W poszukiwaniu CNOTY (6)

Obrazek użytkownika Krispin
Idee

Oczywiście chwila ta musiała nadejść. Dobrnęliśmy do końca poszukiwań – przynajmniej w ramach tej, stworzonej przeze mnie, serii 12 cnót. W opublikowanych dotychczas pięciu częściach cnotliwego eseju, pojawiło się omówienie dziesięciu z nich – linki do wcześniejszych odcinków na końcu. Dziś czas na odcinek finałowy, a w nim ostatnia już para cnót. Ta dwunasta cnota może być sporym zaskoczeniem, ale chyba tylko dla osób mało przewidujących i wrażliwych. Komentarze jak zwykle mile widziane.

 

 

11. WYTRWAŁOŚĆ / CIERPLIWOŚĆ

Wytrwanie w dziełach wielkich jest trudniejsze, choć wytrwanie w małych lub średnich dziełach przez czas dłuższy również jest trudne, jeśli nie z powodu wielkości aktu, to przynajmniej z powodu samej długotrwałości, do której odnosi się wytrwałość[21].

 

Wytrwałość to konsekwentne dążenie do zamierzonego celu (SJP) lub też konsekwencja, upór, zdecydowanie w działaniu. Wśród synonimów tego słowa znajdziemy: metodyczność, wytrzymałość, pewność, stałość, cierpliwość. Skoro do osiągnięcia wytyczonego celu potrzebna jest wytrwałość, zadanie musi być trudne do realizacji i będzie wymagało czasu. Sama wytrwałość może nie wystarczyć – bez dyscypliny wewnętrznej, wiary w sukces, nadziei, dopięcie swego może się nie udać.

 

Wytrwała walka latami... Każdemu kojarzy się to chyba z perturbacjami naszego, polskiego losu. Walka o odzyskanie straconej wolności, o zachowanie języka, kultury, naszej tożsamości (lata pod zaborami) wymagała niezwykłej wiary w zwycięstwo i wytrwałości, ale... także determinacji, odwagi i mądrości. Przypomina się wóz Drzymały, o którym uczono dawno temu w szkole (ciekawe, czy jeszcze o nim uczą młodych ludzi?). Upór, męstwo, mądrość (a może spryt) i... wytrwałość.

 

Zadaniem wytrwałości jest usprawnianie człowieka, aby trwał w dobru mimo trudności pochodzącej z długotrwałości działania. (...)  skłania człowieka do silnego i niezłomnego kontynuowania jakiegoś dobrego dzieła aż do końca[19]

 

Trwać wytrwale „do końca”, nie mając pewności, kiedy ten koniec nastąpi... To trudne – szczególnie, gdy trwać trzeba długo. Wg św. Tomasza z Akwinu miękkość i upór to wady, które przeciwstawiają się wytrwałości. Ale nie podpada pod zarzut miękkości, kto uległ bardzo silnemu naciskowi. Siła nacisku ze strony bojaźni przed złem jest o wiele większa niż siła pociągająca ze strony przyjemności[31]. Dlatego według św. Tomasza, miękkim jest ten, kto odstępuje od tego, co dobre pod naciskiem smutku spowodowanego pozbawieniem przyjemności – jest to bowiem uległość przed słabym naciskiem. Sama miękkość powstaje z dwóch przyczyn: z nawyku do przyjemności (kto nawykł do używania rozkoszy, ten z wielką trudnością może znieść jej brak) oraz z dyspozycji naturalnej (ktoś ma ducha mało stałego na skutek delikatności struktury fizyczno-psychicznej)[20].

 

Drugą wadą, która przeciwstawia się wytrwałości jest upór. Św. Tomasz, nawiązując do myśli Cycerona, zauważa, że upór ma się tak do wytrwałości jak przesąd do religii. Przesąd przeciwstawia się religii, podobnie jak upór przeciwstawia się wytrwałości. Akwinata cytuje św. Izydora z Sewilli, który stwierdza: „Upartym jest ten, kto trzyma się swego zdania bezczelnie, wbrew i na przekór wszystkim, jakby doń przyklejony”. Człowieka upartego, który zawsze chce mieć słuszność Arystoteles nazywa „silnym w przekonaniu” albo „własnego zdania”, bo trzyma się swego zdania więcej niż należy. Człowiek wytrwały obstaje przy swoim tyle, ile należy. Wytrwałość jest zatem cnotą, gdyż stoi pośrodku. Upór zaś jest wadą przez przesadę, a miękkość przez niedociągnięcie do właściwego środka[19].

 

Poleruje się cnota przy kłopocie. (Mikołaj Rej)

 

Św. Augustyn twierdzi, że nikt nie może stracić wytrwałości, ale inne cnoty owszem. To oznacza, że wytrwałość przewyższa inne cnoty i dlatego jest cnotą główną. Przeciwnego zdania jest Cyceron, który uważa, że wytrwałość to część męstwa. Z wytrwałością łączy się cnota stałości. Nie są one tożsame, ale w jakimś sensie pokrewne. Stałość to niezmienność, to trwanie w tej samej postawie wobec Boga, świata i prawdy. Jeśli uznajemy jakieś wartości za fundamentalne, to się ich trzymamy. Jeśli coś nas powstrzymuje, spycha z obranej drogi, to konsekwentnie (i wytrwale) dążymy do powrotu na kurs, który wcześniej przyjęliśmy. Niektórzy zmieniają poglądy, ale... jeśli prawdziwym fundamentem jest Chrystus, to nikt tego fundamentu nie będzie ani zmieniać, ani sam podkopywać.

 

Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. (1 List do Koryntian 3:11-13)

 

Wytrwałość i stałość mają ten sam cel: trwać niewzruszenie w dobru, choć różnią się co do przyczyn trudności w znoszeniu przeciwności. Stałość poglądów i wytrwałość w zmierzaniu do celu nie jest oznaką fanatyzmu, braku kontaktu z rzeczywistością. To raczej próba wpływania, kształtowania rzeczywistości, a nie poddanie się jej i bycie całkowicie uległym.

 

Cierpliwość nie jest, jak się zwykło uważać, cnotą dusz słabych i bez woli walki, ale cnotą dusz silnych i zuchwałych. (Rapisardi)

 

Trudno nie wspomnieć tu postawy kardynała Stefana Wyszyńskiego w trakcie internowania przez władze komunistyczne. „Nie zważając za okoliczności, prymas przygotował od razu plan dnia, rozpoczynający się pobudką o 5.00 (a przecież mogli spać znacznie dłużej, zwłaszcza że temperatura nie zachęcała do wychodzenia spod kołdry!) i kończący się o 22.00. W planie znalazły się m.in.: modlitwy, posiłki, lektura książek i praca własna. Organizował siostrze i księdzu wykłady i naukę języków. Podczas spacerów po ogrodzie prymas i ksiądz Skorodecki odśnieżali alejki i porządkowali ogród przy użyciu narzędzi, które sami sklecili...” (więcej na ten temat>>). Ten harmonogram był konsekwentnie realizowany i nie uległ zmianie do ostatniego dnia internowania. Czy wszyscy są tak przedsiębiorczy i dobrze zorganizowani z natury, czy po prostu nie umieją zachować się inaczej? 

 

...abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic. (List do Hebrajczyków 6:12)

 

Człowiek cierpliwy to ktoś znoszący ze spokojem przeciwności lub przykrości, umiejący wytrwale czekać (SJP). 

 

Jaki jest sens cierpliwości? Rola męstwa polega na znoszeniu tego, co jest do zniesienia najtrudniejsze, a więc grożącego niebezpieczeństwa śmierci. Natomiast rola cierpliwości polega na znoszeniu każdego innego zła. Męstwo główne dotyczy obaw, które ze swej natury skłaniają do ucieczki, przed czym ono broni. Natomiast cierpliwość głównie dotyczy zasmucających cierpień: ktoś jest cierpliwym nie stąd, że nie ucieka, lecz stąd, że trzyma się chlubnie, znosząc dolegliwości obecne, bez popadania w przesadny smutek z ich powodu[32].

 

Cierpliwy. Cierpi i nie roztkliwia się nad sobą. Jest w tej postawie mądrość, ale także niezłomność, opanowanie (zdolność panowania nad emocjami, bólem, stratą). Cierpliwość to również swoista walka z czasem i narastającymi wątpliwościami (czasem najbliższych, którzy mogą kwestionować sens naszych cierpliwych i wytrwałych starań). „Po owocach ich poznacie”. A jeśli nie widać owocu? Przeciwieństwem cierpliwości jest pośpieszna niecierpliwość, która może prowadzić do podjęcia działań przedwczesnych, nie do końca przemyślanych, pochopnych, przynosząc w rezultacie efekt daleki od oczekiwanego, a z nim rozczarowanie, smutek, zniechęcenie... Niecierpliwość to pułapka. Łatwo wpaść w jej sidła. Czy Jezus był cierpliwy? Czy Noe był cierpliwy? Czy rotmistrz Pilecki był cierpliwy?

 

Gdyby nasza natura ludzka była integralna, nie zepsuta, skłonności duchowe, rozumowe, byłyby we wszystkim górą; natomiast w naturze zepsutej górę bierze skłonność pożądań zmysłowych, których człowiek jest sługą. Dlatego człowiek jest skłonniejszy do znoszenia zła dla dobra, w którym żądza znajduje przyjemność obecnie, niż do znoszenia zła dla dóbr przyszłego życia, do których człowiek dąży mocą skłonności rozumu; l tu właśnie jest miejsce dla prawdziwej cierpliwości[31]. (Tomasz z Akwinu)

 

Cierpliwość jako część składowa cnoty męstwa nie pozwala zniechęcać się i załamywać nawet z powodu największego zła, jakim jest śmierć, lecz nakazuje przyjąć je ze spokojem. Dlatego dla pełnego zrozumienia związku cnoty cierpliwości z cnotą męstwa konieczne jest ukazanie cierpliwości jako części potencjalnej cnoty męstwa, a następnie ukazać męstwo jako cnotę naturalną, nadprzyrodzoną oraz jako dar Ducha Świętego. Cierpliwość jest postawą bardzo bliską męstwu. Te dwie cnoty pomagają, jedna drugiej, znosić zło, które przychodzi z zewnątrz. Niewielkie przykrości i trudy, które spotyka się w każdej chwili życia, niepokoją, drażnią i powodują ból. Rodzą się one w duszy ze znużenia i ze smutku. Aby nie dać się przez nie zwyciężyć, trzeba cierpliwości[19].

 

Cnota ducha, zwana cierpliwością, jest tak wielkim darem Boga, że nawet o Nim, który nam ją daje, orzeka się, że jest cierpliwym. (św. Augustyn)

 

 

12. MIŁOŚĆ 

Miałem omówić na koniec inną cnotę, ale... zmieniłem zdanie. Nie pod wpływem perswazji, raczej życzliwej sugestii. Właściwie obawiałem się podjąć ten temat, choć cały czas wokół niego krążyłem. Przy omawianiu każdej z wcześniejszych cnót pojawiają się odnośniki (pośrednie bądź bezpośrednie) do miłości i 13 rozdziału 1 Listu do Koryntian[3]. Tak, cnoty powiązane są niczym ogniwa łańcucha i „kto jedną ma, posiada też inne” (św. Ambroży), ale miłość pełni rolę szczególną. Na marginesie: wytrzymałość łańcucha mierzymy wytrzymałością najsłabszego ogniwa.

 

Jeśli komuś brak jednej cnoty, nie ma także żadnej innej. (Cyceron)

 

W Biblii słowo miłość (i odmiany) pojawia się jakieś 300 razy (mniej lub więcej – zależy od tłumaczenia). Sporo. Prawie tyle co dni w roku. Skoro tak często, to znaczy, że to ważne zagadnienie. Jezus w odpowiedzi na pytanie o najważniejsze przykazanie wskazuje właśnie miłość: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie... (Ewangelia Mateusza 22:37-38)

 

...Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Ewangelia Mateusza 22:39-40)

 

Wiary i miłości nie wolno sprowadzać do samych słów lub mglistych sentymentów. Wierzyć w Boga i kochać Go znaczy konsekwentnie przeżywać swoje życie w świetle Ewangelii. Wierzyć w Boga i kochać Go znaczy starać się zawsze czynić to, co Chrystus nam mówi zarówno w Piśmie Świętym, jak poprzez nauczanie Kościoła. Nie jest to łatwe. (Jan Paweł II)

 

Jednak w dzisiejszym świecie miłość, która uważana jest za najpotężniejszą siłę, źródło wszelkiego dobra i piękna, czymś niebywale wzniosłym, porywającym, jest praktycznie niezrozumiana i – co jest wielce frustrujące – bywa nagminnie sprowadzana do zwykłego pociągu płciowego, a raczej do jego zaspokajania. 

 

Czym właściwie jest miłość? Niektórzy uważają, że jest cnotą, inni, że uczuciem. Wg św. Augustyna „miłość jest pewną jednością i więzią”, a więc nie uczuciem, tylko pewnego rodzaju zależnością, związkiem. Jan Damasceński też uważa, że miłość nie jest uczuciem (ani poruszeniem pożądawczym jak pragnienie), tylko co najwyżej podstawą tego poruszenia. Z kolei Arystoteles kategorycznie twierdzi, że miłość jest uczuciem. Wbrew tej opinii filozofa - co jeszcze bardziej skomplikuje sytuację - niektórzy uważają, że miłość to nie uczucie, a... decyzja. A więc jesteśmy w kropce (do tego nawet bez „i”).

 

O jakiej więc cnocie, jakiej „miłości” będzie tu mowa? W języku greckim istnieje pięć określeń „miłości” (pomijam szóste: xenía – oznaczające gościnność, czyli polskie „gość w dom, Bóg w dom”, a więc... kto Boga miłuje, ten i gościa miłuje). C. S. Lewis, zgłębiając naturę miłości w książce „Cztery miłości” (1960), wymienia tylko cztery, ale przyjmijmy, że jest jednak pięć. Zacznę od końca:

 

5. Philautia – miłość własna
Miłość do samego siebie, którą napędza pragnienie własnego szczęścia. Zwykle kojarzona z egoizmem, ale niesłusznie. Zbytnie skupianie uwagi na sobie jest złem, bo prowadzi do egoizmu lub narcyzmu. Miłość własna nie jest zła, a nawet wskazana, bo przecież mamy miłować „bliźniego jak siebie samego”. Kto nie akceptuje siebie (lub siebie nienawidzi) nie może raczej kochać nikogo innego.

Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego. (Św. Augustyn)

 

4. Storge – miłość, przywiązanie / zażyłość / więź empatii 
Uczucie miłości w rodzinie (rodzice darzą nim swoje dzieci) lub u ludzi, którzy nawiązują bliską znajomość. Jest naturalna, ponieważ jest obecna bez przymusu, budzi emocje, ponieważ jest wynikiem przywiązania spowodowanego zażyłością i najczęściej jest rozpraszana, ponieważ zwraca mniejszą uwagę na cechy, które są uważane za „wartościowe” lub zasługujące na miłość, a co za tym idzie, są w stanie przekroczyć większość dyskryminujących czynników[33]. Używa się tego określenia także w odniesieniu do miłości do swojego kraju lub ulubionej drużyny sportowej.

„Storge” to miłość oparta na zależności i może zaniknąć, jeśli potrzeby przestaną być zaspokajane, lub zostać zepsuta – np. przez zazdrość. (C. S. Lewis)

 

3. Philia – przyjaźń / serdeczny szacunek
Miłość między przyjaciółmi tak bliskimi jak rodzeństwo (bez podtekstu erotycznego). Silna więź między ludźmi, którzy podzielają wspólne wartości, zainteresowania lub działania. Lewis opisuje ją jako: najmniej biologiczną, organiczną, instynktowną, towarzyską i konieczną… najmniej naturalną z miłości. Nasz gatunek nie potrzebuje przyjaźni, by się rozmnażać, ale w świecie klasycznym występuje miłość wyższego rzędu, ponieważ jest dobrowolnie wybrana[33]. Lojalność wobec przyjaciół (szczególnie „miłość braterska”), rodziny i społeczności wymaga cnoty, równości i zażyłości. „Starożytna przyjaźń wydaje się najszczęśliwszą i najbardziej ludzką ze wszystkich miłości; koroną życia i szkołą cnót. Współczesny świat ją ignoruje”.

Prawdziwe przyjaźnie, takie jak biblijna przyjaźń między Dawidem i Jonatanem, Orestesem i Pyladesem, Rolandem i Oliverem, Amisem i Amilesem są sztuką niemal utraconą. (C. S. Lewis)

 

2. Eros – miłość romantyczna
Współczesne pojmowanie słowa miłość (ukształtowane i utrwalane przez kulturę) ogranicza się właściwie do tego jednego znaczenia, czyli do namiętności seksualnej lub miłości intymnej (erotas). W świecie moralności wiktoriańskiej był to margines, na który mogli sobie pozwolić panowie bogaci lub z wyższych sfer, i to wyłącznie po kryjomu. Lewis wprowadza rozróżnienie między „pragnieniem kobiety”, a pragnieniem jednej konkretnej kobiety, ale ostrzega przed poddawaniem się tendencji czynienia erosa bogiem, usprawiedliwiającym egoizm i prowadzącym do ustanowienia fallicznej religii. Wg Platona nawet jeśli początkowo dominuje eros, to poprzez kontemplację przeistacza się on w docenienie piękna w kochanej osobie, a nawet staje się docenieniem samego piękna. Aspektu seksualnego nie uważa za niezbędną część miłości, stąd „miłość platoniczna” to określenie uczucia „bez pociągu fizycznego”. 

 

Nie ma większej miłości nad tę, jak gdy kto życie swe kładzie za przyjaciół swoich. (Ewangelia Jana 15:13)

 

1. Agape – bezwarunkowa miłość „Boga”
Miłość bezwarunkowa, czyli niezmienna, trwająca bez względu na okoliczności, na postawę obdarowanego tą miłością człowieka. Oznacza przede wszystkim „miłość Boga do człowieka, a człowieka do dobrego Boga. Chrześcijanie używają słowa agape, aby wyrazić bezwarunkową miłość Boga do swoich dzieci. Jest ono używane w starożytnych tekstach na określenie uczuć do dzieci (głównie ‘bezwarunkowa miłość matczyna’) i do współmałżonka, a także w odniesieniu do „uczty miłosnej”. Tomasz z Akwinu określa ten rodzaj miłości jako: chcieć dobra drugiego”[34]. Lewis uznaje bezinteresowną miłość za największą z miłości i uważa ją za szczególną chrześcijańską cnotę do osiągnięcia. Twierdzi, że pozostałe (naturalne miłości) nie są samowystarczalne i muszą podporządkować się miłości Boga (pełnemu miłosiernej miłości), aby zapobiec temu, co nazwał ich „demonicznym” wywyższaniem się.

 

O takiej więc miłości, cnocie miłości, będzie tu mowa. O agape – miłości bezwarunkowej, silniejszej niż wszystko inne. Wracając do Cycerona (patrz wyżej) – można śmiało powiedzieć, że jeśli ktoś nie posiada cnoty miłości, nie ma też żadnej innej cnoty. Apostoł Paweł ujmuje to w ten sposób:

 

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący. 
Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice, 
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką [możliwą] wiarę, 
tak iżbym góry przenosił, 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
I gdybym rozdał na jałmużnę 
całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał...

(1 List do Koryntian 13)

 

Nawet gdybym był kimś równym aniołom, gdybym umiał prorokować, był mądry niczym Salomon (albo Bill Gates czy Lech Wałęsa), znał tajemnice, które tak bardzo chcą poznać inni (np. wiedziałbym kto strzelał do prezydenta Kennedy’ego lub jak Hitler potraktowałby Polskę, gdybyśmy zaakceptowali jego ultimatum w 1939 roku, lub to, czy teoria Darwina jest prawdziwa...), gdybym posiadał ogromną wiedzę i wiarę (te dwie razem to potężna siła), a pozbawiony byłbym miłości... w sumie byłbym jednak nikim (choć może bym o tym nie wiedział). Czyli byłbym mały, mimo że „wielki”. Gdybym gorliwie wspierał potrzebujących finansowo, ale kierowałyby mną pobudki inne niż miłość bliźniego (coś jak Jurek Owsiak), nic by mi to nie dało. Nie miałbym żadnego zysku z tej „dobroczynności”. Apostoł porównuje takiego człowieka do martwego kawałka metalu. „Cymbał brzmiący” to pusty (w tym wypadku także duchowo) elementem instrumentu muzycznego, który jest w stanie wydawać tylko jeden dźwięk. To porównanie odnosi się do „osoby ograniczonej, choć zwracającą na siebie uwagę”.

 

Miłość cierpliwa jest”[3] – cierpliwość wiąże się z oczekiwaniem... Człowiek kochający musi być cierpliwy. Brak cierpliwości prowadzi do irytacji, a ta do konfrontacji, możemy powiedzieć za dużo, zbyt ostro i potem tego żałować. Bóg cierpliwie czeka, bo nie chce, żeby ktokolwiek został pozbawiony szansy na zbawienie... (2 List Piotra 3:9). Więcej o cierpliwości w punkcie 11 (powyżej).

 

[Miłość] łaskawa jest”[3] – łaskawa, czyli przychylna, ofiarowująca nawet coś, na co nie zasłużyliśmy. Podobnie jak w przypadku miłosierdzia, jest to pewnego rodzaju dobroć okazana komuś. Niełaskawy jest skąpy. Ktoś, kto daje z dobrego serca, to dobroduszny łaskawca. Łaska zbawienia jest właśnie takim darem, na który człowiek nie może zasłużyć (zapracować). Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (Ewangelia wg św. Jana 3:16)

 

Miłość nie zazdrości”[3] – to pycha rodzi zazdrość. Ktoś chce być lepszy, mieć coś lepszego niż osoba, z którą się porównuje. Nie ma, a bardzo chce to mieć, więc jest jej przykro z tego powodu, nawet przeżywa frustracje. Miłość taka nie jest. Jest hojna ponad miarę. Cieszy się (jak dalej z prawdy) czyimś szczęściem, dzieli tę radość...

 

[Miłość] nie szuka poklasku”[3] – a więc nie szuka potwierdzenia własnej wartości, uznania dla swoich możliwości, wielkich osiągnięć, nie goni za poklaskiem, sławą, nagrodami, tytułami, tzw. prestiżem, osiągnięciem statusu, pozycji... nie ma nic wspólnego z pyszałkowatością...

 

[Miłość] nie unosi się pychą”[3] – pycha, czyli zarozumiałość, najpierw ja, potem ty. Miłość jest pokorna, a więc jest przeciwieństwem pychy. Pokora (podobnie jak uprzejmość) pomaga w wyzwalaniu się z egoizmu. Unoszenie się pychą może być świadectwem nadwrażliwości, która sprawia, że wszelką krytykę i uwagi odnosimy do siebie. Miłość, przeciwnie, jest wrażliwa na drugiego człowieka, jego potrzeby, jego uczucia...

 

[Miłość] nie dopuszcza się bezwstydu”[3] – czym jest brak wstydu? To nieskromność (znowu pycha?) lub nieprzyzwoitość czyli wszelkiego rodzaju wszeteczeństwo (w tym rozpusta i zdrada). Miłość nie dopuszcza tego typu zachowań. Odchodząc od Boga przez grzech, człowiek staje się niezdolny do kontrolowania swoich namiętności i przestaje być panem samego siebie – mimo że cały czas wydaje mu się, że panuje nad sobą, to panuje nad nim grzech i staje się niewolnikiem grzechu. Dlatego Słowo Boże mówi o „wyzwoleniu” z grzechu.

 

[Miłość] nie szuka swego”[3] – nie chodzi o zysk, o jakaś doraźną korzyść lub uznanie, miłość jest bezinteresowna, matczyna miłość jest do tego bezwarunkowa, nie ma coś za coś... Boża miłość jest bezwarunkowa. A jeśli jesteśmy dziećmi Bożymi, to możemy być pewni, że: ...ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (List do Rzymian 8:38-39).

 

[Miłość] nie unosi się gniewem”[3] – nie łatwo daje się wyprowadzić z równowagi, aby człowiek powodowany wzburzeniem (emocje) nie zaczął zachowywać się niepoprawnie – zdenerwowanie, irytacja, wybuch gniewu/złości mogą prowadzić do sprzeczki lub nawet rękoczynów. W dłuższej perspektywie „gniewanie się” na kogoś może doprowadzić do urazy, nienawiści, okazywania pogardy, złośliwych, krzywdzących uwag, zerwania relacji...

 

[Miłość] nie pamięta złego”[3] – związane z powyższym (gniewem); opanowanie gniewu, wyzbycie się urazy, darowanie winy prowadzi do przebaczenia – to, co złe (wyrządzona krzywda, przyczyna gniewu lub urazy) przestaje istnieć, przestaje się liczyć; „...darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny [dług moralny całej grzesznej ludzkości] obciążający nas nakazami” (List do Kolosan 2:13-14). Co więcej, Bóg zdecydował, że ...”odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał [pamiętać nie będę]” (Księga Jeremiasza 31:34). 

 

[Miłość] nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą”[3] – czy można się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia?; jeśli kogoś spotka niesprawiedliwość, to nie jest to z pewnością szczęście; przeciwnie – może się to wiązać z dużą przykrością, niezasłużoną karą, stratą; jeśli jednak prawda zatriumfuje, przyniesie to wybawienie z kłopotu, ulgę, będzie powodem do radości. Miłość „współweseli się” z powodu szczęścia, sukcesu, radości innego człowieka...

 

„[Miłość] wszystko znosi”[3] – zatem musi być nie tylko cierpliwa, ale także wiele wytrzymać. Znieść ból, tolerować obrazę (lub raczej przechodzić nad nią do porządku dziennego); nie reagować na zaczepki, nie dawać się sprowokować. Ciekawe, że jednym ze znaczeń słowa „znosić”, zanikającym, jest „zwyciężać”...

 

[Miłość] wszystkiemu wierzy”[3] – czyli nie jest podejrzliwa, nie poddaje w wątpliwość, a zatem ufa. Zaufanie to ważny czynnik relacji (także handlowych). Bez zaufania trudno cokolwiek zbudować – myślę tu o przyjaźni, o relacji małżeńskiej... ale zaufanie jest też potrzebne w wielu innych sytuacjach: w sklepie, w banku, w sądzie, u lekarza... 

 

[Miłość] we wszystkim pokłada nadzieję”[3] – zawsze we wszystkim spodziewać się dobrego wyniku, rozwiązania, mieć na nie nieustannie nadzieję; może się to wydawać dziecinne, ale jest też bardzo optymistyczne; to podejście oznacza również nie martwienie się, nie przejmowanie się; znowu – może naiwne, ale czyż jest nie powiedziane: "Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy [utrapienia, zmartwień, podłości] (Ewangelia Mateusza 6:34)?

 

[Miłość] wszystko przetrzyma”[3] – skoro przetrzyma, to musi być silna, mężna, nie może poddawać się trudnym do zniesienia okolicznościom, nie ulegać presji, musi wytrwać, mimo być może długiego czasu oczekiwania, mimo niesprzyjającego rozwoju wypadków...

 

Miłość nigdy nie ustaje[3] – a więc nie poddaje się, trwa, nie wygasa, nigdy nie może się wyczerpać; powinna być jak perpetuum mobile; czy to możliwe?; niektórzy w to nie wierzą, lecz... ...ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą (Księga Izajasza 40:31).  

 

Tyle z Hymnu o Miłości[3]. Jeszcze raz przyjrzałem się liście 12 wybranych przeze mnie cnót i... każda – mimo że nie kierowałem się tym kryterium przy jej układaniu – ma swój odpowiednik w tym Hymnie. Niesamowite. Taki „przypadek”...

 

Nie jakiekolwiek lubienie ma charakter miłości, ale lubienie, które połączone jest z życzliwością, a mianowicie wówczas, gdy kogoś lubimy życząc mu dobra. (Arystoteles)

 

Miłość, którą Bóg nas kocha, rodzi w nas dobroć[24].

 

Kolejny „przypadek”. Prawie osiem lat temu bloger miarka napisał tu tekst „Nienawidźcie się wzajemnie”, który został skojarzony z moim esejem w sekcji "Podobny". Nie do końca zgadzam się ze wszystkimi tezami autora, ale z tą jak najbardziej:

 

TO MIŁOŚĆ MA SŁUŻYĆ DOBRU, NIE DOBRO MIŁOŚCI. Lewactwo próbuje nas przekonać, że każdy ma „prawo do miłości”. (...) Nie można dać nikomu "prawa do miłości". Obdarzać miłością się nie da, bo miłość to dawanie - miłość, to ofiara z siebie.

 

Jeszcze dalej idzie ks. Marek Jawor w swoim komentarzu do Ewangelii na temat: „Które przykazanie jest najważniejsze?”...

 

Nie można kochać, jeśli się nie wierzy! Kryzys prawdziwej miłości jest zawsze kryzysem wiary! Chcąc kochać trzeba zatem wierzyć. Nie istnieje wierna i uczciwa miłość, bez prawdziwej i szczerej wiary. Chcąc kochać, trzeba się zmobilizować, aby wierzyć. Miłość zależy od wiary; nigdy wiara od miłości. Może szokować. A jednak. Wierzę, więc kocham; nigdy kocham więc wierzę. Chcę kochać i być kochany(a). Brawo, tak trzymać! Jednak wpierw wierzę i wyznaję wiarę!

 

Wspomnę jeszcze o caritas. To dziś bardziej „dobroczynność”, ale definiowana też jako „czynna miłość bliźniego wypływającą z miłości do Boga”, więc... tak samo jak agape. Miłość caritas wywiera [może dziś już właściwsze byłoby użycie tu czasu przeszłego: wywierała] zasadniczy wpływ na stosunki społeczno-polityczne w narodach i na stosunki międzynarodowe. Rozumieli to polscy mężowie stanu zawierając w Horodle Unię z Litwą[37]. Akt tej Unii zaczyna się znamienną pochwałą miłości, jako powodu jej zawarcia: 

 

Jest rzeczą wiadomą, że nikt nie dostąpi pożytku zbawienia bez wsparcia przez tajemnicę miłości, która nie działa zawistnie, lecz swą własną dobrocią uśmierza niezgody, jednoczy zwalczających się, przemienia nienawiści, usuwa urazy, i wszystkich darzy pokarmem pokoju: co rozproszone zgromadza, upadłe podnosi, na równe drogi sprowadza i co skrzywione prostuje i czyni cnotliwym; wszystkim z pomocą spieszy, nikogo nie bije, wszystko kocha; kto schroni się pod jej skrzydła, znajdzie bezpieczeństwo i będzie wolny od obawy czyjegoś ataku. Nią powstają prawa, rządzą się państwa, w porządku żyją miasta; ona doprowadza dobro publiczne do naj1epszego celu; ona jest pierwszą wśród wszystkich cnót, a kto ją zlekceważy, straci wszelkie dobro[36].

 

W ten dość niespodziewany sposób przeszliśmy od miłości do polityki. Tylko pozornie zabrnęliśmy na manowce. Jeśli bowiem nasza wiara i moralność dotyczą nie tylko nas samych, ale i kwestii rządzenia, to – mimo rozdzielności Państwa od Kościoła – nie możemy w nas samych dokonać podziału na „nas-wierzących” i „nas-funkcyjnych” (czyli sprawujących funkcję społeczną lub w aparacie państwowym), co wiązałoby się z uznaniem, że jako „wierzący” nie możemy kraść, ale jako „funkcyjni” możemy, lub jako „wierzący” musimy kierować się miłością bliźniego, ale jako „funkcyjni” już nie. To prowadzi do rozdwojenia jaźni i katastrofy.

 

Najlepiej widzi się tylko sercem. (Antoine de Saint-Exupery)

 

Czy miłość to łaska? Czy ta prawdziwa jest właśnie łaską daną przez Boga? Są ludzie, którzy wierzą w to, że trzeba znaleźć drugą połówkę (nie w lodówce), czyli w to, że istnieje ta stworzona właśnie dla ciebie osoba i jedynie z nią można być szczęśliwym. Potwierdza to nawet powiedzenie: „dobrali się jak w korcu maku”. Ale czy rzeczywiście mit „drugiej połówki” ma sens? Chyba po ślubie tak, ale przed... raczej nie. A „miłość od pierwszego wejrzenia”, czy to tylko emocje? To zależy co dzieje się dalej. Jeśli miłość nie jest świadomą decyzją, to...

 

Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata... (1 List Jana 2:15-16

 

Poprzednie części eseju:
W poszukiwaniu CNOTY (1): wiara i moralność
W poszukiwaniu CNOTY (2): sprawiedliwość i uczciwość
W poszukiwaniu CNOTY (3): mądrość i bezinteresowność
W poszukiwaniu CNOTY (4): wierność i męstwo 
W poszukiwaniu CNOTY (5): miłosierdzie i pokora

 

Ciąg dalszy – w formie próby podsumowania – zapewne nastąpi. Niebawem.

 

-- -- -- -- -- 

[3] Hymn o miłości (1 List do Koryntian 13)
[18] Jacek Banaś „Honor - dobro niezbywalne
[19] ks. Jarosław Lisica "Cnota cierpliwości w kontekście aretologii św. Tomasza z Akwinu
[20] Suma teologiczna św. Tomasza z Akwinu, t.21: Męstwo, str. 75-80 (O wytrwałości)
[21] jw. str. 82-87 (O darze męstwa)
[24] ks. dr Henryk Majkrzak "Modlitwa, post, praca i dzieła miłosierdzia w świetle teologii św. Tomasza z Akwinu", Sympozjum 13/1(18) 2009, str. 61-70
[31] jw. str. 80-82 (O wadach przeciwnych wytrwałości)
[32] jw. str. 73 (O cierpliwości)
[33] C. S. Lewis “The Four Loves”   
[34] Greek words for love   
[35] Suma teologiczna św. Tomasza z Akwinu, t.10: Uczucia, str. 32
[36] Suma teologiczna św. Tomasza z Akwinu, t.16: Miłość, str. 203-204 (Objaśnienia tłumacza)
[37] Unia horodelska pomiędzy Polską a Litwą została zawarta 2 października 1413 w Horodle, podpisana przez Władysława Jagiełłę (z łaski Bożej króla Polski i ziem krakowskiej, sandomirskiej, sieradzkiej, lanczyckiej, kujawskiej, litewskiej najwyższego księcia, pomorskiego, ruskiego pana i dziedzica) oraz Witolda (Aleksandra Witolda, syna Kiejstuta) Wielkiego Księcia Litewskiego i ziem ruskich pana i dziedzica.  
 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:10)

Komentarze

Witam.

Według teorii systemów miłość jest medium komunikacji, najdoskonalszym z wszystkich mediów. Ale to trochę technicystycznie może brzmieć. 

Zabrakło mi w Pana podsumowaniu tez księdza Marka Dziewieckiego, myślę że on najdoskonalej uchwycił istotę miłości.

Dziękuję za pięknie wykonaną pracę, pozwolę sobie czasami zajrzeć a nawet się odnieść.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1656371

Zabrakło pewnie wielu rzeczy. Ale wtedy byłoby jeszcze dłużej. I tak zebranie tego wszystkiego i opracowanie kosztowało sporo czasu. O wiele więcej - jak zwykle - niż przypuszczałem. Gdyby człowiek wiedział od razu, to pewnie by się nie zdecydował :) Ale... mimo wszystko warto było.

Jeśli mam pan jakieś przemyslenia, to proszę komentować - od tego są komentarze. Czekam właśnie na takie głosy.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1656437

Bardzo ciekawe opracowanie ale ponieważ moim nickiem jest „Uparty” to odniosę się do fragmentu o uporu, wytrwałości, w sumie do części 11 .

Zacznijmy od św. Izydora z Sewilli. „Upartym jest ten, kto trzyma się swego zdania bezczelnie, wbrew i na przekór wszystkim, jakby doń przyklejony” . No ale jeśli ten ktoś jest przekonany, że ma mówiąc ogólnie rację to nawet gdy nie znajduje uznania u wszystkich, to znaczy że jest bezczelny? Dlaczego bezczelny, czy pogląd „wszystkich” wymaga jakiegoś szczególnego szacunku? Przecież znaczna część Pisma Świętego to opis losów tych, którzy trwali w głoszeniu swoich poglądów, sprzecznych z poglądami większości z niebywałym uporem.

Wydaje się, że negatywna konotacja uporu a pozytywna wytrwałości to skutek jednak uznania, że konsensus jest surogatem prawdy. A nie jest. Uparty jest więc ten, kto wyrobił sobie jakiś pogląd i się go trzyma, tylko dlatego, że go ma, że jest jego dorobkiem. Ale to nie jest człowiek uparty a głupi.

I teraz clou problemu. Otóż jest taki fragment u Izajasza, w którym Bóg mówi żeby się z nim spierać a wtedy nasze grzechy, choćby najcięższe wybieleją jak śnieg („Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją;choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.  Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać. Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi” (Iz 1,18)). Tyle tylko, że nikt nie ma wglądu w relacje drugiego z Bogiem, więc nawet jeżeli ktoś uzyskał akceptacje dla swoich działań od Boga, stał się przez to „uległym i posłusznym”, choćby po fakcie, to dla innych jest on człowiekiem upartym, który z niezrozumiałych powodów obstaje przy swoim, nawet wbrew opinii powszechnej.

Przecież historia upadku Izraela to historia dominacji poglądu powszechnego i niechęć do tych co głoszą poglądy na przekór wszystkim.

I dalej, co to znaczy „trzymać się swojego zdania więcej niż należy” . Przecież, albo ktoś ma racje, albo jej nie ma. Czyli kwestia trwania w uporze dotyczy tylko kwestii nieistotnych, którym nie można przypisać słuszności np. czy idziemy na piwo do knajpy po lewej , czy do tej po prawej stronie ulicy.

Ale jednak kwestia rozróżnienia upory i wytrwałości zaprzątała najświatlejsze umysły. Wydaje się, że chodzi o to, że upartym jest ten, kto lekceważy poglądy większości, zwłaszcza tych ukształtowanych przez autorytety a wytrwałym jest ten, kto tego nie okazuje.

Z resztą przytoczony powyżej fragment Izajasza jest jednym z kluczowych dla zrozumienia zarówno moralności jak pojęci grzechu, czyli relacji Bóg -człowiek, ale to zupełnie inna dyskusja, dyskusja która nigdy w historii się nie odbyła.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

uparty

#1656419

Bezczelny to nieliczący się z niczym i nikim, odznaczający się pewnością siebie - nawet zbytnią pewnością. To słowo ma dziś zbyt pejporatywny wydźwięk (jak słowo: fundamentalista). A chyba niesłusznie. Czy pewność siebie jest czymś złym? 

Zwykle zakłada się, że większość ma rację (wiemy, że nie zawsze jest to prawdą), więc chyba stąd wynika przekonanie, że ktoś wystepujący przeciw większości musi się mylić. A jesli tak, to jest bezczelny, że się sprzeciwia, nie podporządkowuje. Jak z tymi szczepionkami - wszyscy mówią, że sprawdzone, bezpieczne, że trzeba - dla dobra ludzkości, babć i potonmych - więc po co być upartym? Zrobią z takiego wariata. Jana Chrzciciela pewnie uważali za wariata. Jonasz bał się, że w Niniwie też będą go uważać za wariata. Może czasem... (niedopowiedzenie takie)

Przypominam The Asch Experiment :)

"Więcej niż należy" jest zapewne powiedziane z punktu widzenia tej wiekszości. Albo... więcej niż należy okazywać tę inność. Bo można się nie zgadzać, ale nie wchodzić w spór z każdym adwersarzem przy byle okazji. Biblia też naucza, że nie należy z niektórymi dyskutować, bo to nie ma sensu. 

Co do tego fragmentu Izajasza. Nie wiem, czy jego sens jest właśnie taki. Z reguły Bóg mówi coś w stylu: wykażcie mi, że jestescie lepsi (jak się wam wydaje), a nie uda wam się to. Co jest oczywiste. Tu raczej jest powiedziane: starajcie się być czyści i udowodnijcie to, a nawet jesli będziecie jak szkarłat, wybaczę wam (sprawię, że staniecie się biali jak śnieg/wełna) - ze względu na te wasze starania bycia czystymi. Pamiętajmy zawsze, że to jednak Stare Przymierze :)

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1656439

Zapoznałam się z tym:  the Asch Experiment

Ciekawe, czy wyniki w przypadku chrześcijan (mam na myśli  naprawdę wierzących, a nie "formalnych") odbiegałyby od wyników przeciętnych? Chyba powinny ... Czytając np biuletyn Głosu Prześladowanych Chrześcijan myślę, że tak jest.

Pytanie do samego siebie- czy poległbym/poległabym  w tym  Asch Experimencie?

PS. A ileż takich sytuacji mamy na co dzień, jak choćby używany tu argument -wszyscy się szczepią/ noszą maseczki to znaczy, że mają rację.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1668964

"Człowiek wytrwały obstaje przy swoim tyle, ile należy". Czyli do końca. Do skutku albo swojego końca? A może - czasami jednak - do zrozumienia, że jest w błędzie, co prowadzi do zmiany stanowiska?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1656981

Jedna akceptowana postawa wobec Boga to Abraham gotowy zabić swego syna a druga to Jakub bijący się z Bogiem o błogosławieństwo, i...  ta bójka to jest początek, to jest punkt odniesienia do wszystkiego później. Królestwo Boże zdobywa się (również) gwałtem!   Pomijanie tego to nie tylko zapominanie o tym skąd jesteśmy ale też zamykanie sobie wskazanej jednak drogi. Stare Przymierze wcale nie przeminęło, to jest nasz korzeń albo inaczej mówiąc fundament. Nowe Przymierze jest wypełnieniem Starego a nie jego zastąpieniem.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

uparty

#1656463

Czy konstytucja z 1815 r. to polska konstytucja? Owszem. Czy obowiązuje nadal? Nie. Dlaczego. Bo uchwalono kolejną, która zastapiła poprzednią. Mimo że poprzednia też była polską konstytucją, nie obowiązuje żaden z jej artykułów. Nawet jeśli jest identycznie brzmiący w w nowej. Obowiazuje ten nowy.

Na marginesie: pierwszy artykuł konstytucji z 1815 r. stanowił, że "Królestwo Polskie jest na stałe połączone z Cesarstwem Rosyjskim". To dobrze, że już nie obowiązuje, prawda? Potem było jeszcze kilka ustaw zasadniczych, w tym ta, w której wpisano "przewodnią rolę PZPR". Na szczeście też już nie obowiązuje (choć wielu jeszcze żałuje).

W Liście do Hebrajczyków apostoł Paweł pisze o Jezusie:
"Teraz zaś otrzymał w udziale o tyle wznioślejszą służbę, o ile stał się pośrednikiem lepszego przymierza, które oparte zostało na lepszych obietnicach. Gdyby bowiem owo pierwsze było bez nagany, to nie szukano by miejsca na drugie". (dalej cytuje proroctwo z 31 rozdziału Księgi Jeremiasza)

W Liście do Galatów 3:23-27 czytamy:
"Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa [zakonu] i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo [zakon] stało się dla nas wychowawcą [przewodnikiem, pedagogiem, opiekunem], [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy. Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi - w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1656685

Witaj Krispinie

Dobrnąłeś na sam szczyt swojej rozprawy. Jakże ważnej. Mnóstwo pracy włożyłeś. Uważam, że każde poważne wydawnictwo Ci to przyjmie. Tak mało jest opracowań porządkujących. Cokolwiek porządkujących. A bez dobrej definicji cała komunikacja, konkretnie ta część polegająca na wymianie poglądów, nie ma sensu.

Do pracy w której mamy wiele zadań możemy zawsze podchodzić na dwa sposoby: na początku wykonujemy zadanie najtrudniejsze, bo potem mamy już tylko z górki; albo wspinamy się do góry, po kolei dochodząc do najcięższej pracy. Pierwsze podejście, które osobiście ja lubię, niesie ryzyko, że jak nie podołamy najpoważniejszemu problemowi, to cała praca pójdzie na marne.

Czyli wybrałeś drogę rozsądku w rozprawie o cnotach.

Pozwól więc, że powiem, czego się spodziewałeś zapewne, tylko o miłości.

Przyznam, że aż tylu mędrców nie przestudiowałem. Może dlatego, że już miałem pewne myśli w głowie i obawiałem się, że może nastąpić niepożądany wpływ.

Dla mnie miłość nie jest cnotą. Dodam - tak, jak i wiara. Cnoty należą do kategorii cech. Prosto to daje się zauważyć, gdyż każda z cech jest opisującym przymiotnikiem - cierpliwy, uparty, wytrwały... A cóż oznacza miłosny? Albo wierny? Prawda, że kompletnie coś innego niż rzeczownik. A miłościwy również jest inną cnotą, niż osoba przepełniona miłością.

Generalnie trudno powiedzieć, że zarówno miłość, jak i wiara, to permanentne cnoty charakteryzujące kogoś. To głębokie stany w którym ktoś się znajduje, słusznie uważane za mistyczne, więc transcendentalne. Każdą z wymienionych w tych sześciu rozprawach cnót można w sobie wykształcić, albo się jej nauczyć (bądź zostać nauczonym). Miłości i wiary tak się nie da zdobyć. Słusznie się mówi, że TO spada, jak grom z jasnego nieba. I prawidłowo - bo jest to Łaska Boska, która poprzez Ducha Świętego jest nam implantowana nagle, w jednej chwili. Często nawet wtedy, gdy tego się wcale nie spodziewamy. I sposoby osiągnięcia tego stanu też mogą być różne. Osobiście ja powróciłem do Boga, trochę jak św. Tomasz Apostoł, szukając dowodów w nauce i filozofii. I czułem wtedy, jakby ktoś mnie prowadził za rękę, podobnie jak Jezus polecił Tomaszowi włożyć palec do rany. Wielu ludzi jest darem wiary obdarzonych ot tak, po prostu. Rozum i najsłabszy stopień pychy - ciekawość, nigdy im w tym nie przeszkadza.

Ilość przywołanych przez Ciebie mędrców pokazuje, że, nazwijmy to "problem miłości" dręczy wiele umysłów. I jestem o tym święcie przekonany, że wszyscy oni doznali w życiu miłości. I tu niestety trzeba stwierdzić, że tylko pewien procent ludzi jest miłością obdarzonych. Oceniam to jako pewne kalectwo. Mimo tego, każdy tego chce, więc tworzy sobie różnorodne atrapy tego daru.

C. S. Lewis, co istotne - również filolog i pisarz fantasy (nb. kumpel Tolkiena) musi tworzyć schematy, struktury i porządek. Działając pod takim przymusem mentalnym, wg. mnie niepotrzebnie zabrał się za podziały i kategoryzację miłości. Jedyne co tam jest bardzo ważne, to twierdzenie, że aby kochać na prawdę, zawsze na początku trzeba kochać samego siebie. Oczywiście nie narcystycznie, czy z kompleksem wyższości, lub przeciwnie - niższości. Kochać siebie jako oryginalne dzieło Boga. Bezdyskusyjnie i bez przymiotników.

 

Natomiast końcowy cytat z Ewangelii, szczególnie słowa - ...  pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata... mogą być niedokładnym tłumaczeniem (wiemy ile transkrypcji przechodził Nowy Testament), albo też nieporozumieniem. Bo mamy tutaj paradoks, lub ewidentną teologicznie nielogiczność.                         Czy świat również nie pochodzi od Ojca? Czy Bóg nie jest stworzycielem wszystkiego? Czy wolną wolą Bóg Ojciec obdarzył tylko człowieka, czy coś jeszcze, co jest elementem tego przywołanego świata?

Umówmy się na koniec, każdy pozostając przy swoim, że =miłość= należy do tych kategorii pojęć, które bardzo trudno określić z powodu naszych ograniczeń umysłowych, a nie tylko z powodu kłopotów semantycznych. Identycznie jest z pojęciem =świadomość=.       Ja widzę w tym rękę Boga, konkretniej Jego palec, wskazujący nam, byśmy nie ustawali w poszukiwaniach i zadowoleni nie spoczywali na laurach.

 

Serdeczności i Dosiego!

Janusz      

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1656840

Dziękuję za twój komentarz. Byłeś do niego niejako zobligowany :) ponieważ to ty wywołałeś ten temat, zadając mi jakiś czas temu pytanie, czy wśród wybranych przeze mnie cnót znajduje się "miłość". Wtedy jej nie było. Ale jest. I dziękuję również za tamto pytanie, które sprawiło, że zauważyłem ten brak i zdążyłem go naprawić.

Miłość niejedno ma imię. I może stąd w rozmowach na ten temat rozmówcy często wchodzą w konflikt, nie rozumiejąc, że po prostu każdy z nich mówi o czymś innym, co jednak mieści się pod tym samym szyldem "miłość". Jak słusznie zauważył mój adiustator - w tym wypadku jezyk polski, gdzie indziej bogaty w określenia różnorakich odcieni, tu ponosi klęskę.

Jest taka książka "Pięć języków miłości", omawiająca pięć istotnych elementów (przejawów) miłości, z których ponoć jeden jest zawsze najsilniejszy. Świadomość tego, który jest najważniejszy, pozwala obdarować drugiego człowieka nie tym, na czym nam najbardziej zależy, ale tym, co jemu sprawi najwiekszą radość. Na tym przykładzie widać, że można mówić o tej samej "miłości" i dawaniu, a jednak chybiać celu.

Clive Lewis nie popełnia żadnego błędu, bo opisuje (tworzy) dokładnie taką samą klasyfikację rodzajów miłości, jaką znamy i jakiej używamy dziś. Po prostu ją nieco zawęża. To że pisze powieści fantastyczne niczego mu nie ujmuje. W nich przecież pokazuje walkę dobra ze złem. Taki styl wybrał. W powieściach porusza te same kwestie natury moralnej co w swoich "poważnych" (czyli nie fantastycznych, choć na swój sposób też fantastycznych) rozważaniach.

Co do słów z Ewangelii... "ze świata" oznaczają trochę coś innego niż myślisz. Tak, to Bóg stworzył świat. Podobnie jak człowieka - na swój obraz i podobieństwo. Jednak człowiek poszedł drogą wolnej woli i doszedł do miejsca, w którym jest. Człowiek taki jak Barbara Nowicka, Marta Lumpenpart czy Robert Biedroń jest stworzeniem Bożym, ale nie jest Dzieckiem Bożym. Tak ten konkretny człowiek wybrał. Podobnie Ziemia, czyli "świat", pod wpływem takich ludzi (ale oczywiście przede wszystkim za sprawą pierwszego Adama i jego grzechu) jest teraz w innych rękach. Jezus wyraźnie na to wskazuje, mówiąc: "Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie" (Ew. Jana 14:30). Zatem wybór między miłowaniem świata (czyli miłowaniem tego, co w nim złe - przykłady wymienione w wersecie) a wypełnianiem woli Bożej jest wyborem między złem i dobrem. Widać to wyraźnie w miłości Sylwii Spurek do tego świata, prawda?

Wszystkiego i najlepszego w nowym roku.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1656966

Witaj Krispinie

Widzę małe kontrowersje, więc pozwolisz, że sobie tym razem wypunktuję.

1, "Byłeś zobligowany..." Ejże? Chyba pierwszy poczułeś się zobligowany. Wybacz, stary trik - tak się podkręca ambitnych studentów.

2. "Miłość niejedno ma imię". No cóż można mieć takie szerokie spojrzenie.Czytałeś może "Pachnidło" Patricka Suskinda? Dla wrażliwców filozoficznych to ważna książka. Oszalały ideą człowiek, w poszukiwaniu kwintesencji boskiego zapachu morduje dla eksperymentów. Gdyż jest przekonany i w końcu udowadnia, że istnieje kwintesencja tego zmysłu. Tak i ja jestem przekonany, że miłość też ma jednorodną, niepodzielną swoją boską kwintesencję. Lub tylko esencję. Choć nie... kwintesencja to przecież czarna materia kosmosu, której dotąd nie potrafimy zgłębić. Choć wiemy na pewno, że istnieje.    Lewis stara się miłość opisać. Chwała mu za to. Lecz to tam wygląda, jakby opisywał różne rzeczy. A nie ma różnych miłości. Są tylko różne objawy miłości. I powiem osobiście - ileż to różnorodnych emocjonalnych stanów wywołuje. Ile ma barw, zapachów i rozedrgań. To muzyka niebios.

3. Lewisa cenię i lubię. Dla mnie bycie autorem literatury fantasy w najmniejszym stopniu go nie deprecjonuje. Podziwiam dobrą fantasy. Chociaż moje klimaty to Philip Dick i Stanisław Lem. A z fantazyjnych klimatów Terry Pratchett.

4. Nie jestem ortodoksyjnym katolikiem sztywno trzymającym się Katechizmu. Więc Ewangelię czytam po swojemu. I nie zawsze wyciągam wnioski pokrywające się z doktryną. Bóg Ojciec dla mnie to wszechmocny i nieskończenie mądry w całej dobroci Kreator, który puścił w ruch całą tę Maszynę. A ponieważ prawdziwą matematyką "świata", więc podejrzewam, że "boską matematyką" jest nie tak dawno urodzona matematyka chaosu, to takie kwiatki w kolejnych bifurkacjach, jak Lempart, Spurek, czy jeszcze gorzej - Hitler i Stalin muszą się zdarzać. Taka jest logika wszystkiego po wyjściu z raju. Po co była tam ta jabłoń i co oznacza zerwany owoc? Świat ogarnięty złem? Przepraszam - za Tomaszem - zła jako bytu nie ma! I tu Twój błąd wiary - byty, to wszystko co Bóg stworzył. Czy sądzisz, że Pan stworzyłby byt - zło? Przenigdy! Więc za Tomaszem powtarzam, że zło jest tylko brakiem dobra. Tak rozumując, nie mogę przyjąć twojej interpretacji "świata".

 

Jakie to piękne, gdy można ciągle zgłębiać (i budować) wiedzę.

Serdeczności

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657187

Muszę uzupełnić

(Jesteś biegły w angielskim?)

 

Polecam więc w angielskim wydaniu Steiner Books rozprawę rosyjskiego filozofa Władimira Sołowiowa " Sens miłości" (The Meaning of Love).  Szczególnie wstęp Owena Barfielda dużo wyjaśnia i porządkuje.

 

Ps. Warto przypomnieć sobie, co o miłości jest w Pieśni nad pieśniami i w Apokalipsie.

 

JK

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657192

1. byłeś i nie byłeś, zobligowany i nie.

2. nasze podejście do tematu sprawia, że nie można, ale trzeba mieć takie spojrzenia. Przez cały czas piszemy bowiem o innych aspektach (imionach, objawach) miłości.

3. ge gustibus non disputandum est

4. Po co było drzewo? Żeby była możliwość wyboru. To nie moja interpretacja - to Biblia wyraźnie tłumaczy. Ja nie "czytam Ewangelii po swojemu", ale dokładnie tak, jak jest napisana.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1657275

Tą 4. nieco mnie zadziwiłeś.

Nie chodzi od razu o to, byś został ewangelistą, ale jest to Słowo Boże do każdego, indywidualnie, człowieka. Kaznodzieja jest po to, by pomóc rozumieć i nie brać wszystkiego dosłownie, czy literalnie, bo tam ukryty jest sens i boski projekt. Ze wszystkim.

No tak... ale ludzie wiedzą i wierzą, że piekło jest głęboko pod ziemią, jest tam piekielnie gorąco, a diabły mieszają dusze w kotłach, przyprawiając czosnkiem i majerankiem.

 

........

Wybacz ironię - Biblia, Ewangelia, Pismo Święte to bardzo trudny materiał. To się studiuje tysiąclecia. Drobniutkie wyrywki - parę linijek studiuję tygodniami, a inne latami. I chyba Pan mi za to odpłaca.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657296

Wybacz, ale nie rozumiem twojej odpowiedzi.

Niektórzy uważaja, że za wszystko na Ziemi odpowiada Bóg. Tak nie jest. Gdyby tak było, Chrystus nie musiałby się narodzić i umierać, aby zmartwychwstać. To nie szopka pani Jandy. 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1657327

No, faktycznie nie rozumiesz.

Bóg jest Kreatorem, nie nadzorcą. I tyle.

Stworzył prawa i algorytmy, aby wszystko działało autonomicznie, bez boskiej ingerencji. Aż do ponownego spotkania.

 

Zakończmy to.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657336

Bóg jest Kreatorem, nie nadzorcą. Dał człowiekowi wolną wolę i możliwość wyboru. Dlatego w Edenie było drzewo poznania dobra i zła, aby można było wybrać. Gdyby tego drzewa nie było, nie byłoby wyboru. Wtedy wolna wola Adama i Ewy byłaby fikcją. Oboje byliby jak myszki w pięknej klatce, czyli praktycznie w niewoli. Nie po to Bóg stworzył człowieka, żeby mieć bezwolnych więźniów w klatce. To naprawdę nie jest trudne do zrozumienia. 

Teraz - jeśli taka twoja wola - możemy zakończyć.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1657420

W Genesis nie ma ani słowa o miłości. To niemalże horror.

A o tym drugim drzewie w Edenie nie zapomniałeś?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1657432

o niczym nie zapomniałem. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1657481