W poszukiwaniu CNOTY (7) podsumowanie

Obrazek użytkownika Krispin
Idee

Podsumowanie bywa nie mniej trudne niż analizowanie. Cóż jeszcze można dodać na temat cnót do mądrych rozważań filozofów, uczonych, świętych, do opinii znawców ludzkiej psychiki, duchowości, kondycji społeczeństwa, kultury, obyczajów, światowych trendów, doktryn, ideologii? Może tylko własną intuicję... która przecież nie wzięła się znikąd, a poparta jakąś cząstką wiedzy i Bożej mądrości czasem włącza takie migające światełko: alarm! uwaga! ważne!

 

Prawo stanowione nie wystarcza. Ponad prawem stanowionym musi istnieć pewien katalog nadrzędnych zasad. Powinniśmy się zastanawiać, co to jest prawda. Dziś o tym nie dyskutujemy.  Prawdę zastąpiła post-prawda, która jest kłamstwem. Poza dobrem i złem żyją przestępcy, nie intelektualiści. Społeczeństwo nie może żyć poza dobrem i złem. (prof. Wojciech Roszkowski)

 

Nie można żyć poza dobrem i złem. Tak jak nie można nie widzieć i ciągle udawać, że jest się neutralnym, obojętnym, że jakoś to będzie. Jeśli widzę, że łódka zmierza na skały, muszę dobrze sterować. A jeśli nie mam wystarczającej prędkości i sterowanie nic nie da? Może coś nie tak z żaglem? Wybrać szota? Zmienić żagiel? Postawić drugi? Jest na to czas? Uda się? Może trzeba zacząć myśleć przed szkodą. Jak wcześnie przed szkodą? Kiedy?... Nie słyszę.... Co?... Jak najwcześniej?

 

Człowiek cnotliwy jest szczęśliwy, praktykując cnoty. Człowiek zraniony przez grzech ma trudności w zachowaniu równowagi moralnej. (ks. Jarosław Lisica)

 

Subiektywna lista 12 cnót podstawowych (i pokrewnych):
  1. wiara
  2. moralność / wstrzemięźliwość 
  3. sprawiedliwość 
  4. uczciwość / prawdomówność
  5. mądrość / roztropność  
  6. bezinteresowność / hojność
  7. wierność / lojalność
  8. męstwo / bohaterstwo
  9. miłosierdzie / wielkoduszność
10. pokora / umiarkowanie
11. wytrwałość / cierpliwość
12. miłość

 

Przedstawiona lista cnót jest wyborem subiektywnym. Są na niej cnoty zanikające lub zapomniane, są takie, które niedługo będą funkcjonować chyba tylko w naszej świadomości lub literaturze. Czy warto je ożywić, pielęgnować lub ćwiczyć, a jeśli tak, to w jaki sposób? Czy żyje się z nimi łatwiej, czy wręcz przeciwnie, trudniej, bo stawiają pewne wymagania, które jednak zmuszają nas do działania, a niejednokrotnie także wyrzeczeń? Odpowiedź na ostatnie pytanie zależy głównie od tego, jak definiujemy „dobre życie” oraz jaki jest świat, w którym żyjemy, nasze otoczenie, które zawsze wywiera na nas pewną presję. Presję większości.

 

...chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość - wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś - nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. (List do Rzymian 5:3)

 

Częstokroć uważa się, iż cnoty stanowią niedosiężny ideał. Doktryna św. Tomasza ukazuje coś przeciwnego – cnota jest czymś niezbędnym w codziennym życiu, gdyż ułatwia człowiekowi rozpoznanie i czynienie dobra, a unikanie zła. (...) Biblia wymienia wiele cnót czyli sprawności, których osiągnięcie udoskonala człowieka. Jednak terminologia biblijna nie pozwala na sformułowanie precyzyjnej definicji cnoty. W odróżnieniu od greckiego humanizmu, w Biblii cnoty rozpatruje się nie tylko z punktu widzenia człowieka i jego doskonałości, ale przede wszystkim z perspektywy Boga i Jego planów wobec ludzkości. Bóg pragnie bowiem zjednoczyć wszystkich ludzi, a taka wspólnota wymaga postępu moralnego.

 

Człowiekiem doskonałym nie jest zatem w ujęciu biblijnym ten, kto stara się być takim, ale ten, kto szuka Boga. Dążąc do Niego, chodzi drogą, którą mu Bóg wytyczył, a która jest jedyną, na której może on znaleźć swój osobisty rozwój. Tę fundamentalną postawę wyraża stwierdzenie: „chodzić z Bogiem”. Zasadniczym problemem dla człowieka jest odczytanie dobra i pójście za nim. Cnoty mają mu w tym pomóc, bo nie są żadnym celem samym w sobie. Gdy ich brak, każde dobro staje się za trudne, a w ich miejsce pojawia się wiele skrzywień czy wad, albo też rodzi się w końcu dobro, ale z wielkim wysiłkiem[19].

 

Zdarza się, że pod maską cnoty ukrywają się miernoty. (Platon)

 

Ale nie musi to być maska. Jak ożywić problematykę cnót? Czy ich obecność może w realny sposób powstrzymać zagrożenia płynące z ideologii XX wieku? Czy naprawdę odczuwamy wielką potrzebę powrotu do cnoty jako siły, która pozwala podążać za poznanym, słusznym dobrem[14]? 

 

Dobre posługiwanie się tymi rzeczami, którymi można źle się, posługiwać, jest czynnością cnotliwą. (św. Augustyn)

 

Wydaje się, że w dzisiejszym świecie zachodu, coraz bardziej amoralnym i – nie bójmy się tego powiedzieć wprost –  intelektualnie spacyfikowanym przez lewicowe brednie, pojęcia takie jak wiara, moralność, etyka czy cnota są postrzegane jako staroświeckie i nieprzystające do współczesności. Dla wielu to synonim obciachu i zacofania. Nie poprawiają ani sytuacji materialnej, ani atrakcyjności, ani pozycji społecznej. Są za to zwykle obciążeniem w życiu codziennym. Współczesność właściwie je odrzuciła. Praktycznie zostały wyrugowane z procesu edukacji. Zastąpił je kult efektywności, zdolności kombinowania, wygodnego życia, przyjemności, luzu, młodości. Naturalną wewnętrzną potrzebę postrzegania siebie jako człowieka dobrego ukierunkowano na tolerancję, ekologię, miłość do zwierząt, wegetarianizm, weganizm, i modny ostatnio nicniekumizm, bo... tak należy, tak wypada, do dla dobra planety. Swoją drogą cóż za zaszczyt móc być nawozem dla przyszłych pokoleń, prawda?

 

Demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. (Jan Paweł II)

 

Dawne cnoty budowały i wzmacniały wspólnotę, która była wręcz na nich oparta. Dzisiejsze są w stosunku do wspólnoty albo obojętne albo wrogie – jak choćby „tolerancja” w wydaniu lewicowych autorytetów typu Żakowskiego Jacka. Proces, u zarania którego mamy do czynienia z podważaniem definicji prostych słów, kończy się narzucaniem konieczności utożsamienia tolerancji z akceptacją lub – co nawet gorsze – potępianiem każdego, kto się z tym nie zgadza. Czyli nie zgadza z nami. Jest inny. Oczywiście pomimo tak zwanej wolności słowa, która niby jest dla wszystkich, ale... w praktyce nie wszystkim przysługuje. „Wolność jest zawsze wolnością dla myślących inaczej”. Zaraz, przecież to powiedziała Róża Luksemburg. Naprawdę? I co z tym zrobimy? Najlepiej zaorać.

 

Patrzę i dostrzegam walec, który zaczyna po nas przejeżdżać. Jestem kompletnie bezradny wobec tak zredefiniowanych pojęć, podobnie jak mieszkańcy Narnii, którzy, próbując przeciwstawić się nowym porządkom, byli uważani albo za groźnych przestępców, albo za wariatów[38].

 

Na domiar złego pojawiło się jeszcze masowe, choć dziecinne i ahistoryczne potępianie wszelkiej przeszłej niesprawiedliwości wyrządzonej przez własnych przodków. Samo w sobie byłoby to może moralne, gdyby opierało się na gruntownym poznaniu i zrozumieniu motywacji oraz postaw ludzi w tamtych czasach, ale przecież tak nie jest. Krytyka ukierunkowana jest na własną wspólnotę, a cechuje ją skrajny infantylizm. Akceptuje się z góry wszystkie oskarżenia, a odrzuca kontekst, poziom świadomości i inne tłumaczenia czy usprawiedliwienia. Za dobrą monetę przyjmowane są jedynie auto-oskarżenia – szczególnie dotyczące wydarzeń, które miały miejsce na styku z innymi wspólnotami/kulturami. 

 

Właściwie żadna kultura nie wypracowała obiektywnego podejścia do historii, pozostając na archaicznym etapie mitologii i hagiografii. [Zeppo]

 

Te procesy, które ogólnie przypominają praktykowane w komunie „akty skruchy” i samokrytykę – tyle że obecnie wymagane od każdego w imię „humanizmu” – dotknęły wyłącznie kraje Zachodu, a przez resztę świata postrzegane są jako obłęd. W Ameryce ich skutkiem był atak na pomniki bohaterów minionych czasów – np. Tadeusza Kościuszki, przeciwnika niewolnictwa, który majątek przeznaczył na... wykup niewolników – co zlecił przyjacielowi i wykonawcy testamentu, prezydentowi Thomasowi Jeffersonowi. Nie wywiązał się on należycie z tego zadania, ale za to (może na otarcie łez) nazwał Kościuszkę „najczystszym synem wolności jakiego poznałem [...] i to wolności dla wszystkich, a nie tylko dla nielicznych i bogatych”. Bezczeszczenie pomnika kogoś takiego to już nie infantylizm, ale skrajny debilizm. A jeśli towarzyszy temu jakaś myśl, to naprawdę strach dociekać, co to za myśl, bo może już chodzić jedynie o... wymordowanie nas wszystkich. Wszystkich białych. Co do nogi.

 

Z kolei w Polsce ten nurt krytyczny, wymagający skruchy i samokrytyki, przybrał formę tzw. polityki wstydu, której przedstawiciele to m.in. Gross Tomasz, Engelking Barbara czy ostatnia laureatka literackiego Nobla – Tokarczuk Olga. A prawda? Jaka prawda? Nasza prawda (czyli ta... z Gazety). Sprawiedliwość? Bynajmniej. Uczciwość, prawdomówność? Nawet ich o to nie podejrzewaj. Mądrość? Jeśli już, to należałoby zapytać, jakiej proweniencji lub jakiego etapu. Bezinteresowność? Nie żartujmy. Wierność faktom? Bardziej tym tworzonym, domniemanym, przypisywanym niż jakimkolwiek innym. A pokora i miłość? Wybrali przeciwieństwa - pychę i nienawiść. To ich „cnoty”.

 

Cnota nie może być w złych, ponieważ cnota jest tym, co czyni dobrym tego kto ją ma. (św. Tomasz z Akwinu)

 

Odrzucenie cnót i moralności może prowadzić do osobistego sukcesu. Człowiek ukierunkowany na swój własny interes, potrafiący wykorzystywać innych, zwykle góruje materialnie nad tymi, którzy kierują się zasadami. Jest on jak rak, który rozprzestrzenia się w zdrowym organizmie. Jego sukces zaraża następnych, którzy być może nie wstąpiliby na drogę porzucenia cnót bez złego przykładu. Marnym pocieszeniem jest to, że gdy liczba takich amoralnych karierowiczów rośnie, ich sukces staje się coraz trudniejszy, bo muszą żerować na podobnych sobie…

 

Niebezpieczeństwo obłudy łatwo zagraża szczególnie tym, którzy z natury swego powołania czy urzędu powinni być wzorem postępowania: księżom, sędziom, nauczycielom, rodzicom i w ogóle wychowawcom. (św. Tomasz z Akwinu) 

 

Ale najstraszniejsze żniwo barak cnót zbiera wśród młodego pokolenia. To młodzi mają być wychowywani, ćwiczeni, formowani we właściwy, mądry i skuteczny sposób, aby wyrośli na ludzi mądrych, odpowiedzialnych i prawych. Aż dziw, że jest to wiedza powszechnie znana. I pisano to wiele lat temu:

 

Obłuda z natury swej budzi w młodzieży odrazę nie tylko do człowieka obłudnego, ale także do ideologii, którą obłudnik głosi, a co najmniej wytwarza w duszach zgubny dualizm między wzniosłymi ideałami a hipokryzją życia. Zagraża to nawet dzieciom, których sądy etyczne początkowo odtwarzają poglądy otoczenia. Dzieci wchłaniają w siebie nie tyle słowa wychowawców, ile wpływ środowiska, w którym żyją, a wpływ ten jest zlepkiem nawet wzniosłej nieraz frazeologii moralistycznej i grubego faryzeizmu życia praktycznego. Narody europejskie, mimo zobojętnienia religijnego i szerzącego się ateizmu, wyznają nadal wiele podniosłych ideałów Ewangelii, ale jakżeż często żyją tak, jakby wyznawały poglądy sprzeczne z nauką Chrystusa. W szkole, w kościele i w domu rodzicielskim dziecko słyszy pochwały cnoty i zachęty do niej (...)ale żyć uczy się podług życia środowiska i w postępowaniu kieruje się nie naszymi słowami, ale naszymi czynami. Jeśli w naszym życiu jest wiele kłamstwa, dziecko nasiąknie skłonnością do niego i w ten sposób w duszy jego zrodzi się zabójczy rak dualizmu przekonań i czynów[39].

 

Nie trzeba być prorokiem, żeby widzieć czym zakończy się zanik cnót. W ostateczności wiedzie on nieuchronnie do rozpadu wspólnoty i anarchii. W tych warunkach najpierw zaczną zwyciężać silniejsi i bardziej bezwzględni, aż w końcu przyjdzie ktoś z zewnątrz i zaanektuje tę „ziemię niczyją” z aprobatą jej mieszkańców, bardzo już doświadczonych przez los, zmęczonych życiem w niepewności i strachu. W najgorszym scenariuszu miejscowa ludność może zostać usunięta, bo przecież umożliwiają to współczesna wiedza i technika...

 

Lepsza cnota w błocie, niż niecnota w złocie. (Mikołaj Rej) 

 

Niektórzy wieszczą koniec naszej cywilizacji. Śmiem twierdzić, że zbagatelizowanie i porzucenie cnót jest jednym z czynników, który do tego prowadzi. Walka z chrześcijaństwem to nie tylko walka z Bogiem (choć to cel główny), ale również walka z cnotami. 

 

Chrześcijaństwo jest samo w sobie tak pogodne, że napełnia posiadacza pewną niemądrą skłonnością do śmiechu, którą smętni racjonaliści biorą za zwykłą bufonadę i bluźnierstwo. (G. K. Chesterton)

 

Chyba jednak wcale nam nie do śmiechu, gdy patrzymy na rozwój wypadków. Dziś jeszcze mogę napisać to, co napisałem, ale nie wiem, jak długo jeszcze takie postawy będą tolerowane (nawet w dawnym tego słowa znaczeniu). Dziś mogę pisać o Bogu, jego miłości, nawoływać do nawrócenia, do rewitalizacji cnót, ale... jutro, kto wie. 

 

Czy „niewierność małżeńska”, „tradycyjna rodzina”, „opatrzność Boża” – pojęcia obecne w języku debaty publicznej jeszcze 50 lat temu – zostały już z niego wymazane? Tak uważa Marcin Kędzierski, autor szeroko w niektóry kręgach dyskutowanego tekstu o miejscu ludzi wierzących w owej publicznej debacie pt. „Przemija bowiem postać tego świata...”[38]. A jeśli tak jest, to czy jest to „wymazanie” chwilowe (udawanie, że czegoś nie ma), czy zmiana na stałe? Może warto na poważnie rozpocząć proces przywracania i hołubienia cnót?

 

Porządek prowadzi do wszelkich cnót. Lecz co prowadzi do porządku? (Georg Christoph Lichtenberg)

 

Ilu tych cnót zabrakło Krystynie Jandzie i innym osobom „promującym“ szczepienia? Ktoś może pokusić się o odpowiedź na to pytanie. Czy w ogóle jakiejś nie zabrakło? Smutna to konstatacja na zakończenie.

 

PS Jeszcze raz serdecznie dziękuję Zeppo – współautorowi listy 12 cnót, nieocenionemu adiustatorowi i krytykowi zawartości merytorycznej, bez którego rady i mądrych uwag ten esej nie byłby tym, czym ostatecznie się stał. Koniec wieńczy dzieło. Kropka.

 

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi. (Ignacy Krasicki)

 

Części eseju:
W poszukiwaniu CNOTY (1): wiara i moralność
W poszukiwaniu CNOTY (2): sprawiedliwość i uczciwość 
W poszukiwaniu CNOTY (3): mądrość i bezinteresowność
W poszukiwaniu CNOTY (4): wierność i męstwo
W poszukiwaniu CNOTY (5): miłosierdzie i pokora 
W poszukiwaniu CNOTY (6): wytrwałość i miłość 

 

-- -- -- -- -- 

[3] Hymn o miłości (1 List do Koryntian 13)  
[14] ks. Mirosław Mróz, Aktualność myśli św. Tomasza z Akwinu: jego nauka o cnotach
[19] ks. Jarosław Lisica, Cnota cierpliwości w kontekście aretologii św. Tomasza z Akwinu
[38] Marcin Kędzierski, Przemija bowiem postać tego świata”. LGBT, Ordo Iuris i rozpad katolickiego imaginarium?
[39] Suma teologiczna św. Tomasza z Akwinu, t.20: Cnoty Społeczne, str. 163-164 (O udawaniu i obłudzie)

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:12)

Komentarze

Witaj

Katalog 12 cnót. Pięknie. Czy to wszystkie? Nie wiem. Na przykład - czy ambicja też jest cnotą?

Jakaś magia w tej 12-tce, W hołdzie Ostatniej Wieczerzy? Św. Bernard też przedstawił 12 poziomów pychy.

Czy cnoty są zero jedynkowe? Niektóre pewnie nie. Można być nie do końca cierpliwym. Chyba...

 

I chyba ważny problem - Jak dopasować cnoty do swoich zdolności?

 

Serdeczności

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657869

Zacząłem z myślą o liscie 10 cnót, ale ta lista się rozrastała i kiedy przekroczyła 30 pozycji, musiałem ją ograniczyć (łącząc lub usuwając niektóre punkty). Ostatecznie wyszło 12. Wszystkie inne wydawały się mniej istotne lub (jak poczatkowo miłość i nadzieja) odrzuciłem je jako te, których nie da się wyćwiczyć lub pogłębiać.

Co do miłości - zmieniłem zdanie pod wpływem twojego pytania i rozważań w jednym z komentarzy - dlatego dołączyłem ją jako ostatnią. W sumie dobrze się stało. Stąd moja uwaga - raczej żartobliwa - że zostałeś "zobligowany do skomentowania". Jednak ty miłość postrzegasz bardziej jako "eros", ja jako "agape", czyli cnotę, a nie uniesienie emocjonalne. Dlatego wg mnie tę cnotę można rozwijać i pogłębiać. 

Skoro w czymś można się wyćwiczyć, pogłębiać swoją umiejętność, rozwijać "sprawność" to nie jest to sytuacja zero-jedynkowa. Można mieć niewiele, ale dzięki staraniom powiekszyć stan posiadania, zintensyfikować to, wyćwiczyć się w lepszym używaniu. 

Podobnie jak z owocem Ducha Świętego, którego jednym z darów jest cierpliwość. Cierpliwości każdemu nie dostaje, ale to da się wyćwiczyć. Im dłużej się ćwiczy, tym lepszy efekt :)

Ambicja? Chyba nie jest cnotą. Łączy się z kilkoma cnotami: upór, wytrwałość, honor... stąd pewnie niektórzy sądzą, że to też cnota.

Cnót nie należy dopasowywać do siebie, a raczej rozwijać wszystkie, bo wszystkie są pożyteczne. Choć każda w inny sposób. Można to porównać z wiedzą. Da się wyćwiczyć tylko w jednej dziedzinie, ale wtedy nie jest się erudytą (są oczywiście wyjątki). Niestety, niektórzy tego nie pojmują i wypowiadają się na każdy temat... często z marnym skutkiem.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1657881

Cześć

 

1. Miłość   To zależy, jak ty interpretujesz =eros=. Jeżeli to jest tylko, trywialnie mówiąc chuć, naturalny, zwierzęcy popęd seksualny, to się nie rozumiemy. Silnie emocjonalny proces, zaczynający się fascynacją, zauroczeniem i zapewniam, nie musi być to w stosunku do drugiego człowieka, a nawet żywej istoty (np. Pigmalion), przeradzający się w zakochanie (u ludzi zazwyczaj, nie więcej niż 3 - 4 lata), by rozkwitnąć w pełną miłość, która jeżeli silna i autentyczna (bo często ludzie sobie tylko wyobrażają, że kochają), to jest aż do śmierci i zawsze kończy się cierpieniem. Za wyjątkiem miłości do Boga, bo tu śmierć nie jest rozstaniem.

Miłość nie jest egoistyczna i jednowymiarowa. Jednocześnie może być wiele miłości. Albo obiektów miłości. A to już zależy, że tak powiem, od pojemności serca.

To dlatego zwróciłem właśnie uwagę na unikalność i wyjątkowość tej cnoty. I dalej z twojego komentarza - miłości (podobnie jak szczerej wiary - tak uważam) nie da się nauczyć, czy "wyrobić" w sobie. To są nieskalane boskie dary.

2. Odnośnie reszty cnót (tych, które daje się budować), Do definicji i opisu ważne było wymienienie i zdefiniowanie ich wszystkich. Ale warto dodać, by w pełni zrozumieć, że żadna z nich nie istnieje samoistnie. Te 10 cnót, to ich splątanie na całe życie i wzajemna interakcja. Cały czas. W ten sposób - ich proporcje, siła i relacje tworzą osobowość każdego człowieka. Oczywiście "po dobrej stronie mocy". Z drugiej strony są nasze wady i przywary.

Dodam jeszcze, że niektóre z naszych cnót, żyjąc społecznie, mogą przez innych być odczytywane jako wady. Niestety. Choćby taki slangowy neologizm =upierdliwy= to wada, czy zaleta?

3. Wiedza To też temat dyskusyjny. Nie skłamię, że mój laptop ma więcej wiedzy ode mnie. Nawet smartfon. A internet więcej niż połowa ludzkości. Liczy się mądrość. To budujemy całe życie. Albo nie. To już zależy od naszych cnót i naturalnego, boskiego daru - wrodzonej inteligencji. Tak więc mądrość człowieka jest sumą, albo iloczynem tejże osobniczej inteligencji ( nie tylko IQ, ale też EQ i inne), wiedzy i doświadczenia swojego życia. Tu ciekawostka - super inteligentny mędrzec, długie lata studiujący najmądrzejsze księgi, żyjący w pustelni, może nie być tak mądry jak prosty człowiek, który swe życie przeżył w przeróżnych sytuacjach, wydarzeniach i aktywnościach, na dodatek wędrując z miejsca na miejsce.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657924

Chciałoby się powiedzieć: masz rację. Ale mógłbyś się obrazić. Może Gawrion wyjaśni ci przy jakiejś okazji dlaczego :)

1. Masz w swojej prywatnej definicji 2 (lub nawet więcej) znaczenia - znaczenia wynikające z podziału na różne typy miłości, którego (jak sam zaznaczyłeś) nie uznajesz -  i dziwisz się się nie rozumiemy lub raczej nie zgadzamy. Miłość to także (lub przede wszystkim) decyzja.

2. O tym, że cnoty są ze sobą powiązane piszę wielokrotnie. "Cnota" upierdliwości to nic innego jak upór powiązany z negatywnymi cechami charakteru, np. złośliwością.

3. O tym, że wiedza to nie to samo co mądrość też piszę - w części poświęconej mądrości.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1657940

1. Nie, nie, nie. MIŁOŚĆ TO NIE JEST ŻADNA DECYZJA! Trochę postudiuj kognitywistykę. Decyzja to efekt najtrudniejszego działania mózgu i i umysłu. Jak najbardziej świadoma i mocno przepracowana. Większość ludzi unika podejmowania decyzji jak ognia. Zazwyczaj zostawia to "na jutro".

Nijak się to ma do miłości - ona w człowieku wybucha, najprawdopodobniej za sprawą Ducha Świętego. To jest olśnienie na które nie mamy wpływu i nad którym panujemy.

Ale OK. Ty masz swoje przemyślenia, a ja swoje. Po to tutaj dyskutujemy. I jak widzę, nie czuj się urażony, że ja pisząc emocjonalnie wyglądam nieco jak mentorski bufon. Wcale tak nie jest.

2. i 3.  I chwała ci za to

 

Pzdr

JK

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657984

Gratuluję tej monografii na temat cnót. Widać masę pracy! Ja ze względu na objętość materiału nie łyknąłem wszystkiego, ale zamierzam nadrobić zaległości.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#1657878

Zdaję sobie sprawę z objętości, która może być zniechęcająca do lektury. Skracałem, ile się dało. Więcej się nie udało. Moim zamierzeniem jest zorganizowanie debaty publicznej na ten temat. Może kiedyś się to uda.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1657884

w tak zwanym wolnym czasie planujesz? :) oj, ten pociąg czasu... TGV, de ja vu, ja ja wohl... itd :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1657947

to, że jest on pozytywny, pozytywny w tym znaczeniu, że stara się określić co robić a nie tylko czego nie robić. To chyba znak czasu. Nasza formacja zaczyna się przygotowywać do starcia z lewakami (satanistami). By wygrać nie wystarczy tylko sprzeciwiać się ich modelowi życia a przede wszystkim należy pokazywać jak należy żyć. Właśnie ta pozytywność powoduje, że jest to jeden z najbardziej interesujących tekstów, jakie czytałem od dawna.

Gratuluje!

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

uparty

#1657887

jeśli choć jedna osoba skorzysta, było warto :)

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1657945

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Verita nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

...oczywiście oprócz paru niepoprawnych geniuszy-genetyków i handlarzy viagrą.

Aby zrozumieć, czym powinno być funkcjonowanie organizmu duchowego, trzeba dobrze odróżnić poza cnotami teologicznymi cnoty moralne nabyte, opisane już przez moralistów starożytności pogańskiej i mogące istnieć bez stanu łaski, od cnót moralnych wlanych nie znanych moralistom pogańskim, a opisanych w Ewangelii.

Pierwsze, jak ich nazwa wskazuje, zdobywa się przez powtarzanie aktów pod kierunkiem rozumu przyrodzonego mniej lub więcej urobionego. Drugie nazywają się wlane, gdyż Bóg może nam ich udzielić; nie są one rezultatem powtarzania przez nas aktów, otrzymaliśmy je na chrzcie jako części organizmu duchowego, a rozgrzeszenie nam je przywraca, jeśli mieliśmy nieszczęście je utracić.

https://gloria.tv/post/uRhiJJwhNBmY2NZfqVNHyhhh7

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1658020

jak zwykle fajnie się z tobą dyskutuje. Gloria tobie. TV oczywiście.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1658046