Skrzydełko czy nóżka? A koń jaki jest

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Do napisania tego tekstu zostałem sprowokowany. A więc w razie czego... jakby co, to nie ja, to on. Ja nie tego... A o co w ogóle chodzi? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

 

Otóż w Konferari... wróć, w Konfirmacji... wróć, jak to było? Aaa... w Konfederacji formacje są trzy. Pierwsza: KOR-WIN, gdzie KOR to nie żaden komitet obrony i na pewno nie robotników, ale wnętrze, rdzeń (okryty czasem korą, ale tylko jeśli mowa o drewnie lub drzewie – w pierwszym wypadku suchość powoduje większą zapalność, a w materiale żywym zapalczywość, co jest lub może być groźne), a WIN to bynajmniej nie kradziony akronim znanej organizacji niepodległościowej, ale cały katalog WIN (i to nie o napitki tu idzie), czyli przewinień (jak to u alkoholika, lub sommeliera, jest parcie na szkło). Rdzeń win. Sedno w tym, że win skrywanych (może dlatego okrytych korą, niestety nie zawsze mózgową) i bardzo zapalnych (drewno!).

 

Sztandarową postacią jest tu cekaem, pardon, JKM, a właściwie, jak to kiedyś wyjaśniałem, Ja-Kur-Pier, czyli człowiek-firma na politycznym firm remanencie... wróć, firmamencie. I znowu muszę zastrzec, że nie chodzi o firmę po mencie czy menelu, bo człowiek elegancki z manierami, choć nad wyraz zmanierowany w istocie... swej istocie, czyli w rdzeniu. A skoro człowiek-firma to nie dziwota, że się poczuł i zasilił szeregi strajkujących przedsiębiorców (czyli nie KOR, ale KOP się to powinno zaczynać). Wielu tam było biorców, ale niewielu przed się. Choć w końcu ci, co biorą, to raczej przed się łapki wyciągają, a nie za się (ci to zasiębiorcy). Zza niełatwo kopertę wziąć. Da się wsunąć w kieszeń z boku. Zboków to jest wielu – jak jeden mąż (mąż innego męża – sam miąższ, czyli rdzeń, sedno – se dno takie zrobili). Jeden taki se na torach chciał ten tego i go rozjechało. Inni se natora pokochali, ale w maseczce trudno ten tego. No.

 

Druga formacja to kontr-formacja – nie mylić z kontrreformacją, broń Boże (i znowu należy się wyjaśnienie, że to nie prośba do Boga o dostarczenie broni, choć... w sumie, kto wie) – o nazwie zbliżonej do nazwy, to znaczy nazwa jak nazwa, ale podobna do nazwy całego ugrupowania, bo to też „Konfederacja”. Niezbędnych jest tu kilka słów wyjaśnienia. Otóż, być może jest to jedynie chochlik drukarski i powinno być Koń-Federacja, czyli taka federacja imienia Romana Gie, ale nikt nie zauważył, że kreskę ktoś wciągnął – nie wiem, kto, kiedy i gdzie wciągał – ale teraz zostaliśmy bez. Ładny kwiatek. Nie ten bez. Tak się mówi, a chodzi o tę Koń-Federację bez rumaka czy wierzchowca (co ma hopla na punkcie wieżowca). A jeśli Koń-Federacja, to pytanie brzmi, czy nie jest to Federacja Koń-trojańska. Dumał, nie dumał, koniem nie budiesz – jak ponoć mawiał jeden poseł w Dumie. Poseł, bo miał blisko.

 

Tak więc Konfederacja to pierwszy człon nazwy tej federacji, która wchodzi w skład tej drugiej Konfederacji, tej ogólnej Konfratrii, czyli Konfederacji wyższego rzędu. Można by tak rzec. A dwa pozostałe człony to... no właśnie, to ciekawe, że akurat teraz, w tych okolicznościach przyrody (i w mieście też), gdy grasuje wokół nas ta cała pandemonia i ten koronawirus czy koronowirus – jak zwał, tak zwał – na terenie naszego kraju działa sobie jak gdyby nigdy nic Konfederacja Korony Polskiej. Korona w czasach koronawirusa. Czy to nie koronny dowód? Ale czego? Nie miałem o KKP zielonego pojęcia – właściwie żadnego pojęcia, bo zielone to ono jest dopiero po ostatnich opadach, kiedy to opadły mi ręce, jak zobaczyłem na własne oczy (zwykle widzę na własne, ale nie zawsze, bo czasem nie widzę wcale) co oni robiom, mówiom i w ogóle wyczyniajom. Skaranie Boskie. KKP. Nie KPP. I nie PKP. KaKaPe z GieBe. I kropka. Cały komentarz.

 

A trzecia formacja to Ruch Narodowy reprywatyzowany... wróć, reprezentowany przez kandydata na prezydenta Krzysztofa Bosaka. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie są to wybory na „prezydenta Krzysztofa Bosaka”, bo Bosak (boBo sak – co to może znaczyć?) prezydentem jeszcze nie jest. Nie chodzi też o wybór kogoś, kto będzie prezydentem Krzysztofa Bosaka, bo on nad sobą prezydenta nie potrzebuje. Chodzi o samego Krzysztofa Bosaka, który ubiega się (ciekawa sprawa, gdy ktoś próbuje ubiec samego siebie, ale może coś w tej strategii jest) o fotel prezydenta. Fotel to nie w kij dmuchał (jak mawiał mój wujo), chałupę trzeba mieć sporą, bo dużo miejsca toto zajmuje i do pokoiku się nie nada („nie nada” – naprawdę dziwne zbitki wyrazowe tu się pojawiają... przypadkowo).

 

Zatem Ruch Narodowy. Ruch to my wiemy, co to jest: prasa, książka, Ruch. Najlepiej na świeżym powietrzu. Narodowy, to już trudniejsza sprawa. Są dwie opcje. Naro-dowy, czyli nara mówi do (w)dowy – wykorzysta taki i sobie pójdzie, nawet wdowiego grosza poskąpi. Lub Na-rodowy. Grubsza sprawa, bo rod to pierwiastek promieniotwórczy... wróć, to rad, rad posiada własności promieniotwórcze (był nawet kiedyś taki kraj: Kraj Rad – silnie promieniotwórczy, mimo że część myślała, że to kraj dobrych rad i się na tych radach przejechała). Notabene, własności chemiczne radu są zbliżone do baru. Jak ktoś często zagląda do baru to wie, że potem promieniuje (choć nie twórczo) i ludzie omijają go z daleka – tym bardziej, że się zatacza. Natomiast rod to metal szlachetny. Znacznie lepiej brzmi, prawda? Ale... Zawsze musi być jakieś ale, alle (to z baru, chłodzone, promieniotwórcze), aleeee... nazwa rod pochodzi od greckiego słowa rhodon (róża), a róża ma kolce. Mawiają niektórzy, nie ma róży... bez ognia. A jak w pobliżu suche drewno (i kora), to pożar gotowy. Miejmy się zatem na baczności.

 

I kiedy tak rozmyślałem o tym trumien-wariacie... wróć, triumwiracie, przypomniał mi się film „Skrzydełko czy nóżka?” z Louisem de Funes. Komedia. Ten film, nie triumwirat. Tak jakoś mi się skojarzyło. I myślę sobie, kto tu jest skrzydełkiem, a kto nóżką? Choć w tym wypadku są trzy frakcje, więc... może raczej dwie nóżki i skrzydełko, albo jedna nóżka i dwa skrzydełka. Jeśli tylko jedna nóżka, to będzie kuśtykać nieporadnie, ale może wzleci („zleci”? - tylko co i komu? lub też „źle ci” – znowu ktoś kreskę wciągnął, nałogowiec – skoro niedobrze, to chciałbyś dobrze i na dobro albo na dobre masz odlot – szczególnie po kresce – a odlot po kresce jeszcze nikomu na dobre nie wyszedł). Czyli jest szansa, że wzleci. I dokąd poleci, co właściwie nam poleci – bo byle polecaczy to ci u nas wielu? Z kolej przy dwóch nóżkach i tylko jednym skrzydełku raczej nie wzleci. No, może zleci i się potłucze (niektórzy już gadają jak potłuczeni). Zatem kluczowa sprawa to... kto tu jest kto? Hu is hu? (i nie chodzi wcale o chuchanie do alkomatu). Kto jest kto? Pytanie oto jest.

 

Ja-Kur-Pier (nie chodzi o kurzą fermę, Jana Serce, ani krupiera z Jastarnii), to trochę taki bon vivant, lekkoduch, więc raczej nie nóżka, ale skrzydełko. Tylko czy on mógłby poderwać... chyba swoje to on już w życiu poderwał, ale spuśćmy na to (pardon) zasłonę... chodzi o to, czy tę całą Konfederację mógłby poderwać do lotu? Czy jest raczej do luftu? I nie Krzysztof Luft (ten to jaki jest, każdy widzi), lecz Ja-Kur-Pier (coraz bardziej z francuska mi to brzmi, tak arystokratycznie, na sto, faktycznie, acz z drugiej strony jakoś sztywno, sto-arktycznie, procent oczywiście, brrr... chłodem z Syberii powiało).

 

A GieBe, czyli MakGregor (Mak to ważny przedrostek, miał go MakCartney, ale to było na długo przed komisją MAK), czyli Braun (brunatny) to raczej nie skrzydełko, ale nóżka. Właściwie to rączka (podniesiona czasem w charakterystyczny sposób), acz niby po polsku. Zatem na razie mamy 1+1 (jedna nóżka + jedno skrzydełko), a nie 2+1 (taki zespół, ale nie o to tu chodzi), ani też nie 1+2. I co teraz? Jak żyć?

 

W tej Konfratrii... wróć, w Konfederacji pozostaje jeszcze Bosak. Skrzydełko czy nóżka? Jeśli to bosak piratów z Karaibów, to może się okazać skuteczny. Bach... i przyciągamy statek do abordażu, a potem przelatujemy na drugi okręt na linie. Przelatuje? Czyli skrzydełko. Ale jeśli to zwykła podróż za jeden uśmiech na bosaka, sytuacja zmienia się radykalnie (taki nurt) – o 180 stopni. Podróż na bosaka – czyli nóżka. Dylemat „skrzydełko czy nóżka?” pozostaje nierozstrzygnięty. I gdy już od myślenia rozbolała mnie głowa, zgłodniałem (zjadłbym konia z kopytami) i zaschło mi w gardle... przyszło olśnienie. Koń ma cztery nogi. Jak dorzucimy konia, to dylemat sam się rozwiąże. Jednak nóżka. Uff... Idę zjeść kabanosa.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:15)

Komentarze

kursu dziennikarskiego w Wyzszej Szkole Kultury Spolecznej i Medialnej w Toruniu...

Moze okazac sie Czarnym Koniem Ojca R...?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1630621

Tego nie wziąłem pod uwagę. To kompletnie rozwala moją teorię, której w sumie nie mam, ale myślałem już, że będę miał... Jaki ten świat dziwny... i mały...

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1630673

Bardzo mi przykro, ale ocenilem Twoja prace na "trojke", ze wzgledu na przerost formy nad trescia. 

Pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1630807