TrybAnały kontratakują, czyli powrót Shitów!

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Mój krajan z La Manczy nie miał takich kłopotów jak ja. Co prawda dziś Don Kichote musiałby uważać z takim nazwiskiem – noszenie maseczki obowiązkowe – i nie wiem, czy przy obecnym stanie świadomości i kultury byłoby to wystarczające. Niedawno jedna z kasjerek w sklepie spożywczym ostro zbeształa jakiegoś obcokrajowca za to, że... ziewał (bez maseczki oczywiście). Biedak pewnie nie rozumiał ni w ząb, o co chodzi. Skoro ziewanie to zbrodnia (czy większa niż myślozbrodnia?), co powiedzieć o błędnym rycerzu z trudnym (a na pewno problematycznym) nazwiskiem, który przemierza świat na koniu o nie mniej problematycznym imieniu Rosynant, niesiony nieustannie chęcią (skądinąd wielce szlachetną) pomagania ludziom i bronienia najsłabszych. Dziś też miałby sporo roboty.

 

Ja walczę z wiatrakami... betonowymi. Don Kichote nie dałby rady ze swoją lancą. Nie pomógłby także Sanczo Pansa... chyba że miałby na swoim ranczo Sancho Pansa Faust (czytaj: Sancho Pazerfaust – i to pazerfaust gross). Też by nie pomogło. Bo w sumie to nie sprawa betonu, a raczej kwestia duchowa. Ludzie wymyślają sobie jakieś historyjki (lub zasłyszą to i owo) i potem postanawiają uznawać to za prawdę – dokładnie jak Don Kichote, który wydarzenia opisane w romansach rycerskich zaczął uznawać za prawdziwe.

 

Prawda. Cóż to jest prawda? Oglądając TVN nie mamy już złudzeń, że żyjemy w epoce postprawdy. Świadome głoszenie nieprawdy – nieraz w małych dawkach (czasem nawet 1:10, czyli dużo prawdy i trochę kłamstwa, ale za to często) – stało się chlebem powszednim niektórych dziennikarzy, polityków i celebrytów. Ta epoka to także czasy totalnej obojętności na prawdę, a przez to przyzwolenia na kłamstwo. Kłamca nie musi się już wstydzić, rumienić, czy tłumaczyć z tego, co powiedział, a co okazało się kłamstwem. Może uważać się za usprawiedliwionego (Nitras jest w tym dobry), bagatelizować, ironizować, odwracać kota ogonem, lub bez mrugnięcia powieką powiedzieć: „I co z tego?”. I co mu zrobisz?

 

Cóż to jest prawda?” – pyta Poncjusz Piłat. Pyta Jezusa, czy sam siebie? Nie wiadomo też, czy to pytanie o istotę prawdy, czy jej całkowite zakwestionowanie. Wcześniej Jezus przyznaje: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”[1]. Ale czy człowiek, w którym umarła wrażliwość i potrzeba szukania prawdy, który stworzył silną warownię (stale umacnianą wyszukiwanymi potwierdzeniami i faktami, faktami po faktach i faktami bez faktów), jest w stanie wysłuchać, a co najważniejsze zrozumieć i poddać się prawdzie? „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”[2]. Spróbujmy zatem jeszcze raz. Mimo wszystko.

 

Jeśli ktoś studiował dokładnie temat „skoku” (lub zamachu) na Trybunał Konstytucyjny w wykonaniu koalicji PO-PSuL (zamiana miejscami dwóch ostatnich literek znacznie lepiej oddaje charakter tej koalicji, tych rządów i tego, co się wtedy w Polsce działo), może na tym zakończyć czytanie tego tekstu. Ale może wasi znajomi nadal upierają się, że czerwcowa ustawa PO-PSuL była zgodna z Konstytucją, co potwierdził Sąd Najwyższy w osobie Gersdorf Małgorzaty oraz Trybunał Konstytucyjny, czyli... Rzepliński. Ten Rzepliński, który najpierw pisał tę ustawę (razem z sędziami TK: Stanisławem Biernatem i Piotrem Tuleją), POtem konsultował ją z politykami PO w Sejmie i Kancelarii prezydenta Komorowskiego, następnie oficjalnie był recenzentem tej ustawy, aby na końcu o mały włos nie stać się jej sędzią w Trybunale przy potwierdzaniu jej zgodności z Konstytucją!!!

 

Tylko protesty, fala oburzenia oraz (a może przede wszystkim) konkretne zapisy w nowej, już obowiązującej ustawie, spowodowały, że wyżej wymienieni trzej sędziowie wyłączyli się z orzekania w tej sprawie. Zgodnie z art. 46 ust. 2 pkt 1 nowej ustawy o TK „sędzia podlega wyłączeniu z udziału w rozpoznawanej sprawie, gdy uczestniczył w wydaniu aktu normatywnego, będącego przedmiotem wniosku o stwierdzenie zgodności z Konstytucją”[5]. Sami sobie ten los zgotowali? Na to wygląda.

 

Po co komu trójpodział władzy w demokracji, skoro nie jest on przestrzegany przez funkcjonariuszy tych władz - i to urzędników najwyższego szczebla? Czerwcowa ustawa PO-PSuL (przynajmniej niektóre jej przepisy) została jednak zaskarżona. W wyroku z 2013 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził, że „zmierzanie do zmian prawa dotyczącego Trybunału nie mieści się w obszarze konstytucyjnej i ustawowej działalności tego organu”[3]. Więcej na ten temat TUTAJ>

 

Może zatem warto przedstawić niedowiarkom przeprowadzony poniżej roentgen całego tego pasztetu. Trzeba najpierw ułożyć wydarzenia chronologicznie, aby to, co jest zagmatwane, ujrzeć jak karty w pasjansie. Zobaczyć, że tu jest ciąg i tam jest ciąg, razem POciąg – do dobrego lub złego (zależy, jak uważnie się patrzy). I te ciągi gdzieś się łączą – zwykle w miejscu, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy... Zgromadziłem tu fakty w jednym miejscu, starając się niczego ważnego nie pominąć.

 

Punkt 1. Zaczęło się 24 maja 2015 r. od wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich (51,55%) i pokonaniu ubiegającego się o reelekcję Bronisława Komorowskiego. Data zaprzysiężenia jeszcze odległa – odbyło się dopiero 6 sierpnia 2015 – więc było sporo czasu, żeby namieszać, opracować zamach stanu. Tak. To właściwe określenie tego, co działo się przez te prawie dwa i pół miesiąca. Wiele się wtedy wydarzyło. Ale, mimo że pisało się o tym wiele, do świadomości niektórych wcale to nie dotarło. Żyją nadal w swojej mydlanej bańce, która – o dziwo – wcale nie pęka, a jej powłoka wydaje się coraz grubsza.

 

Punkt 2. Wszystko wskazuje na to, że autorem i motorem całego spisku był wielce nieszanowny prof. Andrzej Rzepliński, który postanowił wymyślić sposób na obalenie legalnie wybranego prezydenta. A narzędziem do tego miał być Trybunał Konstytucyjny i nowa ustawa o nim. TK w służbie PO-PSuL – tak jak w latach 2005-2007, kiedy TK, SN szły w awangardzie hamulcowych rządu – co w końcu doprowadziło do przedterminowych wyborów.

 

Punkt 3. Pracujący po nocach Sejm – nie, nie ten z czasów PIS, ale wyznaczający nowe trendy Sejm sterowany rękami większości ówcześnie rządzącej czyli PO-PSuL – doprowadza do uchwalenia ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 2015, poz. 1064), która zmienia zasady wyboru sędziów TK, nowelizację ustawy z dnia 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 1997 nr 102 poz. 643). Tego dnia uchwalono ustawę niezgodną z Konstytucją! Mimo że cześć kasty i towarzystwa broniła jej rękoma, ustami, nogami i czym się tylko dało! Ale po kolei. Najpierw porównajmy kilka zapisów z obu ustaw (tej uchylonej z 1997 r i tej uchwalonej w czerwcu 2015 r.).

 

Art. 2. pkt 3. (1997)
Trybunał na wniosek Marszałka Sejmu rozstrzyga w sprawie stwierdzenia przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej, gdy Prezydent nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Trybunał powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej.
[4]

 

Art. 3. pkt 6. (VI.2015)
Trybunał rozstrzyga o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Trybunał powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
[5]

 

Nawet głupek dostrzeże, co tu Rzepliński wykreślił: „gdy Prezydent nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu”. Zatem gdyby większość sejmowa uznała, że nastąpiła „przejściowa niemożność sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” (np. prezydent udał się do toalety albo po 23.30 zasnął w swoim łóżku do rana, albo nie podpisał ustawy proponowanej przez PO, Rzeplińskiego & Co.), można by łatwo przekazać władzę Marszałkowi Sejmu (oczywiście nie byle komu, tylko swojakowi).

 

Art. 5. pkt 4. (1997)
Kandydatów na stanowisko sędziego Trybunału przedstawia co najmniej 50 posłów lub Prezydium Sejmu...
[4]

Art. 19. pkt 1. (VI.2015)
Prawo zgłaszania kandydata na sędziego Trybunału przysługuje Prezydium Sejmu oraz grupie co najmniej 50 posłów.
[5]

Tu towarzysz Rzepliński zmienił słowo „lub” na „oraz”. Niby nic, ale jednak. W ustawie z 1997 r. jest jasne, co oznacza spójnik „lub”: kandydatów zgłaszać może albo grupa posłów, która wchodzi w skład Prezydium Sejmu, albo grupa co najmniej 50 posłów. A co oznacza „oraz”? „Oraz” tylko gra rolę „lub” (niby jest jak było – to konik „byłego” Rzeplińskiego), bo tak naprawdę oznacza „i”, czyli zgłaszać musi grupa większa niż 50 posłów, a na dodatek grupa, w skład której wchodzi zawsze Prezydium Sejmu, gdzie przewodzi aktualnie rządząca koalicja (PO liczyło na wygraną w wyborach i dalsze sterowanie Prezydium)!

 

Tak oto koalicja PO-PSuL chciała utrwalić swoją władzę na zaś, gdzie do odgadnięcia znaczenia słowa „zaś” potrzebna jest interpretacja (dzwonić do eksperta po 20.15 w okolicy śmietnika nr 19). W takim wypadku niemożliwe byłoby wybranie kandydata do TK na przykład przez grupę posłów opozycyjnych – ciekawe, prawda? To jest sposób naprawy państwa i prawa przez POlszewików i  POpaprańców oraz sędziów pokroju mściwego Rzeplińskiego i... Strzembosza, który gada jak najęta papuga i nie przyzna się do swoich błędów, bo przecież nie popełnił błędów – został wynajęty do zrobienia roboty, którą wykonał. Pytanie brzmi: jakiego haka na niego mieli, że brnie w te kłamstwa do dziś.

 

Co więcej, mimo że „były” Rzepliński zmienił w ustawie słowo „lub” na „oraz”, koalicja nadal procedowała wg starego zapisu, bowiem kandydatów do TK zgłosiło... Prezydium Sejmu. Mogą się oczywiście bronić, że zrobili to zgodnie z Regulamin Sejmu RP, w którym czytamy:

Art.30.1. Wnioski    w sprawie    wyboru lub  powołania  przez  Sejm poszczególnych  osób  na  stanowiska  państwowe  określone  w art.26   i 29 mogą zgłaszać  Marszałek  Sejmu  albo  co  najmniej  35 posłów,  z tym  że  na  stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego –Prezydium Sejmu albo co najmniej 50 posłów... [6]

...lecz jeśli tak, to dalsze procedowanie powinno się odbywać wg zasad opisanych w tym Regulaminie, gdzie dalej czytamy:

Art.30.3. Wnioski składa się Marszałkowi Sejmu w terminie: 1) 30 dni przed upływem kadencji; 2) 21 dni od dnia odwołania lub stwierdzenia wygaśnięcia mandatu... [6]

...tymczasem dalsze procedowanie odbywało się już wg nowej ustawy, w której czytamy:

Art. 19. 2. (VI.2015)
Wniosek w sprawie zgłoszenia kandydata na sędziego Trybunału składa się do Marszałka Sejmu nie później niż 3 miesiące przed dniem upływu kadencji sędziego Trybunału.
[5]

 

A zatem kandydatów zgłosiło Prezydium Sejmu (zgodnie z Regulaminem), ale dalsze procedowanie przebiegało w terminach określonych w ustawie. „Dlatego efektem jest nieważność procedowania. Niezależnie od oceny, która procedura jest ważniejsza, zgodnie z prawem można procedować wyłącznie na podstawie jednej. Nie wolno wybierać sobie przepisów z obu, tak jak procedującemu wygodnie”[7]. Już samo to wystarcza do zakwestionowania legalności i obalenia całego procesu wyboru kandydatów na sędziów TK (dokonanego, jak to w PO, niechlujnie i bez poszanowania prawa), ale idźmy dalej.

 

Art. 20. (XI.2015)
Jeżeli głosowanie nie zostało zakończone wyborem sędziego Trybunału, termin na złożenie nowego wniosku w sprawie zgłoszenia kandydata na sędziego Trybunału wynosi 14 dni od dnia głosowania.
[5]

Tego artykułu wcześniej nie było. Pojawił się już po noweli przegłosowanej przez Zjednoczoną Prawicę i uchwalonej w grudniu 2015 r. Dlaczego więc o nim wspominam? Brak tego artykułu miał znaczenie przy wyborze do TK sędzi Sławomiry Wronkowskiej-Jaśkiewicz.

 

W związku bliskim końcem kadencji sędziego TK Janusza Niemcewicza (2 marca 2010 r.) 1 lutego 2010 r. (zgodnie cytowanym wyżej Art.30.3. regulaminu Sejmu [6]) upływał termin zgłaszania kandydatów na zwalniane miejsce. Z dwóch kandydatur: prof. Krystyny Pawłowicz i Kazimierza Barczyka została wkrótce tylko jedna – Barczyk się wycofał. Kiedy Pawłowicz (mimo pozytywnej opinii sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka) nie uzyskała wymaganej bezwzględnej większości głosów, doszło do sytuacji, której nie przewidziano ani w obowiązującej wówczas ustawie o Trybunale Konstytucyjnym (z 1997 r.), ani w Regulaminie Sejmu. Okazało się, że istnieje luka prawna. Należało uchwalić nowelizację ustawy lub sejmowego Regulaminu. Jednak zaniechano tego. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, jak gdyby nigdy nic, zarządził ponowne zgłaszanie kandydatów na stanowisko opróżniane przez sędziego Niemcewicza.

 

Zgłoszenie prof. Sławomiry Wronkowskiej-Jaśkiewicz nie spełniało ustawowych warunków [przekroczony termin zgłoszenia kandydatury]. Mimo braku podstaw prawnych Wronkowską-Jaśkiewicz nie tylko zgłoszono, ale i przegłosowano jej kandydaturę zdecydowaną większością. Klub PiS bezskutecznie protestował przeciw bezprawnemu rozstrzygnięciu. Przewodzący pracom komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz z SLD nie uznał argumentów. Wątpliwości budzą również okoliczności ślubowania prof. Wronkowskiej-Jaśkiewicz. Zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym z 1997 r., osoba wybrana na stanowisko sędziego TK składa ślubowanie wobec prezydenta. Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz zaś zrobiła to 17 maja 2010 r., a więc po katastrofie smoleńskiej, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Tymczasowo jego obowiązki przejął wtedy ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. [8]

 

Z powyższego wynika, że prócz 5 kandydatów na sędziów TK również szósta - sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz została wybrana do Trybunału w sposób niezgodny z prawem. Pani ta – jak pamiętamy – przewodniczyła składowi sędziowskiemu TK przy orzekaniu zgodności z Konstytucją czerwcowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym uchwalonej przez koalicję PO-PSuL (o czym poniżej). Kiedy spłaca się długi, człowiek czasem zapomina, że twarz ma się tylko jedną.

 

Punkt 4. Jest 3 grudnia 2015 r. TK ustami sędzi Sławomiry Wronkowskiej-Jaśkiewicz ogłasza wyrok w sprawie czerwcowej ustawy o TK autorstwa PO-PSuL:

W zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa 6 listopada 2015 roku jest zgodny z art. 194 u. 4 Konstytucji. W zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 roku - jest niezgodny z powyższym artykułem[9].

 

Pikanterii dodaje fakt, że na dzień przed rozprawą w TK portal wPolityce opublikował gotowy projekt wyroku [10]– więcej TUTAJ>. Nie wszyscy dali temu wiarę, bo jest to rzecz bez precedensu. Jednak wyrok, który ujrzał światło dzienne po rozprawie w TK był niemal tożsamy z opublikowanym wcześniej projektem. Na dodatek pojawili się obrońcy takiego stanu rzeczy. Na przykład sędzia Biernat twierdził: „Każdy sąd przygotowuje wyrok jeszcze przed rozprawą”(sic!), a prof. Chmaj utrzymywał, że: „projekty standardowo sporządza się przed rozprawą”(sic!). To mają być autorytety? Oni opowiadają nam bajki, bo są „autorytetami”, bo są w togach, mają tytuły profesorskie, a my to mamy łykać jak młode pelikany? Nie wiem, gdzie obowiązują standardy, o których mówiły cytowane „autorytety” – może były takie w Trybunale pod kierownictwem „byłego” Rzeplińskiego, ale na pewno nie w praworządnych systemach sądowniczych.

 

W orzeczeniu TK głównym „oskarżonym” (a właściwie bronionym) jest kluczowy, nowy artykuł, który pojawił się w tej ustawie nie bez przyczyny. „Były” Rzepliński wpisał go po to, żeby zgarnąć całą pulę, czyli wszystkie pięć miejsc w Trybunale – bez względu na to, czy dotyczyło to obsadzenia miejsca sędziego, którego kadencja kończyła się jeszcze w trakcie działania starego Sejmu, czy już w okresie przejściowym, kiedy jasne było, że Polacy wybrali nowy Sejm, którego skład różnił się zasadniczo od poprzedniego.

 

Art. 137. (VI.2015)
W przypadku  sędziów  Trybunału,  których  kadencja  upływa  w roku  2015, termin  na  złożenie  wniosku, o którym mowa w art. 19 ust. 2, wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy
[5].

 

Komentarz, który wyraża moją opinię na ten temat:

Nie jest prawdą, że Platforma, przeprowadzając w październiku głosowanie nad kandydatami na sędziów TK, tylko „naruszyła dobry obyczaj”. Wprowadzając do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym art. 137, który otwierał możliwość obsadzenia stanowisk wszystkich sędziów kończących kadencję w 2015 r., Platforma uruchomiła na jego podstawie wybór sprzeczny z Konstytucją. Dotyczy to kompletu 5 stanowisk sędziowskich. Co do 2 przyznają to publicznie wszyscy konstytucjonaliści, jak i sam prezes Trybunału Konstytucjonalnego. W ten sposób chcą uratować pozostałą trójkę. Wątpliwości co do niej są również duże. Zapominamy przecież, że ich kadencja kończyła się w okresie, kiedy funkcjonowały dwa Sejmy. Pierwszy, odchodzący i pozbawiony legitymizacji społecznej, drugi – właśnie wybrany, legitymizowany, choć formalnie nie ukonstytuowany. I moim zdaniem ten drugi miał większe prawa do obsadzenia tych stanowisk, niż ten stary, odchodzący[7].

 

Robiono to, by mieć SWOICH w tzw. niezależnym i niezawisłym sądzie, jakim jest Trybunał Konstytucyjny! Dziś osoby związane z odchodzącą wtedy koalicją PO-PSuL, które przy tym majstrowały, przepychały te kuriozalne pomysły i przyklepywały łamanie prawa, mają czelność wciąż mówić o zamachu PIS-u na Trybunał i upadku autorytetu TK. Naprawdę trudno o większa bezczelność. Oni, jak złodziej, krzyczą „Łapać złodzieja!”, chcąc odwrócić uwagę od siebie. To wszystko, co można na ten temat powiedzieć? Niestety, nie wszystko. Przebrnęliśmy kawał drogi (razem, do tego mementu) i zdaję sobie sprawę, że ciężko będzie wykrzesać jeszcze trochę siły i skupienia... ale zostało kilka istotnych spraw. Skoro dobrnęliśmy tak daleko, brnijmy do końca.

 

Punkt 5.

PiS formalnie obejmując władzę 12 listopada 2015 roku odziedziczył w spadku po koalicji PO-PSuL niedrożny i źle zorganizowany Trybunał, który z powodu swoich wad funkcjonalnych był zawalony ponad dwustu zaległymi sprawami do rozpatrzenia. Patologię tę łatano tylko dzięki temu, że wybierano z tej masy zaległości tylko to, co z jakichś powodów nie mogło czekać. Co więcej, nowa ekipa odziedziczyła po poprzednikach strukturę organizacyjną niemal całkowicie opanowaną przez ludzi poprzedniej władzy – dodatkowo wyposażonych, dzięki zapisom nowej Ustawy z czerwca 2015 roku, w narzędzia pozwalające nie tylko storpedować pracę Sejmu czy rządu, ale nawet doprowadzić do inpeachmentu.

/.../ Trybunał Konstytucyjny może dokładnie każdą Ustawę w każdym jej punkcie, a nawet we wszystkich jej punktach, uznać za niezgodną z Konstytucją RP i dalsze losy każdego aktu prawnego ustanowionego przez 460 posłów, a potem zatwierdzonego przez 100 senatorów (wybieranych w demokratycznych wyborach) jest przesądzony. Idzie do kosza. Jeśli wymaganie, aby sędziowie Trybunału, ze względu na wagę materii orzekali większością dwóch trzecich głosów można uznać za niekonstytucyjne, to naprawdę nietrudno sobie wyobrazić, że da się za niezgodną z Konstytucją uznać każdą regulację prawną. To tylko kwestia sofistyki”[11].

Ten stan rzeczy wymagał natychmiastowego przeciwdziałania. Dlatego nowy Sejm uchwalił Ustawę z dnia 22 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 2015 poz. 2217), która zmieniała niekonstytucyjne zapisy ustawy „czerwcowej”.


Punkt 6. Mity i legendy o królu Donaldzie i wojach okrągłego stolca

Król Artur chciał dobrze i robił wszystko, żeby było dobrze. Nie każdemu królowi przyświecają takie idee. Za to każdy król ma swoje wojsko. Jedni mają rycerzy – Lancelota znad Jeziora i Galahada. Inni mają wojów typu Grzegorz z Chetyna i Andrzej Rzep Liński (herbu Rzep z psiego ogona). Jaki król, tacy wojownicy. Jacy wojownicy – takie mity.

 

MIT 1
Trzech sędziów powołano zgodnie z Konstytucją, dwóch - niezgodnie. NIEPRAWDA.

„To największe łgarstwo roku 2015, które krąży w przestrzeni publicznej”[12].

 

Jak już wyżej pisałem, z faktu zastosowania w procesie wyłaniania kandydatów na sędziów TK dwóch różnych procedur, wybór ten jest prawnie wadliwy, a mówiąc wprost – jest złamaniem prawa. Ale co mówi o tym wyrok TK z 3 grudnia? Jak odnosi się do „wyboru „na zapas”, awansem, 5 osób do TK, i to nie na  zasadach ogólnych, ale przy zastosowaniu przepisu przejściowego wprowadzonego ustawą z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym. Przepis ten, czyli art. 137, stanowił, iż w przypadku sędziów Trybunału, których kadencja upływała w roku 2015, termin na zgłoszenie kandydata wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy, co oznaczało termin do 30 września 2015 r., a więc przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się 25 października 2015 r.”[13].

 

Trybunał orzekł (fragment sentencji wyroku - patrz Punkt 4, wyżej), że art. 137 jest zgodny z Konstytucją w zakresie w jakim dotyczy trzech sędziów TK, których kadencja upływa 6 listopada 2015 r., i niezgodny z Konstytucją w odniesieniu do pozostałych dwóch sędziów, których kadencje kończą się 2 i 8 grudnia. „Trybunał Konstytucyjny ocenia tylko zgodność ustaw z Konstytucją (bo jest sądem prawa), a nie ocenia prawidłowości stosowania ustaw w praktyce (bo nie jest sądem faktów)”[12]. Jednak w praktyce „tak wyrok ten zaczął funkcjonować. „Mówi się”, mówi prezes Rzepliński nie o przepisie ustawy, a o powołaniu konkretnych osób. A przecież TK nie mógł orzekać o zgodności powołania osób z Konstytucją, ponieważ powołanie osób nie jest stanowieniem prawa, to nie akt normatywny. Powołanie osób w skład organów, instytucji to akt stosowania prawa”[13].

 

W wyroku nie ma mowy o wyborze, ani o wybieranych sędziach. Sentencja odnosi się do sędziów odchodzących z urzędu. Główny „oskarżony” art. 137 nie odnosi się do wyboru, mówi jedynie o terminie składania wniosków z nazwiskami kandydatów na sędziów.

 

MIT 2
Prezydent jest zobligowany wyrokiem TK z 3 grudnia 2015 r. do przyjęcia ślubowania od „trzech sędziów” wybranych w październiku. NIEPRAWDA.

Po pierwsze wróćmy do cytowanych ustaw (Punkt 3, wyżej): zarówno ustawa z 1997 r. (Art. 5. pkt 4.), nowa -  z czerwca 2015 r. (Art. 19. pkt 1.) jak też Regulamin Sejmu RP mówią wyraźnie o zgłoszeniu kandydatów na stanowisko sędziego TK. Ponadto w obu ustawach mówi się wprost: „Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej ślubowanie”, a zatem nie „sędzia wybrany do TK składa ślubowanie”. Prof. Bogusław Banaszak był autorem jednej z opinii prawnych, która przesądzała o tym, że sędziowie TK wybrani przez koalicję PO-PSuL nie mają prawa orzekać bez złożenia ślubowania przed prezydentem (jaki byłby bowiem sens składania takiego ślubowania?). Przekonywał też, że już sam ich wybór był wadliwy, gdyż naruszał zasadę autonomii parlamentu (patrz Punkt 7).

 

W wyroku uznano jedynie, że art. 21 ustawy o TK nakłada na Prezydenta obowiązek niezwłocznego przyjęcia ślubowania od wybranych sędziów. Podkreślam – niezwłocznego. Znów osoby bezkrytycznie słuchające mediów głównego nurtu odsyłam do sentencji wyroku. Jest to generalna ocena interpretacyjna normy i jako taka wiąże na przyszłość. Stąd oceny zachowania Prezydenta w jej kontekście można dokonywać przy wyborah sędziów TK dokonywanych po dniu ogłoszenia wyroku. Wyrok z 3 grudnia ogłoszono 14 grudnia 2015 r. [12]

 

Rozumienie wyroku w sposób ilustrowany zdaniami: ‘Trybunał orzekł, że powołanie sędziów było zasadne’, ‘Należy wykonać wyrok Trybunału, czyli odebrać ślubowanie od osób prawidłowo wybranych jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu’ jest niezgodne z Konstytucją, ponieważ oznacza wyjście poza konstytucyjne kompetencje TK, w których nie mieści się osądzanie konkretnych indywidualnych aktów stosowania prawa. /.../ Kontrola jednego z przepisów zastosowanych przy wyborze (dotyczącego zgłoszenia kandydata) nie przesądza o prawidłowości wyboru osób przez poprzedni Sejm. A wybór nie był prawidłowy, ponieważ naruszał inne normy. A tych TK w tej sprawie nie rozpatrywał [13]

 

Powyższego wnioskowania nie zmienią tyrady i ekwilibrystyka słowna sędziego Leona Kieresa w uzasadnieniu orzeczenia TK. Gumowe kwiatki (dające się dowolnie wyginać i naciągać) typu: „Zasady zgłaszania kandydata na sędziego TK to materia wykraczająca poza wyłączność Regulaminu Sejmu” (a więc jeśli w Regulaminie Sejmu jest inaczej niż w ustawie, to nie należy zwracać na to uwagi? Dlaczego więc koledzy Leona zastosowali się do Regulaminu, kiedy im to bardziej pasowało?) lub „A więc Sejm wpływa przez to [uzupełniając skład TK] pośrednio na czynności niezależnego względem siebie organu” (to źle? a więc nie uzupełniać? czy może Leon zawodowiec wskaże palcem, kogo przyjąć?), lub też: „Uchwały Sejmu o braku mocy prawnej październikowego wyboru 5 sędziów dotyczą politycznego stanowiska Sejmu i nie wiążą prawnie prezydenta; są aktem o charakterze wewnętrznym” (tamte, nasze uchwały mają moc i należy się do nich zastosować? A te inne, nowe, są niedobre, bo nie nasze?). Kiedy Leon Kieres zostawał prezesem IPN, myślałem, że to porządny człowiek. Jednak się myliłem. I w IPN-ie i w TK prowadzi szkodliwą dla Polski działalność.

 

MIT 3
Trybunał Konstytucyjny może orzekać bezpośrednio na podstawie Konstytucji i nie musi stosować się do znowelizowanej ustawy o TK. NIEPRAWDA.

Trybunał nie jest związany ustawą i podlega samej Konstytucji tylko w tym znaczeniu, że może oceniać, czy ustawa o TK jest zgodna albo niezgodna z Konstytucją. Jednak w czasie swojego działania ma obowiązek stosować się do ustawy. Wynika to z art. 197 Konstytucji, który mówi, że organizację i postępowanie przed Trybunałem określa ustawa. Ta norma to właśnie przejaw równowagi i trójpodziału władz [12]


 

Punkt 7. Konkluzja

Wybór wszystkich 5 osób, a nie tylko dwóch grudniowych, naruszał Konstytucję RP. Rzeczpospolita Polska jest nie tylko państwem prawnym, ale demokratycznym państwem prawnym (art. 2 Konstytucji). Uznanie właściwości Sejmu ustępującego po dniu wyborów Sejmu nowego narusza wspomnianą zasadę demokratyzmu, zasadę zwierzchnictwa Narodu (Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu – art. 4 ust. 1 Konstytucji) i zasadę przedstawicielstwa (Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio – art. 4 ust. 2 Konstytucji) [13]

 

Dlatego właśnie w moim komentarzu na fb odpowiedziałem koledze: PISZESZ BZDURY. Niestety, te bzdury, utrwalone w świadomości mity, bajki z mchu i paproci, które ludzie postanawiają uznawać za prawdę stają się betonowymi warowniami nie do pokonania przez zwykłego śmiertelnika. Może się to wydawać absurdalne, ale nawet postawienie przed oczami takiego człowieka wazonu, nie oznacza wcale, że uzna, że widzi wazon i że jest to wazon rzeczywisty. Przedstawienie faktów i logicznej ich wykładni nie oznacza, że ludzie ci przestaną głosić swoje kłamliwe interpretacje i swoje wyobrażenia o tym, co jest, a co nie jest prawdą. Trudno. Więcej zrobić nie mogę.

 

Wszelkiej maści krytycy rządu bazują na nieświadomości i braku podstawowej wiedzy rzeszy wspierających ich pożytecznych idiotów – należą do nich idealiści, marzący o świecie, który funkcjonuje jak szwajcarski zegarek; ludzie zmanipulowani przez media, którzy nie potrafią analizować lub weryfikować faktów; oraz lewicowi anarchiści i zwykli debile, którzy wykorzystają każdą okazję do robienia zadymy. Nadal mamy duże zaufanie do człowieka w mundurze, kitlu, z tytułem naukowym czy na stanowisku. Niestety, coraz częściej potwierdza się, że nie należy ufać każdemu. „To przecież wyrok sądu”. Tak? Tego, który uniewinnił sędziego po kradzieży 50 zł, czy tego, który skazał dziadka za cukierka? „Bo tak powiedzieli konstytucjonaliści”. Serio?

 

Konstytucja ma być napisana tak, żeby każdy mógł ją zrozumieć i był w stanie się na nią powołać. Bo to w niej gwarantowane są nasze prawa. Nie może być tak, że ktoś zapisy konstytucyjne musi interpretować i okazuje się, że jeden sędzia (czytaj: konstytucjonalista) interpretuje to tak, a drugi sędzia (czytaj: konstytucjonalista) wspak. Nie może być tak, że dwa paragrafy Konstytucji, czy ustawy, przeczą sobie wzajemnie. Nie może, ale jest tak. Taka jest Konstytucja uchwalona za czasów SLD i towarzysza Kwaśniewskiego. Gdyby udało się przeprowadzić lustrację, pewnie mielibyśmy inną Konstytucję – lepszą – i zostałaby ona uchwalona dużo wcześniej.

 

Ten tekst nie jest powodowany chęcią gloryfikacji polityki PiS-u w kwestii Trybunału Konstytucyjnego, ani chęcią usprawiedliwiania błędów czy niedociągnięć popełnionych w tej sprawie, a jedynie prostą i niemożliwą do stłumienia potrzebą, aby dać świadectwo prawdzie. Zebrałem tu fakty - w jednym miejscu. Nie zamierzam za każdym razem szukać źródeł, poświęcać czas na klecenie niepełnych odpowiedzi, mozolnie konstruować długie wpisy, które na fb nazywa się „postami”. Co wspólnego z postem mają te wpisy (komentarze, odpowiedzi, opracowania - język polski jest bogaty w słownictwo różnego rodzaju)? Jedynie post od zdrowego rozsądku i refleksji. Ktoś się męczy, żeby coś napisać, a komentator „postu” skwituje to potem jednym słowem (lub wcale) i nie podejmie dyskusji. I co mu zrobisz?

 

Don Kichote kochał Dulcyneę. A może tak mu się tylko wydawało? Skoro – jak twierdzisz – kochasz Polskę, albo przynajmniej tak ci się wydaje, to z łaski swojej nie szkodź jej. Nie szkodź Polsce. Tyle wystarczy. Na początek.

 

[1] Ewangelia Jana 18:37-38
[2] Ewangelia Jana 8:32
[3] Kto rozstrzygnie o konstytucyjności ustawy o Trybunale Konstytucyjnym?
[4] Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym z dn. 1 sierpnia 1997 r.
[5] Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym z dn. 25 czerwca 2015 r.
[6] Regulamin Sejmu RP
[7] Cztery konkrety, czyli cała prawda o skoku na Trybunał Konstytucyjny - analiza
[8] Sędzia Wronkowska-Jaskiewicz orzeka w TK bezprawnie - są wątpliwości
[9] Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. czerwcowej ustawy o Trybunale
[11] W Trybunale osiągnęliśmy dno
[10] Czy to możliwe? Trybunał w zadumie radzi, a politycy Platformy wysyłają sobie projekt orzeczenia
[12] Trzy fundamentalne kłamstwa na temat Trybunału Konstytucyjnego
[13] Wiceprezes TK sędzia Stanisław Biernat wysadził wyrok TK z-3 grudnia 2015 r w powietrze

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:11)

Komentarze

Przyznam, że ciężko się czyta teksty prawnicze. Zapewne dlatego potrzeba prawników, żeby interpretować prawo, bo jest ono specjalnie tak strasznie skomplikowane. 

W czasach, gdy trwał bój o TK popełniłem na ten temat serię rysunków. Większość dotyczyła kompletnie dla mnie niezrozumiałego braku logiki w wypowiedziach związanych z TK prawników i polityków. 

Pozwolę sobie kilka z nich poniżej zamieścić...

(wyjaśnienie - Niemcy sfinansowały obchody jubileuszu TK)

Jak skończyła się awantura o TK, to kasta okopała się w SN...

Wiem, dużo tego :-) Ale też sądy sobie na to zasłużyły...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1638027

...ale i tak za krótki, bo nie wszystko w nim zawarłem. Część wątków musiałem usunąć, żeby nie powiększać i tak dużej objętości i nie zniechęcać tych (pewnie nielicznych), którzy zdecydują się przez to przebrnąć - bądź pierwszy raz, bądź dla przypomnienia sobie.

Co do trudności... jeśli zostałyby same cytaty z aktów prawnych, bez komentarzy, to owszem, byłoby to trudne. Jednak komentarze ułatwiają zrozumienie - chyba, że ktoś się z nimi nie zgadza :)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1638032

Moze tu prosto przypomne sens główny "opracji PO i PSL" bez gmatwania  i bez Pilata

Ustawa z czerwca o drugą, otwierała "odmienną  procedurę" powoływania sędziów Trybunału.Przypomnę oraz "odwolania" Prezydenta:

Art. 131 Konstytucji przewiduje niekompletną procedurę uznawania – przez Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu – Prezydenta RP za przejściowo nie mogącego sprawować urzędu (tzw. „przejściowa niemożność sprawowania urzędu”). Ten konstytucyjny przepis uprawnia Marszałka Sejmu do wystąpienia z wnioskiem w takiej sytuacji do Trybunału, który „rozstrzyga” w tej sprawie. Jeśli Trybunał uzna „przejściową niemożność sprawowania urzędu” przez Prezydenta RP, to „powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta RP”. Konstytucja nie określa jednak z jakich powodów Marszałek Sejmu mógłby uznać tę „przejściową niemożność sprawowania urzędu” przez Prezydenta i wystąpić z wnioskiem do Trybunału.

Otóż, nowa „sędziowska” ustawa o TK uchwalona przez Sejm mimo BRAKU w art. 131 Konstytucji wyszczególnienia przyczyn i powodów dla wystąpienia z wnioskiem przez Marszałka Sejmu do Trybunału Konstytucyjnego – wprowadzała cały nowy rozdział 10 w tej sprawie. Nigdy przedtem regulacji takiej w ustawach dotyczących Trybunału nie było. Rażąca niekonstytucyjność tych przepisów nowej ustawy polega na tym, ze przyznaje ona Marszałkowi Sejmu kluczową kompetencję do swobodnego określenia (wymyślenia) we wniosku do TK przyczyn zawieszania Prezydenta. Marszałek może określić je samodzielnie nie będąc zobowiązanym choćby do konsultacji tego istotnego elementu z innymi siłami politycznymi. W razie np. wygranej PO w ostatnich wyborach parlamentarnych, można byłoby sobie wyobrazić  przy takim stopniu agresji PO wobec Prezydenta A. Dudy. polityczne wykorzystanie tego przepisu przez PO-wskiego Marszałka Sejmu, który mógłby „zdjąć” z urzędu demokratycznie wybranego Prezydenta, np. za zwłokę przyjęcia ślubowania. PO-wski Marszałek mógłby wskazać jako powód czasowego zawieszenia Prezydenta np „utratę przez niego władz umysłowych” lub też inne nieweryfikowalne powody, np. „zniknięcie Prezydenta”, jego „ucieczkę” itp. Nieżyczliwy Marszałek mógłby ukarać Prezydenta też np. za suwerenne decyzje broniące interesów wojskowych czy gospodarczych Polski w stosunkach zewnętrznych w sposób, które grupie dominującej po wyborach z różnych powodów nie odpowiadałyby.Za kolezanka K. Pawłowicz przytoczę "Przepisy rozdziału 10 nowej ustawy były  antykonstytucyjnym skandalem!" Uchwalonej na polityczne potrzeby przegranej ekipy. Pozdr

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

prof Rycho

#1638131

Dziękuję za wyjaśnienia szczegółowe, które pomagają ujrzeć lepiej i przez to zrozumieć skalę tego przekrętu.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1638257