub żonami, oraz o ich obowiązkach jako obywateli, ucząc ich, aby byli obrońcami swojej Wolności i Kraju oraz dobrego porządku w społeczeństwie i wszystkiego, co może ich uszczęśliwić i być dla nich użyteczne, i ustanawiam Thomasa Jeffersona wykonawcą mojej woli.[2]

 

Może teraz nieco jaśniejszym jest, dlaczego Wandalom nie bardzo podoba się Tadeusz Kościuszko. Napis na zniszczonym pomniku (także cokół tego w Warszawie pomalowano farbami): "Obrona Wolności i Ojczyzny powinna nas jedynie zaprzątać i łączyć". Mimo deklarowanej przyjaźni (i podziwu dla generała) Jeffersonowi też nie bardzo podobały tego typu pomysły – w szczególności dotyczące zwracania wolności Murzynom – czego wcale nie miał zamiaru robić. I nie zrobił. Mimo że zrobił wiele innych pożytecznych i dobrych rzeczy. Po śmierci Kościuszki Jefferson zrezygnował z odpowiedzialności wypełnienia woli „przyjaciela”, podając jako powód podeszły wiek (miał wówczas siedemdziesiąt cztery lata) i prawdopodobieństwa długiego sporu sądowego, dotyczącego majątku generała. Taka to była przyjaźń. Papierowa. Bo na papierze deklarował:

 

Cieszyłem się jego bliską przyjaźnią i zaufaniem przez ostatnie 20 lat i przez część tego czasu, który spędził w naszym kraju, nieustannie miałem okazję osobiście obserwować czystość jego cnoty, dobroć jego serca i jego szczere oddanie sprawie wolności.[2]

 

I co z tego? To zaufanie, jakim obdarzył go Kościuszko, okazało się błędem. Na marginesie wspomnę jeszcze o jednej drobnej, a może nie tak drobnej, sprawie z życia Thomasa Jeffersona. Gdy w roku 1800 roku kandydatami Partii Demokratyczno-Republikańskiej (było coś takiego, taki polski POPIS) w wyborach prezydenckich ponownie zostali Thomas Jefferson i Aaron Burr, a kandydatami Partii Federalistycznej – urzędujący prezydent John Adams i Charles Pinckney, ostatecznego wyboru musiała dokonać Izba Reprezentantów (Jefferson i Burr wygrali, ale mieli tyle samo głosów). Nowego prezydenta wyłoniono dopiero w 36. głosowaniu. Został nim Jefferson, którego przysięgę odebrał John Marshall – mianowany przez poprzedniego prezydenta (Johna Adamsa) prezes Sądu Najwyższego, polityczny wróg Jeffersona[4].

 

I tak oto pojawił się temat Sądu Najwyższego. Tym razem nie tego w Polsce, ale właśnie w USA. W ferworze wojny polsko-polskiej być może umknęło niektórym, że amerykański Sąd Najwyższy orzekł, iż prawo chroni osoby LGBT przed dyskryminacją w zatrudnieniu. Niektórzy nazywają tę decyzję „przełomową”. To istotnie przełom – taki, jakim jest zrobienie dużej dziury w tamie w celu doprowadzenia do jej przełamania. To też robota Wandalów. Czy jest to zwycięstwo środowisk LGTBe? Niestety tak.

 

Uchwalona w USA ustawa o prawach obywatelskich (1964) była kropką nad i reform, które  zapoczątkował prezydent John Kennedy, a – po jego zabójstwie – finalizował prezydent Johnson. Ustawa zabrania pracodawcom dyskryminowania pracowników ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie narodowe i religię. Decyzja SN USA oznacza, że prawo federalne, które zabrania dyskryminacji ze względu na płeć, należy także rozumieć jako obejmujące orientację seksualną. Każdą orientację seksualną i każdą płeć (płeć kulturową – cokolwiek to znaczy). A jest ich wszystkich 124... no, może trochę mniej. Niedługo nie można będzie nie przyjąć kogoś do pracy, ale trzeba będzie wytłumaczyć się z tej decyzji – decyzji właściciela firmy, który chce w niej zatrudnić osobę najbardziej efektywną i kompetentną.

 

Wybory... Wybory... Wybory... Na pałace, czy do obory...”? Można zadać takie pytanie na kilkanaście dni przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Co nas czeka, jeśli cały anty-PIS zagłosuje na pupilka salonów i Sorosa, Rafaua Trzask-Owskiego? Czy to samo, co teraz widzimy na filmach z ulic w Ameryce?

 

Wczoraj rozmawiałem ze znajomym, który jest miłym, kulturalnym człowiekiem. Mówiłem mu, że Facebook zawiesił moje konto na 24 godziny za to, że w komentarzu, dotyczącym wpisu mojej znajomej (która uważa się za osobę wierzącą i to gorliwie), wstawiłem zdjęcie z jakiejś parady LGTBe: właśnie to zdjęcie- siedmiu facetów, w tym sześciu pomalowanych od stóp do głów we wszystkich kolorach tęczy, nago – czego nie wziąłem pod uwagę, bo byli tak pomalowani, że to już dzieło sztuki chyba. Mój komentarz był następujący: To koledzy Rabieja i Trzaskowskiego - kandydata "który ci się podoba". Różne są odłamy "kościoła". W niektórych pastorami są lesbijki. Za takim modelem się opowiadasz "z miłości" do bliźniego?


 
Ten wpis natychmiast został zasłonięty (niewidoczny w sieci, widoczny tylko dla autora, czyli dla mnie). Otrzymałem dwie informacja o złamaniu zasad: dotyczących komentarza i zdjęcia. Pomyślałem, że to „normalna prewencja” dotycząca eksponowania nagości, więc natychmiast dodałem do komentarza: (ze wzgl. obyczajowych musiałem umieścić na zdj. pasek zasłaniający narządy) i ponowiłem wpis z nowym komentarzem i zdjęciem z zasłoniętymi fujarami. Chwilę później otrzymałem informację, że mam 24-godzinny ban na komentowanie i umieszczanie treści na fb. I kiedy opowiadałem to znajomemu otrzymałem kolejną informację o zawieszeniu na 3 doby w związku z innym wpisem.

 

Chodziło o żart. Ktoś zamieścił info o tym, że w Niemczech świetnie sprzedają się polskie trumny – tanie i solidne. „Co drugi Niemiec jest chowany w Polskich trumnach”. Mój wpis brzmiał jakoś tak: „Nie można by było pochować ich od razu wszystkich?”. OK, wiem, że nie każdy lubi Monty Pythona. Ale naprawdę jest to tylko żart. Żart. Nie wybieram się z kilofem i łopatą do Niemiec. Mam znajomych w Niemczech – Niemców. Lubię (niektóre) niemieckie zespoły. Mam niemiecki samochód. Ludzie! Halo! Puk! Puk! Jest tam kto? To nie mowa nienawiści (tak zostało to sklasyfikowane). Może powinienem dodać :) na końcu, ale chyba to i tak niczego by nie zmieniło? Nieważne. Jeśli ten tekst przeczyta John Cleese lub Michael Palin to ostrzegam: za swoje żarty dziś zostalibyście rozstrzelani – jeśli nie od razu, to chwilkę później.

 

I pokazuje informację o 3-dniowym banie znajomemu. A on na to: „I dobrze zrobili. Od dłuższego czasu uprawiasz mowę nienawiści. Masz dzieci? To co się wypowiadasz w temacie LGTBe?”. Oniemiałem. Mój wpis, odwołujący się do demoralizacji jest demoralizujący. Moja uwaga w pierwszym komentarzu – niestosowna, dyskryminująca. W drugim – żart to już mowa nienawiści. I na dodatek, jako obywatel tego Kraju, nie mogę się wypowiadać w jakichś kwestiach, bo – mimo że jestem w większości – będzie za mnie decydować mniejszość. To naprawdę koniec świata. Koniec świata, jaki znaliśmy. Witamy Wandalów?

 

 

 

 

Dlatego nie wolno dopuścić do wyboru Trzaskowskiego na prezydenta. Jeśli ktoś nadal tego nie rozumie, to jest mi bardzo przykro. To Wandal numer JEDEN. Nie róbmy sobie "Pulp Fiction". Biblia wyraźnie nas instruuje, że nadejdą czasy, gdy ludzie zdrowej nauki nie ścierpią i będą woleli słuchać tego, co im bardziej pasuje, co ich „ucho łechce” (2 List do Tymoteusza 4:3), w znajdą się tacy, którzy dobro będą nazywać złem,a zło nazywać dobrem (Ks. Izajasza 5:20). Te czasy już nadeszły.

 

PS. W tekście rozmyślnie użyłem słowa "Murzyn". Takie określenie osoby czarnoskórej w języku polskim jest kompletnie neutralne i nie jest w żadnej mierze pogardliwe. Etymologia słowa nie jest jednoznacznie ustalona. Może wywodzić się od staropolskiego "murzyć" (czernić coś), a to z kolei z łac. maurus poprzez dodanie -in. Za taką interpretacją opowiada się m.in. profesor Bralczyk oraz profesor Miodek. Komentarze na ten temat proszę zostawiać pod tekstem, który dotyczy tej kwestii TUTAJ.

 

Teksty źródłowe:
[1] Tadeusz_Kościuszko
[2] Thomas Jefferson engraving - tłum. Krispin
[3] Marek_Agrypa
[4] Thomas_Jefferson

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.1 (głosów:9)

Komentarze

Takie traktowanie użytkowników sprawiło, że nie mam i pewnie nie będę miał kont na Twitterze czy Facebooku. Nie chce się użerać z lewacką cenzurą. Dodatkowo uważam, że ktoś, kto umiałby stworzyć i w konsekwencji stworzył by prawicowy odpowiednik takich serwisów, miałby wiekopomne zasługi dla ludzkości. 

Dodam kilka przykładów cenzury na portalach internetowych:

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1634895

...to jeden z kanałów informacyjnych i komunikacyjnych. Nie należy do przeceniać, ale także nie doceniać. Przykłady, które pokazałeś świadczą o realizacji pewnych celów. Do tego zastosowano środki, a paragrafy (mimo że jak widać naciągane - szczególnie w przypadku piłkarzy w koszulkach) mają to umożliwić "w świetle" obowiązujących przepisów i regulaminów.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1634984

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Husky nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

24 czerwca Waszyngton

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1634897

Czy Czaskoski ostentacyjnie wydzie ze studia TVP
Mam takie przeczucie

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1634902

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1635088

...ale to ZDECYDOWANIE za łatwy rebus :)

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1635124

Trzaskowski zapowiedział, że jak zostanę prezydentem wstrzymam budowę super lotniska i przekop Mierzei Wiślanej.
"Po co nam lotnisko, jak mamy lotnisko w Berlinie"- to on jest Niemcem, czy Polakiem?
Przekop Mierzei Wiślanej to szansa dla Elbląga i okolic, tysiące miejsc pracy, już teraz pracuje tam około 50 firm, a także uniezależnienie od widzimisię Rosji- przepuścić polski statek, czy nie.
Mam wrażenie, że ten człowiek ma zagraniczne finansowanie. Ktoś taki ma być prezydentem?
Będzie torpedował wszystkie ustawy wychodzące z sejmu. Czeka nas totalny paraliż.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Dodaj własny artykuł do naszego bloga http://bazafirmy.pl/blog/ . Wejdź do wybranej kategorii i kliknij "dodaj tekst"

#1635233

...ale ludzie niby rozsądni nie przyjmują tego do wiadomości. Są jak zaczarowani. To naprawdę kwestia duchowa. Oni naprawdę są opętani.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1635244